• Idzie sobie Grześ...
  • SH
  • Repertuar
  • Slajd Wirtualny Spacer
  • rodzinka
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Wirtualny spacer po Strefie Historii
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • Zdrowy Świdnik

Felietony Joanny Pąk

Mieszkanka Świdnika, absolwentka pedagogiki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Od urodzenia jest osobą niepełnosprawną, choruje na porażenie mózgowe. Mimo dużych ograniczeń manualnych nauczyła się pisać prawą stopą. Wiersze pisze od V klasy Szkoły Podstawowej. Pisząc swoje utwory stara się w nich ukazać wartość drugiego człowieka, głębię własnej duszy i wielkość ludzkich uczuć. Wydała 9 tomików wierszy.


9 stycznia 2015 r.

Korzenie, drzewo, dom

Święta Bożego Narodzenia mają w sobie moc, która dzieciom niesie radość z oczekiwania na przyjście Jezuska, oczekiwanie na pierwszą Gwiazdkę, która przynosi wymarzone prezenty i inne niespodzianki. Dorośli również w tym czasie wracają do wspomnień z okresu dzieciństwa. Ja też uległam czarowi retrospekcji, kiedy wszystko było bajecznie kolorowe i błyszczące.

Korzenie

Dziecięce lata spędziłam w małej miejscowości, a drewniany duży dom był moim azylem. Na święta Bożego Narodzenia wraz z gromadką dzieci z sąsiedztwa czekałam niecierpliwie już od 6 grudnia. Tego dnia święty Mikołaj przynosił nam prezenty, może nie wszystkim te wymarzone, ale zawsze coś dobrego wydobywał ze swojego przepastnego worka. To ten dobry święty zawsze był dla nas dzieci zwiastunem bliskiego narodzenia Bożej Dzieciny.

W dzień wigilijny wszyscy mali mieszkańcy domu ubierali żywe choinki, a zapalone woskowe światełka na tych kolorowych drzewkach były znakiem, że postnik czas zacząć. Po wieczerzy dzieci przychodziły do mnie z opłatkiem i składaliśmy sobie życzenia. Potem było podziwianie choinki, a raczej buszowanie pod drzewkiem w poszukiwaniu prezentów. Gdy cel został osiągnięty naszym wspólnym zabawom nie było końca, dzieci rozchodziły się do swoich mieszkań dopiero przed Pasterką. Tak było co roku. To był dom, którego klimat tworzyli mieszkańcy, wśród których wzrastałam. Tam zapuściłam swoje korzenie. Tak mnie się wtedy przynajmniej wydawało.

Drzewo

Nowe świdnickie mieszkanie zauroczyło mnie wyższym standardem, własnym pokojem i lepszym kontaktem z lekarzami, co w moim przypadku nie było bez znaczenia. Jednak moja euforia nie trwała długo. Nadeszły pierwsze święta, co prawda z cudną sztuczną choinką, lecz bez przyjaciół, bo już ich tutaj nie było. Z biegiem lat brakowało osób przy wigilijnym stole, prezenty już tak nie ekscytowały, ponieważ nie było z kim dzielić radości porównując otrzymane lalki z brodatymi krasnoludkami. Brakowało mi uśmiechów życzliwych koleżanek, ich rąk zrywających ukradkiem cukierków ze świątecznego drzewka. Nie było tego uroku nawet wtedy, gdy rodzice jawnie podawali mi je do ust. Nie było już tego zakazanego owocu, który dawał mi poczucie swobody i niezależności. Czułam się tak, jakbym nie miała tutaj korzeni.

Jednak w miarę upływu lat poczułam, że tu w Świdniku, zaczęły powoli odrastać moje odcięte korzenie. Zostały one podlewane „wodą” ludzkich spojrzeń, najpierw nieśmiałych, potem budzących ośmielenie, aż wreszcie zaczerpnęłam źródlanej wody, w której jest zaufanie do mojej niepozornej osoby. Dzięki temu stałam się drzewem mocno zakorzenionym w tej świdnickiej ziemi i społeczności. Teraz jestem pewna, że żaden wiatr niepowodzeń nie zdoła mnie przewrócić w przepaść. Zawsze będę mogła czerpać wodę ze źródła ludzkiej dobroci. Ze źródła ich serc.

Dom

Po wielu latach zrozumiałam, że to tutaj mam swoje cztery ściany, w których też przecież przeżyłam już różne wigilie. Świdnik jest już moim miejscem na ziemi, tutaj przeżywam moje zachwiania i wzloty, życiowe burze, lecz zawsze widzę tęcze na bezchmurnym niebie. Mam gdzie wracać z najdalszych podróży, bo tutaj jest mój dom, moje miejsce na ziemi. I tak już pozostanie.

31 grudnia 2014 r.

Sylwestrowe szaleństwa

Któż z nas nie przeżył przynajmniej raz w życiu sylwestrowej nocy wśród strzałów fajerwerków, korków od szampana i tańców aż do świtu? Oprócz Bożego Narodzenia jest to noc, podczas której człowiek nie powinien być sam. Kończący się rok powinien mieć finał radosny, aby nowy rok zaczynał się w każdym z nas optymizmem i uśmiechem.

Tradycja świętowania nocy sylwestrowej

W roku 999 obawiano się apokalipsy czyli przepowiadanego końca świata. Ludzie żyli w strachu przed mającym nadejść kataklizmem. Nowe milenium nie przyniosło jednak spodziewanego sądu Bożego. Po północy zaczęto więc z radości tańczyć, śpiewać i świętować. W 1000 nowy rok papież Sylwester II udzielił wiernym pierwszego błogosławieństwa „urbi et orbi” czyli „miastu i światu”. To błogosławieństwo udzielane jest w nowy rok przez papieży do dnia dzisiejszego.

Świętowanie zakończenia roku w naszym mieście

W Świdniku - jako pierwszym mieście w Polsce - od wielu lat mieszkańcy spotykają się w sercu miasta, by wspólnie witać Nowy Rok. Z biegiem lat ta tradycja rozprzestrzeniła się na inne miasta w naszym kraju. Na świdnickim placu nadal strzelają korki od szampana, wszyscy składają sobie życzenia. Ta integracja jest bardzo potrzebna, ale czy bezpieczna to już zależy od nas samych.

Wiele lat temu Nowy rok zaczął się tragicznie dla jednej z naszych mieszkanek. Wystrzelone fajerwerki trafiły w twarz młodą dziewczynę. Na pewno nie tak wyobrażała sobie powitanie Nowego Roku. Często spotyka się tam też młodzież zakropiona alkoholem i nie zaważa na zachowanie bezpieczeństwa wokół siebie narażając swoje i zdrowie innych świętujących. Nawet nastolatki bez opieki mogą stanowić zagrożenie dla samych sobie lub być narażone na niebezpieczeństwo ze strony pijanych osobników.

A na zakończenie trochę wspomnień z dozą humoru. Wiele lat temu mój nastoletni brat wraz z kolegą wybrali się (bez wiedzy rodziców) na powitanie Nowego Roku na świdnickim placu. Już jako dorośli mężczyźni przyznali się, że prawie przez cały czas leżeli pod choinkami, bojąc się wybuchów petard i fajerwerków. Do domu wrócili z postanowieniem, że już nigdy tam nie pójdą bez kogoś dorosłego. Tak oto sami przekonali się o grożącym im niebezpieczeństwie.

Stojąc na progu Nowego Roku 2015 życzę wszystkim bezpieczeństwa i spokoju nie tylko na całym świecie, ale także na ulicach naszych miast.


23 grudnia 2014 r.

Tradycja szopki betlejemskiej

W Polsce architektoniczne szopki betlejemskie pojawiły się w XIX w. w Krakowie. Wcześniej miały one formę ulicznych teatrów przedstawianych w okresie świąt Bożego Narodzenia. Udział w tych spektaklach brały zazwyczaj osoby przedstawiające postaci z biblijnych opisów opowiadających o Narodzeniu Chrystusa. Aktorami byli żacy, młodzież rzemieślnicza oraz służba liturgiczna. Obecnie przedstawiane są tzw. jasełka, a od niedawna 6 stycznia organizowane są także barwne Orszaki Trzech Króli, które przybierają formę widowisk opowiadających o Narodzeniu Pańskim.

Szopka św. Franciszka

Prekursorem szopki betlejemskie był sam święty Franciszek. Chciał on ożywić i rozpowszechnić kult do Bożej Dzieciny, a tym sposobem wyrazić także wdzięczność za cud wcielenia Zbawiciela. W 1223 roku św. Franciszek w wigilię Bożego Narodzenia zgromadził ludność włoskiego miasteczka Greccio i jego okolic przy jaskini. Tam przygotowany był już żłóbek, słoma oraz żywe zwierzęta. Przed ołtarzem leżała figurka Bożej Dzieciny, która wg. legendy wyciągała ręce ku przyszłemu świętemu, a nieziemskie światło oświeciło całą okolicę. W ten oto sposób Biedaczynie z Asyżu udało się obrazowo odtworzyć cud narodzenia Zbawiciela świata. Dzięki temu widowiskowemu przekazowi ludzie bardziej świadomie przeżywali święta Bożego Narodzenia również wewnątrz własnych serc, a Jasełka z Greccio rozpowszechnione zostały we wszystkich zakątkach ziemi.

Szopka krakowska

W II połowie XIX w. pojawiły się architektoniczne szopki. Wykonywane były w Krakowie, a inspiracją i wzorcem do ich powstawania były zabytkowe kościoły. Twórcami szopek byli przeważnie rzemieślnicy ludowi z przedmieść Krakowa i okolic. Pierwszym wykonawcą dojrzałej architektonicznie szopki na tym terenie był Michał Ezenekier – kaflarz z Krowodrzy. Zawierała ona figury Maryi, Józefa i Dzieciątka, pasterzy oraz zwierząt. Szopka była obnoszona przez kolędników, aż do I wojny światowej, kiedy to władze austriackie zakazały kolędowania. Po okresach wojennych tradycja szopek odżyła i przybrała formę konkursów. Obok figurek świętych pojawiają się także postaci, które miały znaczący wpływ na rozwój i przemiany naszego kraju. Można tam zobaczyć np. Mikołaja Kopernika, Tadeusza Kościuszkę oraz Jana Pawła II. XXI w. przyniósł nowe pomysły na tworzenie żywych szopek w kościołach oraz na rynkach większych miast. Ta koncepcja ma swoich zwolenników i przeciwników ze względu na nasze warunki klimatyczne, które mogą mieć niekorzystny wpływ na żywe zwierzęta. Jednak zwolennicy i sceptycy tego typu szopek patrząc na nie, zatrzymują swoje myśli przy tej pierwszej, która miała na celu rozpowszechnienie narodzin Jezusa w sercu każdego człowieka. Idea św. Franciszka przetrwała do czasów dzisiejszych i przynosi dobre owoce w postaci przekazywania z pokolenia na pokolenie faktu narodzenia Bożej Dzieciny.


11 grudnia 2014 r.

Symbole i znaki Adwentu

Przełom listopada i grudnia w naszej polskiej tradycji to okres trwania adwentu. We wszystkich kościołach odprawiane o świcie Msze święte zwane są Roratami, podczas których zapalana jest świeca zwana „Roratką”. Ozdabiana bywa zwykle niebieską wstążką. Następnym widzialnym znakiem adwentowym jest wieniec z czterema świecami, zapalanymi kolejno w poszczególne niedziele okresu adwentowego. Dzieci przychodzące na Roraty zapalają lampiony. Mimo, że jesteśmy już na przełomie Adwentu warto przypomnieć sobie znaczenie tych zwyczajów i symboli religijnych.

Adwent

Adwent – jest to czterotygodniowy okres poprzedzający Boże Narodzenie. Ten szczególny czas oznacza przyjście naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Na to przyjście trzeba się przygotować duchowo uczestnicząc w mszach świętych zwanych Roratami. W Polsce Adwent i msze święte roratnie wzięły swój początek od XII wieku. Inicjatorką była św. Kinga, a pierwsze nabożeństwo zostało odprawione na Wawelu. Wówczas na czele orszaku do kaplicy wchodził król i od paschału odpalał świecę roratnią. Obecnie do kościołów i kaplic śpieszą także ludzie różnych stanów, aby modlić się o dobre przeżycie świąt Bożego Narodzenia, oddając cześć Najświętszej Maryi Pannie, matce Zbawiciela.

„Roratka”

Świeca „roratka” jest symbolem obecności Niepokalanej Maryi, która przez cały okres adwentu niesie w swoim łonie Chrystusa – prawdziwe Światło. Dekorowana jest zwykle niebieską lub białą wstążką z dodatkiem zielonych gałązek. „Roratka” zapalana jest na mszach świętych porannych, oprócz niedziel i świąt.

Wieniec adwentowy

Zrobiony jest ze świerku lub innych zielonych gałązek, ozdobiony bywa kwiatami, a na nim są cztery świece. Każda ze świec ma inną symbolikę: 1 świeca symbolizuje przebaczenie Boga wobec nieposłuszeństwa pierwszych rodziców 2 świeca jest symbolem wiary Narodu Izraelskiego 3 świeca oznacza radość króla Dawida, który celebruje Przymierze z Bogiem 4 świeca jest symbolem nauczania proroków, którzy przepowiadali przyjście Mesjasza. Poszczególne świece są zapalane w kościołach lub w domach , za leżnie od przeżywanego tygodnia Adwentu. W wigilię Bożego Narodzenia płonące cztery świece są symbolem bliskiego przyjścia naszego Zbawiciela.

Lampion roratni

Adwentowym zwyczajem są również lampiony. Są one przynoszone przez dzieci na msze święte roratnie i odpalane od świecy „roratki” i z zapalonymi wewnątrz nich świeczkami po zakończonym nabożeństwie wracają do domu. Światło lampionu jest symbolem rozproszenia mroków naszych dusz i jest wskazaniem drogi do Chrystusa.

Kalendarz adwentowy

Zwyczaj korzystania z kalendarza adwentowego pochodzi z XIX wieku i bierze swój początek od niemieckich luteranów. Służy on do odliczania dni od 1 grudnia aż do Bożego Narodzenia. W Polsce zachował się ten zwyczaj w domach, gdzie są małe dzieci niecierpliwie oczekujące przyjścia Bożej Dzieciny.


6 grudnia 2014 r.

Św. Mikołaj - prawda, czy legenda?

Jest taki czas na przełomie listopada i grudnia, kiedy dni są pochmurne, coraz krótsze, a wieczory długie i chłodne,  niekiedy śnieżne i mroźne. Nikt się temu nie dziwi, ponieważ taki mamy klimat. Niedobory słońca uzupełniamy paląc nastrojowe lampiony i świece. To one dają poczucie jasności i ciepła. W tym okresie rozpoczyna się przedświąteczna gorączka. Zanim nadejdzie Boże Narodzenie, pełne rodzinnej atmosfery dzieci niecierpliwie oczekują przyjścia  Świętego Mikołaja i jego prezentów. 6 grudnia jest dniem tajemniczym nie tylko dla naszych maluchów, ponieważ dorośli także podtrzymują między sobą piękną tradycję obdarowywania siebie prezentami w imieniu Świętego Mikołaja.

Biskup czy krasnal?
Jak czytamy z historycznych ksiąg święty Mikołaj żył na przełomie III i IV wieku i był biskupem Miry w Licji. Czczony zarówno przez katolików jak i prawosławnych. Był cudotwórcą, do którego przychodzili zwłaszcza biedni oraz potrzebujący pomocy. W żywotach świętych zapisał się jako wielkoduszny i współczujący człowiek, o czym świadczą liczne podania i legendy. W tych tekstach święty Mikołaj  pomagał potrzebującym zawsze pod osłoną nocy. Nie zależało mu na poklasku i podziękowaniach. Ta tradycja robienia niespodzianek w jego patronalne święto przetrwała do współczesnych czasów. Jednak jego postać obecnie została przekształcona bardziej w baśniowego krasnala, jadącego na saniach zaprzężonych w renifery. Jak widzimy sekularyzacja dotknęła nawet najbardziej lubianego przez dzieci świętego. Niemały wpływ na tę zmianę ma spadek religijności naszego społeczeństwa. Chociaż postać Świętego Mikołaja została przebrana z biskupiego ornatu i mitry w strój krasnala wykrzykującego słynne „ho, ho, ho!” to jednak pozostała niezmieniona idea czynienia dobra.

Ranking prezentów mikołajkowych
Wraz ze  zmianami w  wyglądzie biskupa nastąpiły także zmiany w zapotrzebowaniach na jego prezenty. Dzieci piszące listy do Świętego Mikołaja vel krasnala proszą go np. o tablety, komputery i inne sprzęty elektroniczne, na drugim miejscu w rankingu mikołajkowych potrzeb plasują się zabawki. Oczywiście duże znaczenie w zaspokojeniu tych dziecięcych marzeń ma zasobny portfel ich rodziców. Warto zastanowić się, czy tym sposobem nie skracamy im dzieciństwa? Każdy okres w życiu człowieka ma swoje pragnienia. To od najbliższych zależy, czy dzieci będą miały potrzeby adekwatne do wieku. Wystarczy szczera  rozmowa i uświadomienie, że nawet drobiazgi mają swoją wartość, bo liczy się pamięć, a nie cena na paragonie.
W polskiej tradycji dzień 6 grudnia jest dniem miłych niespodzianek. Nawet dorośli lubią otrzymywać drobne prezenty, które są wyrazem pamięci. Cieszmy się więc tym, co otrzymamy od najbliższych. Patron dnia dzisiejszego uszczęśliwiał potrzebujących tym,
co było dla nich niezbędne. Bierzmy z niego przykład i bądźmy przedłużeniem jego cudotwórczych rąk nie  tylko w ten grudniowy dzień.

 


12 listopada 2014 r.

Huśtawka i co dalej?

W tym roku jesienna aura jest bardzo łaskawa, a słoneczne dni są zachętą do wyjścia na spacery wśród spadających liści. Z tego złotego deszczu cieszą się wszyscy, a najbardziej dzieci, o czym mogłam się przekonać 5 listopada br., będąc na placu zabaw na Podwalu w Lublinie. Tego dnia Stowarzyszenie „Jesteśmy Kroplą” przy wsparciu sponsorów doposażyło tenże plac w huśtawkę dla dzieci z niepełnosprawnością oraz ściankę integracyjną. Pogoda dopisała, a uśmiech dzieci mówił, że warto było starać się o te urządzenia.

„Jak w samolocie…”

Na zaproszenie stowarzyszenia na plac zabaw przyszły dzieci z dwóch lubelskich przedszkoli – w tym jedno integracyjne. Swoją obecnością zaszczyciła nas także pani Monika Lipińska – z-ca prezydenta miasta Lublina. Dzieci poruszające się przy pomocy wózków do tej pory nie miały możliwości korzystania ze standardowych urządzeń na miejscu przeznaczonym dla wszystkich dzieci. Od chwili obecnej będzie inaczej. W środowe przedpołudnie huśtawka dla wózkowiczów była oblegana, a każdy kto się na niej huśtał miał uśmiech na twarzy i dość oryginalne porównania. „Czułam się jak w samolocie” – powiedziała dziewczynka poruszająca się przy pomocy wózka inwalidzkiego, która  pierwszy raz w życiu miała okazję pobujać się na huśtawce. Uśmiech dzieci mówił, że warto było dokonać tej inwestycji.

W planach mamy jeszcze dokupienie karuzeli integracyjnej, jednak jej zakup będzie zależał również od otwartych serc na potrzeby dzieci z niepełnosprawnością. Tego typu urządzenia są bardzo kosztowne, dlatego liczymy na ofiarność potencjalnych sponsorów. Uśmiech szczęśliwych dzieci wynagrodzi wszelkie poniesione koszty oraz wysiłek związany z załatwianiem procedur.

Podczas „testowania” huśtawki i innych zakupionych sprzętów integracyjnych rozdawane były dzieciom książeczki pt.: „Niezwykłe Kolorowanki”. Powstały one w wyniku współpracy naszego stowarzyszenia z fundacją VERBA. Treścią tych książeczek są piękne rysunki i tematycznie związane z nimi krótkie wierszyki mówiące o inkluzji od początkowych lat życia dziecka z niepełnosprawnością. „Nie ma kaleki – jest człowiek” – te słowa wypowiedziane przez wybitną pedagog Marię Grzegorzewską chcemy urzeczywistnić przez włączenie dzieci z zaburzeniami psychomotorycznymi w świat zdrowego społeczeństwa.

Co robimy?

Stowarzyszenie „Jesteśmy Kroplą” prawnie działa od lutego br.,   ale ma na swoim koncie wiele przedsięwzięć na rzecz osób z niepełnosprawnością m.in. pokazy mody, wizaże dla kobiet z niepełnosprawnością oraz bale charytatywne zorganizowane na rzecz osób potrzebujących sprzętu do łatwiejszego funkcjonowania we współczesnym zaganianym świecie. Mamy wiele pomysłów, które chcemy sukcesywnie realizować przy wsparciu lokalnych władz oraz ofiarnych sponsorów.


6 listopada 2014 r.

Osoba starsza i niepełnosprawna jako i pełnoprawny członek społeczeństwa

Już dosłownie parę dni dzieli nas od wyborów samorządowych, które odbędą się 16 listopada 2014 roku.  Polskie państwo demokratyczne zapewnia wszystkim obywatelom udział w życiu społecznym i politycznym. Prawo demokratyczne polega na wybieraniu władzy, udziału w referendach, a także - w razie naruszenia jakichkolwiek praw wolności – do wniesienia Skargi Konstytucyjnej. Takie same prawa obowiązują niepełnosprawnych obywateli po ukończeniu przez nich 18 roku życia. W zależności od stanu zdrowia mają do wyboru kilka możliwości spełnienia obywatelskiego obowiązku, jakim jest wybór władz lub innych przedstawicieli organów państwowych. O przywileje wyborcze mogą się starać osoby starsze, niepełnosprawne ze stopniem znacznym lub umiarkowanym. Przytoczyłam trzy możliwości do wyboru.

 

Głosowanie w lokalach wyborczych

 

Niepełnosprawni wyborcy mają prawo wyboru odpowiednio przystosowanego lokalu wyborczego. Wcześniej muszą dowiedzieć się, gdzie taki lokal jest usytuowany. Na terenie gminy jeden lokal powinien być zaadoptowany na czas głosowania dla potrzeb osób niepełnosprawnych. Następnie wyborca składa wniosek w gminie, na obszarze miejsca zamieszkania, a tym samym dopisuje się do listy uprawnionych wyborców w wybranym okręgu wyborczym. Taką deklarację należy złożyć 14 dni przed datą głosowania.

 

W dniu wyborów Komisja Wyborcza ma obowiązek pomocy zakreślenia wskazanego przez wyborcę kandydata znajdującego się na liście. Oczywiście obowiązuje tu całkowita dyskrecja. Członkowie Komisji są zobowiązani także do wniesienia niepełnosprawnego wyborcy, jeśli w lokalu znajdują się schody.

 

 

Głosowanie korespondencyjne, czyli w warunkach domowych

 

Jeśli osoba niepełnosprawna decyduje się głosować korespondencyjnie musi zgłosić swoją decyzję w gminie odpowiedniej miejscu swojego zamieszkania w terminie 21 dni przed datą wyborów. Zgłoszenie wraz z orzeczeniem stopnia niepełnosprawności można dostarczyć do gminy osobiście, telefonicznie lub e-mailowo. Na 7 dni przed Wyborami niepełnosprawny wyborca otrzyma z urzędu gminy pakiet wyborczy z instrukcją głosowania. Pakiet powinien być doręczony przez pracownika urzędu gminy i przez niego odebrany. Jeśli niepełnosprawny wyborca jest niewidomy może żądać nakładek na listy wyborcze napisanych alfabetem Braille`a

 

 

Głosowanie za pośrednictwem pełnomocnika

 

Inną formą głosowania jest wybór Pełnomocnika, który zagłosuje w imieniu niepełnosprawnej osoby uprawnionej do głosowania. Pełnomocnik powinien być z okręgu wyborczego, co jego mocodawca. Pełnomocnictwa do głosowania udziela się w obecności wójta, burmistrza lub innego pracownika gminy, który ma obowiązek przyjść do domu wyborcy. Akt  pełnomocnictwa sporządza się na wniosek wyborcy, a następnie musi on zostać dostarczony do wójta, burmistrza lub innego pracownika urzędu.

 

Wniosek zawiera dane osobowe zarówno Pełnomocnika, jak również wyborcy. Ponadto w pełnomocnictwie powinno być oznaczenie wyborów, których ono dotyczy. Warto wiedzieć, że wniosek pełnomocnictwa można cofnąć na 2 dni przed terminem wyborów. Szerokie spektrum  możliwości, jakie umożliwia państwo polskie osobom niepełnosprawnym do uczestnictwa w wyborach lub referendach daje im poczucie pełnoprawnego obywatela.


 

 

 28 października 2014 r.

Aby nie zatracić tego, co jest ważne

Ostatnie dni października pachną jesienią, chłód coraz częściej przenika powietrze, liście opadają z drzew, jakby chciały uniknąć zbliżającej się zimy. W tym szarym okresie pory roku przypada Dzień Wszystkich Świętych oraz Dzień Zaduszny. Na grobach bliskich zmarłych robi się kolorowo. Kwiaty, stroiki i płonące znicze to wyrazy pamięci, które są wyrażane przez nas żyjących. Czy ta pamięć będzie nadal trwała to zależy od przekazywania jej młodym pokoleniom.

„Spacery” na cmentarz…

Od najmłodszych lat nie bałam się mogił, cmentarzy. Wręcz przeciwnie, odwiedzanie grobów sąsiadów odbierałam jako coś zupełnie naturalnego. Mimo, że naprzeciw miejsca wiecznego spoczynku był park ja wolałam spacerować wśród wiekowych pomników. Tak już miałam, taki dziecięcy kaprys. A więc w letnie niedzielne popołudnia z rodzicami i sąsiadką chodziliśmy na grób jej męża. Jeszcze wtedy nie miałam nikogo po „tamtej” stronie więc każde wyjście na cmentarz odbierałam jako świąteczny spacer. Fascynowała mnie cmentarna cisza i podmuchy wiatru, który czasami szemrał wśród liści starych drzew.

Dzisiaj patrząc z perspektywy lat wiem, że było to moje pierwsze oswajanie się z przemijaniem życia doczesnego i kultywowanie pamięci o zmarłych przodkach. Nie było w tym okresie pięknych stroików, aksamitnych kwiatów… bibułkowe kwiaty miały swoją tradycję. Lampki nagrobne były gliniane lub w maleńkich kolorowych szkiełkach, które bardziej przypominały słoiczki, jednak świeciły nie mniej piękniej od tych dzisiejszych, a topniejąca parafina wydzielała specyficzny zapach. Zapach przeszłości.

To, co ważne… się zatraca

W latach mojego dzieciństwa nie było zbyt dużego wyboru cmentarnych asortymentów. Czy jednak chodzi tu o nagrobny przepych? Dzisiaj małe dzieci nie uczestniczą w pogrzebach najbliższych. Rodzice chcąc zaoszczędzić stresu związanego z pochówkiem nie wpajają im tego, co jest naturalne w życiu każdego człowieka, że kto się urodził umrzeć musi. Teraz w dobrym tonie jest brać czynny udział w anglosaskiej maskaradzie halloween, gdzie królują wiedźmy i potwory. Tego teatru dzieci się nie boją?

Stojąc przy rodzinnym grobie niejednokrotnie słyszałam z oddali upominania rodziców skierowane do swoich małych następców: „nie dotykaj lampki, bo ubrudzisz sobie rączki…” pośpiesznie czynią znak krzyża, kładą na grobie piękne kwiaty. Cicha modlitwa nad mogiłą z serca płynąca też jest wypierana przez spełnienie obowiązku lub dopełnienia tradycji pośpiesznego, wręcz niecierpliwego uczestnictwa w corocznej mszy świętej odprawianej na cmentarzu. A potem… rodziny jadą do domu na ciepły obiad, przy którym porównują, który z grobów był najbardziej oświetlony i ubrany drogimi kwiatami. Tym sposobem zatracamy w sobie przeżycie duchowe, stawiając na pierwszym miejscu to, co jest widzialne dla oczu.

Zapominamy, że niezależnie od wystroju ziemnej mogiły lub marmurowego grobowca liczy się pamięć.

Wiele osób starszych już za życia martwi się o to, czy ktoś kiedyś stanie nad ich grobem. I mają uzasadnione obawy. Młode pokolenie obawia się śmierci, a niektórzy omijają miejsca wiecznego spoczynku szerokim łukiem, jakby chcieli wymazać z pamięci ten skrawek ziemi jednak o tę pamięć tu chodzi. Może w tym właśnie okresie warto poruszyć temat, od którego nikt z nas wcześniej czy później nie ucieknie?


23 października 2014 r.

Co robić, gdy dziecko nie chce iść spać o ustalonej porze?

Sen jest niezbędnym czynnikiem zdrowotnym w życiu człowieka. U małych dzieci podczas snu dochodzi odbudowy uszkodzonych za dnia komórek, odbudowa niektórych receptorów, wydzielanie hormonu wzrostu, sen poprawia zdolność zapamiętywania i ma wpływ na koncentrację uwagi.. Ogólnie mówiąc: w czasie snu następuje regeneracja całego organizmu. Dlatego regularność snu jest bardzo ważna zwłaszcza w pierwszych latach życia dziecka.

Uczymy dziecko zasypiać o stałej porze

Dorosłemu człowiekowi wystarczy 6-8 godzin odpoczynku. Natomiast dziecko mające mniej niż rok śpi ok. 18 godzin dziennie. Potem ten czas długość snu ulega zmianie. Większe dziecko więcej czasu spędza na zabawach i na innych ulubionych zajęciach. Z tego powodu coraz trudniej jest ułożyć je do snu, który jest mu tak bardzo potrzebny.

Sen noworodków

Regulacji snu powinniśmy uczyć dziecko między 6 tygodniem, a 3 miesiącem życia dziecka. Wielu badaczy uważa, że regulacji snu należy uczyć już w okresie noworodkowym. Aby im w tym dopomóc należy w ciągu dnia wystawiać dziecko na jasne światło, a nocą do cichego ciemnego pokoju. Tą metodą nauczymy dziecko odróżniać dzień i noc. Należy zwrócić uwagę, gdzie dziecko najchętniej zasypia, czy nie przeszkadza mu zapalone światło i uliczny hałas zza okna. Te warunki są bardzo istotne w przygotowaniu dziecka do wprowadzania u niego nawyku regularnego snu. Natomiast karmiące piersią mamy powinny układać do snu swoje maluszki między godziną 18-19, co pozwoli im spać do następnej pory karmienia tj. 22-23 godziny. Dla tych mam taki rytm ma ogromne znaczenie, gdyż pozwala im również na wymarzony odpoczynek.

Poobiednia drzemka

Pierwsza dzienna drzemka starszego dziecka (po 18 miesiącu życia) powinna odbywać się parę minut po obiedzie tzn. podczas procesu trawienia. W tym czasie organizm jest najbardziej skłonny do odpoczynku. Po zjedzeniu obiadu dziecko nie powinno rozpoczynać intensywnych zabaw ruchowych. Emocje nie pozwolą dziecku zmrużyć oczu, ponieważ będzie ono silnie pobudzone. Starsze dzieci wyciszamy spokojnym głosem, kładziemy w łóżeczku przy cicho włączonej spokojnej muzyce. Dzieci mają różne nawyki i upodobania. Niektóre z nich lubią czuć na sobie dotyk ręki mamy, a inne układają obok siebie ulubione zabawki. Aby dziecko nie miało problemów z wieczornym zasypianiem poobiednia drzemka nie powinna być długa. Dlatego powinniśmy je budzić po 1-1,5 godzinie snu. Budzimy dziecko wtedy, gdy możemy poświęcić mu więcej czasu na rozbudzenie. Jeśli dziecko popłakuje, przytulamy je do siebie i gładzimy po główce. Po takiej dawce czułości maluch szybko wróci do swoich wyczerpujących zabaw, a wieczorem szybciej poczuje chęć na odpoczynek.

Wieczorne "dobranoc"

Wieczorem ustalamy, że po zjedzeniu lekkostrawnej kolacji oraz po kąpieli dziecko idzie do swojego łóżeczka. Pokój dziecka powinien być przewietrzony. Jeśli nasza pociecha lubi słuchać przed snem bajek to czytamy je ściszonym głosem lub puszczamy ją z płyty. Bajki powinny być miłe i mieć szczęśliwe zakończenie. Wychodząc z pokoju mówimy dziecku: „dobranoc”. Światło w pokoju powinno być przyciemnione lub zgaszone. Poza tym dziecko musi mieć świadomość, że rodzice są za ścianą gotowi w razie potrzeby je przytulić. Pod żadnym pozorem nie należy wyjmować dziecka z łóżeczka, ani go zabawiać Trzeba mu uświadomić, że czas na zabawę już się skończył. Nawet jeśli dziecko próbuje popłakiwać i zatrzymać rodzica przy sobie, nie należy mu ustępować. W przeciwnym razie sytuacja będzie się codziennie powtarzała.

Warunki dobrego snu

Wbrew pozorom dzieci bardzo szybko uczą się zasypiać o jednej porze, jeżeli oczywiście rodzice będą przestrzegali tego rytuału i będą konsekwentni. Warunkami zdrowego snu jest relaksacyjna kąpiel dziecka. Ciepła woda rozluźnia napięte mięśni, a w efekcie daje poczucie senności. Po kolacji dziecko nie powinno już przyjmować odwiedzin, ponieważ wspólna energiczna zabawa pobudza je, a dzięki temu przestawia się „biologiczny zegar” wieczornego odpoczynku. Pamiętać należy, że zdrowy sen w przyszłości przyniesie pozytywne efekty w postaci dobrej kondycji fizycznej naszych dzieci.


7 października 2014 r.

Jak uczyć dziecko asertywności?

W naszej polskiej kulturze przesadna skromność i wstydliwość wyrażania swoich uczuć i emocji przez wiele lat była postrzegana jako objaw dobrego wychowania. Dzisiaj, kiedy żyjemy w czasach, gdzie liczy się siła przebicia,  zdolność radzenia sobie na rynku pracy oraz w niełatwym życiu codziennym istnieje konieczność „radzenia sobie” w międzyludzkich kontaktach. Warto więc od najmłodszych lat uczyć dziecko sztuki asertywności, aby w życiu dorosłym żyło w zgodzie z samym sobą i innymi ludźmi oraz osiągnęło zamierzony cel.

Co to jest asertywność?

Asertywność oznacza stanowczość, wyrażanie swoich myśli i opinii bez złych emocji. Jest to umiejętność odmawiania zrobienia czegoś, do czego nie jesteśmy przekonani. Człowiek asertywny nie ulega presji otoczenia i jeśli ma swój cel, bez oporów go realizuje. Ma odwagę wyrazić swoją opinię lub pogląd, mimo że w swoim otoczeniu nie ma zwolenników. Po prostu jest sobą i nie narzuca innym swojego zdania. Potrafi powiedzieć stanowcze: „nie” bez agresywnego zachowania. Jest to wiara w siebie i w słuszność podejmowanych przez nas decyzji. Asertywność to nie tylko spokojne wyrażanie swoich poglądów. Jest to także obiektywne przyjmowanie praw innych osób.

 Wyrażanie  swoich opinii rodzi wzajemny szacunek i liczenie się ze zdaniem osób które wyrażają odmienną opinię na dany temat. Takie zachowanie zapobiega wielu nieporozumieniom i konfliktom w kontaktach międzyludzkich. Bez asertywnego wychowania dziecko będzie uległe, nie mające  własnego zdania, zahukane i ciągle może żyć w poczuciu krzywdy. A więc pozwólmy dzieciom już od najmłodszych lat wyrażać siebie przez słowa
i wybory, aby w przyszłości były odważne i z szacunkiem przyjmowały decyzje tych, którzy staną na ich życiowej drodze.

Uczmy dzieci asertywności

Pamiętajmy, że asertywność nie jest nam dana w genach – tej sztuki musimy się sami nauczyć. Stanowcza, spokojna odmowa oraz racjonalne uzasadnienie stanowiska nie powinna sprawić przykrości naszemu rozmówcy. Gdy posiądziemy umiejętność asertywnego wyrażania swoich myśli wówczas możemy tej zdolności nauczyć własne dzieci.

Kształtowanie asertywności rozpoczyna się między 3 a 4 rokiem życia. W tym czasie dziecko zaczyna mówić i demonstruje swoją niezależność słowem: „nie”. Jest to jednocześnie okres buntu bardzo ważny w jego życiu, ponieważ dziecko czuje swoją odrębność i broni się przed zahukaniem ze strony dorosłych. Jeżeli dojdzie do konfliktu między dzieckiem,
a rodzicem koniecznym będzie upomnienie dziecka, aby nie zwracało się np. do mamy
w sposób przykry lecz na spokojnie wyraziło swoje zdanie. W niektórych sytuacjach kompromis jest tu jak najbardziej wskazany. Aby ten czas przebiegał bez zakłóceń musimy dziecku pomóc w podejmowaniu właściwych decyzji oraz w kontaktach z osobami spoza kręgu najbliższej rodziny. Na początek nauczmy dziecko z szacunkiem i uśmiechem przyjmować komplementy. Nie uczmy zaprzeczania, jeśli ktoś z naszych znajomych chwali naszą pociechę np. za ładny strój lub starannie wykonany rysunek. Maluch powinien wtedy uprzejmie podziękować za dostrzeżone piękno, które jest przecież prawdziwe i takie naturalne. Możemy też w podobny sposób uwrażliwiać dziecko, aby dostrzegało i wyrażało opinie na temat swoich przyjaciół. Każdy człowiek ma w sobie coś pięknego
i niepowtarzalnego – wystarczy to zobaczyć i o tym głośno powiedzieć.

Drugą ważną sprawą jest nie zmuszanie dziecka do czegoś, na co dziecko nie ma ochoty np. do zjedzenia nielubianej przez nie potrawy. Pozwólmy na dokonanie wyboru zgodnego z kulinarnymi upodobaniami.

Pozwólmy również dziecku decydować, jakie ubranie dzisiaj założy dając mu do wyboru np. kilka bluzeczek odpowiednich do pogody oraz pory roku. Ważne jest, że będzie czuło, iż respektujemy jego wybory. Powiedzmy mu, że jeżeli czegoś odmawia to powinno wytłumaczyć, dlaczego taka, a nie inna jest jego decyzja.  Dzięki tej nauce zrozumie i uszanuje nasze wybory oraz w przyszłości zaakceptuje decyzje swoich przyjaciół.  


3 października 2014 r.
Gaudeamus igitur w Uniwersytecie Trzeciego Wieku

Dla wielu studentów początek października kojarzy się z końcem letniej przerwy w nauce. Z niechęcią wracają z domów rodzinnych na uczelnię i do Domów Akademickich. Jednak nie wszyscy studenci biernie powracają na uczelnie. W naszym mieście jeszcze nie ma wyższych uczelni jednak już od 10 lat działa Uniwersytet Trzeciego Wieku. Jego ambitni słuchacze – studenci mogą być wspaniałym przykładem dla niejednego młodego człowieka, jak można być chłonnym wiedzy i dobrego wykorzystania wolnego czasu.

„Gaudeamus igitur…”

Ta łacińska pieśń studencka zabrzmiała 2 października br. w Sali Kameralnej świdnickiego Miejskiego Ośrodka Kultury podczas rozpoczęcia roku akademickiego 2014/2015 Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Zaśpiewali ją studenci z grupy integracyjnej. „Radujmy się…” słowa tej pieśni skierowane były dla licznie przybyłych studentów i sympatyków UTW. Tegoroczna uroczystość zbiegła się z 10-letnim jubileuszem działalności tej uczelni w naszym mieście.

Uroczystość nie mogła się odbyć bez znakomitych gości. Swoją obecnością Władze uniwersytetu oraz studentów zaszczycił Waldemar Jakson – Burmistrz miasta Świdnika oraz Artur Soboń – Sekretarz Miasta i Radny Sejmiku Wojewódzkiego. Obecni byli także członkowie Rady Naukowo – Programowej Uniwersytetu Trzeciego Wieku oraz prof. dr hab. Jan Saran – wykładowca WSPiA w Lublinie, a jednocześnie opiekun UTW z ramienia tej uczelni, która jest uczelnią patronacką świdnickiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Goście w krótkich przemówieniach podkreślili pozytywne znaczenie działalności tej uczelni dla naszego miasta.

Wykład inauguracyjny wygłosił dr Edward Gigilewicz – wykładowca KUL. Prelekcja dotyczyła Marii Leszczyńskiej, Polki na francuskim tronie. Prelegent podkreślał jej doniosły wkład w kulturę Francji. Wykład wzbogaciły ciekawe slajdy, które pobudzały wyobraźnię i przenosił oglądających w odległą przeszłość.

Po tych wystąpieniach p. Andrzej Krygier – Prezes UTW w Świdniku wręczył dyplomy absolwentom 2014 roku, którzy przez 5 lat uczestniczyli w zajęciach. Doniosłym momentem była immatrykulacja czyli wręczenie legitymacji nowym studentom.

Mali i duzi artyści

Po oficjalnej części inauguracyjnej nastąpiła część artystyczna. Ze swoim programem wystąpił nasz rodzimy Zespół „Leszczyniacy” pod kierunkiem pana Lecha Leszczyńskiego. Mali i duzi artyści dali wspaniały występ ukazując w nim swój patriotyzm. Mazury, polki i polonezy to tylko niektóre tańce uświetniające uroczystość inaugurującą nowy rok akademicki 2014/2015.

Z łezką w oku studenci ci nowi oraz absolwenci opuszczali Salę Kameralną. Było uroczyście, podniośle i wesoło. Wszyscy wrócili do swoich domów, ale już niedługo przecież spotkają się na zajęciach. Niektórzy podeszli wiekiem lecz młodzi duchem, ambitni i chłonni wiedzy nie tylko tej przekazywanej przez współczesne media, ale również tej która drzemie nieodkryta jeszcze przez nich w książkach i zostanie im przekazana przez usta wybitnych wykładowców z różnych dziedzin nauki.


 

23 września 2014 r.
Bieg serca
Rozpoczęcie roku szkolnego, obchody upamiętniające 75 rocznicę wybuchu II Wojny Światowej, Powiatowe Dożynki w Świdniku oraz Bieg Sponsorowany lubelskiego Caritasu oto niektóre wydarzenia, które miały miejsce w naszym regionie. Wymienione dwie imprezy zbiegły się w jednym terminie tzn. 21 września. W jednej z nich dane mi było uczestniczyć. Z pomocą przyjaciół już po raz drugi brałam udział w Biegu Sponsorowanym Caritas. Refleksjami z tego przedsięwzięcia pragnę się podzielić z naszymi Czytelnikami, a jednocześnie zachęcić do wzięcia udziału w przyszłorocznych akcjach.

Decyzja prawie natychmiastowa

Już w sierpniu Lubelski Caritas ogłosił zapisy na charytatywny Bieg Sponsorowany, który ma zawsze szczytny cel: sponsorzy wpłacają pieniądze na nazwisko konkretnego biegacza natomiast kwota przeznaczona jest dla dzieci z ubogich rodzin w naszym regionie. Po konsultacji z moimi przyjaciółmi zdecydowaliśmy że: oczywiście, biegniemy! Wybraliśmy bieg oznaczony kolorem „srebrnym” czyli za 500 złotych. Ofiarodawcy zgłosili się szybko, a byli to: Centrum Stomatologii Rodzinnej Magdalena Miazek oraz Biuro Detektywistyczne Mirosław Flis świadczące swoje usługi w Lublinie.

21 września br. wszyscy uczestnicy (ok. 200 osób!) zebrali się nad Zalewem Zemborzyckim w Lublinie, ponieważ tam wyznaczono trasę Biegu. Mieliśmy przebiec 2,5 km. W białym namiocie pobraliśmy koszulki, numery startowe i emblematy naszych sponsorów no i oczywiście chipy służące do pomiaru czasu. Nogi nas nosiły, ale do godziny 13.00 jeszcze trochę wolnego czasu. Najpierw rozgrzewka oczywiście przy muzyce. Było bardzo radośnie i tanecznym krokiem poszliśmy na start. Moi przyjaciele: Małgosia Kołodyńska i Sylwek Zams stanęli przed dużym wyzwaniem. Mieli biec z moim wózkiem, a ja musiałam uważać, aby z tego wehikułu nie wypaść. Wreszcie odliczanie: cztery, trzy, dwa, jeden i START!!!

Biegłam sercem

Pobiegliśmy. Sylwek dzielnie wiózł mnie po nie zawsze równej drodze, a Małgosia dotrzymywała nam kroku, czasami „wymiękała”, ale po jakimś czasie (gdy my zwalnialiśmy kroku) do nas dzielnie dobiegała. Ja biegłam sercem, bo tylko tak mogłam… sercem, które biło dla dzieci. Cieszyłam się, że chociaż w ten sposób mogę pomóc ubogim rodzinom, dzieciom nie mającym warunków do lepszych wyników w nauce lub letniego wypoczynku. Na poboczu stali ludzie, pozdrawiali nas uśmiechem, przyjaznymi gestami i dobrym słowem. Całą trasę pokonaliśmy w ciągu 20 minut. Niezły czas! Tu jednak nie liczyły się zajęte miejsca… liczyły się chęci i dar serca. Na mecie wszyscy otrzymali pamiątkowe medale.

Gratulacjom i zdjęciom nie było końca. Nasza trójka była szczęśliwa, że znów nam się udało swoim wysiłkiem i chęciami pomóc tym, którzy nie mają jednakowego startu w życiu.

Po odpoczynku i ochłonięciu z emocji poszliśmy na długi spacer wzdłuż Zalewu Zemborzyckiego. Stojąc na molo, zapatrzeni w taflę wody jednogłośnie stwierdziliśmy, że warto było biec, warto było dać z siebie wysiłek, by inni mogli żyć lepiej, szczęśliwiej.

  


16 września 2014 r.
Wywiad z Anną Padiasek-Stachurą - dyrektorką Centrum Helen Doron w Świdniku
Po wejściu Polski do Unii Europejskiej języki obce cieszą się coraz większym powodzeniem. Aby zapewnić lepszą znajomość języka angielskiego zapobiegliwi rodzice już od najmłodszych lat zapisują swoje dzieci na tego typu zajęcia. W naszym mieście jest taka możliwość w Centrum Helen Doron. Dyrektorką Centrum jest p. Anna Padiasek-Stachura, która udzieliła interesującego wywiadu.

Joanna Pąk: W jakich okolicznościach zrodziło się w Pani zainteresowanie językiem angielskim?

Anna Padiasek-Stachura: Moja przygoda z językiem angielskim rozpoczęła się wiele lat temu, w piątej klasie szkoły podstawowej. Był to moment przełomu, kiedy język rosyjski stopniowo był wycofywany z curriculum, na rzecz nowego lingua franca – angielskiego. Ówczesne metody uczenia dzieci języków obcych i materiały dydaktyczne nie były tak imponujące, jak dzisiejsze. Myślę, że ogromną rolę w zaszczepieniu zainteresowania językiem angielskim odegrała moja pierwsza nauczycielka. Na lekcjach było interesująco i wesoło, dzięki temu z niecierpliwością czekałam na kolejne spotkanie. Uważam, że pozytywne podejście nauczyciela stanowi kluczową motywację dla uczniów.

Co było powodem, aby w Świdniku powstała szkoła anglojęzyczna?

Szkoła Helen Doron działa w Świdniku od ośmiu lat. Była pierwszą i jedyną, która dawała możliwość nauki angielskiego w bardzo wczesnym wieku. Metoda Helen Doron cieszy się w Polsce dużą popularnością, więc nasze centra działają w każdym mieście.

Dlaczego wybrała Pani metodę Helen Doron, jako sposób uczenia dzieci języka angielskiego w swojej szkole?

Metoda Helen Doron nie ma sobie równych na polu nauczania dzieci języka angielskiego. Doświadczenie 30 lat metody daje gwarancję skuteczności nauki, co poświadczają wyniki szeregu niezależnych badań. Metoda wykorzystuje naturalne zdolności dziecka z pominięciem tradycyjnych, żmudnych sposobów nauczania, do których konieczna jest znajomość pisma. Dzięki temu język angielski poznają już trzymiesięczne maluchy. Uczenie tą metodą daje mi ogromną satysfakcję zawodową. Uczniowie uwielbiają się uczyć, a rodzice z dumą informują o postępach swoich pociech, zaobserwowanych w domu i w szkole. Skuteczność metody potwierdzam też sama będąc mamą dzieci uczących się w Helen Doron.

Metoda Helen Doron nie uwzględnia języka ojczystego podczas prowadzenia lekcji języków obcych. Czy Pani zdaniem dzieci łatwiej przyswajają obce słowa, nie zapominając przy tym ojczystego języka?

Oczywiście! Dodałabym jeszcze, ze łatwiej przyswajają gramatykę języka obcego. Czasami spotykam się z pewną obawą rodziców najmłodszych dzieci, że nauka języka obcego może wpłynąć negatywnie na mowę ojczystą. Przywołuję wtedy przykład dzieci wychowujących się w dwujęzycznych rodzinach, które naturalnie uczą się równolegle dwóch języków. Jedną z podstaw metody Helen Doron jest regularne osłuchiwanie się z materiałem zawartym na płytach, dzięki czemu język angielski staje się częścią codzienności dziecka. Na lekcjach zarówno nauczyciel, jak i uczniowie porozumiewają się wyłącznie po angielsku, co wzmaga proces uczenia się tego języka.

Czy uważa Pani, że nauka języków obcych od pierwszych miesięcy życia dziecka, gwarantuje mu lepszą znajomość konwersacji?

Badania nad rozwojem językowym dziecka jednoznacznie wskazują, że im wcześniej zacząć uczyć malucha obcego języka, tym lepiej. Jeśli odpowiednio wcześnie usłyszy inną mowę, niż jego pierwszy język, ma szansę stać się świetnym użytkownikiem tego języka w przyszłości. Oswojenie się z melodią języka, rytmem, dźwiękami, zdaniami, treściami wyrażonymi w charakterystyczny dla danego języka sposób otwiera całą sferę w umyśle dziecka, którą już później należy tylko systematycznie zapełniać następnymi dobrymi materiałami językowymi. Dzięki nauce języka obcego mózg dziecka rozwija się szybciej, co procentuje później lepszymi wynikami w wielu innych dziedzinach.

Czy czerpie Pani satysfakcję widząc postępy naukowe najmłodszych uczniów?

Wspomniałam już o wielkiej satysfakcji jaką daje mi uczenie dzieci i młodzieży metodą Helen Doron. Efekty są widoczne bardzo szybko i nierzadko bywają spektakularne. W tym roku uczennice z naszej szkoły uzyskały certyfikaty YLE Cambridge. Cieszą mnie małe i duże sukcesy moich uczniów i ich zapał do nauki. Rodzice zgodnie potwierdzają, że ich pociechy wyróżniają się na lekcjach angielskiego, zdobywają nagrody w konkursach, a to napawa mnie ogromną dumą i poczuciem, że warto wkladać serce w swoją pracę.

Obecnie język angielski stał się językiem międzynarodowym, czy zatem widzi Pani potrzebę zakładania dalszych szkół o tym profilu?

Jak najbardziej. Szkoły Helen Doron jako jedyne dają możliwość kontynuacji nauki od pierwszych miesiecy do osiemnastego roku życia. Język angielski jest wszechobecny w naszej rzeczywistości, jednak żeby dobrze go opanować zwykle nie wystarcza nauka w szkołach państwowych. W naszych centrach uczymy w małych (4-8 osobowych) grupach, korzystając z nowoczesnych materiałów i pomocy dydaktycznych. Myślę, że rosnąca z roku na rok liczba szkół Helen Doron w Polsce stanowi najlepszy dowód na to, że metoda jest skuteczna i chętnie wybierana przez rodziców.

Kończąc, zapytam (jeśli nie jest to tajemnicą) o dalsze plany, marzenia związane z rozwojem szkoły w naszym mieście?

Chciałabym, żeby Centrum Helen Doron w Świdniku stało się jednym z głównych ośrodków edukacji dzieci z naszego miasta. W zeszłym roku szkolnym podjęliśmy akcję czytania dzieciom w przedszkolach w ramach akcji „Cala Polska czyta dzieciom...po angielsku”. W nowo rozpoczętym roku szkolnym odwiedzimy kolejne przedszkola. Można się także spodziewać imprez promujących czytelnictwo wśród dzieci i młodzieży. Mamy nadzieję podjąć współpracę z Miejską Biblioteką Publiczną im. Anny Kamieńskiej w Świdniku. Zdecydowanie będzie o nas słychać. A marzenia..są wielkie i skoncentrowane wokół dzieci.

Dziękuję za rozmowę!

Zainteresowanym nauką języka angielskiego podajemy adres:

Centrum Helen Doron
ul. Bronisława Czecha 5
21-040 Świdnik


11 września 2014 r.
Do szkoły czas...
Wrzesień to czas powrotów z wypoczynku do miejsc pracy i szkół. Pierwszoklasiści z dumą idą za rękę prowadzone przez rodziców, dziadków lubi innych starszych członków rodziny. Starsi uczniowie pod wrota szkoły podwożeni są samochodami. Czy to konieczność czy raczej moda, która przyszła do nas z Zachodu pod koniec XX wieku?

Z kluczem na szyi

W czasach PRL nikt nie myślał o stałym prowadzaniu dzieci do szkoły. Pierwszoklasistów przez około tydzień prowadzali rodzice, aby dziecko zapoznało się z orientacją przestrzenną szkoły, zapoznało nauczycieli oraz przyzwyczaiło się do szkolnych warunków. Ta adaptacja przebiegała zazwyczaj bardzo szybko. Po miesiącu mały uczeń był już wdrożony w rytm szkolny. Rodzice wręczali mu klucz do mieszkania, a sami spokojnie szli do pracy lub innych zajęć. Czy mieli większe zaufanie do swoich pociech? Bardzo rzadko słychać było o włamaniach czy rabunkach mimo, że dzieci pracujących rodziców chodziły z kluczem na szyi. Były dojrzalsze? Być może, ponieważ niektóre z nich już od najmłodszych lat przygotowywane były do samodzielności oraz miały więcej obowiązków domowych. Nie mogły liczyć na pomoc ze strony dziadka lub babci, bo oni zwykle mieszkali na wsi. Wieczorami udzielano dzieciom mądrych wskazówek wraz z planem dnia na następny dzień. Dzieci były dumne, że rodzice darzyli ich zaufaniem. Napływowi mieszkańcy miejskich blokowisk zdani byli na samych siebie, a ich dzieci stawały się dojrzalsze i bardziej odpowiedzialne za swoje czyny. Ich czas był odpowiednio zagospodarowany, a dzięki temu stawały się lepiej przygotowane do dorosłego życia.

Z laptopem i mp3

Wbrew pozorom dzieci bardzo szybko adaptują się w nowej szkole i nawiązują znajomości z rówieśnikami. Nadopiekuńczość rodziców wcale nie gwarantuje lepszych stopni. Po powrocie do domu rodzice zapewniają im wszelkie wygody wymagając, aby były chętne do zdobywania wiedzy. W tym celu kupują komputery, laptopy, mp3, aparaty komórkowe, a wszystko to jest nabywane pod pretekstem łatwiejszego kształcenia, nauki języków obcych ect.. I tak oto te sprzęty służą dzieciom nie tylko do celów edukacyjnych ale także są dla nich rozrywką nie zawsze używaną w odpowiednim czasie i miejscu. Nie wszystkie działania dziecka da się kontrolować. Gry internetowe nie mają nic wspólnego ze światem rzeczywistym i ujemnie działają na wyobraźnię dziecka. Szerzenie się narkomanii i innej społecznej patologii także odbywa się „za ścianą” w domu opiekuńczych rodziców. Brak obowiązków sprzyja podejmowaniu nierozsądnych czynów, a nuda nie jest dobrą doradczynią. Jak zdążyliśmy zauważyć sprzęty są tylko środkiem do przyswajania wiedzy. Ogromną rolę w pędzie do nauki odgrywają tu rodzinne relacje. Nic i nikt nie zastąpi rozmowy i czasu wolnego spędzonego w rodzinnym gronie. Nie bójmy się też dać dzieciom więcej zaufania i swobody w grupie rówieśniczej. Niech droga do szkoły nie kojarzy się im wyłącznie z wypasionym samochodem taty.


5 września 2014 r.
Kto ryzykował?
Powroty z urlopów zawsze sprawiają, że analizujemy zdarzenia, które w danym momencie są oczywiste, zawsze pełne swoich racji i trafnych decyzji. Czy tak jest w rzeczywistości? Jednak dopiero chłodna pozbawiona emocji retrospekcja pozwala na właściwą ocenę naszych zachowań.

Wycieczka

W tym roku grupa niepełnosprawnych (także z naszego miasta) sierpniową dekadę spędzała w podwarszawskiej miejscowości. Urocze uzdrowiskowe miasteczko jest marzeniem niejednego kuracjusza, mającego problemy neurologiczne i zaburzenia układu oddechowego. Wygodny ośrodek, zabiegi, siedzenie w jednym miejscu czasami nie wystarczają do pełni zadowolenia, zwłaszcza gdy za oknem jest piękna pogoda, a pobliska Stolica kusi swoją nowoczesnością i zwiedzaniem zabytków.

A więc pewnego słonecznego poranka grupa osób z niepełnosprawnością – w tym również na wózkach poszła na pobliski przystanek MZK. Podmiejskie autobusy niskopodłogowe aż zachęcały do (bezpiecznej?) wycieczki. Przy wsiadaniu uprzejmy kierowca z uśmiechem i stoicką cierpliwością pomagał wjeżdżać czwórce osób poruszających się przy pomocy wózka inwalidzkiego. Okazało się, że na miejscu dla tych osób przeznaczonym stoi rowerzysta ze swoim jednośladem. Nie chcąc rozdzielać grupy, kierowca grzecznie wyprosił tego pana, aby na przystanku poczekał na następny autobus. Dzięki zrozumieniu zaistniałej sytuacji osoby niepełnosprawne mogły dotrzeć do pobliskiej Warszawy. Po zwiedzaniu, wrażeniach powrót do ośrodka wydawał się być równie łatwy i przyjemny, jak przyjazd. Nic bardziej mylnego.

Powrót

Po wejściu do pojazdu miejskiego z ust pana kierowcy posypały się jak iskry złe i przykre słowa w stosunku do niepełnosprawnych pasażerów. Podobno było ich za dużo w jednym autobusie. Podobno to z ich powodu podczas kontroli kierowca mógł zapłacić mandat. Swoją złość kierowca wyładowywał naciskając na pedał gazu. Ludzie byli przerażeni. Nawet silne ramiona wolontariuszy nie były w stanie przytrzymać chyboczących się wózków. Osoby na nich siedzące zadawały sobie pytanie: czy to możliwe, aby w przeciągu paru godzin mogły zmienić się przepisy w przewozie osób? A może to stosunek kierowcy do osób z niepełnosprawnością ma wiele do życzenia? Przykro stwierdzić, że zostali potraktowani, jak rzeczy, na których nikomu (oprócz opiekunów) nie zależy. Nie mogli zrozumieć, że człowiek przewożący tą trasą, gdzie znajdują się sanatoria upokarza osoby chore i niepełnosprawne. W tym wydarzeniu dostrzec można, że kultura osobista nie zawsze dotyczy osób mieszkających w metropolii. Z pełnym przekonaniem można powiedzieć, iż małomiasteczkowa społeczność jest bardziej wyrozumiała i tolerancyjna.


28 sierpnia 2014 r.
Jak rozpoznać, czy dziecko ma ADHD?
Mijają wakacje. Rodzice pierwszoklasistów bardzo często zastanawiają się nad przebiegiem edukacji swoich pociech. Obserwując dzieci zastanawiają się, czy rozwój jest prawidłowy do ich wieku rozwojowego? W mediach często słyszymy o wzroście statystyk nadpobudliwości psychoruchowej (ADHD) występującej już w bardzo wczesnym okresie dzieciństwa. Zanim zostanie ono zdiagnozowane przez psychologa zapoznajmy się z typami ADHD i jakie są objawy tego zaburzenia? Może pociecha jest po prostu ruchliwa bez tendencji do nadpobudliwości?
 
ADHD jest nadpobudliwością psychoruchową, którą można podzielić na 3 typy:
1. Nadmierna ruchliwość i pobudzenie
2. Gwałtowność w zachowaniu dziecka
3. Zaburzenia koncentracji uwagi.
 
Jak więc młoda mama może zauważyć, czy jej dziecko nie ma tego zaburzenia?
 
Objawy ADHD w wieku niemowlęcym
Do niedawna twierdzono, że diagnozę o występowaniu u dziecka nadpobudliwości ruchowej można postawić między 4 a 6 rokiem życia. Najnowsze badania nad tym deficytem ujawniły wcześniejsze symptomy, które troskliwy rodzic może zaobserwować u swojego dziecka już w okresie niemowlęcym. Aby łatwiej rozpoznać występujące w tym okresie objawy warto zwrócić uwagę na to, czy dziecko łatwo zasypia i jaki jest jego sen? Trudności z zasypianiem oraz płytki sen mogą być pierwszym objawem nadpobudliwości psychoruchowej. Następnie zwrócić należy uwagę, w jaki sposób dziecko się bawi, czy wykonuje gwałtowne ruchy motoryczne, mimiczne, czy wykazuje nadmierne emocjonalne pobudzenie? Wymienione objawy mogą być tylko przypuszczeniem, że dziecko może mieć skłonności do nadpobudliwości psychoruchowej.
 
Objawy ADHD w wieku po niemowlęcym, przedszkolnym i szkolnym
Rozwój aparatu mowy daje większą i miarodajną możliwość w obserwacji i badaniach nad omawianym tematem. Zaburzenia w komunikowaniu się dziecka ze światem, jąkanie i trudność w artykulacji głosek dają już większe prawdopodobieństwo do stwierdzenia, że dziecko jest ruchowo nadpobudliwe. Objawy hiperkinezy kształtują się między 4 a 6 rokiem życia dziecka i ten okres jest najbardziej odpowiedni do robienia badań pod kierunkiem psychologa dziecięcego.
Jeżeli zauważymy, że nasze dziecko jest pobudzone niezależnie od przeżywanych emocji i wrażeń, łatwo się denerwuje, rzuca zabawkami, nie może skupić swojej uwagi na wykonywanych zajęciach mamy podstawy, aby zapisać dziecko na badania w najbliższej poradni psychologiczno – pedagogicznej. Badania przeprowadzane pod kątem występowania ADHD u dzieci w wieku szkolnym powinny już potwierdzić lub wykluczyć nadmierną nadpobudliwość psychoruchową, czyli dać pewność, że dziecko kwalifikuje się do stosowania odpowiednich ćwiczeń zleconych i kontrolowanych przez psychologa lub pedagoga szkolnego.
Pomimo, że nadpobudliwość psychoruchowa nie jest chorobą lecz tylko deficytem i cofa się po 14 roku życia, może mieć istotny wpływ na dalszą naukę dziecka. Zaburzona koncentracja utrudnia dziecku przyswajanie wiedzy w latach wczesnoszkolnych. Rozproszona uwaga nie pozwala na dłuższe skupienie się podczas wykonywanych zajęć. Dziecko jest ekspresyjne i niezorganizowane. Nadmierna nadpobudliwość „nosi” dziecko po klasie, a jednocześnie stwarza utrudnienia innym dzieciom w przyswajaniu wiedzy, a nauczycielowi przeszkadza w prowadzeniu zajęć. Luki w nauce trudno potem nadrobić, co jak już wspomniałam nie jest bez znaczenia na dalszą edukację nadpobudliwego dziecka.
Konsekwencją takich zachowań może być dominacja i używanie przemocy fizycznej w grupie, niska samoocena, nieprawidłowy rozwój społeczny.
Aby temu zapobiec oprócz ćwiczeń zalecanych przez specjalistę możemy pomóc dziecku wyciszyć jego emocje puszczając mu relaksacyjną muzykę. Kącik do nauki nie powinien zawierać zbędnych przedmiotów, które z łatwością zwrócą uwagę dziecka na inne działania od tych, które powinno wykonać. Biurko powinno być usytuowane z dala od okna. Nawet najmniejszy ruch zauważony za oknem może być powodem do utrudnionej koncentracji, ponieważ dziecko ze stwierdzoną nadpobudliwością silnie reaguje na bodźce zewnętrzne. Jeżeli dziecko ma w domu rodzeństwo wskazane jest, aby każde z nich oddzielnie przygotowywało się do zajęć szkolnych. Przyczyny ADHD
Podłoże stwierdzonej nadpobudliwości ruchowej tkwi w genach lub w wyniku uszkodzeń układu nerwowego. Oba przypadki podlegają leczeniu z pozytywnym skutkiem.
A więc… gdy dziecko czasami jest nadmiernie pobudzone i nie zawsze gotowe do systematycznego działania nie oznacza to, ze ma ono zespół nadpobudliwości ruchowej. Możemy to stwierdzić obserwując, czy z uwagą wykonuje polecenia, czy jest skoncentrowane na zabawie nauce i czy ze spokojem rozpoczyna i kończy szkolne zadania. Jeśli wyżej wymienione obserwacje nie budzą naszych zastrzeżeń, możemy przypuszczać, że nadpobudliwość ruchowa nie jest przyczyną jego zachowania. Należy nadmienić, że zachowanie dziecka zależy od sytuacji, w jakiej się znalazło. Ono też może się stresować, niecierpliwić, a także „popisywać się” przed rodziną. Nie zapominajmy, że każde dziecko ma prawo do zabawy i odrobiny luzu i nie zawsze trzeba dopatrywać się w tym deficyt.


21 sierpnia 2014 r.

Zamknięte wspomnienia

Nieuchronnie zbliża się koniec sezonu  wakacyjnego i urlopowego. Tegoroczne  lato raczyło nas piękną upalną pogodą. Niektórzy mieszkańcy naszego miasta w pełni korzystali z uroków lata wypoczywając w nadmorskich  kurortach lub podczas górskich wędrówek. Czy uda się zatrzymać ten czas?

Kamery, tablety i inne cuda techniki

Młode pokolenie nie wyobraża już sobie ważnych wydarzeń, urlopów oraz wyjazdów bez kamer, tabletów lub innego nowoczesnego sprzętu fotograficznego. Po powrocie do domu młodzi wczasowicze zgrywają zdjęcia na dysk komputera lub na płyty DVD. Te wspomnienia ożywają po uruchomieniu odpowiednich urządzeń. Zadziałają pod warunkiem, że ten sprzęt jest sprawny, a płyty DVD są idealnie czyste i nie są mechanicznie uszkodzone. Jak się okazuje wszystko ma swoje zalety i wady.

Po wakacjach dziadkowie zazwyczaj są zainteresowani wypoczynkiem ich wnucząt. Chcą zobaczyć miejsca, przyjaciół i inne wyjątkowe sytuacje, w których uczestniczyli ich członkowie rodziny. Nie jest problemem, jeśli seniorzy mają komputer i umieją się nim posługiwać. Natomiast problem narasta, gdy dziadkowie nie posiadają sprzętu multimedialnego. A zatem wygląda na to, że nie wszystko co nowoczesne jest w pełni przydatne dla każdego pokolenia.

 Wspomnienia w albumie zaklęte

Starsze pokolenie na pewno woli wspomnienia zamknięte w tradycyjnym albumie. Można je w każdej chwili otworzyć bez specjalistycznego sprzętu. Wystarczy chwilka wolnego czasu, wyciągnięcie ręki po grubą książkę, w której tkwią wspomnienia zaklęte w zdjęciach ze starych klisz. To nic, że kolory już wyblakłe i papier lichy. Niektóre fotografie żyją dłużej niż ludzie na nich widoczni. Wyobraźnia pomaga odtworzyć uśmiechy, spojrzenia, gesty… na widok starych zdjęć na twarzach oglądających też pojawia się promienny uśmiech, a nierzadko łzy. Są to krople tęsknoty za uciekającym czasem, za kochanymi bliskimi, których można spotkać już tylko w snach, w pamięci i w starych fotografiach. Czasami ich zastygłe oblicza okrywane są pocałunkami ust, które je kochały. Palce dotykają pożółkłego papieru i wyobrażają sobie szelest sukienki koloru ecru, która kiedyś tak delikatnie poruszała się na wietrze.

Być może ktoś z młodszego pokolenia powie, że albumy na zdjęcia odchodzą powolnym krokiem do lamusa. Jednak są one tańsze w eksploatacji, trwalsze niż niejeden kompakt, a przede wszystkim potrafią działać na zmysły. Na pewno przyjemną niespodzianką będzie podarowanie rodzicom lub dziadkom paru zdjęć z tegorocznych wakacji. Pozwólmy, aby zostały zamknięte w rodzinne albumy przodków, także dla naszych potomnych. 


14 sierpnia 2014 r.

Praca uszlachetnia

Słowo „praca” ma wiele form, ale zawsze oznacza celową działalność człowieka. W dobie kryzysu gospodarczego - po fali redukcji - praca nabrała szczególnego znaczenia. Każda funkcja, stanowisko jest cenione przez pracownika. Jednak niekiedy ta cena przybiera odwrotny skutek.
 
Zbieractwo czy zwalczanie konkurencji?
 
Siedząc na ławce przed blokiem w upalne popołudnie można zaobserwować wiele ciekawych ludzkich postępowań. Tak było i tym razem. Pod nasz blok podeszła filigranowa kobieta z wózkiem. W wózku miała plik reklam – wiadomo, reklama dźwignią handlu! Zmęczonymi rękami wkładała kolorowe kartki do koszyczków przy drzwiach klatek. Jak to dobrze, że na górę nie trzeba wchodzić - powiedziała jakby do siebie, ale też i do nas siedzących na ławce. Po chwili odpoczynku ruszyła dalej przed siebie. Z uśmiechem rzekła na pożegnanie: „Dobrze, że mam pracę!” W jej oczach była radość i wdzięczność za to, że ominęło ją bezrobocie. Jeszcze długo słychać było skrzypienie kółek wózka, który ta drobna kobieta za sobą ciągnęła jak słodki balast.

Godzinę później. Pod nasz blok podjeżdża tajemniczy rowerzysta z przyczepką. Szczupły wysoki mężczyzna schodzi ze swojego jednośladu i z koszyczków wyjmuje niedawno tam włożone reklamy. Pliki kartek układa w przyczepce i rusza pod następną klatkę schodową, aby swoją pracę powtórzyć. Na nasze uwagi nie reaguje, milczy. Po chwili podaje nam do rąk wyjęte reklamy z ironicznym uśmieszkiem. Nasze zdziwienie nie ma końca. Kim jest człowiek, który nikogo nie pytając wybiera nieczytane jeszcze reklamy? Zbieracz makulatury czy ktoś wynajęty przez konkurencję? Tajemniczy rowerzysta nie udzielił nam odpowiedzi. Czyżby jego „praca” należała do tych najbardziej tajnych?

Każdy z nas siedzących miał jeszcze przed oczami wdzięczną za pracę kobietę, która równiutko wręcz z namaszczeniem wkładała do pojemniczków reklamy… na pewno nie wiedziała, że za chwilę zostaną one wyjęte i wywiezione gdzieś w nieznane. Nieczytane, niewykorzystane w celu dla nich przeznaczonym. Wiele osób czeka na obniżki cen, promocje. Tym razem nikt nie dowie się wcześniej, gdzie i co będzie można kupić taniej.
 
Wandalizm?
 
W naszym mieście już od wielu lat reklamy świdnickich i lubelskich supermarketów są roznoszone przez osoby w tym celu zatrudnione. Praca ciężka i niezbyt dobrze płatna. Czemu nie jest szanowana przez innych? Dlaczego niektórzy podchodzą do cudzego wysiłku egoistycznie, bez pytania biorą coś, co jeszcze mogło by być wykorzystane? Moim skromnym zdaniem jest to kradzież cudzego mienia i dlatego Straż Miejska powinna zwracać na to uwagę. Jest to przykry sygnał, że w naszym mieście szerzy się wandalizm i to za naszym przyzwoleniem.

6 sierpnia 2014 r.

Elektrobus - środek transportu miejskiego czy turystycznego?

W lipcu po ulicach naszego miasta zaczął kursować elektrobus. Po wielu pertraktacjach z korporacjami transportowymi udało się ułatwić mieszkańcom Świdnika dojazd do ogródków  działkowych i miejscowej nekropolii. Jednak już po kilku dniach kursowania elektrobusu nie wszyscy pasażerowie są zadowoleni tym środkiem lokomocji.

Z braku atrakcji…

Elektrobus przypomina pojazd, który dowozi turystów w trudno dostępne miejsca na szlakach. Na ulicach wzbudza zainteresowanie swoim wyglądem i bezgłośnym napędem. Nie posiada zabudowy karoserii. Starsze osoby najczęściej korzystają z tego środka transportu dojeżdżając na groby swoich bliskich na cmentarzu. Pojazd dysponuje tylko 14 miejscami.

Z opinii pasażerów wynika, że ten środek transportu nie jest dobrym rozwiązaniem. Już przy miejskim targowisku, skąd elektrobus ma kurs początkowy czekają mamy z małymi dziećmi. Nie ukrywają, że tymi przejażdżkami (wcale nie na cmentarz) chcą uatrakcyjnić swoim pociechom lato w mieście. Starsze osoby narzekają na brak wolnych miejsc, a rodzicielki tłumaczą, że ich dzieci nie mają odpowiednich miejsc wyznaczonych do zabawy. Ich zdaniem place zabaw nie są zacienione więc z obawy przed palącym słońcem muszą w inny sposób zapewnić dzieciom rozrywkę.  Słychać też skargi na brak odkrytego basenu i brodzika dla maluchów. W ubiegłych latach nie było tego problemu, ponieważ już na początku kalendarzowego lata dzieci spędzające wakacje w mieście, pod okiem ratownika mogły pluskać się do woli na powietrzu w letniej wodzie. Teraz nie ma takich rozrywek. Fala upałów zamyka w domach dzieci, a one z nudów – podobnie jak w okresie zimowym – oglądają programy telewizyjne lub wtapiają się w gry wirtualne.

Wycieczka po mieście, czy miejska komunikacja?

Nie dziwi fakt, że troskliwi rodzice chcąc wyprowadzić dziecko na świeże powietrze stara się  zapewnić mu ciekawe zajęcie. Elektrobus pojawił się na ulicach Świdnika wraz z początkiem wakacji. Jak na razie jest to frajda dla maluchów, a może nawet także dla ich opiekunów. Nie zabudowane okna zapewniają przyjemny przepływ powietrza, a zadaszenie pojazdu chroni przed upałem. Na trasie przejazdu mijamy świdnickie markety, kościoły i inne ważniejsze obiekty. Być może elektrobusy już na zawsze wpiszą się w letni krajobraz naszego miasta? Ważne jest oczywiście to, aby mieszkańcy zrozumieli, że do przejażdżki tym pojazdem mają prawo wszyscy, aby był on traktowany, jako środek miejskiej komunikacji. Miasto  się rozwija, powstają nowe ulice, przybywa mieszkańców, a w okresie letnim również gości. Pamiętać należy, że środki miejskiego transportu pełnią rolę wielofunkcyjną i nie są przypisane do jednej grupy wiekowej.


29 lipca 2014 r.

W kawiarni...
Upalne lato w mieście? Można je spędzić całkiem przyjemnie ponieważ jest wiele atrakcji nie tylko dla dzieci, ale także dla ich rodziców. Miejscem odpoczynku mogą być np. skwerki, zacienione place z ławeczkami usytuowanymi obok cicho szemrzących fontann oraz kawiarenki z ogródkami na wolnym powietrzu. Pod rozłożystym parasolem wśród pachnących kwiatów można doskonale zrelaksować się przy pysznym ciastku lub zimnym deserze. Można… pod warunkiem, że inni goście na to pozwolą, zachowując zasady savoir-vivre.

Teatr jednego aktora

Mała kawiarenka w sercu naszego miasta kusi przechodniów zapachem pieczonych ciast
oraz reklamą lodów do wstąpienia w jej progi i delektowania się pysznymi smakołykami. Tak było również pewnego lipcowego przedpołudnia. Słupek rtęci na miejskim termometrze wskazywał 320C. Po zrobionych zakupach wraz z koleżanką postanowiłyśmy wstąpić na lody. Ze smakowitym lodowym deserem usiadłyśmy przy stoliku pod parasolem. Chciałyśmy porozmawiać, odpocząć. Obok nas siedziała młoda mama z dwójką dzieci. Maluchy z krzykiem biegały między krzesełkami, a ich rodzicielka zamiast je uspokoić czytała im książkę. Nie zważając na brak zainteresowania swoich pociech tą powieścią, niczym profesjonalna aktorka recytowała zdanie po zdaniu zmieniając przy tym tembr głosu.  Sama zachwycała się bajkowymi opisami. Dzieci wyraźnie dawały mamie do zrozumienia, że nie chcą już słuchać przygód bohaterów opisywanych w książeczce. Chciały iść na plac zabaw, biegać. Jednak mama nie brała pod uwagę ich dziecięcych potrzeb. Zapomniała również o tym, że ludzie przychodząc do kawiarni  chcą porozmawiać ze znajomymi, załatwić przy kawie sprawy biznesowe lub najzwyczajniej w świecie odpocząć. Intonacja jej głosu na to nie pozwalała. Nikt z uczestników tego „przedstawienia” młodej kobiecie nie zwrócił uwagi, sądząc że za chwilę nastąpi antrakt lub koniec spektaklu. Ludzie odchodzili od stolików bardziej zmęczeni głośnym czytaniem tej pani niż odgłosami dochodzącymi z ulicy. My też ruszyłyśmy poszukać bardziej zacisznego zakątka.

Książka przyjacielem człowieka

Odkąd pamiętam książki były i są moimi najwierniejszymi przyjaciółmi. Czytano mi je wyłącznie w domowym zaciszu, abym mogła bardziej skupić się na ich treści. Rozczytywanie się w lekturze samemu, a tym bardziej dzieciom na wolnym powietrzu dekoncentruje uwagę, rozprasza myśli. Podawanie treści książki w taki sposób odbywa się bez zrozumienia i jest to czas stracony. Kawiarnie, restauracje są miejscami publicznymi, do których ludzie przychodzą posilić się, spotkać ze znajomymi, omówić różne ważne sprawy. Zakłócanie porządku w tych lokalach nie należy do dobrego tonu nawet jeśli celem jest edukacja dzieci. Od najmłodszych lat życia rodzice powinni pokazywać swoim pociechom przykłady, gdzie iw jaki sposób można się zachować, zwracając przy tym uwagę, że nie jesteśmy pępkiem świata.


25 lipca 2014 r.

Trawnicka „Zaciera”

Środek lata to czas zabaw na świeżym powietrzu, czas festynów i innego rodzaju atrakcji związanych z letnim wypoczynkiem. W ubiegłą niedzielę 20 lipca w naszym powiecie odbyła się Trawnicka „Zaciera”. Już po raz XI prężnie działający Gminny Ośrodek Kultury w Trawnikach zorganizował barwny festyn nazwany też „Festiwalem dwóch dolin - „Między Wieprzem, a Giełczwią”. Impreza zgromadziła licznych uczestników, a także gości nie tylko z naszego świdnickiego powiatu.

Na ludowo…

Już od rana na trawnickim placu w centrum miejscowości pojawili się twórcy ludowi ze swoimi dziełami sztuki. Można było podziwiać lub nabyć wiklinowe kosze, barwne obrazy, oryginalne rzeźby i inne cudeńka, które człowiekowi podpowiedziała jego wyobraźnia, a zdolne ręce z kawałka drewna wyczarowały przepiękne anioły. Na dalszych stoiskach można było nabyć regionalne słodkości: placki z owocami, pierniki, racuszki. Odważne gospodynie zgłosiły swoje wyroby do konkursu, a po werdykcie Jury można je było za darmo degustować.

Około południa na scenie pojawili się soliści i zespoły ludowe z naszego regionu. Widzowie zachwycali się barwą ich głosu, ludowymi strojami, które kiedyś stanowiły nieodłączną część świątecznej garderoby wiejskich mieszkańców. W konkursie zespołów śpiewaczych w tym roku zwyciężyła Kapela z Krasnegostawu. Każdy zespół biorący udział w konkursowych szrankach otrzymywał pamiątkowy dyplom i piękną rzeźbę przedstawiającą trawnickiego anioła, autorstwa ludowego rzeźbiarza pana Kazimierza Pawelca.

Dużo emocji i humoru przysporzył publiczności konkurs „O złotą chochlę”. Zabawa polegała na gnieceniu ciasta na czas, a potem rzut tym ciastem w stronę publiczności. Nad przebiegiem rozgrywki czuwała Szanowna Komisja składająca się z ekspertów w tej dziedzinie.

W trakcie trwania tych rozrywek można było posilić się do syta pożywną sławną na cały region Zacierą oraz forszmakiem lubelskim. Aromaty obydwu zup rozchodziły się na całą okolicę, ponieważ te przysmaki gotowane były w ogromnych kotłach na paleniskach usytuowanych na wolnym powietrzu. Ich smak był nieporównywalnie inny od tych serwowanych w barach czy restauracjach. Tajemnicą tych zup były stare receptury przekazywane z pokolenia na pokolenie, aż do naszych czasów. Teraz można było dostrzec różnice w ich smaku i sposobie przygotowania.

Imprezami towarzyszącymi tegorocznej „Zaciery” były liczne rodzinne konkursy m.in. konkurs ekologiczny na temat znajomości w segregacji odpadów. Okazało się, że nie jest źle z naszą świadomością o ochronie środowiska. Nawet małe dzieci są wyedukowane, w jaki sposób chronić naszą planetę przed degradacją.

Goście, goście…

Oprócz atrakcji konkursowych i pysznego podrażnienia kubków smakowych trawnicką Zacierą można było spotkać zacnych gości. Na zaproszenie Gminnego Ośrodka Kultury przyjechała pani Agnieszka Perepeczko oraz pan Michał Olejnik. Promowali oni wydaną wspólnie książkę pt.: „Romantyczna Kolacyjka”. Ta pięknie wydana pozycja zawiera kilkadziesiąt smakowitych przepisów kulinarnych czyli propozycje na oryginalne kolacje, które wypróbowane z produktów dostępnych w dalekiej Australii zostały przeniesione na nasz polski grunt. Każdy przepis opatrzony jest kolorowym zdjęciem gotowej potrawy. Autorem tych pięknych fotografii jest oczywiście współautor książki – Michał Olejnik. Podczas promowania książki można było na pamiątkowych zdjęciach uwiecznić obecność wybitnej aktorki, która bardzo chętnie pozowała do zdjęć oraz podpisywała dedykacje i autografy.

Podczas trawnickiej „Zaciery” wystąpiły też dwa zespoły Disco Polo: Akcent i Clasic. Rozbawiona widownia tańczyła w rytm starych i nowych hitów tych popularnych zespołów. Na zakończenie „Zaciery” odbył się pokaz sztucznych ogni, a potem dyskoteka pod gruszą, jej uczestnicy bawili się do białego rana.

Szczególne podziękowania należą się Wójtowi gminy Trawniki, fundatorowi nagród, Starostwu powiatowemu w Świdniku, indywidualnym sponsorom oraz p. Arkadiuszowi Jurkowi – głównemu instruktorowi GOK, który podczas festynu z pełnym oddaniem i humorem pełnił rolę profesjonalnego konferansjera. Następna „Zaciera” już za rok. Mamy nadzieję, że będzie równie ciekawa i pełna znakomitych gości.


16 lipca 2014 r.

Wakacyjny wyjazd

Wszyscy dobrze wiemy, że aby dobrze pracować trzeba też dobrze wypocząć. Czas wakacji sprzyja wyjazdom i wypadom poza miasto. Nawet ci, którzy nigdzie nie są zatrudnieni, myślę w tym miejscu też i o osobach niepełnosprawnych powinni wyjechać chociażby po to, aby zmienić na jakiś czas środowisko, by poczuć pewną dozę samodzielności. W tym artykule pozwolę sobie na odrobinę prywaty, czyli obserwacji zachowań z własnego podwórka.

Wyjazd do Bondyrza

Lipiec – to najpiękniejszy letni miesiąc. Tydzień tego pięknego czasu spędziłam z osobami należącymi do stowarzyszenia „Jesteśmy Kroplą”. Ośrodek SPON „Krok za Krokiem” w Bondyrzu otworzyła przed nami prezes tego stowarzyszenia pani Maria Król. Domki usytuowane w lesie tworzyły dla nas swojego rodzaju „enklawę”. Nikt nie przeszkadzał, nic nami nie stało na przeszkodzie, by swobodnie poruszać się po tym bezpiecznym terytorium ośrodka. Wszystkie budynki zaadoptowane są dla potrzeb osób z niepełnosprawnością. Nie było barier, przeszkód. Osoby niepełnosprawne wraz z wolontariuszkami zakwaterowane były w przytulnie urządzonych domkach. Mimo, że na wczasy pojechały rodziny to na czas trwania turnusu zostały one rozdzielone. Ta zamiana była celowa. Chciałyśmy dać szansę podejmowania samodzielnych decyzji przez osoby dysfunkcyjne, a ich rodzinom możliwość odpoczynku od codziennych trosk..Już po paru godzinach ten eksperyment przyniósł zamierzone efekty. Niepełnosprawni mimo ograniczeń fizycznych starali się spacerować bez lasek tylko przy asekuracji wolontariuszy. Podobna sytuacja miała miejsce podczas porannych i wieczornych toalet oraz w wyborze odpowiednich do pogody ubrań. Był to dobry czas na wykrzesanie z siebie sił, które tłumione były chęcią pomocy w rodzinnym domu przez najbliższych. Stać nas na wiele pod warunkiem, że zostaniemy obdarzeni zaufaniem i odrobiną swobody w podejmowaniu decyzji.

Otwartość na ludzi

Z obserwacji wynika, że osoby niepełnosprawne zdane same na siebie łatwiej nawiązują kontakty interpersonalne. Nie są wtedy wyręczane przez najbliższych w komunikowaniu się z obcymi osobami. Tak było i w Bondyrzu. Idąc ulicą mieszkańcy okazywali nam życzliwość gestami, uśmiechem, a także nawiązywali rozmowy. Nie czuliśmy przed nimi skrępowania mimo że niektórzy z „naszych” mieli problemy w komunikacji werbalnej.

I tak oto wczasy stały się dla nas bodźcem do osiągania samodzielności, a naszym rodzinom pokazaliśmy, że jesteśmy sprawni, ale troszkę inaczej.


10 lipca 2014 r.

Jak uniknąć zatruć pokarmowych u dzieci?

Zatrucia pokarmowe często przychodzą nagle zwłaszcza latem. Głównymi sprawcami zatruć są bakterie i toksyny. Zatrucia objawiają się wymiotami, bólem brzucha, biegunką, zawrotami głowy. U małych dzieci są one szczególnie niebezpieczne, ponieważ grożą odwodnieniem organizmu, a ostre zatrucie pokarmowe może zagrażać życiu. Dlatego rodzice nie powinni bagatelizować objawów lecz skutecznie zapobiegać pojawianiu się tej dolegliwości stosując odpowiednią profilaktykę.
 
Profilaktyka
 
Profilaktyka – jest to działanie zapobiegające powstawaniu chorób. Polega na utrzymywaniu higieny osobistej. Szczególną ostrożność należy zachować w podawaniu dzieciom niektórych pokarmów np. lodów, które mogą być siedliskiem bakterii i wirusów oraz mogą zawierać szkodliwe związki chemiczne. Lody należy spożywać bezpośrednio po ich zakupieniu lub przechowywać w specjalnych termosach – ponownie nie zamrażać. Małe dzieci mają bardzo delikatny układ pokarmowy i odpornościowy. Wątroba dziecka nie ma jeszcze tak dobrze ukształtowanych funkcji metabolicznych, jak u człowieka dorosłego.
 
Szczególnie ciężkostrawne są dla dziecka grzyby – nawet te jadalne. Chociaż bardzo często będąc na urlopach lubimy wybrać się na grzybobranie do pobliskiego lasu to pamiętajmy, że grzyby nie powinny więc wchodzić w skład menu dziecka aż do ukończenia 11 roku życia. Grzyby nie mają wartości odżywczych ani witamin, a jednie walory smakowe. A więc zastanówmy się, czy podając dziecku np. zupę grzybową warto narażać je na ryzyko zatrucia? Skutki zatrucia grzybami mogą okazać się niebezpieczne i na całe życie uszkodzić układ pokarmowy dziecka, a zwłaszcza nerki i wątrobę.
 
Wspominając o profilaktyce należy pamiętać o przestrzeganiu higieny osobistej. Rodzice powinni uczyć dzieci swoim przykładem. Już od najmłodszych lat uczmy dziecko mycia rąk przed posiłkami, po wyjściu z toalety, a także po każdym powrocie do domu np. z placu zabaw i ze szkoły, myć owoce i warzywa przed jedzeniem. Oprócz przestrzegania zasad higieny osobistej należy: sprawdzać na kupowanych produktach terminy przydatności do spożycia umieszczone na opakowaniach, potrawy odgrzewać tylko raz, latem unikać spożywania lodów, surowych jaj oraz surowego mleka, mięsa w obawie przed salmonellą, unikać picia surowej wody lub z kranu. Potrawy, owoce i warzywa przechowujmy w lodówce. Tylko takie przestrzeganie ostrożności może zmniejszyć ryzyko zatrucia pokarmowego.
 
Jednak zdarza się, że mimo przestrzeganych zasad higieny do organizmu naszego dziecka dostanie się wirus. Wówczas stajemy się bezradni wobec drobnoustrojów rozwijających się w organizmie.
 
Objawy zatrucia pokarmowego
 
Zatrucie pokarmowe objawia się zwykle od kilku minut do kilkunastu godzin od zjedzenia przez dziecko ciężkostrawnego, nieświeżego pokarmu lub dostania się do jego organizmu szkodliwych bakterii wywołujących niestrawność. Dziecko w tym czasie może mieć podwyższoną temperaturę ciała, nudności, wymioty, może też uskarżać się na ból brzucha i zawroty głowy, a także bóle mięśni. Aby złagodzić wymienione dolegliwości należy dziecku pomóc stosując najpierw domowe sposoby leczenia zatruć pokarmowych - jeżeli jesteśmy pewni, że nasze dziecko nie zjadło nic trującego, co zagrażałoby jego zdrowiu i życiu. W przeciwnym razie należy koniecznie jak najszybciej udać się do lekarza lub wezwać pogotowie ratunkowe.
 
Domowe sposoby leczenia
 
Podczas zatrucia pokarmowego dziecko powinno leżeć przykryte lekkim kocykiem. Układamy je na boku tak, by podczas wymiotów nie doszło do zachłystnięcia. Aby zahamować torsje starszemu dziecku możemy podać herbatkę z imbiru lub sok imbirowy z cytryną oraz suszone owoce czarnej jagody.. Dziecku po 6 r. ż. podajemy stoperan. Podczas zatruć u niemowląt bardzo często dochodzi do wymiotów i biegunek. W takiej sytuacji istnieje ryzyko odwodnienia organizmu. Aby temu zapobiec należy podawać dziecku dużo urozmaiconych płynów do picia np. przegotowaną lub mineralną wodę, herbatki ziołowe Jeżeli dziecko dopomina się o jedzenie można mu podać kleik ryżowy. Przy wysokiej temperaturze podajmy dziecku czopek przeciwgorączkowy, który powinien ją obniżyć.
 
Kiedy udać się z dzieckiem do lekarza?
 
Zatrucie pokarmowe może trwać nawet kilka dni. Jednak w przypadku chorych niemowląt należy niezwłocznie udać się do lekarza. Tylko lekarz zadecyduje o dalszym sposobie ich leczenia. Tylko zachowanie higieny osobistej i profilaktyki żywieniowej jest gwarancją, że urlop spędzimy zdrowo i przyjemnie.

2 lipca 2014 r.

Wybory Miss Polonia Województwa Lubelskiego

Centrum Kongresowe Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie jest miejscem spotkań nie tylko studentów, ale także bardzo często służy jako scena podczas wydarzeń kulturalnych. 27 czerwca br. o godz. 19.00 w tymże Centrum odbyły się Wybory Miss Polonia województwa Lubelskiego. To niecodzienne wydarzenie prowadził znany dziennikarz i prezenter stacji TVN – Marcin Prokop wraz z Ewą Tutką.

Młode, piękne i inteligentne

20 najpiękniejszych kandydatek wyłonionych z castingów organizowanych na terenie całego naszego województwa wzięło udział w Gali finałowej, podczas której miała zostać wybrana ta jedyna... najpiękniejsza!

Dziewczęta prezentowały się w strojach koktajlowych, kąpielowych, sportowych oraz w przepięknych sukniach ślubnych. W swoich wypowiedziach tryskały nienaganną inteligencją, a nawet humorem. Mimo licznie zgromadzonej publiczności nie uległy tremie i swobodnie prezentowały swoją urodę oraz błyskotliwość.

Chociaż piękno jest pojęciem subiektywnym i względnym, nad Wyborami czuwała Komisja składająca się ze znanych osobistości Lublina reprezentująca świat kultury, mody, biznesu oraz polityki.

W przerwach między pojawianiem się na scenie fantastycznych kandydatek tańczył zespół Gamza wraz z wokalistą improwizującym utwory wiecznie żywego Elvisa Presleya bawił zgromadzoną publiczność, która pod wpływem muzyki przenosiła się duchem, czasem i wyobraźnią w lata 60-te ubiegłej epoki.

Werdykt

Czas biegł nieubłaganie, a emocje zgromadzonych sięgały zenitu. Wreszcie po trochę przydługiej naradzie Szacowna Komisja ogłosiła werdykt. Miss Polonia Województwa Lubelskiego została Paulina Potiopa - studentka dziennikarstwa na UMCS. Tytułem I vicemiss została mianowana Dominika Majchrowska wraz z tytułem miss obiektywu. Natomiast mianem II vicemiss cieszy się Angelika Majewska. Wymienione dziewczęta będą godnymi reprezentantkami naszego regionu podczas ćwierćfinału Miss Polonia 2014. Życzymy im sukcesów na skalę światową.

Oprócz głównych tytułów wybrano również miss gracji – Klaudię Kuszniar. Najsympatyczniejsza dziewczyna wyłoniona spośród kandydatek to uśmiechnięta Anna Telenkiewicz. Internauci również wybrali swoją najpiękniejszą, a ten szczególny tytuł przypadł Magdalenie Wójcickiej.     

Należy dodać, że organizatorem tej elitarnej imprezy była firma Modart Outdoor oraz E.T. Consulting przy współudziale licznych lubelskich sponsorów.

Mimo, że Komisja wybierając tą najpiękniejszą sugerowała się pięknem ciała i inteligencją umysłu śmiem twierdzić, że najpiękniejsze jest w nas to, co jest niewidoczne dla oczu czyli serce. 


25 czerwca 2014 r.

Formy letniego wypoczynku

Koniec czerwca zawsze kojarzy się z początkiem wakacji i rozpoczęciem sezonu urlopowego. Jest to czas odpoczynku po wytężonej nauce i ciężkiej pracy fizycznej bądź umysłowej. Od dawna wiadomo, jak ważny jest wypoczynek, aby znów wrócić z zasobem energii do swoich codziennych zajęć. Dlatego staramy się w pełni wykorzystać ten wolny letni czas. Wypoczynek ma wiele form, które wybieramy uwzględniając swoje upodobania oraz finansowe możliwości.

Wczasy zorganizowane

Ta forma wczasów należy do tych kosztowniejszych lecz najbardziej  kreatywnych. Do tego rodzaju wypoczynku należą: obozy, kolonie, półkolonie, wczasy rodzinne, odchudzające itp. Czas wolny jest wypełniany przez tzw. wypoczynek czynny inicjowany przez instruktora kulturalno - oświatowego.  Dzieci, młodzież i dorośli lubiący odpoczynek w ruchu są zapraszani do różnego rodzaju działań, które przeprowadzone w formie zabawy pozwolą na wysiłek fizyczny, a jednocześnie pomogą odprężyć się psychiczne. Ma to duże znaczenie dla całego organizmu, który po całorocznym wysiłku fizycznym i umysłowym może nadrobić zaległy ruch oraz inne rodzaje ćwiczeń. To one pomagają dotlenić nie tylko mózg, ale także wszystkie komórki naszego ustroju. Ten rodzaj wczasów odbywa się w ośrodkach wczasowych, mających swój ustalony regulamin, który każdy uczestnik powinien respektować. Taką formę wypoczynku można załatwiać przez szkoły, parafie i zakłady pracy.

Wczasy niezorganizowane

Ten rodzaj wczasów należy do tych najbardziej popularnych i lubianych przez większą część polskiego społeczeństwa. Zwykle wyjazdy planuje się w gronie znajomych lub rodziny. Czas wolny organizowany jest przez uczestników wyprawy. Zazwyczaj plany są spontaniczne lecz z aprobatą poszczególnych osób. Mobilność jest tu pożądanym środkiem komunikacji, ponieważ można nastawić się na odpoczynek w formie zwiedzania nie tylko Polski, ale także innych pięknych krajów. Indywidualne  podróże zagraniczne cieszą się dużą popularnością odkąd granice państw UE stanęły dla nas otworem.

Wczasy w domu

Możemy też spędzić urlop nigdzie nie wyjeżdżając i robiąc w domu to, co lubimy robić najbardziej. Ważne, by czas spędzony w domowych pieleszach był przyjemny i pożyteczny. Przez cały rok nazbiera się wiele zaległych książek do przeczytania, filmów do obejrzenia, „inwestycji” w podkreślenie swojej urody. Czasami brak czasu na poszerzenie i pogłębienie zainteresowań burzy nasz spokój wewnętrzny.  Wszystkie więc odkładane przez długie miesiące zaległe przyjemności można nadrobić podczas urlopu z pełną świadomością, że nie będzie to czas stracony.


18 czerwca 2014 r.

Tradycją już się stało, że nasze stowarzyszenie „Jesteśmy Kroplą” w czerwcu organizuje bale charytatywne. Tak było i teraz 13-go w piątek – my w pecha nie wierzymy! Tym razem celem balu była pomoc w zakupie wózka elektrycznego dla Mateusza Urbańskiego – sportowca trenującego boccie.

Bal w stylu 60-70 roku ubiegłego stulecia już podczas przygotowań wzbudzał wiele emocji. Jak niektórzy z nas pamiętają był to okres, w którym  pojawiały się „Dzieci Kwiaty”.  Buntownicze nastolatki, ale jakże oryginalne w swoim ubiorze i sposobie bycia. Ten kolorowy szał staraliśmy się odtworzyć podczas jednej czerwcowej nocy.

W Wierzchowiskach pod restaurację „Pałacowa” zaczęły podchodzić osoby jakoby z innej epoki. Panie ubrane w kwiaciaste bluzki, a panowie w kolorowe  koszule , spódnice „bananowe” i spodnie typu „dzwony” lekko falowały na wietrze. We  włosach pokaźnej długości  panie miały wpięte kwiaty…

Na salony stylowej restauracji „Pałacowa” w podlubelskich Wierzchowiskach już przy wejściu zapraszali nas kelnerzy serwując lampki wybornego wina oraz smaczne wyśmienite dania i zakąski. Po pokrzepieniu ciała ruszyliśmy w tany. Zespół wokalno-instrumentalny Galaxy grał melodie lat 60-70 minionej epoki. Niejednemu „hipisowi”  zakręciła się nostalgiczna łezka w oku za tym, co już minęło, ale na balu ożyło, jako wspomnienie z lat młodości.

Zaproszeni goście z zaprzyjaźnionego Stowarzyszenia „Krok po kroku” z Zamościa dopisali swoją obecnością i kondycją w tańcach oraz licznych konkursach. Osoby niepełnosprawne poruszające się na wózkach również ruszyły w tany, bez ograniczeń, bez barier – wszyscy tworzyliśmy jedną rodzinę. Zjednoczył nas jeden cel – zebranie środków na zakup elektrycznego wózka dla naszego kolegi. I to było piękne…

Dziękujemy wszystkim sponsorom, a przede wszystkim ofiarodawcom „Dzieciom Kwiatom”, dzięki którym niepełnosprawny sportowiec będzie mógł zakupić elektryczny wózek niezbędny w uprawianiu pasjonującej go dyscypliny.


11 czerwca 2014 r.

Godność osoby niepełnosprawnej i pomoc ze strony jej najbliższych

W ubiegłą niedzielę 8 czerwca obchodziliśmy Dzień Godności Osób niepełnosprawnych Intelektualnie. Z tej okazji w naszym mieście odbył się festyn, który miał na celu pokazanie, że wszyscy jesteśmy jednakowo ważni w społeczeństwie. Jednak nie każdy zdaje sobie sprawę, jak wygląda codzienna opieka nad osobą niepełnosprawną fizycznie lub intelektualnie?  Zwykle choroba nas zaskakuje i nie wiemy, jak poradzić samemu sobie w tej trudnej sytuacji? Innej pomocy oczekuje matka, innej rodzeństwo, a jeszcze innej żona lub partnerka.

Pomoc matce

Każda ciężarna matka już w pierwszych miesiącach odmiennego stanu jest pełna nadziei, optymizmu, marzeń i miłości do swojego dziecka. Badania kontrolne u ginekologa potwierdzają jej radość, że dziecko normalnie się rozwija. Jednak nie zawsze tak jest. Czasami już podczas badań prenatalnych ujawnia się choroba z którą dziecko będzie musiało żyć. Ta wiadomość jest szokiem dla całej rodziny, ale najbardziej dla matki. Znika wszelka radość, a w miejscu optymistycznego nastawienia pojawia się rozpacz i poczucie winy. Matka jest świadoma, że to właśnie na jej barki spadnie ciężar odpowiedzialności za chore maleństwo, a w przyszłości za dorosłą niepełnosprawną osobę. Zarówno po wysłuchaniu tej niepokojącej wiadomości, jak i po narodzeniu się chorego dziecka najważniejsze dla matki jest wsparcie rodziny: męża, starszych dzieci itp. Mąż powinien dodawać otuchy, wspierać żonę oraz dawać jej poczucie bezpieczeństwa. Starsze dzieci mogą być również ogromnym wsparciem dla zrozpaczonej matki, jeśli zadeklarują swoją pomoc przy chorym braciszku lub siostrzyczce. Jeśli jest to rodzina wielopokoleniowa obowiązek wsparcia dotyczy także dziadków. Rozmowa z lekarzem prowadzącym też powinna przynieść pozytywne efekty o ile podejdzie on do sytuacji rozsądnie,  z  wiarą w postęp medycyny. Bardzo ważną informacją dla matki jest rozmowa na temat rokowań stanu zdrowia dziecka. Zalecana  jest także porada psychologa, który ukierunkuje matkę na właściwe tory działania, organizację dnia codziennego, odpoczynku, jak również wskazując jej odpowiednie placówki społeczne i socjalne, niosące pomoc w sytuacjach kryzysowych.  W razie konieczności psycholog może też zastosować psychoterapię.

Podobną pomoc matka powinna  otrzymać, gdy jej dziecko nagle zachoruje lub ulegnie wypadkowi.

Pomoc rodzeństwu

Wiadomość o chorobie członka najbliższej rodziny zmienia jej małą społeczność. Starsze dzieci na wieść o chorobie brata lub siostry mogą czuć bezradność, wstyd (jeśli dochodzą tu stereotypy) poczucie winy i odrzucenie przez rodziców. Ważną rolę powinni odegrać tu mama i tata rozmawiając ze swoimi dziećmi szczerze nie ukrywając, że oczekują od nich wsparcia i pomocy. Wyjdźmy z propozycją,  aby przynamniej raz w tygodniu mama wyszła sobie do znajomych zostawiając pod ich opieką (i kogoś z dorosłych) chorego brata lub siostrę. Rodzice muszą znaleźć czas także dla dzieci zdrowych, aby pójść z nimi do kina, teatru, po prostu czynnie uczestniczyć w ich życiu. Takie postępowanie upewni ich, że nadal są tak samo ważni, jak ich chore rodzeństwo. Wsparciem mogą być też mądrzy  przyjaciele naszych pociech, wychowawca lub pedagog szkolny.

Pomoc żonie, mężowi lub partnerowi

Nagła choroba zmienia związek, a także zachowanie samego partnera. Niepogodzony ze swoim stanem chory mąż/żona mogą czuć się ciężarem dla opiekującego się nim partnera. Może przy tym czynić przykre uwagi, które jeszcze bardziej przygnębiają męża lub żonę. Jak uniknąć takich sytuacji?

Przede wszystkim trzeba zapewnić choremu opiekę psychologa i samemu z niej korzystać. Nie bądźmy nadopiekuńczy, gdyż taka postawa nie motywuje chorego do podejmowania rehabilitacji. To właśnie nadopiekuńczość sprawia, że chory staje się bierny i roszczeniowy.

Pamiętajmy, że mimo trudnej sytuacji musimy znaleźć chwilkę czasu dla niebie na regenerację sił witalnych. Chory musi też być tego świadomy, że naszemu opiekunowi należy się odpoczynek. W tym czasie zapewnijmy mężowi/żonie opiekę ze strony kogoś z rodziny lub przyjaciół. Spacer na świeżym powietrzu pozwoli dotlenić nasz umysł oraz pozwoli przez moment zapomnieć o chorobie partnera. Spotkania z przyjaciółmi nawet w domu chorego przyniosą także dozę radości i optymistycznego nastroju, pomogą obojgu oderwać się od szarej codzienności.


4 czerwca 2014 r.

Przygotowujemy nasze dziecko do kontaktów z innymi dziećmi

Zapachniało latem. Czerwiec wita nas Dniem Dziecka, a koniec tego miesiąca rozpoczyna długo wyczekiwane przez dzieci wakacje. Będzie to okres wyjazdów, spotkań, podczas których nawiążemy relacje z nowopoznanymi osobami. Nasze dzieci do tych kontaktów także należy odpowiednio przygotować. Może wspólnie spędzony czas wakacji będzie do tego wspaniałą okazją?

Kształtowanie relacji w domu rodzinnym

Każdy człowiek jest istotą społeczną, potrzebującą relacji interpersonalnych z otaczającym go światem. Już od wczesnego dzieciństwa powinniśmy uczyć maluszka kontaktów z innymi ludźmi.

Początek tego procesu powinien zacząć się w rodzinnym domu. Kontakty z rodzicami są pierwszymi relacjami społecznymi. To od nich małe dziecko uczy się zachowań, które w przyszłości będą miały znaczenie w przedszkolu, szkole, a potem w pełnieniu innych ważnych ról społecznych.

Uśmiech mamy do dziecka jest pierwszą relacją, tworzącą więź między dwojgiem osób. Dziecko naśladuje mimikę jej twarzy, gesty np. głaskanie po twarzy, włosach. Maluch świetnie wyczuwa miłość mamy i stara się odwdzięczyć podobnymi ruchami ust i rączek.

Dom rodzinny powinien być „szkołą” dobrych relacji międzyludzkich. Rodzice są pierwszymi nauczycielami dziecka i na nich spoczywa obowiązek ukazywania wartości moralnych oraz wzajemnego okazywania uczuć. Ważną rolę odgrywa tu np. rozmowa z dzieckiem o dzieleniu się zabawkami podczas wizyt kolegów i koleżanek z sąsiedztwa. Młodsze dzieci mogą bawić się wymieniając się zabawkami, książeczkami lub kredkami. Ta wymiana uczy dzieci dzielenia się posiadanymi przedmiotami, a tym samym eliminuje uczucie egoizmu. Bardzo ważne jest czytanie dziecku książeczek o trwałej przyjaźni oraz przytaczanie fragmentów opowiadań odnoszących się do realnych kontaktów dziecka z jego przyjaciółmi. Takie obrazowe przykłady trwale zapisują się w pamięci malucha.

Rodzaje zabaw pomocnych w nawiązywaniu relacji społecznych

W wieku przedszkolnym możemy zachęcać dziecko do rozwoju kontaktów społeczno – moralnych przez zabawy konstrukcyjne, manipulacyjne, dydaktyczne, ruchowe oraz tematyczne. Poniżej przytoczę przykłady każdej z wymienionych zabaw, które można wykorzystać będąc np. na wczasach.

Zabawa konstrukcyjna polega na układaniu klocków, kamyczków, robieniem babek z piasku przy pomocy foremek i łopatki. Ta forma zabawy uczy dziecko tworzenia, pobudza wyobraźnię, a co najważniejsze pomaga w nawiązywaniu kontaktów z innymi dziećmi.

Zabawy manipulacyjne to tzw. zabawy w „dom”, „szkołę”, „sklep” i inne sytuacje przedstawiające scenki z codziennego życia. Podziały na role są początkiem tworzenia się dziecięcych przyjaźni. Tego typu zabawy kształtują w dziecku wrażenia i spostrzeżenia. Ponadto rozwija jego wolę, empatię do osób i zwierząt oraz są przygotowaniem do pełnienia różnych ról społecznych.

Natomiast w dni deszczowe można rozsmakować dziecko w zabawach dydaktycznych. Zastosować tu można np. gry planszowe, zagadki, łamigłówki, układanki obrazkowe. Tego typu zabawy organizowane w grupach uczą dzieci wytrwałości, odwagi, ale przede wszystkim zdrowego współzawodnictwa oraz zacieśnienia przyjacielskich więzów.

Zabawy ruchowe lubiane są przez dzieci zwłaszcza w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Sport daje im wiele radości, poprawia ich kondycję fizyczną. Można tutaj zastosować m.in. rzut do celu, zawody w podskokach, slalom, bieg z przeszkodami, zabawy w wodzie, zawody na plaży. Wymienione tu przykłady gier i zabaw kształtują psychomotorykę dziecka, uczą dokładności w działaniach, uczciwej rywalizacji i koleżeńskości.

Zadaniem rodziców jest organizować i zachęcać swoje dzieci do uczestnictwa w wymienionych zabawach, ponieważ ta forma wypoczynku będzie miała znaczący wpływ na szkolne przyjaźnie, a w przyszłości także na relacje interpersonalne w ich dorosłym życiu.


26 maja 2014 r.

O matce...

„O matce pieśń to pieśń przez łzy to pieśń bez słów” – tak śpiewał Mieczysław Fogg. W tym utworze wyrażona jest miłość i hołd dla macierzyństwa kobiety. Dzisiaj w ten szczególny Dzień Jej Święta wielu z nas przybiegnie do niej z życzeniami. Nie pozwólmy, aby były one wypowiedziane w pośpiechu, a wizyta niech nie odbywa się między jednym, a drugim wyskokiem na popołudniowe zakupy. Ona czeka na każdego dnia, bo kocha, kocha miłością piękną, bo bezwarunkową. Dla swoich dzieci poświęciła wiele lat i nadal jest blisko myślami i sercem. Jej życie można porównać do pór roku.

Wiosna
 
 
Młodość zawsze kojarzona jest z wiosną, zielenią i rozkwitającymi kwiatami. W tym czasie przyroda nacechowana jest ogromną siłą. Nasionko wypuszcza liście, starsze drzewa rozwijają korony i wybuchają zielenią. Podobnie jest w życiu człowieka. Młoda dziewczyna czuje w sobie siłę i chce „zakiełkować”. Chce być różą, mieć błyszczące listki i pączki. Nasze matki też są podobne do róż… kwitły w ogrodach swoich rodzinnych domów.
 
Lato
 
Dojrzałość w życiu kobiety to mądre podejmowanie decyzji, patrzenie przez pryzmat miłości i szczęścia swoich najbliższych. I znów przychodzą mi na myśl róże. Lato jest czasem na początki dojrzewania. Nasze matki przesadzone już do swoich ogródków wydały piękne pąki, nie szczędząc własnych soków do ich rozwoju. A potem pozwoliły, aby ktoś je odciął i cieszył się ich wonią i pięknem. Zostały same w otoczeniu innych kwiatów nie mniej piękne niż były – może bardziej wyblakłe od słońca. Czasem poranna lub wieczorna rosa wygładzała ich pomarszczone twarzyczki skurczone bólem zapomnienia. A one wstydliwie chowały te kropelki rosy między płatki.
 
Jesień
 
Czas zbiorów, czas pogodzenia ze zmianami… Otulone przez czułe ręce róże czekają na zimę w nadziei, że nie będzie śnieżna i mroźna. Nie lubią samotności. Nasze matki też czekają na każdą wizytę, dźwięk telefonu, czekają na dobre ciepłe słowo, które da im otuchę, że zima nie będzie sroga. Czekają na serce pełne płomieni, na serce dzieci. Wystarczy otulić je dłońmi, a znów rozkwitną, jak za dawnych lat. Zimy już nie będzie…

22 maja 2014 r.

Tryptyk Rzymski w kościele Chrystusa Odkupiciela

Niedawna kanonizacja Jana Pawła II jest okazją do przypominania jego sylwetki, nauczania oraz twórczości. Tak też się stało 18 maja br. w parafii Chrystusa Odkupiciela w Świdniku. Ta data to także kolejny pamiątkowy dzień urodzin naszego wybitnego rodaka. Z tych powodów po uroczystościach odpustowych i majowym nabożeństwie mieliśmy okazję wysłuchać pięknej poezji wielkiego Polaka w interpretacji aktorów scen lubelskich.

Poezja przekraczająca czas i przestrzeń
 
Prezentowany Poemat – jak sama nazwa wskazuje - składa się z trzech części:
 
I – Strumień (Sekcje: Zdumienie, Źródło)
 
 
II – Medytacje nad Księgą Rodzaju na progu kaplicy Sykstyńskiej;
 
 
III – Wzgórze w krainie Moria
 
Tryptyk Rzymski został wydany w 2003 roku. Jest poematem, którego autorem jest nasz wielki rodak św. Jan Paweł II. Nie jest moim celem pisanie w tym miejscu recenzji tego dość trudnego poematu. Chcę tylko przybliżyć klimat spotkania z poezją w świdnickim kościele. Dla wielu twórców i jej odbiorców poezja jest niewymiarowa. Potrafi przenieść wyobraźnię tam, gdzie ciało nie zawsze może dotrzeć. Jednak jest to dla wielu z nas subiektywne przeżycie piękna słowa. I tak się stało w ten majowy wieczór. Taką podróż w czasie i przestrzeni odbyli słuchacze programu pt.: „Tryptyk Rzymski” – Jana Pawła II. Profesjonalna interpretacja wierszy przeniosła miłośników poezji do Kaplicy Sykstyńskiej w Watykanie. Czytane utwory ukazywały czas dziejów i wydarzeń biblijnych utrwalonych przez wybitnego malarza Michała Anioła. Poetycko opisane malowidła na ścianach Kaplicy Sykstyńskiej pomagały słuchającym pokonać przestrzeń i czas. O dziejach stworzenia i przemijania mówi obrazowo wiersz pt.: „Zdumienie”
 
Co mi mówisz górski strumieniu? w którym miejscu ze mną się spotykasz? ze mną, który także przemijam -- podobnie jak ty... Czy podobnie jak ty? (Pozwól mi się tutaj zatrzymać -- pozwól mi się zatrzymać na progu, oto jedno z najprostszych zdumień.) Potok się nie zdumiewa, gdy spada w dół i lasy milcząco zstępują w rytmie potoku -- lecz zdumiewa się człowiek! Próg, który świat w nim przekracza, jest progiem zdumienia. Kiedyś właśnie temu zdumieniu nadano imie "Adam").
 
/Fragment: Zdumienie”/
 
Aktorzy czytając utwory przy akompaniamencie skrzypiec wyrazili głęboką wiarę, delikatność i wrażliwość naszego wielkiego rodaka. Pokazali swój profesjonalizm w przekazie słów. Słowa podziękowania za tę ucztę duchową należą się organizatorom czyli Spółdzielczemu Domu Kultury w Świdniku oraz ks. proboszczowi Andrzejowi Kniaziowi. Dziękujemy również aktorom teatrów scen lubelskich za przejrzystą interpretację wspaniałego dzieła.
 
Końcowym utworem była „Barka” - ukochana pieśń wybitnego Polaka, odśpiewana przez wszystkich uczestników tego nie codziennego spotkania. W tym momencie w wielu oczach pojawiły się łzy wy wzruszenia. A może były to także łzy radości?

14 maja 2014 r.

Spotkanie autorskie w Biskupicach

W ramach ogłoszonego przez Stowarzyszenie Bibliotekarzy Tygodnia Bibliotek wypożyczalnie organizują ciekawe spotkania z pisarzami, konkursy literackie dla dzieci i młodzieży, propagując czytanie książek.

Biblioteka w Biskupicach

Na zaproszenie pracowników biblioteki w Biskupicach, 9 maja br., miałam szczęście gościć w jej progach z moimi wierszami. Już przy wejściu powitały mnie skrzydła rzeźbionych aniołów dekorujących ściany. Pomieszczenia pełne książek emanowały ciepłem i przyjemnym zapachem farby i papieru. W przestronnej sali czekali na mnie zaproszeni goście oraz grupa teatralna z Trawnickiego domu Kultury. Młodzi ludzie byli bardzo przejęci i troszeczkę onieśmieleni sytuacją. To oni mieli przekazać treść i przesłanie  mojej poezji – wierszy prostych, ale dla niektórych odbiorców trudnych, opisujących przeżycia do tej pory nieznane, bo z głębi serca pochodzące. Program artystyczny przygotowany był przez doświadczonego instruktora kultury w Trawnikach – Arkadiusza Jurka. Dzięki niemu dziewczęta bardzo dobrze poradziły sobie z interpretacją utworów i słowem „otworzyły” mój drugi świat, jakim jest poezja. Krótki program ukazał zgromadzonym nie tylko moją twórczość, ale „odkrył” osobę autorki. Dzięki wierszom  miłośnicy wierszy mogli przekonać się o moim postrzeganiu i widzeniu świata, jego wady i zalety.

Po programie artystycznym słuchacze zaczęli zadawać mi pytania. Dyskusja  przerodziła się w luźną rozmowę. Miła wręcz rodzinna atmosfera sprawiła, że nie czułam tremy i bez oporów odpowiadałam na zadane pytania, dotyczące nie tylko mojej twórczości, ale także radzenia sobie w codziennym życiu. Najbardziej cieszyły mnie pytania zadawane przez młodzież, ponieważ – być może – moje odpowiedzi przybliżą im problemy osób z niepełnosprawnością, a tym sposobem  nie będzie podziału na dwa światy: ludzi zdrowych i tych trochę mniej sprawnych, a jednak czujących i myślących nie inaczej, jak ci pierwsi. Takie dyskusje zawsze dają nadzieję na lepszy świat.

Dedykacje stopą pisane

Po tej edukacyjnej konwersacji przyszedł czas na podpisywanie książek. Robiłam to jak zawsze stopą, co wzbudzało wśród zebranych gości spore zainteresowanie. Nie byłam wprawdzie przygotowana na składanie autografów, jednak czego się nie robi dla swoich czytelników…

Potem przyszła pora na degustację pysznych domowych ciast, słodyczy i napojów. Cały ten czas panowała wśród nas rodzinna atmosfera. W tym miejscu pragnę podziękować za okazaną życzliwość dyrektorce Publicznej Biblioteki w Biskupicach pani Ewie Mazur oraz kustosz tejże biblioteki pani Janinie Zielińskiej, a także pani Barbarze Wójcik. Szczególne podziękowania kieruję do pana Arkadiusza Jurka i Grupy Teatralnej działającej przy Gminnym Ośrodku Kultury w Trawnikach za perfekcyjne przygotowanie programu artystycznego. Chwile spędzone w tym gronie na zawsze pozostaną w mojej pamięci. 


7 maja 2014 r.

8-15 maja - Tydzień bibliotek

Biblioteka to dom książek. Tych starych i tych niedawno wydanych. To placówka, która edukuje, udostępnia książki szerszemu gronu czytelników. Odbywają się tam także promocje tomików wierszy, powieści i innych ciekawych imprez kulturalnych dla różnych grup wiekowych. W tym roku już po raz XI obchodzimy Tydzień Bibliotek, który odbywa się w dn. 8-15 maja 2014 roku. Ma on na celu promowane tych jakże potrzebnych instytucji. Hasło tegorocznego Tygodnia brzmi: „Czytanie łączy pokolenia”. Warto w tym miejscu zapoznać się z historią powstawania bibliotek na ziemiach polskich. One to miały wpływ na nasze wykształcenie i rozpowszechnianie narodowej kultury.

Pierwsze biblioteki w Polsce

Najstarszą biblioteką założoną na naszej ziemi była w Gnieźnie przy Szkole tumskiej. Biblioteka ta powstała w XI wieku i była zasilana przez biskupów oraz kanoników. W tym też okresie powstały biblioteki w Płocku, Krakowie, Poznaniu. Początkowo z wypożyczonych książek korzystali tylko duchowni, ponieważ laicy byli analfabetami.

Z biegiem czasu rody królewskie zaczęły bardziej kłaść nacisk na wykształcenie swoich dzieci, głównie córek. Zamożniejsze rody posiadały własne księgozbiory. Na dużą uwagę zasługuje księgozbiór królowej Jadwigi z XIV wieku znajdujący się w Krakowie. Natomiast Bibliotekę Akademii Krakowskiej założono w roku 1364 i uważana jest ona za jedną z najstarszych. Od roku 1400 z inicjatywy króla Jagiełły zaczęto tworzyć biblioteki przy kolegiach. Zbiory te zawierały podręczniki szkolne oraz rękopisy dzieł klasyków.

Odrodzenie i reformacja to okresy rozkwitu nauki i powstawania bibliotek, co stanowiło łatwiejszy dostęp do książek. Należy tu wymienić biblioteki powstałe dzięki Szafrańcom i Radziwiłłom oraz bibliotekę założoną przez Zygmunta I w Krakowie. Na uwagę zasługuje również biblioteka założona w 1598 roku przez wielkiego miłośnika książek – hetmana Jana Zamoyskiego. Duże znaczenie w rozwoju czytelnictwa odegrał tu wynalazek druku. Od tego czasu do Polski zaczęły napływać książki protestanckie.

Reforma potrydencka miała znaczący wpływ na powstawanie licznych seminariów duchownych, a więc wzrosło zapotrzebowanie na większą ilość książek i bibliotek. Ogromne znaczenie dla nauki miała tu największa i najwartościowsza biblioteka kolegium wileńskiego, zaopatrzona w księgozbiór Zygmunta Augusta. W 1777 roku ogromne znaczenie dla tej biblioteki odegrała Komisja Edukacji Narodowej, powiększając jej zbiory, a przeprowadzenie tej reformy powierzono Kołłątajowi. Od tego czasu określone zostały obowiązki bibliotekarza.

Okres po utracie niepodległości zbiory zostały konfiskowane przez zaborców pruskich i carsko-rosyjskich. Polski język został tłumiony. Jednak w okresie Księstwa Warszawskiego powstaje m.in. księgozbiór Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Warszawie. W tym okresie własnością narodową stała się Biblioteka Czartoryskich w Puławach oraz Biblioteka Ossolineum we Lwowie.

Utrata niepodległości podczas zaborów oraz okres międzywojenny nie należał do łatwych w rozwoju bibliotekarstwa. Zaborcy likwidowali podstawy prawne bibliotek.

Natomiast okupacja niemiecka przecięła rozwój bibliotekarstwa na okres siedmiu lat. Dzieła przez lata gromadzone zostały przez okupantów bezpowrotnie zniszczone. Rozbudowa szkolnictwa przyczyniła się także do rozwoju bibliotek. Odtwarzanie zniszczonego mienia wymagało wiele wysiłku, nie byłoby tego zapału do odnowy bogactwa narodowego bez ducha patriotyzmu, jaki palił się w umęczonym wojnami narodzie. Czy w obecnych czasach doceniamy ten trud i poświęcenie starszych pokoleń, które z myślą o młodszej generacji odtwarzało ze zgliszczy wojennych myśli pisane rękami wielkich Polaków? W naszym mieście istnieje kilka bibliotek. Czy z nich obecnie często korzystamy?

Biblioteka im. Anny Kamieńskiej w Świdniku

Miejsko-Powiatowa Biblioteka Publiczna im. Anny Kamieńskiej w Świdniku istnieje już od 1955 roku. Wraz z rozwojem miasta przybywało czytelników i powstało 4 jej file. Biblioteką przy ul. Niepodległości 13 od 1976 roku kieruje pani Jadwiga Ciołek, a od 2001 roku jest na stanowisku dyrektora. To ona wraz ze swoimi współpracownikami dba o sprowadzenie nowości wydawniczych, organizuje cykliczne imprezy kulturalne, zaprasza na spotkania autorskie ciekawych pisarzy i poetów. W kalendarz imprez wpisane są m.in. ogólnopolskie konkursy, wystawy malarstwa, a także trwający obecnie Tydzień Bibliotek. Właśnie ten wyjątkowy tydzień będzie obfitował w liczne imprezy i wydarzenia związane z propagowaniem czytania książek wśród dzieci i młodzieży, a także dorosłych. Ewenementem będzie fakt, że 9 maja br. biblioteka ma być czynna do godz. 22.00. skorzystajmy z tego udogodnienia i przybliżmy do literatury.

W dobie mediów zbyt rzadko sięgamy po słowo pisane, zastępując je oglądaniem adaptacji filmowych. Jest to droga na skróty do wyobraźni, wrażliwości, poznawania piękna ojczystego języka oraz polskiej kultury. Tydzień Bibliotek ma nam to uzmysłowić. Niech hasło „Czytanie łączy pokolenia” - towarzyszące temu wydarzeniu rzeczywiście połączy pokolenia podczas czytania wielu ciekawych pozycji książkowych.


30 kwietnia 2014 r.

Co robić, gdy dziecko boi się zwierząt?

Nadeszła wiosna. Przed nami długi weekend. Wkrótce zaczną się letnie wyjazdy poza miasto. Podczas tych eskapad będzie częstszy kontakt ze zwierzętami w gospodarstwach agroturystycznych lub na łonie natury.Od wieków wiadomo, że najwierniejszym przyjacielem człowieka jest pies lub inne zwierzę z którym człowiek czuł się mocno związany. 

W dzisiejszych czasach zwierzęta pomagają chorym dzieciom pokonywać przewlekłe choroby, ponieważ ciało np. konia wydziela specyficzny zapach, który pozytywnie działa na wszystkie zmysły człowieka. Jednak niektóre dzieci czują paniczny lęk przed czworonogami.

Szukamy przyczyn lęku

Na początku oswajania dziecka ze zwierzętami musimy znaleźć powód urazu z jakim zmaga się maluch uciekając przed psem lub kotem. Sprowokujmy dziecko do ułożenia bajki, której bohaterem będzie jakieś zwierzątko. W trakcie opowiadania – być może – dziecko opowie
o swoich przyczynach lęków dotyczących zwierząt. Jeżeli maluch nie jest skory do wymyślana historii nakłońmy go do narysowania obiektu swojego lęku, a potem zachęcajmy, aby narysował psa lub kota do którego nie czuje obawy – może to być np. portret pieska
z sąsiedztwa. Rysunki są odbiciem stanów emocjonalnych ich autorów. Spójrzmy też na samych siebie. Być może to my jesteśmy tym powodem obaw? Dzieci bacznie obserwują nasze zachowania. Może kiedyś widziało nas w sytuacji, w której pokazaliśmy swoje przerażenie w stosunku do jakiegoś zwierzęcia? Rozpoznanie prawdziwej przyczyny negatywnych zachowań pomoże zastosować odpowiednie działania eliminujące niepokojące nas stany lękowe.

Jak oswoić dziecko ze zwierzętami?

Na wstępie należy zachęcić dziecko, aby wspólnie z nami pobawiło się pluszowym pieskiem lub kotkiem, które „na niby” będą karmione, przytulane i wyprowadzane na spacer. Do takich relacji można przyzwyczajać już 2-3 letnie dzieci. W wolnym czasie razem przeczytajcie bajkę lub obejrzycie film z udziałem tych zwierząt. Podczas tych zabaw wyjaśnijmy, kiedy piesek może być miły i przyjazny, a kiedy staje się agresywny. Dziecko powinno wiedzieć, że dokuczanie zwierzętom wzbudza w nich agresję i dlatego nie wolno ich drażnić. Nie oswajajmy dziecka z pieskiem lub kotkiem na siłę, mówiąc: „pogłaskaj pieska”, nawet jeśli jest to znajome zwierzę. Takie zachęty mogą pogłębić lęk dziecka. Unikajmy terapii szokowych. Dajmy mu czas, aż samo nas poprosi o kontakt ze zwierzątkiem. W żadnym przypadku nie wolno nam wstydzić dziecko nazywając je „tchórzem”. Powinniśmy okazać mu zrozumienie i dać mu poczucie bezpieczeństwa.

Zapewniajmy malucha, że zwierzęta również potrafią kochać, być miłe, wesołe i lubią się bawić. Pokazujmy dziecku zalety zwierzaków: miękka sierść, pokojowe usposobienie. Wytłumaczmy, czemu nie wolno ich krzywdzić.  Dobrym sposobem na pogłębienie relacji dziecka ze zwierzętami jest wycieczka do ZOO. Tam można opowiadać swoim pociechom
o miejscach, w których zwierzęta żyją, czym się żywią, w jaki sposób dbają o swoje potomstwo.

Kiedy i gdzie szukać pomocy?

Niekiedy zdarza się, że żadne argumenty o przyjaźni zwierząt nie trafiają do naszych dzieci. Długotrwałego lęku nie należy bagatelizować, ponieważ może się on przerodzić w fobię. Wrażliwe maluchy po nakłanianiu ich do zabawy z czworonogami mogą źle sypiać, tracić apetyt lub odczuwać bóle somatyczne. Takie objawy są powodem, by udać się z dzieckiem do psychologa, który zaleci odpowiednią terapię.


 

24 kwietnia 2014 r.

Uśmiech Jana Pawła II

W przeddzień kanonizacji Wielkiego Polaka Jana Pawła II wspominamy jego życie, pobyt wśród nas, jego nauki, a zwłaszcza pielgrzymowania do Ojczyzny. W 1987 roku, podczas jego III pielgrzymki ja także miałam szczęście wziąć udział w nabożeństwach celebrowanych przez przyszłego Świętego. Tymi wspomnieniami pragnę się podzielić.

Majdanek

Już od początku pontyfikatu Jana Pawła II czułam wewnętrzną potrzebę w uczestniczeniu w nabożeństwie przez niego sprawowanym. Wraz z rodzicami pojechałam do Warszawy na Stadion X Lecia w 1983 roku, gdzie podczas II pielgrzymki Papież Polak odprawiał mszę świętą. W 1987 roku, gdy dowiedziałam się, że na trasie III papieskiej pielgrzymki będzie Lublin. Nie mogłam tam nie być. Uprosiłam rodziców, abyśmy tam pojechali. Papieska wizyta miała być krótka wręcz kameralna.

Pamiętam, że staliśmy przodem do pomnika – mauzoleum. Papież przyjechał w towarzystwie Józefa Glempa – prymasa Polski oraz kardynałów: Henryka Gulbinowicza i Franciszka Macharskiego. W czasie tej drogi po terenie obozu Papież przemieszczał się otwartym papa mobile, błogosławił zebranych tam wiernych.

Uśmiech z oddali

Siedząc na wózku niewiele mogłam zobaczyć, a moim pragnieniem było spojrzeć w oczy tego świętego człowieka. Rodzice znali moje marzenie… Wówczas tata podniósł mnie, przytrzymał, a ja na chwiejących się nogach stanęłam na siedzeniu wózka. Tylko w ten sposób stałam się „wyższa” i mogłam zobaczyć Papieża. I wtedy stało się coś, o czym mogłam tylko śnić. Moje oczy i oczy Świętego spotkały się mimo dzielącej nas odległości. Widziałam Jego uśmiech skierowany tylko do mnie i rękę unoszącą się do błogosławieństwa. Papież mnie pobłogosławił, byłam tego pewna. Tej radości, jaka we mnie wstąpiła nie jestem w stanie opisać. Zaczęłam skakać na wózku, a był to rodzaj tańca, tańczyło we mnie serce i całe moje ciało. Nie chciałam już siadać na wózek i chować się w tłum. Mimo, że było masę ludzi ja byłam przekonana, że Ojciec Święty ,mnie widział. Wspomnienie tej chwili dodaje mi odwagi, aby nie wstydzić się ludzi i robić to, co podpowiada mi serce.

Wierzę, że Jan Paweł II nadal się do mnie uśmiecha, dodaje odwagi z odległego nieba, bo wie, że potrzebuję Jego Uśmiechu, który inspiruje. Dziś wiem, że nie trzeba chować się w tłumie tylko wyjść z niego, aby marzenia się spełniały.

Jeden Jego uśmiech uzdrowił moje serce w miejscu, gdzie podczas II wojny światowej wielu ludziom gasły uśmiechy a oczy zachodziły łzami. Czy to nie było przeznaczenie, że tam byłam podczas pobytu Papieża na tej ziemi cierpienia?


18 kwietnia 2014 r.

Wielkanocne zwyczaje i obrzędy

Wielkanoc jest jednym z najstarszych i najważniejszych świąt obchodzonych przez chrześcijan. Jest to upamiętnienie śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Poprzedza je Niedziela Palmowa i Triduum Paschalne, podczas którego Kościół katolicki wraz z wiernymi czci wydarzenia związane z historią odkupienia ludu Bożego przez Boskiego  Zbawiciela. Z radosnym świętem Wielkiej Nocy wiążą się religijne i ludowe zwyczaje kultywowane do dnia dzisiejszego.

Niedziela Palmowa

Wielki Tydzień rozpoczyna się Niedzielą Palmową zwaną też kwietną lub wierzbną. W tym czasie święci się palmy zrobione z gałązek, suchych traw przybranych ziołami i baziami. Ten dzień upamiętnia wjazd Chrystusa do Jerozolimy, kiedy to chciano obwołać Go Królem. Wtedy to kładziono przed Nim gałązki palm. Dlatego w ostatnią niedzielę postu Kościół katolicki upamiętnia ten fakt. Po powrocie z kościoła bito się poświęconymi palmami, ponieważ ten rytuał miał każdemu zapewnić zdrowie i szczęście. Połykano również bazie z palmy, aby uchronić się przed chorobami gardła. Poświęcone palmy zatknięte za święte obrazy miały za zadanie bronić dom przed nieszczęściami.

Triduum Paschalne

Wielki Czwartek to upamiętnienie ustanowienia Eucharystii i Kapłaństwa przez Jezusa Chrystusa. Są to dwa najważniejsze sakramenty bez których nie byłoby możliwe odprawienie Mszy świętej. Wierni w Kościołach dziękują Zbawicielowi za ten cenny dar. Po powrocie do domu – na upamiętnienie ostatniej wieczerzy – rodzina gromadzi się przy uroczystej kolacji.

Wielki Piątek to dzień śmierci Jezusa, żałoby, postu, zadumy i odwiedzania Grobu Pańskiego, które trwa do Wielkiej Soboty.

Wielka Sobota to tzw. Wigilia Paschalna. Podczas wieczornej Mszy świętej kapłan zapowiada Zmartwychwstanie Zbawiciela. Jednak dopiero w Wielką Niedzielę zabrzmi uroczyste Alleluja!  Właśnie w Wielką Sobotę święci się pokarmy przygotowując uprzednio tradycyjną Święconkę.

Święconka

Jak sama nazwa wskazuje są to poświęcone pokarmy. Do Polski ten obrzęd przyszedł w roku 1631, a dokonywany jest w Kościele w Wielką Sobotę przez diakona lub kapłana. W pięknie przystrojonym bukszpanem koszyczku układa się jajka, chleb, chrzan, sól kuchenną, pieprz, ciasta wielkanocne i baranka z chorągiewką.  Każdy z pokarmów ma znaczenie symboliczne. Jajko lub pisanka - jest symbolem życia i odradzającego się życia – ma ono dodawać sił witalnych i pełni rolę podarunku dla naszych bliskich. Przyprawy – mają chronić od wewnętrznego zepsucia. Baranek cukrowy z czerwoną chorągiewką jest symbolem Chrystusa, dla którego śmierć nie ma już dostępu. Chleb i wędliny zapewniają domownikom dostatek na cały rok. W wielu domach ponad aromatem świątecznych ciast unosi się zapach zielonej rzeżuchy, która symbolizuje budzącą się do życia przyrodę.

W Wielką Niedzielę po porannej Mszy św. zwanej Rezurekcją, w każdym katolickim domu zasiada się do uroczystego śniadania wielkanocnego. Wspólnie z rodziną dzieląc się poświęconym jajkiem oraz pozostałymi pokarmami składamy sobie wzajemnie życzenia.

Śmigus  -  dyngus

Drugi dzień Wielkanocy to Wielki Poniedziałek. Tradycyjny śmigus – dyngus.  Zwyczaj śmigusa - dyngusa  zawitał do nas z kultury słowiańskiej. Polegał on  na symbolicznym smaganiu witkami wierzbowymi lub palmami po nogach oraz polewaniem wodą ze studni.  Wierzono, że te czynności miały oczyszczać z wiosennego brudu i zapobiegać chorobom i były symbolem powodzenia zwłaszcza jeśli chodziło o panny na wydaniu. Dyngus dawał możliwość wykupienia się pisankami lub innymi świątecznymi smakołykami od tego niezbyt przyjemnego zwyczaju. Obecnie tradycja ta jest nadal podtrzymywana, jednak ograniczono ją do symbolicznego pokropienia wodą lub perfumami.  

 


9 kwietnia 2014 r.

Przedświąteczna pomoc ubogim rodzinom

Niewiele już dni dzieli nas od Świąt Wielkanocnych. W sklepach zaczyna się wzmożony ruch i gorączka zakupów. Nie każdy jednak może sobie pozwolić na dostatnio zastawiony stół i prezenty od wielkanocnego „zajączka”. W naszym mieście jest wiele rodzin, które m.in. z powodu bezrobocia zmuszone są korzystać z różnych form pomocy udzielanych im przez różne instytucje.

Zbiórki żywności w supermarketach

Dwa tygodnie przed Świętami Wielkanocnymi w niektórych sklepach i supermarketach prowadzone są zbiórki żywności oraz środków czystości. Artykuły można składać do odpowiednio oznakowanych pojemników. Są to dary serca ofiarowane dla ludzi z uboższych rodzin przez te rodziny, które mają zasobniejsze portfele. Te produkty wydawane są potem np. przez SOS, KSM i miejscowe parafie. Oprócz tych zbiórek do akcji włączają się także proboszczowie świdnickich parafii oraz Caritas Archidiecezji Lubelskiej.

Pomoc ofiarowana przez parafian

Od wielu już lat podczas trwania wielkopostnych rekolekcji proboszczowie świdnickich parafii kontynuują piękną akcję zbiórki darów dla ubogich rodzin mieszkających na terenie danej parafii. Każdy może podzielić się tym, co ma. Po każdej Mszy św. można przekazać paczkę żywnościową do pojemnika, który potem wędruje do przykościelnego zespołu Caritas. Po zakończeniu rekolekcji społeczni pracownicy rozdzielają artykuły przyniesione przez ofiarodawców uczestniczących w rekolekcjach. Aby otrzymać paczkę żywnościową należy spełniać następujące kryteria: rodziny wielodzietne, rodziny dysfunkcyjne, rodziny ubogie, osoby samotne, osoby bezdomne, bezrobotne oraz osoby niepełnosprawne. Jak widzimy, przydział otrzymania paczki zależy os statusu społecznego rodziny. Nie zawsze jest to jednak przestrzegane i należycie wykorzystywane. Nawet podczas wydawania darów niektórzy z uprawnionych do ich pobrania wykazują arogancką postawę mają wygórowane wymagania. A przecież otrzymują wyłącznie to, czym podzielili się nieco zamożniejsi parafianie. Nie chcę jednak zagłębiać się w moralne kwestie ludzkich sumień. Idea jest szczytna i to jest najważniejsze. Wszystkim ofiarodawcom i wolontariuszom zależy na tym, aby podczas Świąt każdy z nas był syty i przynajmniej podczas ich trwania nie odczuł biedy i miał co włożyć do koszyczka ze święconką. W tym miejscu należy podziękować wszystkim ludziom uczulonym na biedę, ludziom, którzy potrafią podzielić się drobiazgiem, ale jakże znaczącym w tym świątecznym czasie. Dopilnujmy, aby wielkanocny „zajączek” przyniósł drobny upominek każdemu dziecku. Nasze serca niech będą przepełnione empatią nie tylko przed Świętami.


 

3 kwietnia 2014 r.

Bezsilność osoby niepełnosprawnej żyjącej w rodzinie patologicznej

W rodzinach wychowujących dziecko niepełnosprawne często zdarza się, że jedno z rodziców nadużywa alkoholu, zażywa narkotyki. Najczęściej to właśnie ojcowie tych rodzin nie wytrzymują ciężaru związanego z całodobową opieką nad chorym dzieckiem. Jednak nie jest to regułą, ponieważ matki także zaniedbują lub porzucają swoje niepełnosprawne dzieci. Szukają „lepszego” życia topiąc swoje troski w alkoholu, narkotykach. W takiej rodzinie każdy myśli o sobie, nie zastanawiając się, co czuje chore dziecko widząc pijanego ojca lub naćpaną matkę codziennie wszczynającą awantury.

Partnerski model rodziny

Wszyscy rodzice przed narodzeniem dziecka snują plany i marzenia o tym, kim będzie w przyszłości. Gdy dziecko rodzi się chore lub jego niepełnosprawność zostaje nabyta w wyniku poniesionego urazu wówczas plany rodziców względem dziecka sypią się jak domek z kart. Zazwyczaj matka musi bardzo szybko „pozbierać się” psychicznie, aby przejąć opiekę nad dzieckiem. Rezygnuje z pracy i kariery zawodowej. Ojciec musi zarabiać na utrzymanie rodziny oraz na kosztowne leczenie i rehabilitację dziecka. Po powrocie z pracy zajmuje się dzieckiem wyręczając żonę, aby mogła odpocząć lub spotkać się z przyjaciółmi. Żona również powinna zrozumieć potrzeby męża i pozwolić mu na cotygodniowe spotkanie z kolegami. Małżonkowie dzielą między siebie obowiązki domowe i opiekę nad dziećmi. Taki jest prawidłowo funkcjonujący partnerski model rodziny. Jednak nie jest on w Polsce tradycyjnym modelem, a zwłaszcza w rodzinach wychowujących niepełnosprawne dziecko.

Dlaczego stają obok problemu?

Niektórzy rodzice nie są na tyle odporni i dojrzali psychicznie, aby przyjąć do swojej świadomości, że muszą zaopiekować się niepełnosprawnym dzieckiem. Nie są do tej roli gotowi, a w ich domach rodzinnych nie był praktykowany partnerski model rodziny. A więc zwykle jedno z rodziców zostaje obarczone obowiązkiem zajmowania się dzieckiem, a drugi rodzic zajmuje się swoim potomkiem bardzo sporadycznie lub stoi obok tego problemu. Najczęściej to właśnie matki zostają same z ciężarem opieki nad dzieckiem, a potem jego edukacji. Ojcowie natomiast oddalają się od swoich żon i dzieci wybierając alkohol lub narkotyki topiąc w nich swój żal do Boga i całego świata. Wstydzą się przyznać do swojej niedojrzałości psychicznej. Nie chcą przyznać się do swojego uzależnienia odmawiając specjalistycznego leczenia i przynależności do Klubu AA. Ich żony zamiast wsparcia otrzymują od nich wyzwiska, awantury, fizyczną przemoc i upokorzenia. Niekiedy obarczają je również winą za chorobę dziecka i tym tłumaczą powód swojego uzależnienia. Małżonki czują się zastraszone, i co gorsze wierzą w te bezpodstawne zarzuty. Bojąc się braków finansowych oraz złamania przysięgi małżeńskiej kobiety przez całe życie trwają w takich toksycznych związkach. Boją się ujawniać ze swoim nieszczęściem odmawiając nawet zeznań na policji. Czynią to bardzo często kosztem własnego zdrowia i spokoju swojego dziecka, a niekiedy ryzykują życiem ich obydwojga. Bardzo często popadają w stany depresyjne, zaniedbując przy tym swoje dziecko. Odważniejsze kobiety decydują się na rozwód i te związki się rozpadają.

Co czuje dziecko uzależnionego rodzica?

Dziecko niepełnosprawne żyjące w rodzinie patologicznej do najmłodszych lat czuje w sobie obawę i lęk przed pijanym ojcem lub matką. Strachem reaguje na każde głośniej wypowiedziane słowo, a lękiem na głośniejsze trzaśnięcie drzwiami. W jego psychice wzrasta poczucie winy za każdą awanturę rodziców. Wyobraża sobie, że gdyby było zdrowe jego sytuacja i sytuacja rodziny byłaby o wiele lepsza. Starsze dziecko poza tymi odczuciami może mieć obawy o zdrowie i życie swojego rodzica, który się nim opiekuje. Zadaje sobie pytanie o dalszy byt w rodzinnym domu i opiekę nad nim. Te obawy nie są bezpodstawne. Zdaje sobie sprawę, że nie może liczyć na wparcie uzależnionego rodzica. W kryzysowych momentach jest zdane na pomoc z Opieki Społecznej lub decyduje się na odejście z domu rodzinnego do Domu Pomocy Społecznej.

Gdzie szukać pomocy?

Dziecko przewlekle chore żyjące w rodzinie patologicznej wcale nie musi czuć się zastraszone i bezradne. W dzisiejszej dobie rozwoju techniki i Internetu może samo interweniować do Ośrodków, które są powołane, aby nieść pomoc w kryzysowych sytuacjach. Do takich organów należą:

1. Policja,

2. Ośrodek Interwencji Kryzysowej – oferuje pomoc psychologa, psychologa dziecięcego, pedagoga, terapeuty, pracownika socjalnego oraz prawnika;

3. Zespół Poradnictwa Specjalistycznego i Interwencyjnego działający na rzecz przeciwdziałania przemocy w rodzinie.

4. Ośrodek Pomocy Społecznej.

Warto dodać, że im wcześniej zareaguje się na patologiczną sytuację tym lepsze są rokowania na stabilność w rodzinie.


28 marca 2014 r.

Wspomnienie o Lucjanie Świetlickim

Stare powiedzenie mówi, że człowiek żyje, dopóki pamięć o nim trwa. Tak będzie zapewne w przypadku śp. Lucjana Świetlickiego, o którym pamięć nie pozwoli zapomnieć przez ilość wydanych książek, publikacji, a przede wszystkim przez serce pełne dobroci i oddane ludziom, żyjącym na jego ukochanej Piaseckiej Ziemi i w całym lubelskim regionie. Waśnie ci ludzie oddali ostatni hołd znanemu regionaliście 5 marca br. uczestnicząc w mszy św. pogrzebowej.  Ten tekst niech będzie również formą hołdu dla pana Lucjana za umiłowanie naszej Małej Ojczyzny.

Pedagog, który wyprzedził Ustawę o systemie oświaty

O działalności i zasługach dla Lubelszczyzny pana Lucjana Świetlickiego napisano już wiele publikacji w książkach, artykułach i Internecie. W tym felietonie nie mam zamiaru powielać inwencji twórczej moich poprzedników. Chcę po prostu opisać swoje wspomnienia związane z tym wspaniałym człowiekiem.

Pana Lucjana Świetlickiego – wówczas dyrektora Szkoły Podstawowej im. M. Kopernika
w Piaskach -  poznałam na początku swojej edukacyjnej drogi. Na początku lat 70-tych ubiegłego stulecia nie było ustawy mówiącej o kształceniu dzieci i młodzieży z niepełnosprawnością. Pan Lucjan mimo to bez żadnych obiekcji przyjął mnie do grona swoich uczniów. Było to – na tamte lata – ryzykowne, nowatorskie przedsięwzięcie. Jednak dyrektor zaufał mnie i moim rodzicom, którzy pragnęli, abym poszła do szkoły razem ze swoimi rówieśnikami. Był odważnym, pełnym energii człowiekiem. W piaseckiej szkole uczył historii i muzyki. Wymagający lecz pełen zrozumienia i dobroci dla swoich wychowanków. Po mojej przeprowadzce do Świdnika kontakt z panem Lucjanem trochę stał się rzadszy i bardzo z tego powodu ubolewałam. Stanowisko dyrektora pełnił przez 33 lata.

Pasja pisania drogą do przyjaźni

Nasze drogi znów się zbiegły, gdy zaczęłam wydawać swoje wiersze. Pan Lucjan z żoną Anną przyjeżdżał na promocje moich tomików, a ja zawsze cieszyłam się z ich obecności. Będąc na emeryturze rozwijał swoją pasję pisarską. Wydawał książki, pisał artykuły i wiersze. To w nich zostało jego serce, bo szczerze kochał  miejscowości, które opisywał. Każdą  publikację otrzymywałam z pamiątkową dedykacją. Spotykaliśmy się nie tylko na promocjach naszych książek.

Pan Lucjan i jego żona byli zawsze mile widziani u mnie w domu, a opowieściom o naszych piaseckich stronach nie było końca. Łączyła nas nie tylko pasja pisarska, ale również szaleńcza miłość do tych stron piaseckich, w których zostały nasze korzenie. Dzięki kontaktom z panem Lucjanem poznałam wiele wartościowych osób. Był dla mnie wzorem pedagoga, poety, a przede wszystkim człowieka, który mimo strasznej choroby był aktywny społecznie. Utrata głosu nie była dla niego barierą, by nie opowiadać o tym, co przeżył i co jest dla niego ważne. Potrafił zachwycać się pięknem rzeki Sierotki, dworami nad Giełczwią…

2 marca 2014 roku odszedł już na zawsze. Msza święta pogrzebowa odprawiana w piaseckim kościele zgromadziła rzeszę ludzi, którzy byli z nim zżyci, dla których był wzorem umiłowania swojej małej Ojczyzny. Oni go nie zapomną…


18 marca 2014 r.

Jedno przedwiosenne popołudnie

To było dość kapryśne przedwiośnie. Początek marca w naszym klimacie niesie ze sobą zmiany pogody i wahania ciśnienia. Tak było i tego feralnego dnia. Czułam się bardzo senna. Po zjedzeniu obiadu postanowiłam trochę się zdrzemnąć. Przykryta polarowym kocem zapadłam w błogi sen.
 
Po trzech godzinach trochę przydługiej drzemki obudziłam się. W pokoju było ciemno tylko na suficie pojawiały się dziwne pulsujące niebieskie światła. W pierwszym momencie pomyślałam, że chyba podczas snu niechcący nacisnęłam przycisk telefonu komórkowego. Spojrzałam na aparat leżący obok mnie. Wygaszacz telefonu był czarny, a światło nadal wirowało po suficie mojego pokoju. Byłam przerażona i różne myśli pośpiesznie wpadały mi do głowy. UFO? Nie, nie wierzę w kosmitów, ale w chwili strachu można uwierzyć we wszystkie możliwe stwory. Zawołałam mamę. Była w kuchni i nie od razu mnie usłyszała. Mama wyglądała przez okno. Po dłuższej chwili pojawiła się w moim pokoju. Na moje pytanie: co się dzieje odpowiedziała, że stało się coś strasznego. Z sąsiedniego bloku ktoś wyskoczył z okna. Spojrzałam w swoje okno. Była noc. w mieszkaniach paliły się światła tylko w jednym – na ostatnim piętrze było ciemno, a w połówce jednej szyby brakowało białej ramy, co dawało przypuszczenie, że okno jest otwarte. Z widzenia znałam mieszkańców tego domu. Byli młodzi i zdrowi.
 
Na dole w karetce lekarze ratowali młode życie. W milczeniu modliłam się o powodzenie akcji. Reanimacja trwała około godziny - chyba skutecznie, bo pogotowie odjechało na sygnale w stronę szpitala. Policja jeszcze została, aby dopełnić procedury.
 
Gdy opadły emocje przyszła refleksja: co skłoniło młodego człowieka do tak desperackiego czynu? Nikt widział jego gestów mówiących o tym, że coś się dzieje trudnego w życiu tego człowieka? Nikt nie słyszał jego „niemego krzyku?” Pytania można mnożyć. Przypuszczam, że nie poznam prawdziwego powodu, który był decydujący być, albo nie być na tym świecie. Jedno jest pewne: zawiodło myślenie perspektywiczne i brak odwagi, aby być blisko w rodzinie, sąsiedztwie. Nie pomyślał ten młody człowiek, co z nim będzie jeżeli złamie kręgosłup, a kończyny odmówią posłuszeństwa? Matka musi przecież pracować, a obca opiekunka będzie musiała obnażyć intymne części jego młodego ciała. Czy w takiej sytuacji można czuć się komfortowo?
 
Niektórzy już przy narodzeniu otrzymują kompletne „wyposażenie” do samodzielnego życia i to od nich zależy, czy będą je szanowali.

8 marca 2014 r.

Dzień Kobiet - święto zapomniane czy lekceważone?

Dziś 8 marca. Ta data zawsze kojarzy się z Międzynarodowym Dniem Kobiet uchwalonym w 1910 roku jako wyraz szacunku dla ofiar walki o ich równouprawnienie.

W Polsce ten dzień uroczyście obchodzono do roku 1993. Dzisiaj niektórzy panowie odżegnują się od uczczenia tej tradycji twierdząc, że ten Dzień narzucony był przez poprzedni system. Jednak był to miły dzień dla wszystkich kobiet. A jak jest obecnie?

Kwiatek, drobiazg czy wykręt? Przed rokiem 1993 w szkołach, zakładach pracy i w domach prywatnych bardzo uroczyście obchodzono Dzień Kobiet. Nieodłącznym atrybutem tego święta był czerwony gwoździk lub tulipan wręczany każdej kobiecie wraz z drobnym upominkiem. Panie czuły się doceniane w domach i miejscach pracy. Wraz ze zmianą systemu 8 marca kojarzony jest obecnie ze świętem typowo komunistycznym. Panowie coraz rzadziej pamiętają o miłych akcentach. A ci, którzy pamiętają postrzegani są jako niedzisiejsi. Niektórzy z panów twierdzą, że szacunek należy dawać kobietom każdego dnia, a nie tylko raz w roku. To prawda. Jednak obserwując polskie społeczeństwo nie zawsze ten szacunek jest dostrzegalny.

A dzisiaj, ilu panów kupuje swoim wybrankom kwiaty w ciągu roku, ot tak bez okazji, z potrzeby serca, aby sprawić kobiecie radość? Niby to drobny gest, a jednak przyjemny i świadczący o pamięci. Ilu mężczyzn na powitanie lub pożegnanie całuje kobietę w rękę? Zapomniany, przestarzały schemat? Nie sądzę, aby to było ujmą dla kobiet. Jeszcze nie tak dawno każdy pan wiedział, że ten gest był widzialnym hołdem oddawanym kobiecie za przekazywany dar życia. Także coraz rzadziej kobietom daje się pierwszeństwo np. w drzwiach domów sklepów ect. ect. Dlaczego okazywany jest brak szacunku nawet w tych drobnych akcentach dobrego wychowania? Gdzie się podziała nasza szarmanckość do niedawna podziwiana przez inne narody?

Zanik szarmanckości w naszym narodzie panowie tłumaczą równouprawnieniem kobiet, o które same walczyły. Jednak należy pamiętać, że panie nie toczyły walki z dobrymi manierami okazywanymi mi przez męską płeć lecz o równość w wykonywanych zawodach i wynagrodzeniu płac oraz o korzystanie z jednakowych praw na zajmowanych stanowiskach politycznych. Dzisiaj w większości te postulaty zostały zrealizowane. Jednak to nie powinno być usprawiedliwieniem, aby panowie zatracali w sobie okazywanie szacunku względem kobiet.

Każda kobieta potrzebuje uczucia, ciepła i miłości niezależnie od zajmowanych stanowisk i zmieniających się systemów politycznych. A więc panowie, bez wykrętów… Okazujcie kobietom szacunek codziennie tak, jak to było w zamiarach, a dzień 8 marca niech znów będzie Dniem wyjątkowym w życiu każdej kobiety.


27 lutego 2014 r.

Tłusty Czwartek w tradycji polskiej
Nikt z nas nie wyobraża sobie Tłustego Czwartku bez zjedzenia tłustych potraw, a na deser pączka lub faworka. W tym dniu to najbardziej popularny i poszukiwany smakołyk. Skąd wziął się jednak zwyczaj Tłustego Czwartku w naszej kulturze?
Geneza „słodkiego” czwartku
Jak odnotowano w starożytnych księgach, w tym dniu świętowano powitanie wiosny. Jego tradycja sięga czasów rzymskich. Wówczas nazywano ten dzień dniem tłustym. Jak sama nazwa wskazuje raczono się wtedy mięsem, a dla lepszego trawienia popijano je winem. Zakąskę stanowiły pączki z ciasta chlebowego, nadziewane tłustym farszem ze słoniny. Tradycja przetrwała do dnia dzisiejszego lecz ma u nas nieco inną formę i charakter.
Pyszna kaloryczna bomba
Z nadejściem chrześcijaństwa zmieniły się obrzędy wielu pogańskich świąt. Tłusty czwartek jest obchodzony jako dzień przypominający o ostatnim tygodniu karnawału. Dawniej biesiadowano aż do Środy Popielcowej. Duże znaczenie miało w tym przypadku także podłoże ekonomiczne, ponieważ przed Wielkim Postem należało pozbyć się różnego rodzaju mięs, tłuszczów i wszelkiego rodzaju smakołyków. Zapustny Czwartek jest świętem zwyczajowym, ruchomym, a jego data w naszym kalendarzu gregoriańskim zależy od Wielkanocy. W przeciwieństwie do pączków z czasów starożytnych obecnie robi się je z ciasta drożdżowego, a nadzienie obowiązkowo jest słodkie. Pączki najczęściej nadziewane są powidłami, dżemem lub konfiturami. Coraz częściej w cukierniach oferuje się je z nadzieniem budyniowym lub czekoladowym. Niezależnie od tego każdy pączek powinien być lukrowany bądź posypany cukrem pudrem. Mimo, że są nazywane bombą kaloryczną, w tym dniu zgodnie z tradycją, każdy powinien zjeść pączka lub faworka, aby zapewnić sobie i bliskim dostatek i powodzenie. Nic więc dziwnego, że przeciętny Polak zjada w tym dniu 2,5 pączka. Faworki są nieco mniej popularnym asortymentem.
W wielu domach pączki lub faworki przygotowuje się samodzielnie, według pilnie strzeżonego przepisu naszych babć. Każdy z nich kryje w sobie tajemnicę proporcji w produktach zawartych w cieście lub nadzieniu. To napawa nadzieją, że ta słodka tradycja będzie w naszym kraju kontynuowana.

18 lutego 2014 r.
Stowarzyszenia plus jeszcze jedno „Jesteśmy kroplą”

Bardzo często osoby niepełnosprawne deklarują swoją przynależność do organizacji pozarządowych. Są to m.in. różnego rodzaju Stowarzyszenia.

Organizacje pozarządowe są to wszystkie podmioty, które nie są podległe administracji publicznej oraz których działalność nie jest nastawiona na chęć zysku. W skład tych organizacji wchodzą stowarzyszenia i fundacje i inne organizacje, które nie mogą otrzymywać dotacji.
 
Cel i zadanie Stowarzyszenia
 
Stowarzyszenie jest organizacją pozarządową skupiającą grupę osób, które łączy wspólne zainteresowanie lub wyznaczony cel. Warunkiem założenia stowarzyszenia jest zebranie grupy 15 osób. W omawianym przypadku do stowarzyszenia mogą należeć np. osoby niepełnosprawni, ich rodziny i przyjaciele. Każde stowarzyszenie powinno mieć statut i być zarejestrowane w Krajowym Rejestrze Sądowym. Ten rejestr uprawnia członków do korzystania z różnych form dotacji oraz do korzystania z ubezpieczenia. Jednak zgłoszenie stowarzyszenia w KRS nie jest konieczne. W stowarzyszeniach przewidziane są również comiesięczne składki członkowskie, pobierane od każdego uczestnika na potrzeby organizowania cyklicznych spotkań np. na zakup materiałów biurowych lub artykułów spożywczych potrzebnych na organizację okolicznościowych imprez.

Stowarzyszenie nie może być powołane w celu przysporzenia korzyści majątkowych jego członkom. Jednak może ono prowadzić działalność gospodarczą, a fundusze muszą być przeznaczone na cele społeczne. A więc każde stowarzyszenie jest zrzeszeniem trwałym, dobrowolnym i ma charakter niezarobkowy.

Zadaniem stowarzyszeń jest wzajemne wsparcie osób należących do tej organizacji, załatwianie turnusów i wyjazdów rehabilitacyjnych, spotkań okolicznościowych, wyjazdów wakacyjnych i organizowanie ognisk i innych rozrywek rekreacyjnych.

Aby zgłosić swoją przynależność do i interesujących nas organizacji wystarczy zapoznać się z wykazem stowarzyszeń znajdującym się na stronach Internetu. Najlepiej wybrać takie, które najbardziej nas interesuje, a jego siedziba znajduje się w pobliżu miejsca naszego zamieszkania.

„Jesteśmy kroplą”

Miło mi poinformować, że w naszym regionie do grona stowarzyszeń dołączyło jaszcze jedno Stowarzyszenie: „Jesteśmy kroplą”. Prezeską jest Anna Dąbrowska – dziennikarka TVP Lublin, a moja skromna osoba znajduje się w grupie założycielskiej. Celem naszej działalności jest pomoc dorosłym osobom z niepełnosprawnością, z uwzględnieniem również dzieci i młodzieży z różnymi dysfunkcjami. Cele mamy ambitne. Skupiamy się nie tylko na aktywizacji, edukacji osób z niepełnosprawnością, ale także naszym celem jest inkluzja czyli włączenie.

Niektóre nasze projekty realizowane były już w trakcie rejestracji Stowarzyszenia, np. „Wiosna budzi mnie” - pierwszy wizaż i sesja zdjęciowa z udziałem kobiet niepełnosprawnych w Pracowni Stylu p. Moniki Butryn w Lublinie. Kolejnym pionierskim przedsięwzięciem był kilkudniowy wakacyjny wyjazd do Gdeszyna. „Chwilo trwaj” – to piękne hasło przyświecało pokazowi mody, w którym uczestniczyły osoby zdrowe z osobami niepełnosprawnymi. Dosłownie przed paroma dniami 6 kobiet z niepełnosprawnością ruchową wzięło udział w „Kolorowej zadymie w środku zimy”. Był to kolejny wizaż w połączeniu z sesją zdjęciową także w Pracowni Stylu Moniki Butryn. Ponadto braliśmy udział w różnych akcjach charytatywnych. Tego typu przynależność do grupy oraz jej działalność daje poczucie bezpieczeństwa osobom chorym i samotnym.

Jak widać nasza działalność jest prężna i ma na celu pokazanie osobom sprawnym inaczej, że nie są inną częścią naszego społeczeństwa, że wystarczy ich dobra wola wyjścia poza mury własnego mieszkania oraz poza mur, który sami budowali wokół siebie, a może poprzedni system im w tej budowie pomagał? Wszystkim zainteresowanym działalnością Stowarzyszenia „Jesteśmy kroplą” podajemy adres naszej siedziby:
Lubelskie Centrum Aktywności Obywatelskiej w Lublinie ul. Leszczyńskiego 23
 

14 lutego 2014 r.

Walentynki to święto tych, którzy kochają...

Do Polski walentynkowe święto przywędrowało z krajów anglosaskich na początku lat 90-tych XX wieku. Początkowo w naszej kulturze przyjmowano go bardzo sceptycznie, ponieważ kojarzone było ono wyłącznie ze świętem zakochanych. Kolorowe kartki z miłosnymi wyznaniami zapełniały skrzynki w urzędach pocztowych, kupowano serca z czekolady, aby nimi obdarować ukochanych. Niejedna samotna osoba w Walentynkowy wieczór czuła smutek i żal z powodu braku bliskości drugiego człowieka. Czy tak jest dzisiaj?

Caritas znaczy miłość

Dwie kobiety. Ich spotkanie zainicjowała choroba i firma świadcząca usługi opiekuńcze. Pani Zofia była staruszką wymagającą pomocy. Lidka pracowała w charakterze opiekunki. Obie samotne, pragnące ciepła, uśmiechu i kogoś, kto sprawi, że poczują się potrzebne. Lidka przynosiła jej zakupy, obiady ze stołówki, załatwiała wizyty lekarza, uiszczała rachunki za mieszkanie i media. Czasami sprzątała jej maleńkie mieszkanko.

Pani Zosia emerytowana polonistka, elegancka w stylu i obyciu. Służyła zawsze dobrą radą, dzieliła się wspomnieniami z lat młodości, która bezpowrotnie odeszła. Zofia kochała ludzi i książki. Lidka lubiła słuchać jej opowiadań o przeczytanych lekturach… Tak było przez 6 lat każdego dnia oprócz weekendów. Te wolne dni dla obu kobiet nie były spokojne. Zofia zostawała sama w pustym mieszkaniu, a jedyną jej rozrywką było oglądanie programu telewizyjnego. Nawet książek już czytać nie mogła, bo wzrok się przez lata wyczerpał, a okulary niewiele pomagały. Komunikowanie też miała utrudnione, ponieważ prawie nie słyszała… Nieraz powtarzała Lidce, że nie lubi świąt i wolnych dni.

Lidka podczas weekendów często myślała o swojej podopiecznej. Nawet zadzwonić do niej nie mogła, bo Pani Zofia nie słyszała dźwięku telefonu. Dwa dni jednak mijały szybko i znów były razem przez parę godzin dziennie. Były związane emocjonalnie, trwały w relacji babcia – wnuczka i ta więź dwóch obcych sobie kobiet była piękna, piękniejsza niż relacje w niejednej rodzinie. Dzień Walentynek zawsze był okazją do obdarowywania się słodkościami, drobnymi prezentami, które przetrwały do dnia dzisiejszego. Były to skromne dowody sympatii, przyjaźni.

Święta spędzały oddzielnie, jednak zawsze myślami były blisko siebie. Lidka ze łzami w oczach wspomina ich ostatnie rozstanie w wigilię Bożego Narodzenia. Podczas składania życzeń pani Zofia powiedziała Lidce bardzo wzruszające słowa: „Lideczko pamiętaj, że kocham Ciebie jak wnuczkę”. W drugi dzień świąt zadzwoniła do Lidki sąsiadka pani Zofii. Staruszka spadła ze schodów, zabrano ją do szpitala. Oczywiście opiekunka trwała przy jej szpitalnym łóżku na ile czas pozwalał. Zofia po 2 tygodniach odeszła daleko mając 90 lat... Lidka straciła „babcię”, którą kochała jak wnuczka. Nieprzypadkowo przytoczyłam tę historię w dzień Walentynek. Jest to przykład, że miłość kiełkuje tam, gdzie się jej nie spodziewamy. Gdziekolwiek ona rozkwitnie trzeba ją pielęgnować, okazywać wzajemność uczuć nie patrząc na kartkę kalendarza. 


5 lutego 2014 r.

Uroki zimy

A jednak nadeszła… długo oczekiwana przez dzieci. Z lśniącym śniegiem i silnym mrozem. Spóźniona, bo przecież nie zdążyła na czas grudniowych Świąt. Niektórzy już wątpili w jej nadejście. Jednak Ci, którzy mimo spóźnienia jej się spodziewali – nie zawiedli się. Zima, bo o niej mowa pokazała swoje uroki i… pazurki już w pierwszym tygodniu ferii zimowych.

Zabawa w śnieżki

Dzieciom zima kojarzy się z krainą baśni i zabawami na śniegu, feriami, wyjazdami w góry itp. Są spragnione ruchu na świeżym powietrzu, zmiany otoczenia, dłuższych eskapad z rodziną. Dla najmłodszych nawet śnieg bywa twórczy. Uruchamiając wyobraźnię wcielają się w Eskimosów, budując śniegowe igloo, toczą zacięte walki na śnieżki, robią kuligi z sanek, szusują na nartach, a czasami też wybierają się na lodowisko, by poszaleć na łyżwach. Te chwile spędzone z rodziną są bardzo ważnym czasem w ich życiu, ponieważ dają dzieciom poczucie bezpieczeństwa i przynależności do kogoś, dla kogo, kto je kocha i ofiaruje swój czas. Oby w naszym życiu (niezależnie od jego etapu) było jak najwięcej. Sam spacer po śniegowym puchu lecz w towarzystwie osób najbliższych daje dużo radości i ciepła mimo kilkunastostopniowego mrozu.

Świat zza szyby

Zupełnie inny obraz zimy mają ci, którzy widzą ją zza szyb mieszkań. Z powodu fizycznych niedyspozycji zostali uwięzieni w czterech ścianach, bojąc się śliskich chodników, silnego wiatru i mrozu. Starsi i niepełnosprawni w porze zimy stają się więźniami we własnych domach. Zdrowym osobom wydaje się, że emerytom i rencistom jest dobrze, ponieważ nie muszą opuszczać domowych pieleszy, nie mają obowiązku porannego wstawania do pracy i unikania innych niedogodności związanych z zimą.  Nic bardziej mylnego.

Każdy z nas chce być niezależny pod każdym względem i o każdej porze roku. I jest to jak najbardziej naturalne. Jednak  zimowy okres „ubezwłasnowalnia” niektóre osoby, a zwłaszcza te które mają problemy z poruszaniem się. Oblodzone ulice napawają ich lękiem i wizją upadków na twardą nawierzchnię. Jednak przecież organizm człowieka (niezależnie od pory roku) domaga się odżywiania, dotleniania i innych potrzeb związanych z naszą ludzką naturą. Zima niestety niektórych ludzi ogranicza. Gównie chodzi tu o robienie zakupów, pójście do lekarza, apteki oraz załatwianie innych spraw, które obligowane są terminami. Czasami można liczyć na dobre serce i życzliwość sąsiadów, rodziny  A jeśli nie ma wśród nich takich empatycznych osób? Czy mogą liczyć na pomoc np. wolontariatu lub innych organizacji służących człowiekowi potrzebującemu? Jeśli tak, to w jaki sposób o tym sygnalizować?

Sama jestem osobą niepełnosprawną i potrafię wczuć się w sytuację osób mnie podobnych. Pytam, czy nie byłoby łatwiej, gdyby obok numerów alarmowych widniejących na każdej klatce schodowej pojawił się kontakt do organizacji mającej na celu nieść doraźną pomoc osobom, czasowo niedyspozycyjnym?


28 stycznia 2014 r.

Zimowisko na plebanii w Parafii pw. Chrystusa Odkupiciela w Świdniku

Nadeszły upragnione przez dzieci ferie zimowe. Placówki kulturalno-oświatowe w naszym mieście oferują wiele ciekawych zajęć, które naszym pociechom pożytecznie wypełnią wolny czas. Już po raz XIII ksiądz Andrzej Kniaź, proboszcz parafii pw. Chrystusa Odkupiciela w Świdniku wyszedł naprzeciw potrzebom dzieci i ich rodziców, organizując przy współpracy nauczycieli i świdnickich sponsorów 5-ciodniowe zimowisko. Od 20 do 25 stycznia 40-stoosobowa grupa dzieci spędzała czas na pożytecznych zajęciach. Wiedziona ciekawością, postanowiłam sama zobaczyć, jak przebiegało piątkowe spotkanie.

„Pójdźmy wszyscy do stajenki…”

Słowa tej popularnej kolędy były mottem zimowiska. Już od drzwi słychać było gwar, śmiech i radosne rozmowy dzieci. Gdy weszłam do sali zachwyciła mnie własnoręcznie zrobiona przez dzieci kolorowa dekoracja. W tym czasie dzieci były zajęte malowaniem szopki betlejemskiej, bo trwał właśnie konkurs plastyczny. Spod małych rączek wychodziły wspaniałe dzieła, wykonywane różnymi technikami. W użyciu były kredki, pastele, powstawały także piękne wycinanki. Gdy rysunki były już gotowe panie wychowawczynie przypinały je na dużych tablicach poglądowych. Mali artyści z entuzjazmem oddawali swoje prace z nadzieją, że to właśnie ich rysunek zostanie nagrodzony lub wyróżniony. A tu tak długo trzeba czekać na ogłoszenie wyników! Długo, bo aż do niedzieli… a to dopiero był piątek. W niedzielę rozdanie nagród i uroczyste zakończenie zimowiska. W głosach dzieci można było wyczuć niecierpliwość oczekiwania na nagrody, a jednocześnie nutkę żalu, że to już będzie koniec tych codziennych spotkań. Ale przecież to jeszcze nie czas na pożegnania, bo po posiłku miał odbyć się konkurs kolęd i pastorałek. Jednak zanim dzieci przygotowały swój konkursowy repertuar zapytałam je o program całego zimowiska. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach wszystkie dzieci w jednym czasie chciały zabrać głos, aby dać dokładną odpowiedź „Niepełnosprawnej Pani” – tak bowiem mnie nazwały. W ciągu paru minut dowiedziałam się, że w ciągu paru dni dzieci uczestniczyły w projekcji filmu w Szkole Podstawowej nr. 3 im. T. Kościuszki w Świdniku, nauce kolęd, zwiedzaniu „Strefy historii” w Galerii „Wenus”, wyjeździe na Zamek Lubelski i do Katedry, w której modliły się przed Cudownym Obrazem Matki Boskiej Płaczącej oraz zwiedziły Skarbiec i salę akustyczną. Dzieci dodały, że czwartek był dniem pląsów na Balu, a każdy jego uczestnik musiał samodzielnie wykonać z surowców wtórnych (w ramach konkursu) niepowtarzalny strój karnawałowy. Po tych tanecznych emocjach czekało na nich rozpalone ognisko na placu przykościelnym oraz pieczenie kiełbasek.

Relacje małych uczestników były wypowiadane z niesamowitą szczerością i nieskrywaną radością w głosie.

Piątkowy konkurs Kolęd i Pastorałek wzbudził w dzieciach nowe emocje. Komisja brała pod uwagę repertuar śpiewanych pieśni bożonarodzeniowych oraz barwę głosu uczestnika. Podczas tego konkursu w niejednym oku zakręciła się łza wspomnień dzieciństwa, łza wyzwolona strofami przypomnianej kolędy, którą kiedyś nuciliśmy przy wigilijnym stole w rodzinnym domu. Po tych muzycznych szrankach nadszedł czas na sesję zdjęciową z „panią niepełnosprawną” (bardzo podoba mi się to określenie!). Dzieci nie miały do mnie dystansu. Podczas robienia fotek chętnie przy mnie stawały, a nawet się przytulały – to było dla mnie bardzo miłe i wzruszające przeżycie. Na zakończenie piątkowego dnia dzieci pod przewodnictwem księdza proboszcza Andrzeja Kniazia zaniosły do kościoła spisane na kartkach swoje intencje i złożyły je u stóp maleńkiego Jezusa w żłóbku. Tak upłynął ostatni dzień zajęć na tegorocznym zimowisku.

Niedzielne podsumowanie

Po wieczorowej niedzielnej Mszy świętej dzieci wraz z rodzicami ponownie zebrały się w sali na gościnnej plebanii. Nastąpiło uroczyste rozdanie nagród laureatom wszystkich konkursów oraz wręczeniu pamiątkowych dyplomów i upominków pozostałym uczestnikom zimowiska. Dzieci raz jeszcze już przed szerszą widownią prezentowały nagrodzone prace i utwory muzyczne. Publiczność nagradzała je gromkimi brawami. Czas upływał nieubłaganie… „Kolęda dla nieobecnych” oraz przekazanie „iskierki” definitywnie zakończyło parafialne zimowisko.

Dzieci i rodzice składają serdeczne podziękowania organizatorom i sponsorom zimowiska: Ks. Proboszczowi Andrzejowi Kniaziowi, Władzom Miasta z p. Burmistrzem Waldemarem Jaksonem, Starostwu Powiatowemu, Akcji Katolickiej, nauczycielom, grupom modlitewnym, młodzieży KSM „Odkupieni” oraz wolontariuszom z Zespołu Szkół nr 1 im. C. K. Norwida w Świdniku. Szczególne podziękowania należą się firmom, które dbały o wyżywienie dzieci podczas trwania zimowiska: Piekarni pp. Sudzik, hurtowni wędlin Świd-Hurt i PSS „Społem” w Świdniku.


22 stycznia 2014 r.

Czas radosnego kolędowania

Chociaż w niektórych domach nie ma już kolorowych choinek czas radosnego kolędowania w kościele katolickim trwa do 2 lutego. Dawniej był to okres wspólnego rodzinnego kolędowania. Wieczorami w niejednym polskim domu można było usłyszeć przepięknie śpiewane kolędy i pastorałki zaczerpnięte z kantyczek naszych przodków. A jak jest dzisiaj? Dlaczego tak rzadko sięgamy do tradycji wspólnego śpiewania wysługując się telewizorem lub płytami CD? Wielu z nas nie wie, jakie znaczenie ma kolęda w polskiej tradycji i jaka jest jej geneza. 

Zwyczaj kolędowania

Kolęda wywodzi się z tradycji rzymskiej, a do Polski jej termin przybył już w VII w. naszej ery. Rzymianie tą nazwą określali dzień po nowiu tzn. dzień w którym księżyc znów stawał się widoczny po zapadnięciu zmroku. Początkowo kolędy były pieśniami powitalnymi np. na cześć Nowego Roku obchodzonego bardzo widowiskowo w Rzymie.

Słowna tradycja głosi, że pierwszym twórcą kolędy był św. Franciszek z Asyżu. On także był pomysłodawcą szopki i pierwszych jasełek.

W Polsce kolęda jako radosna pieśń związana z narodzinami Chrystusa wykształciła się trochę później tzn. w średniowieczu, gdy umacniał się na naszych ziemiach rozwój chrześcijaństwa. Twórcy kolęd w swoich utworach opisywali sceny ewangeliczne przedstawiające narodziny Jezusa. Najczęściej do tego celu wykorzystywano Ewangelie św. Mateusza oraz św. Łukasza, którzy najbardziej spośród czterech Ewangelii opisali Narodzenie Pańskie. Początkowo kolędy tworzone były w języku łacińskim. Z biegiem lat nastąpił wzrost pobożności i zaczęto sięgać do tradycji ludowych, apokryfów, teatru i średniowiecznej literatury opisującej obrzędy Bożego Narodzenia. Te opisy stawały się inspiracjami do tworzenia pieśni w języku ojczystym, a na przełomie XVII i XVIII w. termin kolęda ustalił się jako pieśń  ściśle związana z okresem bożonarodzeniowym. Tworzono je na dworach, wśród rycerzy. Najczęściej były to utwory anonimowe, ponieważ  autorom nie zależało na ujawnianiu swoich nazwisk.

Ach, ta technika

Jeszcze w latach 70-tych ub. stulecia od wigilii do święta Ofiarowania Pańskiego czyli do 2 lutego, wieczorami słychać było wielopokoleniowe rodzinne kolędowania. Rozwój techniki „wyręczył” tradycję wspólnego radosnego opiewania Bożego Narodzenia. Dzisiaj wolimy posłuchać kolęd włączając odbiorniki radiowo-telewizyjne, płyty CD oraz inne urządzenia, które starają się kontynuować naszą tradycję. W ciągu ostatnich lat słyszymy te pieśni już w listopadzie, jak dla wielu osób zbyt wcześnie. A po wigilii wszystko cichnie… znowu zbyt wcześnie.

Podtrzymywanie tradycji kolędowania przez placówki kulturalno - oświatowe

Dla tych, którym tęskno do wspólnych śpiewów kolęd i pastorałek wychodzi naprzeciw kościół oraz placówki szkolno – oświatowe, organizując tzw. wspólnotowe opłatki, jasełka i koncerty chórów parafialnych podczas których zachęca się uczestników do śpiewania. Natomiast placówki kulturalno – oświatowe organizują Przeglądy Kolęd i Pastorałek. Przedstawiane są tam nie tylko znane i lubiane kolędy, ale również te zapomniane, równie piękne godne nie tylko przypomnienia, ale także zapamiętania i śpiewania w  gronie rodziny i znajomych. Do 2 lutego jest jeszcze czas...


15 stycznia 2014 r.

Uśmiechnięta Lubelszczyzna

W ubiegły piątek, 10 stycznia, w godz. 13 do 15, w TVP Lublin przy ul. Raabego 2, spotykaliśmy się w ramach akcji "Uśmiechnięta Lubelszczyzna". Pomysłodawcą tej Wystawy jest pan Marek Wysoczyński z Gdańska, który w paru słowach wyjaśnia genezę swojego projektu: "Światowe Archiwum Uśmiechu" jest projektem socjalnym, kulturalnym i promocyjnym. Pozyskuje uśmiechy, które są własnoręcznie wykonane przez znane osoby ze świata kultury, polityki, nauki i sztuki. Były one pokazywane w formie wystaw między innymi w Sejmie RP, w instytucjach, Parkach Naukowo-Technologicznych, a także szpitalach dziecięcych, domach dziecka, na lekcjach dla młodzieży i zwykle są połączone z "Warsztatami Uśmiechu" w Polsce, ale i na świecie”.

Cel projektu

Integralną częścią tego projektu jest warsztat z Uśmiechem. Warsztat polega na wspólnym rysowaniu uśmiechów na plakatach Dzieci dowiadują się, że narysowanie przez nich uśmiechów jest z jednej strony lekarstwem dla nich, ale także pomocą dla kolejnych małych pacjentów. Świadomość, że osoba chora może być na tyle silna, że będzie mogła pomagać innym, a co dla samych chorych daje poczucie wielkiej siły. Częścią tej terapii jest też pozyskanie świadomości, że dzieci są tak samo ważne jak gwiazdy. Bo tak samo jest ważny uśmiech dziecka czy Roberta Lewandowskiego czy Steffi Graff. Jak wyglądały dotychczasowe warsztaty m.in. w Szczebrzeszynie, Teheranie czy Szanghaju można zobaczyć na stronie Światowego Archiwum Uśmiechu

W Lublinie zaplanowane były wspólne warsztaty z udziałem dzieci ze Szkoły Specjalnej przy DSK w Lublinie oraz w TVP Lublin "Zdarzenia" . Efektem tych dwóch warsztatów są prace, które dołączyły do wybranych trzydziestu plansz uśmiechów z całego świata. W ten sposób powstała wystawa uśmiechów świata i Lubelskiego Województwa, która zaprezentowana została w prestiżowym miejscu w Lublinie czyli na Zamku w dniu 11.01. o godz. 12.00 . Patronat nad akcją objął Marszałek Województwa Lubelskiego Krzysztof Hetman, a inicjatorką akcji na Lubelszczyznę była Bożena Lisowska - radna sejmiku województwa lubelskiego.

Co działo się w TVP Lublin?

Piątkowe wczesne popołudnie upływało wśród dziecięcego gwaru i śmiechu. Pan Marek Wysoczyński potrafił w formie zabawy zachęcić dzieci i dorosłych do rysowania uśmiechniętych minek, opowiadając przy tym, jak ważny jest uśmiech w życiu każdego człowieka. Dzieci z dużym entuzjazmem rysowały kolorowe uśmiechy na rozłożonych na podłodze planszach. Z dużym zainteresowaniem mali rysownicy śledzili prace Stanisława Kmiecika i Joanny Pąk, którzy stopami rysowali uśmiechnięte buziaki. A potem był konkurs malowania uśmiechów bez użycia rąk. Taka forma zabawy okazała się wspaniałym sposobem na pokazanie dzieciom swojego talentu oraz tego, że wszyscy mamy coś, co czyni nas wartościowymi i sprawnymi na miarę swoich możliwości. Starania małych artystów nagrodzone zostały słodkimi upominkami.

W akcji "Zdarzenia z Uśmiechem" udział wzięli znamienici goście : Stanisław Kmiecik – artysta z Krakowa, malujący stopami, Joanna Pąk – poetka ze Świdnika pisząca prawą stopą, Henryk Paraszczuk – artysta malujący ustami, Siostry Wynagrodzicielki Najświętszego Serca Jezusa z Lublina z dziećmi z pieczy zastępczej, redakcja Zdarzeń, członkowie Stowarzyszenia "Jesteśmy kroplą" oraz zaproszeni goście. Honorowym gościem była pani Joanna Cugowska.

W zamkowych komnatach

Drugi dzień „Warsztatów z Uśmiechem” miał miejsce na Zamku Lubelskim i przeznaczony był dla osób dorosłych. Przy sztalugach roześmiane buziaczki rysowali m.in. Adam Wasilewski - były prezydent Lublina, Lubelskie Amazonki, Stanisław Fic, Bożena Lisowska, Ewa Sobkowicz, Henryk Paraszczuk (trzymając flamaster w ustach kreślił uśmiech, a z jego oczu płynęły łzy wzruszenia), członkowie zespołu PAWKIN oraz prowadząca imprezę - Anna Dąbrowska. Oko kamery wychwyciło skupienie i mimikę twarzy wszystkich rysowników.

Po tym artystycznych wysiłkach wszyscy odpoczywali przy rockowych piosenkach lubelskiego zespołu PAWKIN. Następnie wszyscy tanecznym krokiem wyruszyli na otwarcie wystawy "Światowe Archiwum Uśmiechu", do której zostały dołączone uśmiechy z plakatów „Uśmiechnięta Lubelszczyzna”. Wśród tysiąca rysunków można było zobaczyć uśmiechy nakreślone ręką Wisławy Szymborskiej, Urszuli Dudziak, Marii Kaczyńskiej, Edith Piaff i wielu innych znakomitych osobistości świata kultury, polityki i nauki. Wśród uśmiechów i autografów znanych ludzi na wystawie jest także rysunek i podpis zmarłego lubelskiego arcybiskupa Józefa Życińskiego.

Mamy ogromną satysfakcję, że nasze rysunki stały się nieodłączną częścią tej światowej ekspozycji. Nasze „dzieła” pojadą na Ukrainę, by tam propagować radość i zarażać uśmiechem tych, którzy o nim zapomnieli.  


 

23 grudnia 2013 r.
Miasto lśni…

Minął już okres adwentu, okres oczekiwania na kolejne przeżywanie pamiątki narodzin Jezusa Chrystusa. Przeżywaliśmy ten czas bardzo pożytecznie. Niektórzy codziennie uczestniczyli w porannych mszach św. zwanych roratami. Inni samodzielnie robili dekoracje świąteczne, piekli pierniczki, które potem zawieszą na świątecznym drzewku. Jednak nie tylko w domach czuć i widać święta. Nasze miasto także jest odpowiednio przygotowane na te szczególne dni.

 

Zimowe wizytówki miasta

 

Już po 6 grudnia rozpoczęto prace nad świątecznymi dekoracjami. Pierwszą wizytówkę Świdnika możemy podziwiać tuż przy wjeździe do naszego miasta. Jest to piękna choinka usytuowana na rondzie Al. Lotników Polskich.  8 metrowe drzewko zachwyca każdego – nie tylko Świdniczan, ale także tych, którzy Świdnik odwiedzają. Rozświetlona choinka stwarza rodzinną atmosferę, a dzięki tym efektom nasze miasto wydaje się być przyjazne dla wszystkich tutaj przybywających.

 

Wchodząc w ulicę Niepodległości dostrzega się nie tylko świecące latarnie, ale także wiszące na nich kolorowe neony. Patrząc w dal odnosi się wrażenie, że idzie się Aleją Gwiazd. Już od paru lat ta świąteczna dekoracja uprzyjemnia zimowe wieczory i daje poczucie bezpieczeństwa.

 

Kolejnym obiektem dekoracyjnym w naszym mieście jest tzw. „zimowa fontanna”. Lśni blaskiem iluminacji, a jej widok – zwłaszcza nocą – jest urzekający. To tutaj można zobaczyć grupy młodych ludzi, którzy chcą uwiecznić się na tle tej rozświetlonej fontanny. W tym celu przybywają także mieszkańcy Lublina i okolic.

 

Natomiast po przeciwnej stronie ulicy, na której jest świecąca fontanna t.j. przy Placu Konstytucji 3-go maja tradycyjnie już od lat wielu ubierany jest tam sztuczny świerk. Swoją urodą i ozdobami świątecznymi nie odbiega od wymienionych bożonarodzeniowych dekoracji w naszym mieście. Jest to tzw. choinka z tradycjami. Przez pierwsze lata swojego istnienia była niszczona i ograbiana z wszelkich ozdób przez miejscowych wandali. Obecnie na szczęście procedery zniszczeń należą do rzadkości więc jest nadzieja, że sztuczna choinka przez dłuższy czas będzie kolejną ozdobą Świdnika.

 

Na wędrówkę ulicami miasta można się wybrać w świąteczne dni. Chwila spaceru może stać się okazją do rodzinnych i przyjacielskich spotkań, spalenia zbędnych kalorii, a przede wszystkim podziwiania i odkrywania na nowo naszego miasta, które kultywuje tradycje bożonarodzeniowe.

 

Życzę wszystkim takiego nowego spojrzenia na to, co było, ale teraz świeci nowym, piękniejszym blaskiem.    

 

 


18 grudnia 2013 r.

Z potrzeby serca

Jest połowa grudnia. Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Święta rodzinne, pełne zapachu igliwia pomieszanego z aromatem pierników, cytrusów i wigilijnych potraw. Prawie każdy z nas ma w pamięci piękne wspomnienia z dzieciństwa związane z tymi rodzinnymi świętami. Czy nadal kontynuujemy tradycje bożonarodzeniowe? Czy może finanse są powodem zaniechania pięknych rodzinnych spotkań? Różne to w życiu bywa, jednak należy pamiętać, że są w naszym mieście ludzie, którzy potrafią podzielić się z uboższymi. Dzielą się tym, co mają. Z potrzeby serca. 

Świąteczne kiermasze i zbiórki żywności

Już na początku Adwentu w naszym mieście organizowane są różne akcje charytatywne. Najczęściej zajmują się tym placówki oświatowe, a także organizacje pozarządowe. Ich działalność w tym okresie polega między innymi na sprzedaży ozdób choinkowych, maskotek świątecznych, książek i innych pięknych drobiazgów, które mogą być ofiarowane jako prezenty gwiazdkowe. Na tego typu kiermaszach każdy znajdzie tu coś, co go zainteresuje, zachwyci pięknem lub ciekawą kompozycją. Dochody z takich charytatywnych imprez są przeznaczone na chore dzieci oraz na ubogie rodziny w naszym mieście. Również zbiórki żywności są organizowane i nagłaśniane przez media. Nagłaśniane po to, aby każdy wiedział, gdzie zanieść świąteczną paczkę. Takie akcje przeprowadzane są najczęściej w świdnickich supermarketach. Wszyscy dzielą się z potrzeby serca, dzielą się, by innym żyło się lepiej. Uważam, że takie akcje powinny odbywać się cyklicznie w ciągu roku, nie tylko przed świętami Bożego Narodzenia i Wielkiego Postu. Potrzeby są zawsze, niezależnie od świąt. Społeczeństwo w małych miastach ubożeje więc tym bardziej powinniśmy się wspierać i dzielić tym, co mamy w nadmiarze.

Dary od serc dla serc

Cichymi darczyńcami są także wierni uczestniczący w rekolekcjach adwentowych. Od wielu już lat w świdnickich parafiach zbierana jest żywność, a potem rozdawana przez zespoły Caritas najuboższym i bezdomnym. Inicjatorami takich zbiórek są świdniccy proboszczowie, którzy zachęcają, aby uczestnicy  rekolekcji przynosili także produkty żywnościowe dla najbardziej potrzebujących parafian. Tego typu akcje przyjęły się na nasz świdnicki grunt
i bardzo obficie owocują. Widząc ubogiego nie zawsze mamy śmiałość i odwagę, aby coś mu spontanicznie podarować. Obawiamy się odrzucenia, urazy, sprawienia przykrości. Natomiast  kładąc paczkę do kościelnego koszyka robimy to na spokojnie, wiedząc że trafi ona do najbardziej potrzebujących, którzy sami po tę paczkę się zgłoszą. Mimo, że tego typu akcje nie są reklamowane przez media, każdy rekolektant wie o tej szczytnej inicjatywie. Jak już wspomniałam, szkoda że te zbiórki żywności odbywają się tylko dwa razy w roku. A może niezależnie od tego świątecznego „otwarcia serc” zaczniemy w podobny sposób pomagać innym, bardziej od nas potrzebującym? Może w ciągu całego roku powinniśmy być inicjatorami koszyczków dla potrzebujących rodzin? Potrzeby są zawsze, nie tylko przed świętami.


10 grudnia 2013 r.

Koncert Alicji Majewskiej i Włodzimierza Korcza

Sobotni mroźny, grudniowy wieczór w wypełnionej po brzegi Sali widowiskowej Miejskiego Ośrodka Kultury zgromadził wielu mieszkańców naszego miasta. To właśnie w Świdniku 7 grudnia 2013 roku odbył się bardzo ciepły koncert Alicji Majewskiej i Włodzimierza Korcza – muzycznego duetu, który przetrwał ponad 30 lat i nadal koncertuje i zachwyca swoimi piosenkami i kompozycjami.

Okruchy wspomnień

Alicja Majewska swoją solową karierę wokalną rozpoczęła w 1975 roku śpiewając na Festiwalu w Opolu utwór pt.: „Bywają takie dni”. Kolejne jej nagrody to: Grand Prix zdobyty również na Festiwalu w Rostocku w 1980 roku, a potem w Hawanie w 1985. Wcześniej śpiewała z (popularnym na początku lat 70-siątych) zespołem Partita. Dzisiaj współpracuje z Włodzimierzem Korczem, który komponuje muzykę do tekstów Wojciecha Młynarskiego i Magdy Czapińskiej. Pani Alicja śpiewa te utwory bardzo pięknym ciepłym głosem, co w połączeniu z akompaniamentem pianina stwarza na koncertach niepowtarzalny klimat.

Włodzimierz Korcz  jest wybitnym pianistą, dyrygentem i kompozytorem. Na przełomie lat 1960-1970 był redaktorem muzycznym Polskiego Radia w Łodzi. Twórca muzycznych widowisk telewizyjnych. Napisał również muzykę do wielu pieśni i hymnów do słów Karola Wojtyły. Obecnie Włodzimierz Korcz współpracuje ze Strzyżowskim Chórem Kameralnym, który wraz z kompozytorem bardzo często towarzyszy także Alicji Majewskiej podczas jej występów.

Koncert w sali widowiskowej

Występując przed świdnicką publicznością Alicja Majewska i Włodzimierz Korcz przypomnieli piosenki,  które nie sposób zapomnieć mimo upływu lat. Wokalistka zaśpiewała m.in. takie utwory jak: „Wielki targ”, „Odkryjemy miłość nieznaną”, „Jeszcze się tam żagiel bieli”. Były też utwory nowe, mniej znane, a jednak nie mniej piękne i niepowtarzalne w swoim klimacie. Niewątpliwie takim utworem jest tytułowa piosenka jej 2–płytowego albumu pt.: „Piosenki z których się żyje”. Album zawiera 40 piosenek, które pani Alicja śpiewała podczas jej 40-letniej kariery piosenkarskiej.

Podczas koncertu publiczność śpiewała piosenki wraz w wokalistami, co stwarzało miłą, rodzinną atmosferę przepełnioną sporymi dawkami humoru. Bisom nie było końca. Zbliżające się święta Bożego Narodzenia były okazją do składania sobie z Artystami wzajemnych życzeń.


4 grudnia 2013 r.

Książka najlepszym prezentem

Grudzień jest miesiącem w którym częściej niż podczas pozostałych miesięcy w roku obdarowujemy swoich najbliższych prezentami. Mikołajki i Gwiazdka są czasem hojności jednych dla drugich. Bardzo często zastanawiamy się nad wyborem podarunków dla poszczególnych osób. Warto wtedy brać pod uwagę wiek i zainteresowania obdarowywanego. Takim uniwersalnym i ponadczasowym prezentem dla dzieci może być np. książka.

Książka czy Internet?

W dobie telewizorów, komputerów, internetu i innych środków społecznego przekazu, książka (dla niektórych z nas) stała się przeżytkiem. A przecież książka była oknem na świat w czasach, kiedy nie było takiego jak obecnie dostępu do kultury, gdy nie był jeszcze rozpowszechniony sprzęt RTV. To dzięki książce każde pokolenie nauczyło się czytać i pisać. A teraz w niejednym domu brak jest wartościowych książek, a jeżeli są to nie wzbudzają już takiego jak dawniej zainteresowania. A przecież jeszcze tak niedawno książka była lubianym i oczekiwanym prezentem mikołajkowym i gwiazdkowym. Czemu teraz nie miałoby tak być?

Czym należy kierować się przy wyborze książki?

Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na jej wartość, na walory artystyczne, poznawcze i wychowawcze. Do tego gatunku książek należą np. powieści. Książka powinna dostarczać dziecku nie tylko wiedzę, ale również pobudzać i kształtować wyobraźnię. Czytając książki wzbogaca się słownictwo dziecka, angażuje się je w twórcze uczestnictwo. Uczy się dziecko rozwiązywania złożonych sytuacji życiowych, a przy tym rozwija się aparat artykulacyjny dziecka.

Wychowując małe dziecko, które jeszcze nie nabyło samodzielnej umiejętności czytania, powinniśmy mu w tym pomóc czytając bajki lub wiersze odpowiednie do jego wieku rozwojowego. Aby czytanie odniosło pożądany efekt należy zwracać uwagę na ton i barwę głosu, akcent, gest, a także na odpowiednie miny. Można także wspólnie z dzieckiem omawiać ilustracje zawarte w książce oraz wyciągać wnioski z przeczytanego tekstu.

Jeśli książka przeżyje w naszych domach swój renesans stanie się ona naszym i naszych dzieci najwierniejszym przyjacielem na całe życie.

Życzę więc wszystkim Czytelnikom, młodym i tym trochę starszym, aby zostali obdarowani ciekawą książką, która przeniesie w świat marzeń, relaksu i da poczucie ciepła w słowach.


25 listopada 2013 r.

„Poezja Bicia Serca" Karola Gibuły

22 listopada 2013 roku o godz. 18.00 w Bibliotece im. Anny Kamieńskiej w Świdniku odbył się Wieczór Autorski Karola Gibuły. Młody poeta z wieloletnim poetyckim stażem czytał swoje utwory z nieskrywanym wzruszeniem. W przeprowadzonym wywiadzie poznajmy jego sylwetkę oraz genezę tworzenia.

Od ilu lat trwa Twoja przygoda z poezją?

Dnia 28 stycznia 2000 r. napisałem swój pierwszy poważny twór, który śmiało można nazwać wierszem. Oczywiście wcześniej także pisałem, ale było to pisanie czysto eksperymentalne, którego nie brałem zbyt poważnie. Od tamtego pamiętnego dnia zaczęła się więc moja przygoda z pisaniem, która trwa do chwili obecnej.

Co było inspiracją do napisania pierwszego wiersza?

Miałem dokładnie 18 lat jak napisałem pierwszy swój wiersz i opowiadał on o romantycznej, nieszczęśliwej miłości. To wszystko dlatego, że w danej chwili przeżywałem swój pierwszy zawód miłosny.

Wiem, że od tamtego momentu napisałeś trzy tomiki wierszy pod wspólnym tytułem: „Poezja Bicia Serca”. Czy są one ze sobą związane tematycznie?

Moje tomiki wiąże jeden wspólny szyld „Poezja Bicia Serca” i to jest takie jedyne spoiwo. Każdy tomik jest inny od pozostałych, gdyż w każdym realizowałem różne swoje pomysły i koncepcje.

Czwarty zbiorek swojej poezji pisałeś wspólnie z przyjacielem. Opowiedz, skąd taki pomysł na pisanie w duecie i jak się to odbywało?

To bardzo ciekawa historia. W 2009 roku założyłem swojego photobloga, na którym umieszczałem swoje zdjęcia oraz, jako komentarz do zdjęć, swój wiersz. W maju 2011 roku chłopak o nicku „woabaz” (Sebastian Rosa), zaczął komentować moje wiersze, a w ramach rewanżu, ja zacząłem komentować jego. Z czasem stwierdziliśmy, że nasze style są totalnie inne, mocno odmienne, ale może to jest takie piękne, aby razem wydać wspólny tomik wierszy. Jako, że ja miałem za sobą trzy swoje tomiki, zająłem się składem wszystkiego w jedną, spójną całość. Ogromnym zaskoczeniem było dla mnie to, że ów chłopak miał 17 lat i już drobne osiągnięcia i wyróżnienia na swoim koncie, a jego wiersze przesiąknięte uczuciami, w których sam często się zaczytuję.

Niedawno w naszym mieście odbył się Twój wieczór autorski. Czytając swoje utwory chcesz przekazać odbiorcom swoją wrażliwość, czy niegodzenie się z sytuacjami opisanymi w wierszach, a których nie możesz zmienić?

Moje wiersze pisane są, przede wszystkim, pod wpływem chwili i bardzo silnych emocji, z którymi czuję, że muszę „coś” zrobić. Jeżeli ktoś mnie zranił to staram się przestrzec czytelników przed tym, aby nie popełniali tych błędów co ja. Analogicznie – jeżeli jestem zakochany to staram się miłością zarażać odbiorców. Jeżeli braknie mi cielesności także piszę o tym otwarcie. Uważam, że nawet najnudniejszy temat może okazać się interesujący, jeżeli oczywiście zostanie przedstawiony w ciekawy sposób.

Bardzo często poetów określa się, że są to ludzie chodzący z głową w chmurach. Podzielasz ten schemat? Jesteś innym człowiekiem, bo tworzysz poezję?

To, że ludzie uważają mnie za poetę, nie czyni mnie innym od nich. Każdy z nas posiada uczucia, ale nie każdy boi się je okazywać. Przyszło nam żyć w czasach stereotypu, że uczucia są oznaką słabości. Co niektórzy uważają, że płacz jest niemęski. Jest to błąd. Kiedyś pewna bardzo mądra dziewczyna powiedziała mi słowa, które utkwiły mi na stałe w pamięci: „Płacz jest oznaką tego, że nasza dusza nie stała się jeszcze pustynią”. Piękne, prawda? Jestem typem realisty, mocno stąpającym po ziemi, ale nie ukrywam, że momentami lubię, gdy niosą mnie skrzydła wyobraźni.

Zdradź nam swoje marzenia. Być może ktoś przyczyni się, aby je spełnić?

W przyszłości chciałbym pisać coraz to piękniejsze wiersze, aby w końcu napisać taki, który będzie moją wizytówką. Każdy mój wiersz jest dla mnie czymś szczególnym, ale wciąż czuję, że daleko mi do tego, co chciałbym osiągnąć.

Na zakończenie rozmowy przedstaw Czytelnikom Portalu swój wiersz, który jest najbliższy Twojemu sercu

"Poezja Bicia Serca"

Atrament sprzedawany od dawna jest na receptę

Wprowadzony został dzienny limit wypowiadanych słów

Robiąc z Nas debili ofiarowują szczęście

Bądź zdrów !

 

Z czasem zakazali liter, abyśmy nie pisali listów

Lecz nie złamali naszych piór, które są ze stali

Zostało Nas w kraju może buntowników trzystu

Będziemy wytrwali !

 

Z nazw ulic wysiedlili poetów paląc tabliczki na stosie

Wraz z literackim dobytkiem zawartym w książkach

Dlaczego taki okrutny spotkałeś ich losie ?

Zapłakała Polska !

 

Nie mam siły by walczyć, nie mam już siły bracie

Odebrali Nam wszystko co było sensem życia

Pamięcią o mnie są dziś te słowa na kartce

Umarła nadzieja !

 

I obyś Ty moja siostro podlewała uczuciami emocje

Nie dając zabić w sobie prawdziwego szczęścia

Pokaż im magię zawartą w słowie, pokaż im czym jest

Poezja Bicia Serca

Dziękuję za miłą rozmowę!


 

20 listopada 2013 r.

„Tak żyć, by coś zostało z tych dni...”

„Tak żyć, by coś zostało z tych dni...” – słowa popularnej piosenki z lat 70-tych ubiegłego stulecia, śpiewanej przez Irenę Jarocką nie straciły na aktualności do chwili obecnej. Każdy z nas chciałby zostawić po sobie jakiś ślad na ziemi i pamiątkę dla młodszych pokoleń.

Rodzina jako trwały ślad naszego istnienia

Od zarania dziejów ludzkość podkreślała znaczenie rodziny w swoim życiu. Dowodem tej konotacji były łączenia się rodów królewskich i powstawanie tzw. wyższych sfer. W ten sposób chciano podkreślić wartość swojego rodu, przedłużenie pokolenia, aby w ten sposób pozostawić po sobie niezatarty ślad istnienia w postaci m.in. reform politycznych lub społecznych. Do chwili obecnej rodzina jest najwartościowszym śladem naszego istnienia.

Znaczenie kultury i sztuki w życiu człowieka

Oprócz wyżej wspomnianego znaczenia rodziny, pokoleń, jako niezatartego śladu naszego istnienia poczesne miejsce w przedłużeniu w śladów na ziemi są wytwory ludzkiego umysłu. Słowo pisane w postaci książek, publikacji przetrwało wiele istnień i nadal służy młodszej generacji, jako przykład wielu życiowych rozwiązań, wzbogacając wyobraźnię, język literacki, pozwalają na chwilę odpoczynku w zabieganym świecie.

Podobnie oddziaływają obrazy, rzeźby i inne wytwory rąk ludzkich. Cieszą oczy kolorami, kształtami, a przede wszystkim pomysłowością twórcy. Czytając książki lub oglądając obrazy czy zastanawiamy nad tym, co czuł autor dzieła w chwili jego tworzenia? Niektóre osoby mają nieodpartą potrzebę tworzenia, dla siebie samych, dla pokoleń, po to by zostawić ślad po sobie. Niezależnie jak określa się tę pasję, czy jest to dar od Stwórcy, czy nazywamy to weną jedno jest pewne: nie można tego zmarnować. Piszę te słowa na podstawie własnego doświadczenia 30-letniej pracy twórczej. Tworzenie wiersza lub innego dzieła literackiego dopada nas niezależnie od pory dnia lub nocy, niezależnie też od pory roku, jednak najwięcej wierszy powstaje podczas różnych stanów emocjonalnych. Stany radosnego uniesienia jak i głębokiego smutku mogą stać się tematem i powodem do przelania swoich myśli na kartkę papieru. Lekceważenie tego zapisu wzbudza wyrzut sumienia, że coś umknęło bezpowrotnie, coś czego nie można już odtworzyć. A więc ważne jest, by tego „daru” nie zaprzepaści.

Dzięki tworzeniu dajemy siebie pokoleniom, a tym samym przedłużamy swoje istnienie. Warto pamiętać, że żyjemy nie tylko dla siebie. A Zatem żyjmy tak, aby coś zostało z tych przeżytych owocnie dni. Dajmy siebie innym w swoich myślach zapisanych w formie książki lub innego wytworu naszej wyobraźni.


 

6 listopada 2013 r.

Wyprzedzanie czasu

Człowiek od niepamiętnych czasów chciał zawładnąć ziemią, przestrzenią i czasem. Udawało mu się to z mniejszym lub większym skutkiem. Żywioły nie są jeszcze do końca opanowane. Czas także umyka swoim rytmem, a nam ludziom wypada się do niego przystosować dlatego wymyślono zegary i kalendarze. To one stały się naszymi wyznacznikami pór roku, dat, świąt i dni powszednich. Jednak czy tak naprawdę żyjemy według ich kryteriów?

Poganianie czasu

Bardzo często w dzieciństwie chcieliśmy, aby czas biegł nie własnym torem lecz torem naszych myśli. Pragnienia bycia dorosłym stwarzały w dziecięcych umysłach niecierpliwość wobec upływającego wolno czasu. Dorosłość także nie pozwoliła zapanować nad upływem czasu. Ciągle jest go zbyt mało, aby wykonać zaplanowane czynności. Mimo to ciągle jesteśmy popędzani w pracy, w szkole nawet w sklepach. Nie wszystko ma swój czas. Jeszcze nie pogasły znicze na grobach bliskich zapalone z okazji dnia Wszystkich Świętych i Zaduszek, a już w supermarketach widzimy słodycze gwiazdkowe, sztuczne choinki, ozdoby na świąteczne drzewka i stoły. Za chwilę w mediach pojawią się (jak co roku) reklamy z kolędami w tle. Zacznie się przedwczesna gorączka robienia świątecznych porządków, zakupów, gwiazdkowych prezentów. Mikołaje w czapkach pożyczonych od bajkowych krasnali będą zachęcać dzieci do pisania listów adresowanych do dalekiej Laponii, bo sanie zaprzężone w renifery już ruszyły, by zdążyć na czas. Na jaki czas? Czas reklam, czas komercji? Listopad był miesiącem zadumy nad sensem życia. Nawet w tym czasie rzadziej decydowano się na śluby, imprezy. Koniec  listopada „andrzejkową” zabawą przypominał, że zaczyna się adwent i czas przygotowań do świąt Bożego Narodzenia. Początek  grudnia był odpowiednim czasem na świąteczne zakupy. Mniejsza ilość towarów na półkach sklepowych wcale nie oznaczała, że ktoś z naszych bliskich nie został obdarowany mikołajkowym lub gwiazdkowym prezentem. Nie musiał to być drogi podarunek, by ucieszyć obdarowanego, wystarczył drobiazg…

Mimo, że 30 lat temu czas też biegł własnym torem nikt go nie próbował wyprzedzać. Na półki sklepowe nikt wcześniej niż w grudniu nie wykładał słodyczy w świątecznych opakowaniach, a liryczne melodie kolęd rozbrzmiewały dopiero podczas wigilijnej wieczerzy. Każdy zdążył na czas z porządkami, zakupami.

Nie dajmy się ponieść komercyjnym chwytom, promocjom, reklamom czyli napędzaniem siebie w przedwczesny wir plastikowych drzewek i czekoladowych krasnali. Tylko dzieci chcą przyśpieszyć bieg czasu. Dorośli wiedzą, że czas płynie sobie własnym rytmem i nie można nad nim zapanować, bo święta i tak nie zaczną się wcześniej niż 24 grudnia.


30 października 2013 r.

Zaduszkowe zamyślenia

Początek listopada od XIII w. skłania nas do przemyśleń nad sensem życia. Dzień po Uroczystości Wszystkich Świętych kościół katolicki w Polsce obchodzi Dzień Zaduszny.  Stojąc nad grobami najbliższych, wpatrzeni w nagrobne znicze bardzo często zastanawiamy się, co stanie się duszą, gdy nasze życie dobiegnie kresu? Każda wiara ma na ten temat swoje wierzenia i dogmaty. Jednak ci, którzy zostają nadal nie są pozbawieni pytań eschatologicznych. Tymczasem wyrażamy swoją pamięć o swoich przodkach porządkując ich groby ozdabiając kwiatami i zapalając znicze.

Tradycja „Zaduszek”

Jest to pogański odpowiednik święta „Dziadów”, opisywanych szczegółowo przez Adama Mickiewicza w dramacie cz. II i IV pod tym samym tytułem. W tym dniu wywoływano duchy zmarłych, przynoszono na ich groby smaczne jedzenie. Obrządki tam przedstawione były sprzeczne z katolicką wiarą. Kościół katolicki obchody Dnia Zadusznego zapoczątkował już w 988 roku, jako przeciwwagę pogańskim obrzędom. Jednak dopiero w XIII w. ta tradycja zaczęła być znana w Polsce, a rozpowszechniona została w katolickim kościele w XV wieku. Od tego czasu dzień 2 listopada jest dniem poświęconym duszom zmarłym. W tym czasie odprawiane są msze święte w intencjach dusz w czyśćcu cierpiących.  Wierni uczestniczą w procesjach na cmentarze i wspominają swoich bliskich w tzw. „wypominkach”, zapalają znicze, które wg. naszej wiary oświetlają duszom drogę do nieba. Modlitwy przy grobach zmarłych stanowią indywidualną część tych dni pogrążonych w zadumie nad życiem i odchodzeniem.

Porządkowanie grobów

Wraz ze zbliżającymi się świętami „zaduszkowymi”, wierni już od wielu lat porządkowali groby swoich najbliższych, ozdabiając je gałązkami świerku, papierowymi kwiatami lub układając z kasztanów i innych owoców leśnych symbole religijne np. krzyże lub serca. Był to wyraz pamięci i miłości za tymi, którzy już przekroczyli próg życia wiecznego. Ozdoby mogił świadczyły o zamożności sprawujących nad nimi opiekę. Wtedy liczyła się tylko modlitwa o zbawienie drogich zmarłych.

Dzisiaj jest trochę inaczej. Niejednokrotnie stać nas na wiele wyrzeczeń, aby tylko groby zmarłych wyglądały pięknie wręcz  tonęły w przepychu. Często zapomina się o modlitwie lub pośpiesznie się ją odmawia skupiając się na ozdabianiu grobowców. Idąc cmentarnymi alejkami zastanawiam się ile jest w nas pamięci o drogich nam zmarłych, a ile pokazania się przed innymi, że stać nas na zakup pięknych wieńców i kwiatów? Pamiętajmy, że zmarli żyją w nas, w naszych genach, słowach, gestach… oni żyją i żyć będą póki będziemy o nich pamiętali, a zbawienie jest niezależnie od wystroju grobu i gatunku kamienia, z jakiego jest on zbudowany.


23 października 2013 r.

Jesienne spacery

Październik, czyli jesień w rozkwicie. Drzewa „kwitną” po raz drugi. Ta pora roku przygotowuje je do zimowego spoczynku. Zanim to nastąpi przez parę tygodni pozwolą nam podziwiać swoją krasę. Kolor jesiennych liści zależy od gatunku drzew i od aury, która o tej porze roku potrafi być bardzo kapryśna lub wręcz przeciwnie – łaskawa. Jesień ma swoich zwolenników i przeciwników. Opisują jej uroki literaci, przekazują paletę barw malarze na swoich obrazach, a muzycy w utworach dźwiękami wyrażają krople deszczu, szum wiatru i szelest spadających liści.

Spacerkiem wśród liści

Zanim nadejdą chłodne, pochmurne dni warto nacieszyć się promieniami słońca, wybierając się na spacer. W zależności od naszego nastroju można go odbyć samotnie lub z rodziną. Podczas samotnego spaceru mamy okazję, aby się wewnętrznie wyciszyć, zrelaksować oraz przemyśleć wiele ważnych spraw. Szum spadających liści doskonale sprzyja do spojrzenia z dystansu na wiele trudnych spraw. Przyroda od zawsze jest sprzymierzeńcem człowieka, nie tylko nas żywi, ale także wewnętrznie wycisza, dając psychiczny komfort, o ile się w nią potrafimy wsłuchać.

Wybierając się na spacer w gronie rodziny lub znajomych możemy liczyć na dobrą zabawę i aktywny wypoczynek. Możemy np. wybrać się do lasu, aby pooddychać świeżym powietrzem i zachęcić najmłodszych członków rodziny do wspólnie spędzonej wycieczki krajoznawczej i edukacyjnej. Własne wspomnienia z lat dzieciństwa pomogą nam znów cieszyć się płodami jesieni. Bukiety złotych liści i korale purpurowych jarzębin mogą ozdobić mieszkanie lub dziecięcy pokój. Nie tylko dzieci będą miały urozmaicone popołudnie robiąc jesienne dekoracje. Możemy do pomocy zaangażować dorosłych domowników. Ludziki kasztanowe, zwierzaczki z żołędzi mają swój urok i będą wspomnieniem złotej polskiej jesieni, gdy nadejdą chłodne długie wieczory.

Spacerkiem wśród deszczu

Jesienna plucha w naszym klimacie nie jest anomalią pogodową i nie jest usprawiedliwieniem, by w tym czasie zaszyć się w najcieplejszy kąt naszego domu. Wystarczy zaopatrzyć się w ciepłe ubranie, parasol i kalosze. Spacery w deszczowe dni uodpornią nasz układ odpornościowy i pozwolą bez chorób przeżyć nie tylko jesienną porę roku, ale także przygotować organizm do zbliżającej się zimy.


16 października 2013 r.

Osoby niepełnosprawne i ich relacje z ludźmi zdrowymi

Zainspirowana fabułą filmu pt.: „Chce się żyć” – reż. Macieja Pieprzycy postanowiłam napisać parę zdań o tym, jak znaczącą rolę w życiu niepełnosprawnego dziecka jest rodzinny dom.

W domu

Kontakty dzieci ze społeczeństwem mają swój początek w dzieciństwie. Rodzina jest pierwszą grupą społeczną, z którą dziecko rozpoczyna kontakt interpersonalny. To od rodziców uczy się relacji z ludźmi z zewnątrz. Oni zachęcają swoje dziecko do wspólnych zabaw, pokazują, w jaki sposób zawierać znajomości, przyjaźnie.

Dzieci niepełnosprawne mają ten kontakt znacznie utrudniony. Dlatego rodzice powinni tym bardziej zachęcać je do kontaktów z ludźmi zdrowymi, aby ich dziecko nie czuło się odrzucone, a w przyszłości nie odczuwało swojej „inności”, oraz  poczucia niskiej wartości. Aby tak się stało pierwszą rolą obojga rodziców jest całkowita akceptacja swojego niepełnosprawnego dziecka. Otoczone miłością swoich najbliższych jest radosne, nie stroni od ludzi i łatwiej nawiązuje z nimi relacje. Mimo utrudnień związanych z pokonywaniem barier architektonicznych w miarę możliwości należy dziecko zabierać na spacery, w podróże, by pokazać mu piękno świata, a także zapoznawać z rówieśnikami. Zapraszanie dzieci z sąsiedztwa na urodziny, imieniny, urządzanie Kinder Balu to są dobre okazje do zawierania znajomości i integracji. Nasze pociechy łatwo nawiążą ze sobą kontakt, a w razie trudności należy im w tym pomóc i wyjaśnić, czemu np. Jaś nie może samodzielnie chodzić, czemu trzeba go karmić, czy podać mu szklankę z sokiem. Jeżeli są problemy w kontaktach werbalnych nauczmy jego przyjaciół odczytywać wyrazy twarzy, gesty rąk i ruchy głowy naszego dziecka. Tłumaczmy słabo artykułowane słowa, by „nauczyć” zdrowe dzieci kontaktów z niepełnosprawnymi. Maluchy bardzo łatwo nawiązują kontakty i  rozumieją „inność” niektórych dzieci. Często łatwiej jest im zrozumieć niepełnosprawność niż dorosłym ludziom.

Poza domem

Przedszkola i szkoły z oddziałami integracyjnymi są wspaniałymi placówkami, w których nasze dzieci uczą się nie tylko wiedzy o świecie, ale także pomocy tym, którzy jej potrzebują. Tutaj kształtuje się w dzieciach wrażliwość i altruizm. Dzieci, które bez problemu nawiążą kontakt z rówieśnikami niepełnosprawnymi w przyszłości będą otwarte i gotowe do niesienia pomocy słabszym i chorym. Nierzadko zostają wolontariuszami w grupach religijnych opiekujących się osobami niepełnosprawnymi, hospicjach lub domach pomocy. Do takich osób chorzy są bardziej otwarci i darzą ich swoim zaufaniem.

Obecnie mamy wiele możliwości, aby nasze dziecko integrować ze zdrowym społeczeństwem. Obozy integracyjne, rehabilitacyjne, wczasorekolekcje,  wycieczki, spotkania w grupach zamkniętych bez obecności rodziców starsze dzieci niepełnosprawne mają możliwość (pod opieką wolontariuszy) sprawdzenia siebie, swoich możliwości.. Takie wyjazdy i spotkania wyzwalają w chorych osobach poczucie samodzielności, zaradności, zmusza do przełamywania barier psychologicznych ze zdrowym społeczeństwem. Po powrocie do domu można zauważyć, że nasze dziecko jest odważniejsze, bardziej samodzielne w podejmowaniu decyzji. W ten sposób nawiązują się wieloletnie znajomości i przyjaźnie. Pozwólmy więc naszym dzieciom chociaż na jakiś okres wyjść spod klosza naszej opieki. Tym sposobem przygotujemy je do przyszłego w miarę samodzielnego życia.

Z życia wzięte

A teraz przedstawię inny obrazek z życia wzięty. Czasami  idąc ulicą spotkamy się z wyzwiskami i drwiącymi uśmiechami skierowanymi pod adresem chorego dziecka. Takie zachowanie niewątpliwie sprawia smutek naszemu dziecku. Należy niezwłocznie wytłumaczyć, że jest to wynik niewiedzy, nie tłumaczenia maluchom, że ktoś może być chory i dlatego ma deformacje ciała. Wina bezsprzecznie leży po stronie osób dorosłych, ponieważ w rozmowach z dziećmi zdrowymi unikają trudnego tematu choroby i niepełnosprawności. Ta niewiedza utrudnia relacje ze sprawnymi inaczej, niepotrzebnie ich krzywdzi, dyskryminuje. Zdrowi ludzie w dorosłym już życiu czują dezorientację i skrępowanie, gdy stanie na ich drodze człowiek poruszający się przy pomocy kul lub wózka inwalidzkiego. Dlatego od najmłodszych lat powinniśmy uczulać dzieci na cierpienie innych, ukazywać potrzebę pomagania słabszym. Być może kiedyś to oni się nami zaopiekują?


 

9 października 2013 r.

Katy Carr w Świdniku

W niedzielny wieczór 6 października 2013 roku przed świdnicką publicznością wystąpiła Katy Carr – piosenkarka brytyjska polskiego pochodzenia. Wystąpiła u nas z jedynym koncertem w sali widowiskowej Centrum Kultury.

Katy pilot, Katy piosenkarka

Koncert rozpoczął się punktualnie o godzinie 20. Podczas tego koncertu Katy Carr między piosenkami opowiadała o swojej drodze do muzyki i o swoich młodzieńczych marzeniach. Będąc młodą dziewczyną chciała zostać pilotem. To marzenie realizowała zdobywając licencję pilota w RAFie, a potem licencję pilota prywatnego. Muzyka jednak zwyciężyła wśród jej podniebnych pasji. Być może stało się to dzięki jej babci Joannie, Polce z pochodzenia, która pięknym głosem śpiewała Katy swoje ulubione piosenki? Z pewnością wnuczka ten głos odziedziczyła.

Piosenkarka koncertuje z czteroosobowym zespołem w skład którego wchodzą: skrzypce, wiolonczela, gitara, perkusja, instrumenty klawiszowe, a ona sama gra na mandolinie. Utwory z okresu międzywojennego śpiewane były przez Katy Carr w języku angielskim, polskim oraz francuskim. Wokalistka przeniosła naszą publiczność w świat dawnego kina z udziałem m.in. Jadwigi Smosarskiej i Eugeniusza Bodo. Kadry z tych filmów wyświetlane podczas koncertu pomogły widzom poczuć klimat pięknych lat 20-30 przeszłej już epoki. Oprócz fragmentów fabularnych emitowane były fragmenty filmów dokumentalnych z czasów II wojny światowej np. „Dywizjon 303”.

Świdnicka publiczność doskonale bawiła się śpiewając razem z Artystką znaną wszystkim piosenkę: „Pije Kuba do Jakuba…”  Bisom nie było końca. Na zakończenie koncertu Katy Carr zadedykowała utwór „Dziś do ciebie przyjść nie mogę…” znajdującemu się na widowni kombatantowi wojennemu. Starszy pan wzruszony do łez, dziękując wokalistce za piękny koncert wypowiedział znaczące dla niego słowa: „Bóg, honor, Ojczyzna!”

„Paszport”

Kate Carr do chwili obecnej nagrała cztery płyty. Najnowszą i bliską jej sercu jest płyta pt.: „Paszport”. Na tym krążku znajdują się utwory inspirowane losami członków ruchu oporu z czasu II wojny światowej. Kommander's Car” jest to piosenka dedykowana Kazimierzowi Piechowskiemu, byłemu więźniowi obozu koncentracyjnemu w Auschwitz, który przeżył tylko dzięki ucieczce z tego obozu zagłady. Zainspirowana jego osobą Katy Carr poprzez swoją muzykę chce przybliżyć i przypomnieć losy bohaterów niejednokrotnie przez niektórych już zapomniane. 


4 października 2013 r.

Moje spotkanie z Anną Dymną

Anna Dymna – wybitna aktorka teatralna i telewizyjna. Zagrała m.in. w takich filmach jak: Kochaj, albo rzuć, Trędowata, Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny oraz Siedlisko. Jednak chyba najważniejszą jej życiową rolą jest prezesowanie w fundacji „Mimo wszystko”, którą założyła w 2003 roku z myślą o osobach niepełnosprawnych intelektualnie. W ciągu tych 10 lat istnienia Fundacji powstał Ośrodek Terapeutyczno- Rehabilitacyjny pod nazwą „Dolina Słońca”. Od roku 2003 na antenie TVP2 Anna Dymna prowadzi cykliczny program: „Spotkajmy się”, zaprasza tam osoby niepełnosprawne, które opowiadają o swoich życiowych potrzebach.

Moje marzenie

Pani Anna Dymna już od moich najmłodszych lat była mi bliska ze względu na perfekcyjnie odtwarzane role historyczne i kostiumowe. Program „Spotkajmy się”, goszczący osoby z niepełnosprawnością, wzbudził we mnie pragnienie, by poznać bliżej tą empatyczną aktorkę, której los osób niepełnosprawnych nie był obojętny. Odważyłam się nawet napisać zgłoszenie do jej programu, jednak w imieniu prowadzącej odpisała mi jedna z organizatorek programu, że kolejka na występ jest bardzo długa i prosi o cierpliwość… Oglądałam kolejne programy, filmy z jej udziałem i po cichu traciłam nadzieję na zaproszenie. Wiedziałam, że nie tylko ja marzę o spotkaniu z tą pełną ciepła aktorką.

Światełko nadziei

W tym roku wraz z Anną Dąbrowską, dziennikarką z TVP Lublin rozpoczęłam działalność pobudzającą do aktywnego działania osoby niepełnosprawne. Inspirujemy je za pośrednictwem Internetu przedstawiając sylwetki ludzi, którzy mimo choroby nie poddali się.. Dzięki poszerzonym kontaktom poznałam wiele ciekawych osób m.in. Kasię i Karola Łukasiewiczów, którzy w Lublinie założyli Fundację Oswoić Los (FOL). Ich córeczka Hania cierpi na mózgowe porażenie dziecięce więc troskliwi rodzice postanowili, że rozpoczną działalność charytatywną właśnie na rzecz dzieci niepełnosprawnych. W tym celu nawiązali kontakt z licznymi fundacjami nie tylko na terenie naszego regionu, ale także poza jego obszarem. Interesuje ich działalność tego typu organizacji, wymiana doświadczeń. Wśród adresów zaprzyjaźnionych instytucji pp. Łukasiewiczów znalazła się również fundacja „Mimo Wszystko”. Zbliżała się okrągła rocznica jej powstania, a zarazem otwarcie Ośrodka rehabilitacyjnego „Dolina Słońca” dla osób z niepełnosprawnością intelektualną. Inauguracja miała odbyć się 26 września 2013 roku w Radwanowicach k/ Krakowa. Kasia i Karol otrzymali zaproszenie na tą doniosłą uroczystość. Moi przyjaciele znając moje odwieczne marzenie wyszli z propozycją, abym z nimi pojechała na otwarcie tej placówki. Z radością się zgodziłam.

„Dolina Słońca”

Do podkrakowskich Radwanowic jechaliśmy ok. 5 godzin. Prawie cały czas siąpił deszcz. Jednak tuż przy celu podróży wyjrzało piękne słońce i „Słoneczna dolina” przyjęła gości otaczając ich ciepłymi promieniami słońca. Miejscowość przecudna, wśród gór położona. Drzewa na stokach mieniły się wszystkimi kolorami września.

Oficjalnej części otwarcia Ośrodka dokonał Kard. Stanisław Dziwisz wraz z założycielką Anną Dymną. W tej doniosłej chwili towarzyszyli im zaproszeni goście: przedstawiciele władz Krakowa, ludzie kultury: Ewa Błaszczyk, Irena Santor, Henryka Krzywonos-Strycharska i Jurek Owsiak. Przybyli także członkowie fundacji z całej Polski oraz licznie zgromadzeni niepełnosprawni. Następnym punktem programu było zwiedzanie nowoczesnego kompleksu budynków przeznaczonych do rehabilitacji osób niepełnosprawnych. Przestronne sale i pracownie od pierwszych chwil zachęcały, aby z nich korzystać. Po zwiedzeniu placówki Prezes fundacji powitała wszystkich wyczytując poszczególne organizacje. Zapraszając nas na scenę czułam skrzydła u ramion, czułam że spełnia się moje wielkie marzenie. Pani Anna otrzymała ode mnie w prezencie dwa tomiki wierszy z dedykacją. Jej ciepłe spojrzenie emanowało na wszystkich zgromadzonych. Wyczytując przedstawicieli organizacji o nikim nie zapomniała.

Po powitaniach Anna Dymna zaprosiła wszystkich gości na film opowiadający o powstawaniu fundacji „Mimo wszystko” oraz o budowie „Dolina Słońca”. Podkreślała przy tym ważną rolę mediów, które nagłaśniając jej akcje przyczyniały się do powstania tak wspaniałej inicjatywy. Na zakończenie części oficjalnej niepełnosprawni aktorzy z grupy teatralnej „Radwanek” przedstawili bajkę pt. „Franek z Doliny Słońca” z narracją Anny Dymnej i innych wybitnych aktorów scen polskich.

Finałem programu artystycznego był koncert laureatów „Zaczarowanej piosenki”, organizowanej co roku w Ciechocinku. Oprócz popularnych piosenkarzy i aktorów razem z nimi wystąpili niepełnosprawni artyści. Pani Ania Dymna wzruszona była do łez, ponieważ ten koncert był dla niej niespodzianką.

Gospodyni Ośrodka zadbała również o nasze ciała zapraszając na piknik. Wojskowe namioty chroniły od chłodu. Każdy mógł najeść się do syta i nasycić oczy pięknymi widokami gór. W tym czasie był czas na zdjęcia, autografy i wpisy do pamiątkowych Kronik. Wyjeżdżaliśmy przepełnieni nadzieją, że warto wierzyć w spełnienie marzeń. Cieszyłam się nie tylko tym, że dane mi było spotkać Panią Annę. Cieszyłam się radością i nadzieją Kasi i Karola, którzy od wielu już lat marzą o budowie „Tęczowego wąwozu” w Kazimierzu Dln. Poczynili już pierwsze kroki, a dzięki spotkaniu z Anną Dymną zaczęli wierzyć, że doprowadzą do końca ośrodek mający pomóc w rehabilitacji dzieci z mózgowym porażeniem dziecięcym.


 

24 września 2013 r.

Świdnik zagrał dla Pawełka

Mając zdrowe dzieci czy zastanawiamy się, co czują rodzice dzieci chorych, jakie trudności napotykają? Najczęściej pracuje jedno z rodziców, bo drugie musi być bez przerwy przy dziecku. Są bezradni wobec niskich dochodów, zakupie kosztownych lekarstw i sprzętu rehabilitacyjnego. Ratując swoje dziecko zmuszeni są prosić o pomoc obcych ludzi np. organizując zbiórki uliczne lub koncerty charytatywne. Z podobnym problemem borykają się państwo Łagowscy wychowując synka z mózgowym porażeniem dziecięcym.

Zjednoczeni wokół Pawełka

Pawełek od urodzenia cierpi na mózgowe porażenie dziecięce. Potrzebuje drogich lekarstw i sprzętu rehabilitacyjnego. Niestety, kwestie finansowe odgrywają znaczącą rolę w procesie zatrzymania postępu choroby. Naprzeciw problemom państwa Łagowskich wyszedł  komitet społeczny "Świdniccy Muzycy dla Pawła".  22 września o godz. 13.00 w sali widowiskowej Centrum Kultury odbył się koncert charytatywny z udziałem artystów scen świdnickich i lubelskich.

Wystąpili znani i lubiani piosenkarze np.  Dariusz Tokarzewski, Piotr Selim oraz Świdnik Gospel Choir pod dyrekcją Grzegorza Głucha, a także świdnickie chóry: Salve Regis pod dyrekcją Agaty Szlązak, chór Arion oraz chór św. Kingi pod dyrekcją Magdaleny Celińskiej oraz zespół smyczkowy Państwowej Szkoły Muzycznej im. Rodziny Wiłkomirskich w Świdniku,  pod dyrekcją Ewy Puławskiej. Soliści i zespoły muzyczne wykonywali utwory w których pojawiały się słowa nadziei. Jak zawsze podczas trwania takich koncertów dopisała świdnicka publiczność wypełniając po brzegi salę widowiskową Kina Lot. W czasie imprezy można było wrzucić pieniądze do puszki ustawionej na holu głównym kina. Na ulicach naszego miasta przedstawiciele różnych organizacji zbierali dary serc ofiarnych Świdniczan. Wzruszające było to, że do puszek wrzucali pieniądze nie tylko dorośli, ale także dzieci. Liczył się każdy grosz. Wszystkich zjednoczył jeden cel: pomoc Pawełkowi. Czy został osiągnięty? Wierzymy, że tak,  wierzymy, że ofiarność serc i uczucie empatii przyniosło oczekiwane rezultaty. 


17 września 2013 r.

Jak przekonać dziecko do czytania książek?

Kontynuując temat zbliżającej się jesiennej pory roku nadal twierdzę, że nie musi być ona przepełniona szarym, nudnym czasem, który upływa bardzo powoli. To od nas zależy, w jaki sposób zagospodarujemy wolne popołudnie. Tej jesieni możemy postawić sobie cel. Cel zachęcenia swoich dzieci częstego odwiedzania księgarń i bibliotek. Rodzice małych dzieci powinni wspólnie odwiedzić te placówki, aby pomóc dziecku w wyborze odpowiedniej lektury.

Zalety czytania książek

Jeśli sami lubimy czytać książki przekonać swoje dziecko do ich polubienia nie będzie trudno. Dzieci często przejmują zachowania rodziców.  Nie pozwólmy, aby nadchodzący jesienny okres przerodził się w bezsensowną nudę. Pokażmy, że książka może być najwierniejszym przyjacielem.

Zanim zaczniemy przekonywać dziecko do polubienia literatury warto zapoznać się zaletami, jakie mogą nabyć dzieci dzięki słuchaniu i czytaniu treści zawartej w książkach. A więc książka wzbogaca język, poprawnie pomaga rozwijać mowę, słownictwo, pobudza fantazję, wyobraźnię, rozwija myślenie. Książka pobudza także do kształtowania i wyrażania uczuć i empatii. Poprzez czytanie fachowej literatury nabywamy wiedzy o świecie: przyrodzie, technice oraz o różnych dziedzinach nauki. Poza tym podczas czytania uczymy się etyki, a także pomaga w rozwiązywaniu życiowych problemów. Czytanie dziecku książki pogłębiamy z nim więzi rodzinne. Dobra fascynująca powieść pomaga zapomnieć o codziennych kłopotach. A jeśli z jej kart czerpiemy przyjemność z samego czytania, książka może stać się wiernym przyjacielem, który jest na wyciągnięcie ręki. Jak widzimy warto czytać i przekazywać swoją pasję dalszym pokoleniom.

Co czytać dzieciom?

Zdaniem psychologów już w okresie prenatalnym tj. w trzecim trymestrze ciąży możemy opowiadać dziecku bajki lub inne wymyślone historie z maleństwem w roli głównej. Podczas tej „rozmowy” dziecko przyzwyczaja się do języka i głosu rodziców.

Po urodzeniu dziecka możemy czytać mu  już w wieku niemowlęcym. W tym celu wybieramy kołysanki, rymowanki i wiersze łatwe do zapamiętania. Dobrym nawykiem jest czytanie dziecku przed snem. Przytulając dziecko uspokajamy je łagodnym głosem.  Zapoznając maluszka z książką na początek podarujmy mu egzemplarz z grubymi tekturowymi lub plastikowymi kartkami. Książka powinna być pełna kolorowych obrazków.

Starszemu dziecku wybieramy dziecku pozycje zgodne z jego zainteresowaniami. Chłopcy preferują książki o tematyce technicznej: opowiadania o pracy strażaków, policjantów, operatorów koparek itp. dziewczynki uwielbiając słuchać bajeczek o księżniczkach, sierotkach. Dzieci obojga płci interesują się zwierzętami i lubią słuchać opowiadań, których bohaterami są np. koty, psy i dinozaury. Warto kupować dziecku czasopisma stosowne do jego wieku rozwojowego. Po przeczytaniu rozdziału lub fragmentu książeczki zadajmy naszemu słuchaczowi pytania dotyczące przeczytanego tekstu. Ten sprawdzian pozwoli nam ocenić, czy dziecko prawidłowo rozumie treść książki.

Aby uatrakcyjnić dziecku czytanie książek możemy zaproponować narysowanie scenki przeczytanej książki lub odegranie jej w domowym teatrzyku. Do udziału w tej sztuce zaprośmy dzieci z sąsiedztwa. Będzie to dobra okazja do nauki organizowania przedsięwzięcia, a także do nawiązania przyjaźni i integracji. Dziecko w wieku szkolnym może założyć kartę w szkolnej i miejskiej bibliotece.

Książki „mówione”

Jeśli dziecko jest jeszcze zbyt małe, aby samodzielnie czytać, możemy zaopatrywać je w książki „mówione” tzn. nagrane na płytach CD lub DVD. Sklepy i biblioteki są w te pozycje dobrze zaopatrzone.

Zaprzyjaźniajmy dziecko z książką już od najmłodszych lat. Jeśli to nastąpi możemy być pewni, że ta przyjaźń zapełni pustkę szarych jesiennych dni i przetrwa już na zawsze. Może  pasja czytania książek stanie się motywacją do pisania własnych wierszy lub opowiadań?


11 września 2013 r.

Co przygotowuje na jesienne wieczory biblioteka im. Anny Kamieńskiej w Świdniku?

Lato ma się już ku końcowi. Zbieramy plony przed jesiennymi chłodami. Popołudniami  częściej będziemy przebywali w domowym zaciszu oglądając nowe ramówki w telewizorze lub czytając ciekawe książki. Nasza Miejsko-Powiatowa Biblioteka Publiczna im. Anny Kamieńskiej w Świdniku oprócz nowych pozycji książkowych przygotowała również wiele Wieczorów Autorskich, wernisaży i innych atrakcji kulturalnych dla każdej grupy wiekowej.

Wrześniowe spotkania w Bibliotece im. Anny Kamieńskiej

Już od wielu lat jesienna kapryśna aura wcale nie musi kojarzyć się z nudą. Wystarczy zapoznać się z programem, jaki przygotowali pracownicy Biblioteki im. Anny Kamieńskiej w Świdniku. Dyrektor tej placówki p. Jadwiga Ciołek wychodzi naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców miasta i dba o rozwój kultury w naszym regionie, zapraszając propagatorów naszej narodowej tradycji oraz twórców piszących prozę, poezję i tworzących inne dzieła rąk i umysłu.

Już 12 września odbędzie się spotkanie autorskie w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki z Małgorzatą Gutowską-Adamczyk, godz. 18.00,, Filia nr 4 przy ul. Armii Krajowej 3. Również 12 września br. nastąpi otwarcie wystawy malarstwa Anny Witek pt.: "W labiryncie wyobraźni". Wernisaż zostanie uroczyście otwarty  o godz. 18.00 w Galerii Miejsko-Powiatowej Biblioteki Publicznej mieszczącej się przy ul. Niepodległości 13 w Świdniku.

Dla każdego coś miłego

Kolejną jesienną działalnością naszej Biblioteki lekcje biblioteczne dla najmłodszych czytelników. Mają one na celu edukację dzieci przedszkolnych i dzieci ze szkół klas niższych. Tego typu lekcje opieraj się na bezpośrednim kontakcie ucznia z książką i innymi dokumentami będącymi w posiadaniu biblioteki. W ramach tych spotkań organizowane są zajęcia dydaktyczne mające nauczyć małe dzieci korzystania z tradycyjnych źródeł informacji oraz wprowadzić je w świat bajek, które pobudzają i uwrażliwiają dziecięcą wyobraźnię. Oprócz wymienionych zajęć dla najmłodszych organizowane będą także tej jesieni pogadanki o książkach (booktalking) dla klas VI i gimnazjalistów pt.: "Czarodziejska góra książek". Planowany jest też Konkurs Recytatorski dla dzieci i młodzieży, a tematem tego konkursu będzie  przepiękna poezja Anny Kamieńskiej – Patronki świdnickiej Biblioteki. Biblioteka nie zapomina także o osobach dorosłych. Organizowane będą właśnie dla nich Spotkania z literaturą. Każdy tam odnajdzie swoją ulubioną książkę.

Konkurs z tradycją

W tradycję naszego miasta wpisały się konkursy organizowane przez Robotnicze Stowarzyszenie Twórców Kultury. W tym roku odbędą się już „XVIII Ogólnopolskie Prezentacje Twórczości Świdnik 2013”. Odbywają się one w 3 kategoriach: literackiej, plastycznej i fotograficznej. Dzięki temu konkursowi jury wyłania najlepszych poetów, pisarzy, malarzy i fotografów. Należy przypomnieć, że rozstrzygnięcie tego konkursu wraz z ogłoszeniem wyników i przyznaniem cennych nagród nastąpi 26 października. Natomiast wystawę prac fotograficznych będzie można obejrzeć  parę dni wcześniej, bo już 3 października o godz. 18.00 w Centrum Kultury przy ul. Aleja Lotników Polskich 24 w Świdniku.

Otwarcie wystawy plastycznej nastąpi dzień później tj. 04 października 2013 roku o godz. 18.00 w Galerii Miejsko-Powiatowej Biblioteki Publicznej im. Anny Kamieńskiej w Świdniku przy ul. Niepodległości 13.  Należy dodać, że po ogłoszeniu werdyktu następuje zawsze część artystyczna, na którą organizatorzy zapraszają ciekawych ludzi ze świata kultury. Wspominając rok ubiegły konkurs został ukoronowany występem Urszuli Gronowskiej i Jacka Zaima, którzy w swojej diaporamie przedstawili piękno Roztocza, Bieszczad i innych zakątków naszego kraju. Wyrazili to za pomocą zdjęć i czytanej poetyckiej prozy. Spektakl multimedialny odbywał się „na żywo”, co jeszcze bardziej współtworzyło odpowiedni nastrój i wzbudziło nostalgię np. za cerkiewną ciszą. Co wrażliwszym widzom łza spadła na dno serca, zbudziwszy ze snu wspomnienia za domem rodzinnym, za zapachem lasów z lat dzieciństwa.  Tak było kiedyś… Zobaczymy, kto w tym roku będzie uświetniał  XVIII Ogólnopolskie Prezentacje Twórczości Świdnik 2013?

W tym roku jesień jak widzimy będzie obfita w wydarzenia kulturalne, wystarczy tylko odrobina dobrych chęci i wybór programu artystycznego.


4 września 2013 r.

Zaproszenia i nagrody 

Któż z nas nie chciałby zostać zaproszony na obiad, poczęstunek lub atrakcyjną wycieczkę i jeszcze na pamiątkę otrzymać ekskluzywny upominek? Wiele firm oferuje właśnie takie atrakcje byleby przyjść na spotkanie np. w restauracji. Zaproszenia otrzymujemy różnymi środkami przekazu, a najczęściej drogą telefoniczną bądź pocztową.

Radosny dźwięk telefonu

 Sobotni lub niedzielny poranek. Dla wielu z nas nadzieja na dłuższy odpoczynek po całotygodniowej pracy. O godzinie 8.00 zazwyczaj jeszcze śpimy lub pijemy filiżankę porannej kawy otuleni ciepłą kołdrą. Nagle błogi nastrój przerywa dźwięk telefonu. Zrywamy się z ciepłego łóżka, mając nadzieję, że ktoś bliski chce z nami się skontaktować. Niestety, okazuje się, że głos w słuchawce nie należy do osoby z kręgu naszych bliskich, czy znajomych. Nieznajoma pani miłym lecz bardzo szybkim głosem zaprasza nas na pokaz zdrowego odżywiania, pokaz zdrowej wełnianej pościeli i prezentację garnków. Jeszcze inne firmy proponują masaże i pokazy sprzętu medycznego z możliwością zakupu – kuszą atrakcyjnymi cenami i promocjami. I tak oto telefon rozbudza nas skutecznie. Plan dłuższego odpoczynku krzyżuje nam sygnał telefonu i zaproszenie przekazane anielskim głosem nie zza światów lecz będącej po drugiej stronie linii. Czyżby firma zatrudniająca tą panią zapomniała o weekendzie i zupełnie straciła poczucie czasu? Najczęściej na takich spotkaniach zjawiają się przeważnie ludzie niepracujący: osoby starsze, emeryci, renciści, którzy przy swoich niskich dochodach ulegają zachęcającym obietnicom niskich cen produktu, promocjom i przede wszystkim „praktyczne” upominki, na które ich nie stać. Niestety rzeczywistość okazuje się inna od tej obiecywanej przez panią z telefonu. Oferowane produkty okazują się bardzo drogie, chociaż rzekomo są po „promocyjnych” cenach. Organizatorzy i na ten problem znajdują rozwiązanie. Na miejscu – obok prezentujących cudowne uzdrawiające medykamenty – zapraszane są osoby współpracujące z bankami, które w razie potrzeby udzielają szybkich kredytów. Ludzie chorzy i starsi w pierwszym momencie są zachwyceni skutecznością działań np. sprzętu medycznego, sprzętu AGD, zdrowotnej pościeli i innych akcesoriów. Jest to działanie wręcz żerowanie na ludzkich emocjach. Człowiek działający pod wpływem chwili podejmuje pochopne decyzje, których może żałować przez długie lata. Tak też jest w przypadku zakupu oferowanych niektórych towarów. Po przyniesieniu ich do domu okazuje się, że nie jest on taki cudowny, jak wmawiali nam prezenterzy na spotkaniu lub co gorsza jest to bubel nie spełniający swojego zastosowania, ponieważ jego działanie pozostawia wiele do życzenia, jest po prostu zepsuty. A zaciągnięty kredyt trzeba spłacać i to z należnymi odsetkami. W takim przypadku nie jest pocieszeniem nawet darmowy upominek, który także bardzo często nie spełnia naszych oczekiwań i nie jest taki przydatny, jak ten obiecywany przez mi panią ze słuchawki telefonu. W takich przypadkach można odwoływać się do rzecznika praw konsumenta w danym regionie, ale jest to dość skomplikowana procedura, z której najczęściej starsi ludzie rezygnują tłumiąc w domowym zaciszu swój żal i wstyd że zostali oszukani. Tak oto wzrasta statystyka ludzi biednych, chcących przecież (często nieświadomie) zmniejszyć swoje fizyczne cierpienie lub poprawić jakość życia, kupując drogie produkty. Z własnego doświadczenia wiem, że skuteczną formą „wymigania się” z telefonicznych zaproszeń, jest prośba do organizatora spotkań o niezbędny transport, ponieważ samodzielnie nie mam możliwości dojechać do lokalu, w którym to spotkanie jest planowane. Wówczas zapraszająca mnie pani informuje trochę zdezorientowanym głosem, że na chwilę obecną ta firma nie dysponuje transportem, życzy mi dużo zdrowia i odkłada słuchawkę nie czekając na moje konwencjonalne: „do widzenia”. A ja w myśli dziękuję za życzenia dobrego zdrowia i zaraz dodaję: „i daj mi jeszcze Boże cierpliwość do odbierania takich telefonów”.

Tajemnicza koperta w skrzynce pocztowej

Obok telefonicznej zachęty na wyżej wymienione spotkania uzdrawiające jest jeszcze droga poczty tradycyjnej. Bardzo często znajdujemy w naszych skrzynkach na listy przesyłki – zaproszenia. Są one drukowane na kredowym papierze z bogatą grafiką. W tychże zaproszeniach oferowane są także luksusowe produkty codziennego użytkowania, sprzęt medyczny, a także nawet… samochód. W kopertach przesyłane są także kluczyki do wygranych już wypasionych aut, ale… warunkiem jest wcześniejszy zakup produktu, który jest wyceniony na niebagatelną kwotę. Niektórzy się na ten zakup nabierają, a potem czekają na posłańca przynoszącego bukiet róż wraz z dokumentami do odbioru samochodu. Niestety, posłaniec się nie zjawia, a ci którzy są w to szczęście „zaangażowani” czują się oszukani i bezradni. Reasumując temat miejmy tę świadomość, że w dzisiejszych czasach niektóre firmy nie mają względów na osoby, liczy się klient i jego kasa. Zanim podejmiemy decyzję sprawdźmy wiarygodność firmy i jej statut prawny. Bądźmy czujni i rozważni, nie podejmujmy decyzji pod wpływem emocji, bo takie działanie może przynieść odwrotny skutek od zamierzonego.


 

28 sierpnia 2013 r.

Sierpień w świdnickiej kulturze 

Upalny sierpień. Wakacje. Wymarzony czas na nadrobienie zaległości w wypoczynku na wczasach, łonie natury lub zobaczyć ciekawy film bądź sztukę teatralną. W naszym regionie wielbiciele Melpomeny i X muzy czyli kina mają w czym wybierać.

Festiwal filmowy „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym

Już od 7 lat w niedaleko oddalonym od Świdnika, Kazimierzu Dolnym na przełomie lipca i sierpnia organizowane są festiwale filmowe pod nazwą „Dwa Brzegi”. Są one już wpisane w krajobraz stylowych kazimierskich kamieniczek, urokliwych wąwozów i szum nieodległej Wisły. Dyrektorką festiwalu była – jak zawsze – Grażyna Loska, znana prezenterka telewizyjna i redaktorka cotygodniowego programu: Kocham Kino. Na festiwalu można zobaczyć m.in. premiery filmowe i teatralne, spotkania z aktorami i reżyserami, posłuchać koncertów, obejrzeć ciekawe wystawy. A wszystko to dzieje się na Rynku w namiotach lub pod gołym niebem. W tym roku zacnymi gośćmi festiwalu byli: Stanisława Celińska – aktorka, Waldemar Pokromski – charakteryzator filmowy oraz Andrzej Jakimowski – reżyser i Carlo di Carlo – krytyk filmowy. W tym roku przedstawiono filmy z ostatnich festiwali w Cannes, nominowane do nagrody Złotej Palmy: „Wielkie Piękno” – Paola Sorentino i „Borgman” – Alexa van Warmerdama. Duże uznanie widzów zyskał film pt.: „W kręgu miłości”-  Felixa Van Groeningena. Na festiwalu obecny był także Bogdan Zdrojewski -  Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Impreza łącząca „Dwa Brzegi” połączyła na kazimierskim Rynku wielbicieli kina nie tylko Lubelskiego regionu, ale także wczasowiczów z różnych części Polski i świata.

Teatry Uliczne w Świdniku

Nasze miasto ma także swoją kulturalną tradycję. Są to Teatry Uliczne odbywające się już po raz 8 na Placu Konstytucji 3-go Maja. W ubiegły weekend tj. 23-25 sierpnia Centrum Świdnika było jednym wielkim teatrem. Repertuar teatrów był dostosowany do kategorii wiekowych widzów: począwszy od widzów najmłodszych, poprzez sztuki familijne, a skończywszy na spektaklach dla widzów dorosłych. W programie zobaczyliśmy spektakle z Gdańska, Warszawy, Poznania oraz Krakowa. Bezdeszczowa pogoda była sprzymierzeńcem Spotkań Teatrów Ulicznych. Jedynym mankamentem tych plenerowych spotkań była zbyt późna pora rozpoczynania sztuk dla dorosłych. O tej porze roku jest już chłodno i dlatego wielu widzów wybierało się na spektakle z ciepłym ekwipunkiem. Podczas trwania teatru aktorzy pokazywali kunszt swojego talentu mnie tylko tego aktorskiego, ale również akrobatycznego. Na twarzach dzieci widać było uśmiech, zadowolenie, a przede wszystkim zainteresowanie spektaklem, a to świadczy o potrzebie dalszych organizacji spektakli „pod chmurką”. Celem takich imprez jest zachęcenie mieszkańców miast do odwiedzania placówek kin i teatrów. Miejmy nadzieję, że Spotkania Teatrów Ulicznych wpiszą się na stałe w kulturalny kalendarz corocznych imprez podobnie jak Festiwale Filmowe w Kazimierzu Dolnym. 


19 sierpnia 2013 r.

„Już nie zapomnisz mnie...”

Niedzielne sierpniowe popołudnie w mieście wcale nie musi być nudne. O rozrywkę w środku upalnego lata dba nasz Miejski Ośrodek Kultury. Właśnie w minioną niedzielę 18 sierpnia mogliśmy się o tym przekonać. W sali kameralnej Centrum Kultury, wypełnionej osobami pragnącymi przenieść się choć na chwilę w epokę lat 20-30-stych ub. stulecia odbył się koncert pt.: „W starym kinie”. Melodie i piosenki w wykonaniu młodych artystów przypomniały filmy, które zapisały się do klasyki polskiej kinematografii.

Stare piosenki w nowym wykonaniu

Młodzi wokaliści śpiewając utwory znanych piosenkarzy okresu międzywojennego przenieśli słuchaczy w świat początków kina, kiedy to zaczęto tworzyć ścieżki dźwiękowe do filmów. Powstawanie fonii ożywiało niemy dotąd film i czyniło go ciekawszym, pełnym ekspresji. Jerzy Turowicz – zapowiadając kolejne utwory przedstawiał dokładną historię danego filmu: datę i miejsce emisji, znakomitych aktorów oraz piosenkarzy, którzy bardzo często odtwarzali w filmach główne role. Mowa tu m.in. o Toli Mankiewiczównie, Aleksandrze Żabczyńskim i o wielu innych niezapomnianych aktorach okresu międzywojennego. Przypomniano piosenki z filmów: „Ada, to nie wypada”, „Co mój mąż robi w domu” oraz wiele innych przebojów, które w tamtych czasach nuciła cała Polska. Przedstawiane piosenki miały w sobie nie tylko głęboką treść, ale także sporą dawkę humoru. Artyści dzisiejszego pokolenia także starali się przekazać te wartości słowem, gestami tworząc specyficzny klimat tamtej epoki. Widownia bawiła się wspaniale. Na zakończenie tego barwnego w słowa i kostiumy widowiska zaśpiewano piękną piosenkę pt.: „Już nie zapomnisz mnie…” Na pewno nie da się zapomnieć aktorów scen lubelskich, którzy swoim głosem i talentem muzycznym sprawili, że osoby uczestniczące w tym niedzielnym koncercie domagali się bisów oraz z uczuciem tęsknoty za tamtymi czasami wchodzili we współczesny zagoniony świat. Czar tamtej epoki przedstawili następujący artyści: Mariola Zagojska- sopran, Dorota Szostak- Gąska- sopran, Jakub Gąska – tenor. Akompaniował im kameralny zespół muzyczny w składzie : Agnieszka Schulz- Brzyska – fortepian, Natalia Nikitina - Kozub – skrzypce, Natalia Nikitina - Kozub – skrzypce. 


14 sierpnia 2013 r.

Tradycja pieszego pielgrzymowania w Polsce

Sierpień to miesiąc pieszych pielgrzymek na Jasną Górę. Mijając kilkutysięczną grupę pątników zastanawiamy się, co kieruje ludźmi, którzy poświęcając swój urlop wyruszają pieszo w daleką drogę? Przeważnie każdy taki pątnik niesie w swoim sercu intencję np. pokutną, dziękczynną, wstawienniczą za siebie, bliskich i znajomych oraz za zbawienie zmarłych. Swój trud ofiarowują Matce Bożej, która w cudownym obrazie króluje już od 1382 roku. W święto Matki Boskiej Zielnej, tj. 15 sierpnia do jej ziemskiego tronu na Jasnej Górze zmierzają wielotysięczne piesze pielgrzymki z różnych stron Polski.

Historia pieszych pielgrzymek

Pierwszą pieszą pielgrzymkę odnotowano w Kronikach Jasnogórskich w roku 1434 tuż po restauracji cudownego obrazu, kiedy to husyci zdewastowali wizerunek Czarnej Madonny. Krakowska pielgrzymka rozpoczęła tradycję pieszych pielgrzymek w polskim narodzie. Najpierw były to grupy kilkuosobowe, nie systematyczne. Do najstarszych pielgrzymek zalicza się Pielgrzymkę Warszawską, ponieważ od 1711 roku zaczęła corocznie przybywać do Częstochowy. Dawniej pielgrzymki nazywano kompaniami. Na jej czele szedł przewodnik świecki lub duchowny. To on wyznaczał trasę, miejsca postoju i godziny wymarszu. Bagaże wiozła wynajęta furmanka. U bram Sanktuarium grupę pątników witał zakonnik, kropiąc wszystkich przybyłych wodą święconą. Pobyt w świętym miejscu zwykle trwał 1-4 dni. Do XX w. pielgrzymi drogę powrotną również pokonywali pieszo. Nawet wojenna zawierucha nie przerwała kontynuacji pieszych pielgrzymek na Jasną Górę. Ruch pielgrzymkowy wyraźnie się zwiększył w latach 70-tych ubiegłego stulecia i trwa nieprzerwanie do chwili obecnej. 

Radość pielgrzymowania

Lubelska Pielgrzymka do Czarnej Madonny też ma swoją tradycję. Są to 11-dniowe rekolekcje w drodze podczas których ludzie modlą się, śpiewają, słuchają konferencji, ślubują sobie miłość. Mają pokonać 320 km zanim ujrzą wieżę jasnogórskiego klasztoru. W tym roku pątnicy wyruszyli 3 sierpnia już po raz trzydziesty piąty. Mottem przewodnim pielgrzymki jest hasło: „Z wiarą przez życie” Z naszej diecezji idzie 2700 pątników. Tegoroczna pielgrzymka liczy 19 grup. W grupie 13-stej idzie 220 osób z naszego dekanatu tzn. z okolic Świdnika i Piask. Przewodnikiem tej licznej grupy jest ks. Emil Mazur oraz księża dojeżdżający co 2 dni z naszych parafii. Atmosfery panującej na pielgrzymkowym szlaku nie da się przekazać ani opisać – to trzeba przeżyć. Trzeba zobaczyć radość w oczach pątników mimo pryszczy na stopach, mimo zmęczenia i spalonej słońcem skóry na twarzy i ramionach. Trzeba zobaczyć łzy w ich oczach 14 sierpnia, gdy u bram Jasnej Góry kończy się pielgrzymi szlak. 11 dni modlitwy jednoczy ludzi i tworzy wspólnotę serc, która trwa pomimo odległości. Ta często także duchowa więź pomaga trwać pamięcią, by za rok znowu wyruszyć tam, gdzie czeka „Matka, która wszystko rozumie…”


6 sierpnia 2013 r.

Dokuczliwe komary

Każdy z nas wie, jak dokuczliwe potrafią być komary. Mały owad może zepsuć najbardziej miły, romantyczny letni wieczór. W Świdniku również te owady są utrapieniem mieszkańców. Po całodziennych upałach wieczorami wiele osób chciałoby odetchnąć chłodniejszym powietrzem lecz niestety te dokuczliwe owady potrafią skutecznie zakłócić wypoczynek. Bąble i zaczerwienienia na skórze są przykrym wspomnieniem letnich eskapad. Aby skutecznie bronić się przed komarami trzeba poznać ich środowisko oraz to, czego boją się najbardziej.

Gdzie żyją komary i czym się odżywiają?

Na świecie istnieje ponad 3000 gatunków komarów, w Polsce jest 47 gatunków. Zamieszkują one tereny wilgotne. Ich larwy żyją w wodzie. Dlatego dorosłe osobniki gromadzą się w skupiskach na podmokłych terenach: nad rzekami, jeziorami, stawami, bagnami. Komary są wszędzie tam, gdzie latem człowiek szuka cienia i ochłody tzn. w parkach i ogrodach.. Warto wiedzieć, że to tylko samice komara nas kąsają. Ma to jednak swoje uzasadnienie. Komarzyce wypijają ciepłą krew z ssaków stałocieplnych ponieważ jej składniki są niezbędne do rozwoju jaj. Bez domieszki krwi jaja komarów mają małe szanse na wylęg młodych osobników. Samice komara zwabia zwiększone stężenie dwutlenku węgla oraz kwas mlekowy wydzielany z potu ssaków np. kota, zająca, człowieka. Wczesną wiosną samica składa jaja w wodzie, a ich liczba waha się od 50 do 5000 sztuk. Samce natomiast odżywiają się pyłkiem nenufarów, grążeli i innych kwiatów rosnących nad wodami. Męskie osobniki po zapłodnieniu samic giną.

Dlaczego swędzi skóra?

Zbliżającego się do nas komara charakteryzuje ciche bzyczenie. Gdy owad siada na skórze człowieka zwykle robi to bardzo delikatnie. Czujemy tylko nieprzyjemne ukłucie, a potem pieczenie skóry. Po krótkim czasie w miejscu ukąszenia pojawia się swędzący bąbel. Dzieje się tak dlatego, gdyż samica komara podczas wbijania swojej kłujki w naszą skórę wpuszcza niewielką porcję swojej śliny, która ma zapobiegać krzepnięciu krwi. Ślina komara zawiera enzym podrażniający skórę, a niekiedy może wywołać reakcję alergiczną. Najedzony komar odlatuje, a nam pozostaje przykre odczucie swędzenia w zaatakowanym miejscu. Może w tym miejscu pojawić się też opuchlizna.

W jaki sposób walczyć z komarami?

Domowymi sposobami na walkę z tymi natrętnymi owadami mogą być szczelne moskitiery, a także olejki eteryczne – waniliowe lub cynamonowe. Można się nimi smarować co pół godziny, ponieważ szybko wyparowują. Również spożywanie czosnku, cebuli oraz witaminy B6 zmienia zapach potu człowieka i dlatego jest mało przyjemny dla komarów. Dobrym sposobem na odstraszenie komarów jest gąbka nasączona octem i położona na parapecie okna. Dużym powodzeniem cieszą się elektryczne wkłady z pojemnikami na ciecz, która w pomieszczeniach zamkniętych komary zabija. Jeśli domowe sposoby nie dają oczekiwanych rezultatów w walce z tymi owadami możemy bronić się przed nimi środkami farmaceutycznymi.

Na rynku mamy wiele skutecznych preparatów na odstraszenie tych uciążliwych owadów. Najbardziej popularne i najchętniej wybierane są żele i produkty w sprayu takich firm jak: Asio, Moskito-farm, Bros, OFF, Aptonia czy Orinoko. Większość preparatów przeznaczona jest do stosowania przez osoby dorosłe. Wychodząc naprzeciw potrzebom i wymaganiom klientów firmy farmaceutyczne zaczęły produkować spraye i żele dla najmłodszych. Najczęściej stosowanym preparatem jest żel Chicco – dla niemowląt już od 1 miesiąca życia. Natomiast OFF Junior Care - powyżej 2 roku życia. Firmy Anti- Mosquito oraz Mosbito i Orinoko Band rozpoczęły produkcję wygodnych plastrów i opasek zakładanych na rękę lub nogę dziecka.

Jeśli chcemy obronić się przed komarami posadźmy na balkonie lub działce kocimiętkę i bazylię. Wydzielany zapach tych roślin nie pozwoli zbliżyć się komarom.

Co robić, gdy jednak komar ugryzie?

Jeśli nie uda nam się obronić przed atakiem komarów i na skórze pojawi się bąbel wówczas należy zastosować środki zmniejszające uczucie swędzenia. Najbardziej skuteczne są maści robione na bazie ziół: propolisowa, nagietkowa i maść z arniki. Można stosować też żele: Fenistil, Entil, Dapis oraz w sprayu Dermophenazol. Wymieniony wybór preparatów dostępny jest w naszych aptekach. Jeśli pomimo stosowania wymienionych maści opuchlizna nadal się utrzymuje należy niezwłocznie zgłosić się do lekarza. 


30 lipca 2013 r.

Upał daje się we znaki

Tegoroczne lato jest wyjątkowo gorące. Słupki rtęci na zaokiennych termometrach wskazują dość często ponad 35 st. C.  W taką pogodę marzymy o wyjeździe nad wodę. Jednak nie każdy ma taką możliwość. Lato w mieście nie daje zbyt wielu perspektyw na odpoczynek. Powietrze jest zanieczyszczone spalinami i nagrzane słońcem.  Szukamy cienia w parkach lub na skwerach. W Świdniku na szczęście jest parę takich miejsc, które dają schronienie przed upałem.

Strumienie wody na placu

Ulubionym miejscem spotkań w upalne dni jest Plac Konstytucji 3-go Maja. Zadbał o to nasz Urząd Miasta. Już od kilku lat działa tam wodotrysk, który gromadzi najmłodszych naszych mieszkańców wraz z ich opiekunami. Małe dzieci lubią chlapać się w wodzie więc jest tam zawsze gwarno i wesoło. Tryskająca woda orzeźwia maluchów i zachęca do wspaniałej zabawy.

Skwer przy fontannie

To miejsce znane jest kilku pokoleniom Świdniczan. Wielokrotnie modernizowane jest teraz wizytówką naszego miasta, jest miejscem spotkań i tłem do okolicznościowych zdjęć. To tutaj w upalne dni Świdniczanie chętnie spędzają swój wolny czas wśród klombów pachnących kwiatów i przy nowoczesnej fontannie. Strumienie wody wydobywające się z wielu wodotrysków, schładzają przyjemnie powietrze, a kropelki wody niesione z wiatrem opryskują twarze siedzących na ławeczkach ludzi. Jest to także ulubione miejsce zabaw dzieci w różnym wieku. Pod opieką rodziców, babć lub dziadków oblegają murek otaczający fontannę i z zachwytem łapią w ręce kropelki wody. To tu nawiązują się znajomości i przyjaźnie trwające długie lata nie tylko wśród najmłodszego pokolenia.

Drugim ulubionym skwerem Świdniczan jest skwer przy Miejskim Ośrodku Kultury. Tam też jest fontanna, klomby, drzewa, pod którymi stoją nowe ławki. Jest tam przyjemnie pomimo, że został usytuowany blisko głównej ulicy. Zacienione miejsca są najbardziej bezpiecznymi miejscami odpoczynku w upalne dni lata.

Odnowiony park za torami

W latach 90-tych ten park był skupiskiem osób z marginesu społecznego naszego miasta. Porozrzucane butelki po alkoholu należały niestety do codziennych widoków tego miejsca wypoczynku i rekreacji. Śmieci leżały obok zdewastowanych ławek, bo kosze na drobne odpadki były mocno pordzewiałe i leżały w różnych częściach parku. Wraz z rozwojem lotniska teren parku został oczyszczony: stare drzewa zostały wycięte, nowe ławeczki zachęcają teraz dorosłych, aby na nich odpocząć, a nowe place zabaw przyciągają dzieci do aktywnego spędzania wakacyjnego czasu.

Jak widzimy lato w Świdniku wcale nie musi być nudne, wystarczy tylko rozejrzeć się po jego terenie i wybrać odpowiednie miejsce, które pomoże nam się zrelaksować. 


 

17 lipca 2013 r.

"Segregacja śmieci"

Od 1 lipca br. weszła w życie ustawa o segregacji odpadów w naszym mieście. Nie wszystkie śmietniki wyposażone są w odpowiednie pojemniki. Mimo to niektórzy mieszkańcy Świdnika starają się wynosić poszczególne odpady w oddzielnych workach i stawiać obok starych śmietników. Inni mieszkańcy się do tego dopiero przekonują. Mamy nadzieję, że z biegiem czasu przy dobrej organizacji segregacja nie będzie stanowiła problemu.

Domowe sposoby segregacji

Urząd Miasta w Świdniku do każdego mieszkańca wystosował podręczny informator (folder), w jaki sposób porządkować poszczególne odpady. Wystarczy się z nim zapoznać i zamieszanie mija. Wystarczy zaopatrzyć się w kilka foliowych siatek i systematycznie wkładać w nie to, co jest już niepotrzebne. Zauważymy, że objętość tych torebek będzie mniejsza i wygodniejsza do wyniesienia. Śmieci możemy wyrzucać przy okazji wyjścia np. na zakupy lub idąc na spacer z dzieckiem. Nic tak w dziecku nie wykształca nauki dobrych nawyków, jak przykład dawany przez rodziców. Mała siatka w ręce dziecka to nie to samo co wielki worek wypełniony różnymi odpadami. W latach naszego dzieciństwa wyrzucanie śmieci było obowiązkiem każdego dziecka, uczyło to nie tylko obowiązku, ale także systematyczności i dbania o czystość w domu. Teraz, gdy obowiązuje selekcja odpadów dzieciom będzie łatwiej pomagać rodzicom bez wielkiego wysiłku, a przy okazji nauczą się dbać o środowisko i szerzyć ekologiczny styl życia.

Kukułcze jaja

Niestety nie każdy mieszkaniec naszego miasta poważnie podchodzi do nowej ustawy. Posłużę się tutaj przykładem, którego byłam naocznym świadkiem. Pewnego pogodnego wieczoru siedząc na ławce przed blokiem zobaczyłam wolno jadący samochód osobowy. Obok naszego śmietnika auto zatrzymało się, a z niego wysiadł pasażer z dużym workiem śmieci. Odpady nie były posegregowane. Taki widok powtarzał się parę razy. Warto nadmienić, że samochód był spoza Świdnika, o czym świadczyły tablice rejestracyjne. Widział to także mój sąsiad, który mocno wzburzony tym faktem zwrócił uwagę panu podrzucającemu śmieci. Poskutkowało dopiero wtedy, gdy padło słowo: Straż Miejska. Ów pan bawiący się w kukułkę z niezadowoleniem zabrał powrotem to nieszczęsne śmieciowe jajo i odjechał w siną dal. Być może szukać następnego śmietnika? Zastanawia mnie ten proceder. Zadaję sobie pytanie: dlaczego nie potrafimy zadbać o dobro wspólne, jakim jest nasze środowisko? Czemu niektórzy z nas uczą się właściwie gospodarować i akceptować ustawy dopiero pod groźbą mandatu? Żyjemy w społeczeństwie, a wiele jest w nas egoizmu i patrzenia wyłącznie na czubek własnego nosa. Wszyscy chcemy być zdrowi i żyć w zdrowym kraju, jednak sami o siebie nie dbamy. Czas to zmienić, czas na zmiany w sobie.


10 lipca 2013 r.

"Wakacje w mieście"

Wakacje w pełni. Czas urlopowy w toku. Pogoda zachęca do wyjazdów nad wodę lub w góry. Nie każdy jednak ma możliwość wypoczynku w pięknych wakacyjnych kurortach. Z wielu powodów niektórzy zostają w domu. Jak wypełnić dzieciom ten wolny czas?

Na sportowo w szkołach

Szkoły w naszym mieście zakończyły lekcje, ale nie zakończyły swojej działalności nawet w wakacje. Nauczyciele organizują dzieciom pozostającym w mieście liczne atrakcje na terenie szkół. Są to m.in. Turnieje piłki nożnej i siatkowej w lipcu i sierpniu, a także zajęcia lekkoatletyczne. Do dyspozycji będzie również basen w Zespole Szkół nr 2. Dzieciom ze zdolnościami do nauki języków obcych proponuje się zajęcia z j. angielskiego, niemieckiego w szkole podstawowej nr 7. Pedagogom chodzi o to, aby oprócz rozwijania pasji sportowych i językowych dzieci nie pozostawały w domu bez opieki dorosłych.

Wakacje w Miejskim Ośrodku Kultury

Jak przystało na placówkę szerzącą kulturę w naszym mieście odbędą się tutaj zajęcia pod nazwą: „Lato w mieście”. A więc sierpień będzie tutaj gorący nie tylko ze względu na pełnię lata. Pani Beata Kubiak – organizatorka i instruktorka wielu przedsięwzięć kulturalno - oświatowych w Świdniku będzie miała pieczę nad zajęciami w Miejskim Ośrodku Kultury, które odbędą się w dniach 5-19 sierpnia. Program zajęć przewiduje wycieczki, zajęcia plastyczne i sportowe, a także projekcje ciekawych filmów.

Organizacja wolnego czasu

Dzieci pozostawione bez opieki narażone są na liczne niebezpieczeństwa ze strony szerzącej się wciąż patologii i wykorzystywania naiwności naszych pociech. Czasy w których biegające dzieci z kluczem na szyi nikogo nie dziwiły, jednak dawno już odeszły jako niechlubne (dla niektórych rodziców konieczne) wspomnienie. W tym właśnie okresie wiele rodzin zostało okradzionych przez szukających łatwego zysku ludzi z marginesu społecznego, a wykorzystujących łatwowierność małych dzieci. Każdy rodzic również wie, jak niezgłębione są ich dzieci w swoich (nie zawsze dobrych) pomysłach. Dlatego warto zatroszczyć się o dobrą organizację wolnego czasu. Powierzenie swojego dziecka opiece doświadczonym pedagogom wydaje się być najlepszym rozwiązaniem na czas, gdy rodzice nie mogą im zapewnić stałej opieki np. ze względu na brak urlopu w wakacyjnych miesiącach.


28 czerwca 2013 r.

"Malowane słowem i obiektywem"

Urszula Gronowska i Jacek Zaim to artyści, którzy są znani świdniczanom i tylko ze względów formalnych należy ich przedstawić. Pani Urszula z zawodu jest archeologiem i tłumaczką języka hiszpańskiego, a pan Jacek jest podróżnikiem i z pasją zajmuje się fotografią. Ten zgrany duet tworzy diaporamy czyli multimedialny spektakl pt.: "Malowane słowem i obiektywem”. spektakl składa się z 7-8 odrębnych opowiadań pokazywanych w formie wyświetlanych zdjęć i odpowiednio do nich dobranych opowiadań. W Świdniku gościliśmy ich wielokrotnie, jednak za każdym razem przyjeżdżali z nowymi wspaniałymi pomysłami.

Czas wspomnień

W czwartkowy wieczór 27 czerwca Kawiarenka Miejskiego Ośrodka Kultury w Świdniku wypełniona była fanami tych dwojga artystów. Artyści przyjechali ze swoimi spektaklami, do których dołączone były również nowe opowiadania. Na ekranie wyświetlono spektakl składający się z następujących diaporam/opowiadań: Powrót, Leśni Ludzie, Wodne emerytki, Cerkiewna Cisza, Curriculum Vitae, Świat pełen dymów oraz Wyliczanki. Treść niektórych opowiadań opisywałam we wcześniejszych felietonach. Obecnie postaram się przybliżyć nowe opowiadania, nie mniej piękne niż te, które były już wcześniej prezentowane w bibliotekach naszego miasta.

Nowe diaporamy

W nowych diaporamach obejrzeliśmy: Powrót, Leśni Ludzie, Wodne emerytki, Curriculum Vitae oraz Wyliczanki.

Powrót – to nostalgiczna podróż do miejsc dziecięcych lat. Przypomnienie szumu strumienia, piaszczystej ścieżki, po której biegały dziecięce stópki, powrót do domu pamiętającgo śmiech domowników. I wreszcie cmentarz, gdzie są rodzinne groby, zapomniane, przykryte warstwą liści. twórcy diaporamy przypominają widzom, że warto odbyć taką podróż chociaż raz w życiu.

Leśni Ludzie – to opowieść o miłości, łączącej dwoje ludzi. Opowieść o wierności człowiekowi i przyrodzie, która chroni i żywi, cieszy oczy zmiennością pór roku. Wodne emerytki – są to wysłużone łodzie, spróchniałe, dziurawe lecz wspominające połowy ryb oraz lata swojej świetności. Leżą teraz na brzegach rzek podobne do zmurszałych pni drzewa.

Curriculum Vitae – przedstawia życiorys 92 letniego człowieka, którego nie oszczędzało życie. Mimo wielokrotnie przebytych obozach koncentracyjnych w czasach okupacji do chwili obecnej zachował pogodę ducha i blask nieba w oczach.

Wyliczanki – przedstawiają wierszowane wstępy do dziecinnych zabaw. Słysząc znajomo brzmiące wyliczanki niejeden z uczestników spektaklu mógł przenieść się myślami w kraj swojego dzieciństwa. Zapomnieć o troskach dnia dorosłego życia.

Poetyckie teksty tworzone i czytane przez panią Urszulę Gronowską są komentarzami ciekawych zdjęć oraz odpowiednio dobranej muzyki przez pana Jacka Zaima. Wokół całości tego oryginalnego Spektaklu tworzy się niepowtarzalny klimat i przenosi widzów w odległe czasy za którymi nieraz tęsknimy. Takie chwile oderwania się od rzeczywistości są nam potrzebne, aby odżyły w nas wspomnienia, których nie wolno nam zatracić, bo kto traci wspomnienia zatraca historię i część siebie.

 


 

10 czerwca 2013 r.

Ogród marzeń

Twórczość w życiu osób z niepełnosprawnością odgrywa istotną rolę. W swoich utworach autorzy wyrażają własne emocje i przeżycia: radość, smutek, niepokój, opisują zdarzenia, które miały wpływ na dalsze ich życie. Bardzo często kartka papieru zastępuje im przyjaciela i powiernika. W wielu placówkach szkolno – wychowawczych organizowane są konkursy, przeglądy prac wychowanków, po to aby wyjść naprzeciw spełnieniu ich marzeń. Niekiedy proponuje się wychowankom pisanie wierszy w grupach. Takie programy prowadzone są również w naszym mieście.

Poranek 4 czerwca 2013 roku był mglisty, pochmurny i deszczowy. Jednak w ośrodku Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym Koło w Świdniku było ciepło, przytulnie i bardzo kolorowo. Nie mogło być inaczej, nie mogło zabraknąć kwiatów, ponieważ program, który zgromadził licznie przybyłych gości zatytułowany był „Ogród marzeń”. Była to impreza realizowana w ramach cyklicznych spotkań pt.: „Miasto poezji”.

Celem tego spotkania było recytowanie własnej twórczości przez uczestników Środowiskowego Domu Samopomocy i Warsztatów Terapii Zajęciowej.. Pani Katarzyna Szajewska – jak przystało na konferansjerkę – ciepłymi słowami witała i ośmielała do występów młodych twórców. Po przeczytaniu paru słów trema znikała, a następne strofy wierszy płynęły z ust tych nietuzinkowych poetów cichym kojącym potokiem zdań. Swoje wiersze prezentowali nie tylko od wielu lat piszący poeci, ale także debiutanci, którzy zdecydowali się właśnie w tym roku wyrecytować swoje utwory. Piękne wiersze mogliśmy usłyszeć z ust samych autorów: podopiecznych ŚDS – Jolanty Budki, Sabiny Bilik i Marcina Michalaka oraz uczestników WTZ - Eweliny Mrugała, Barbary Pietraś, Adama Komendy oraz Andrzeja Szymańskiego. Organizatorzy na to wydarzenie zaprosili również znanych poetów Świdnika: Teresę Sobiestjańczuk, Jadwigę Koperdę-Grześkowiak, Jana Siudę oraz Joannę Pąk.

Poniżej możemy wczytać się w wiersze osób niepełnosprawnych i zrozumieć ich ukryte marzenia:

Jakub Stefański

Ogród marzeń

W moi ogrodzie marzeń,

gości zdrowie i zadowolenie.

Mam wesołych przyjaciół bez liku

prowadzę ciekawe rozmowy

i śmieję się do rozpuku.

 

Piszę ciekawe wiersze

odnoszę sukcesy

i jestem z tego dumny.

Przemierzam kontynenty i oceany

latam po niebie jak magiczny ptak

bo jestem ciekawy świata.

Spotkałem miłość

siedzę przy kominku

spoglądam daleko w gwiazdy.

Mam własny kąt i samochód.

Odnalazłem krainę szczęścia...

 

Adam Komenda

Ogród moich marzeń

 

Wiele jest pięknych marzeń,

które jak piękny bukiet kwiatów

trzymam w sercu mym.

Nie wszystkie rozwinęły płatki swe.

Czekają na czas kwitnięcia,

a pragnienia w płaszczu spełnienia spóźniają się.

Lecz gdy niepokój w szachu trzyma Cię,

to nie daj się...

Sabina Bilik  

„Mój ogród marzeń”

Idę wąziutką ścieżynką, która wije się w trawie,

Rozglądam się dokoła bardzo ciekawie.

Dochodzę do płynącej rzeczki,

Patrząc wokoło szukam drewnianej kładeczki.

Kładka jest chwiejna, gdzieniegdzie pęka,

A ja, że z niej spadnę, tak bardzo się lękam.

Szczęśliwie przechodzę przez kładkę na drugą stronę,

Serce bije mi mocno, w piersi, jak szalone.

Gdy schodzę z kładki i do bramki dochodzę,

Chwytam za klamkę i otwieram ją szeroko.

Wchodzę przez nią do środka wspaniałego ogrodu,

Rozglądam się dokoła, robię wielkie, zdziwione oko.

W tym moim Rajskim ogrodzie marzeń

Rosną różnego rodzaju drzewa i krzewy owocowe,

Gdy to wszystko ujrzałam, aż chwyciłam się za głowę.

W pobliżu na łączce  w niewysokiej trawie,

Rosną jeszcze owoce i kwitną kwiaty,

Wygląda to wszystko bardzo ciekawie.

Chodząc po moim marzeń ogrodzie,

Spoglądam wysoko do góry,

I widzę jak płynął białe chmury,

Przeglądając się w przejrzystej wodzie,

Uśmiechają się do Ciebie.

 

Grupa Poetycka Środowiskowego Domu Samopomocy PSOUU Koło w Świdniku:

„W moim ogrodzie”

Byłam dzisiaj w pięknym ogrodzie,

Przeglądałam się w czystej i bystrej wodzie.

W ręku trzymałam worek z nasionami,

Siałam je równo małymi rządkami.

Nie są to jednak zwykłe nasiona,

Z których wyrasta krzewów korona.

Rosną z nich bowiem liczne marzenia,

Małe czy duże – piękne bez wątpienia.

Ogrodu tego nie znajdziesz jednak w świecie,

Bo on jest w mojej głowie przecie!

Jak widzimy wyzwalanie emocji w wierszach ma działanie terapeutyczne -  pomaga autorowi wyrazić swoją ekspresję oraz ukryte pragnienia, które przy współudziale innych osób mogą zostać zrealizowane.


 

22 maja 2013 r.

Zdań parę o XI Papieskim Dniu Rodziny i Godności Człowieka

XI Papieski Dzień Rodziny i Godności Człowieka mamy już za sobą. Uznałam jednak, że warto podzielić się refleksjami z tej dorocznej imprezy, która odbyła się 19 maja 2013 roku w Świdniku.  Oprócz licznych występów osób należących do grup i zespołów wystąpili również artyści niepełnosprawni i na ich twórczość tutaj należy położyć szczególny nacisk, ponieważ nie każdy wie, ile pracy i wysiłku włożyli w swoje działania.

Sprawni niepełnosprawni

Majowe popołudnie rozpieściło Świdniczan piękną słoneczną aurą. Niewiele zdrowych ludzi zdaje sobie sprawę, jak ważne znaczenie dla osób niepełnosprawnych odgrywa właśnie pogoda zwłaszcza jeśli imprezy odbywają się na powietrzu. Niepełnosprawni z dysfunkcjami kończyn górnych nie są w stanie ochronić się parasolem przed opadami atmosferycznymi. Wracając do tematu artystycznych wystąpień trzeba podkreślić ogromny fizyczny wysiłek włożony podczas wielogodzinnych prób – mam tu na myśli  grupę wokalną „Ach, To My” działającą pod kierunkiem instruktorki p. Doroty Kowalczuk-Wałęgi przy WTZ w Świdniku. Wszyscy oglądający występ tego zespołu byli pod wrażeniem dopracowania wokalno-choreograficznego.  Warto wspomnieć, że ten zespół jest laureatem wielu nagród i wyróżnień zdobytych na wojewódzkich przeglądach i konkursach.

Drugim przykładem twórczych wystąpień na Papieskim Dniu Rodziny i Godności Człowieka jest publiczne odczytanie swoich wierszy przez niepełnosprawnych poetów. Trema, lęk przed niepowodzeniem i inne obawy towarzyszyły twórcom słowa. Swoimi utworami starali się pokazać swoją wrażliwość i swoją normalność, mimo fizycznej odmienności ciała i sposobu przekazywania własnej twórczości. Wiersze dedykowane były osobom im najbliższym: matkom, bo to one są z nimi całym sercem, bezinteresownie i z oddaniem, poświęcając czas nie patrząc na zegarek.

Jan Paweł II o godności osób niepełnosprawnych

W nauczaniu Jana Pawła II przewija się wątek: „że żadna postać niepełnosprawności nie umniejsza osobowej godności człowieka ani wartości jego życia. To sprawia, że wszelkie prawa człowieka nie mogą być przywilejem tylko osób zdrowych. Wręcz odwrotnie, ograniczone możliwości spowodowane brakiem pełnej sprawności, zobowiązują ludzi zdrowych do intensywnych wysiłków umożliwiających osobom niepełnosprawnym wykorzystanie całego ich potencjału fizycznego, psychicznego i duchowego oraz uczestniczenie w życiu społeczeństwa”.

Wcielając w życie powyższe słowa wielkiego Polaka możemy być spokojni o przyszłość tych osób, które czują się zagubione w dzisiejszym świecie. Wierzymy, że nauka Jana Pawła II nie zostanie widoczna wyłącznie na kartach Jego wspaniałych dzieł. Majowa świdnicka impreza udowodniła, że w naszym mieście cytowane słowa są zawsze żywe, że trafiły na żyzną ziemie serc organizatorów i teraz przynoszą obfite owoce zgodnie z życzeniem błogosławionego Jana Pawła II..


 

10 maja 2013 r.

Nasz Świdnicki Serwis Literacki

Knowacz - to świdnicki serwis literacki. Na jego stronach można przeczytać wiele interesujących publikacji: wierszy, opowiadań, powieści i aforyzmów oraz innych form twórczości własnej.

Piotr Chruśliński jest jednym z twórców tego serwisu. Rozmowa z nim przybliży Czytelnikom Portalu działalność ludzi z pasją do literatury i własnej twórczości.

Joanna Pąk: Knowacz? Co to znaczy? i dlaczego , skąd ta nazwa?

Piotr Chruśliński: Powiem szczerze, że nigdy nie przypuszczałem, że kogoś może to zainteresować, ale kilka osób już o to pytało więc z przyjemnością  jeszcze raz o tym opowiem.  Historia banalna, otóż potrzebna była (na potrzeby Internetu) krótka i jednowyrazowa nazwa domeny, a tematyka serwisu w swoim pierwowzorze miała dotyczyć ściągawek dla uczniów, więc wykorzystaliśmy pewien skrót myślowy, neologizm (chociaż nie wiem czy to do końca odpowiednie stwierdzenie) słowa „know” (wiedz) i tak już zostało. Spodobało się i tak zostało do dzisiaj. Sam pomysł strony www ze ściągawkami był po prostu dość głupi i szybko podążyliśmy w innym kierunku.

J. P.: kto jest adresatem Knowacza?

P. Ch.: Wszyscy, którzy chcą poświecić swój cenny czas królowej literatury czyli poezji. Wiersze to większość tekstów które trafiają do serwisu, ale nie jedyne. Zamieszczamy również prozę, artykuły, recenzje czy opowiadania. Można u nas odszukać fragmenty powieści, a nawet całe książki. Kilka pozycji miało swoją premierę właśnie u nas, a z czasem doczekało się reedycji i finalnie są dostępne na rynku jako tradycyjnie drukowane publikacje. To mnie cieszy najbardziej, bo nic i nigdy nie zastąpi tradycyjnej papierowej książki.  Oczywiście często sięgam po nowoczesne technologie czytelnicze czyli ebooki i bardzo wspieram ten rodzaj publikacji. Pod serwisowym szyldem powstało kilkadziesiąt ebooków i powstają nowe, ale mimo wszystko robimy co możemy aby teksty finalnie ukazywały się w drukowanej formie.

J. P.: Kto publikuje , albo może publikować?

P. Ch.: Każdy kto ma coś ciekawego do powiedzenia i wykorzystuje w tym celu słowo pisane. Nie ma ograniczeń co do formy ani treści utworów. Najmłodszy poeta ma 11 lat, a najstarszy ponad 70. Wszyscy mamy jedną pasję i wspólnie wspieramy się w jej realizowaniu. Zapraszamy wszystkich piszących do współpracy i umieszczania u nas swoich tekstów.

J.P.:  Jak dobiera się twórców? Czy publikuje jak leci? Kto się zgłosi?

P. Ch.: Autorzy, w zdecydowanej większości poeci, publikujący w serwisie swoje utwory to osoby z którymi miałem okazję poznać się przy wielu różnych okazjach. Nie ma znaczenia jak na siebie trafiamy, najważniejsze że  nadajemy na tych samych twórczych falach, szanujemy się nawzajem, szanujemy swoją pracę i twórczość. Serwis działa na dość dziwnych zasadach, które doskonale się sprawdziły. Nic u nas nie jest anonimowe, rozmawiamy ze sobą, znamy się na tyle na ile pozwala komunikacja przez Internet. Jest w sieci wiele ciekawych portali o podobnej tematyce, ale nasz, chyba jako jedyny od samego początku czyli od roku 2005 przygotowywany  i prowadzony jest ręcznie. W tradycyjnym html-u, bez „kopiuj/wklej”.  Totalne wariactwo. Codziennie wklepuję te wszystkie literki, słowa i ubieram witrynę w treść. Może to nie jest zbyt nowoczesne, ale taki był zamiar i trzymam się tego konsekwentnie. Co zyskuję w zamian? Bardzo wiele, zyskuję prawdziwego człowieka po drugiej stronie np. skrzynki pocztowej. Żywego człowieka z problemami, kłopotami ale i radościami, dzięki którym poznajemy siebie nawzajem. To otwiera nam drogę do naszych dusz, do sedna sprawy czyli prawdziwych emocji, które tylko czekają aby uzewnętrznić się w postaci tej niewidzialnej nici porozumienia czyli wierszy. Idealna symbioza, pisarz i czytelnik… Każdy, kto napisze do mnie list  i zechce umieścić w serwisie swoją twórczość jest mile widzianym gościem. Jeżeli to co tworzy jest ciekawe, nie narusza dobrych obyczajów i nie łamie ogólnie przyjętych zasad co do prawa autorskiego, będzie miał swoją szufladkę autorską w serwisie. Jesteśmy otwarci całą dobę na wszystkich autorów, którzy sami chcą sobie pomóc w promocji i zrobią ten pierwszy krok czyli po prostu odezwą się do mnie. Do czego bardzo zachęcam. Oczywiście i ja nie stoję z założonymi rękami i nie czekam na gwiazdkę z nieba aż sama do mnie przyjdzie. Sam również piszę dość dużo listów i dobijam się do autorów, których twórczość szczególnie mi się spodobała. Dodam jeszcze, że poza serwisem też wiele się dzieje, może nawet więcej niż można to zaobserwować wchodząc na naszą stronę internetową. Jest cała masa projektów i pomysłów które chcemy zrealizować i zrobimy to prędzej czy później. Wszystkie osoby zaangażowane w serwis są nie tylko jego elementem, są jego sercem i ciałem. Są współautorami wszystkich, małych i większych sukcesów jakie były, są i mam nadzieję jeszcze będą w przyszłości. Na przykład kilka dni temu była premiera serwisowej antologii #3 „Skrajnie emocjonalni”, przepięknie przygotowanej i opublikowanej przez zaprzyjaźnione wydawnictwo KryWaj z Koszalina. Na łamach tej ponad 200 stronicowej książki, znalazło się 24 poetów z serwisu. Wszyscy uczestnicy mieli od samego początku aż do końca wpływ na to jaki kształt obierze. Od wyboru tytułu, format, aż po jakość papieru czy rodzaj okładki. I to jest właśnie wolność twórcza którą sami sobie zorganizowaliśmy.

J. P.: Twórczość - czy to się opłaca?

P. Ch. : Czy twórczość się opłaca, to zależy od tego co nazywamy zyskiem. Jeżeli pytasz  o pieniądze to… NIE! Od strony finansowej nie jest lekko, wszystko finansujemy w zasadzie sami. Tak na dobrą sprawę to dokładam do tego „interesu”. Wydawnictwo też zaryzykowało swoje pieniądze, ale uwierzyło w nas i my wierzymy w wydawcę. Mamy nowe pomysły, wydawca dał nam zielone światełko, więc zaczynamy realizować nasze kolejne marzenie. A marzy nam się literackie pismo, na początek nieregularnik, a docelowo może kwartalnik? I zrobimy to, bo wszyscy w to wierzą, a jak wiesz przewrotny los spełnia czasami nawet najbardziej kosmiczne marzenia.

J. P.: Czy tylko dla przyjemności?

P. Ch.: Oczywiście, że dla przyjemności ale sprawy finansowe są niezwykle ważne i istotne. Bez środków finansowych nie może na dłuższą metę istnieć żadne przedsięwzięcie. Serwis przetrwał osiem lat bez dotacji, ale nie wiadomo jak długo będzie się wszystkim chciało wiecznie dokładać do tego z własnej kieszeni. Myślę, że gdyby nie fakt, że wszystko robimy z prawdziwej pasji to już dawno wszystko rozleciałoby się na kawałeczki i przepadło gdzieś w niebycie. Innymi słowy, sami sobie staramy się pomóc, bo po prostu kochamy to co robimy i wierzymy że uda nam się zrealizować to co sobie na początku założyliśmy, czyli promocję współczesnej literatury polskiej z naciskiem na poezję.

J. P.: Współczesna poezja? O czym teraz się pisze? Czy to jest uniwersalne?

P. Ch.: Dobre pytanie, o czym jest współczesna poezja? Poezja od zawsze była wypadową zarówno trosk jak i radości jej twórców. Poezja jest zwierciadłem duszy czy jej odbiciem? A czy to coś zmieni jeżeli zaczniemy się nad tym zastanawiać. Ważne, że nadal cieszy tych co ją tworzą i tych co ją czytają. A jednych i drugich co raz więcej przybywa. Podobno zamieszczanie wierszy w sieci stało się modą. Ja się z tym absolutnie nie zgadzam, ale jeżeli faktycznie poezja staje się modą to… trzymam mocno kciuki za taką modę.

J. P.: Czego można życzyć Knowaczowi? Jakie są marzenia jego twórców?

P. Ch.: O marzeniach już mówiłem, a czego można nam życzyć? Chyba wytrwałości, bo załamania pojawiają się od czasu do czasu. Życzyłbym też sobie aby znaleźli się poeci i pisarze ze Świdnika, którzy chcieliby zacząć z nami koleżeńską współpracę. To takie moje małe życzenie.

Nie pozostaje mi nic innego jak tylko zaprosić wszystkich zainteresowanych do odwiedzenia nas w sieci, a może też do współpracy?

http://www.knowacz.pl

https://www.facebook.com/SerwisLiteracki

https://www.facebook.com/SkrajnieEmocjonalni

Dziękuję za miłą rozmowę!

 


29 kwietnia 2013 r.

Wiosenne przemyślenia

Nareszcie przyszła wiosna. Nie tylko widać ją na kartkach kalendarza, ale także w przyrodzie. Pogoda i wolne dni  są zachętą do odbywania dłuższych spacerów na świeżym powietrzu. Taki właśnie spacer odbyłam parę dni temu w słoneczne popołudnie.

Refleksyjnie wśród kwiatów

Siedząc na skwerku przy kinie miałam sporo czasu na osobiste przemyślenia. Plusk fontanny i zapach niedawno posadzonych bratków w gazonach stwarzał ku temu odpowiednie warunki. Nawet bliskość ulicy nie przeszkadzała, aby odciąć się od zewnętrznego świata.

Patrząc na uroki wiosny wracałam myślami do ubiegłych lat. Jeszcze w latach 90-tych ubiegłego stulecia był problem ze swobodnym dojściem do przychodni i kina. Barier stanowiły wysokie krawężniki, a także nierówne płyty chodnikowe. Ktoś, idąc ze mną na spacer musiał nieźle się napracować, idąc z wózkiem po takim trotuarze. Przychodnia, jak wiadomo ma służyć ludziom chorym – służyła tym, którzy mogli się sami poruszać po schodach. Kino także odstraszało szeregiem schodów. Poza tym nie do pomyślenia byłoby zostawić mnie samą na skwerku. Nawet zostawienie mnie przed drzwiami sklepu przyciągało wzrok przechodniów, a ja i mój wózek zawsze otoczony był wianuszkiem drwiących ze mnie dzieci. Osoby niepełnosprawne najbezpieczniej czuły się w domu.

Wiosna, czyli zmiany na lepsze

Tok moich myśli przybliżył moją pamięć w lata obecnego stulecia. Wiadomość o przyjęciu Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku przyjęta została z dużym dystansem. Jeszcze wtedy nie wiedziano, jakie korzyści przyniosą dotacje np. na rzecz osób niepełnosprawnych. My Polacy zawsze mamy obiekcje, jeśli chodzi o zmiany w kraju. Wszelkie reformy mają u nas zwolenników i przeciwników. Tak było również 9 lat temu. Obawy mieszały się z nadzieją na lepsze. Ja miałam nadzieję na nową wiosnę, która pozwoli każdemu z nas rozkwitnąć, każdemu bez wyjątku.

W ciągu tych lat okazało się, że nasz lęk przed „nowym” okazał się bezpodstawny. Dzięki projektom i funduszom, które otrzymaliśmy z Unii Europejskiej na rzecz osób niepełnosprawnych dostosowano budynki i obiekty użyteczności publicznej do potrzeb osób tych mniej sprawnych i starszych. Likwidacja barier architektonicznych otworzyła oczy mieszkańcom naszego miasta, że osoby na wózkach są pełnoprawnymi obywatelami. Obecnie prawie wszystkie budynki (wyłączając bloki czteropiętrowe) są dostępne dla ludzi z dysfunkcjami ruchu tzn. posiadają podjazdy, windy i poręcze. Dzięki tym udogodnieniom te osoby mogą poczuć się pewnie w miejscach publicznych, a tym samym normalnie funkcjonować. Słowa podziękowania należą się także mediom, które nieustannie przypominają o integracji z osobami sprawnymi inaczej. Jest to edukowanie zdrowej części społeczeństwa, że wszyscy mamy jednakowe prawa.

Siedziałam na skwerku, myśląc o tych zmianach i doszłam do wniosku, że dzielące nas bariery ze zdrowym społeczeństwem tkwiły przez lata w naszych umysłach. 1 maja bieżącego roku  obchodzimy 9 rocznicę przystąpienia do Unii Europejskiej. Wśród natłoku myśli do mojej głowy nasuwa się pytanie: czy np. przed 10 laty mogłabym tu na skwerku przy kinie samotnie myśleć o tym, co tak naprawdę od zawsze każdemu z nas się należy? 


19 kwietnia 2013 r.

"Skąd nasz ród" - Spotkanie Literackie o Powstaniu Styczniowym

Autonomia Polski była i jest dla naszych obywateli priorytetową sprawą, rzeczą świętą, której nikt nie ma prawa naruszać. Polacy dali tego dowód podczas wielu zrywów i powstań w czasach wieloletniej niewoli. Mimo, że te próby odzyskania niepodległości nie zawsze kończyły się sukcesem do dnia dzisiejszego obchodzimy te ważne rocznice. W tym roku obchodzimy 150 rocznicę Powstania Styczniowego. Jest to okazja do przeżycia raz jeszcze tego, co zapisała historia.

Z kart historii…

Klęska caratu w wojnie krymskiej oraz korzystne reformy wprowadzone przez cara Aleksandra II wzmocniły nadzieję Polaków na kolejną próbę uwolnienia się spod zaboru rosyjskiego. 22 stycznia 1863 roku Tymczasowy Rząd Narodowy z dyktatorem Ludwikiem Mierosławskim na czele manifestem wezwał Polaków do walki z caratem. Drugim dyktatorem Powstania Styczniowego był Romuald Traugutt. Te dwie sylwetki odegrały znaczące role w powstańczym zrywie. Mimo młodzieńczego zapału nie udało się im doprowadzić narodu do zwycięstwa nad znienawidzonym wrogiem, jednak zaborcom nie udało się osłabić ducha oporu w bohaterskich czynach Polaków. Ostateczną niepodległość przyniosła dopiero I wojna światowa.

Współczesny patriotyzm

Propagatorem  wielkich wydarzeń w naszym mieście był Uniwersytet Trzeciego Wieku, który przygotował Spotkanie Literackie pt.: „Skąd nasz ród”. Spotkanie to odbyło się 17-04-2013 roku w Miejsko-Powiatowej Bibliotece Publicznej im. Anny Kamieńskiej w Świdniku. Zespół literacki pod kierunkiem instruktorki p. Haliny Ciechomskiej, bardzo szczegółowo przybliżył przebieg oraz znaczenie Powstania Styczniowego na ziemiach polskich. W krótkich fragmentach utworów znanych poetów przedstawione zostało bohaterstwo naszego narodu, a także geneza zrywu powstańczego.

Piękna interpretacja wiersza Adama Asnyka pt.: „Pobudka” wprowadziła wszystkich uczestników Spotkania w stan zadumy, zamyślenia:

Pobudka

Precz ze zwątpieniem, co łamie

 I męskich pozbawia sił!

 Niech targa skrwawione ramię

 Łańcuch, co w ciało się wpił.

 Precz z małoduszną rozpaczą!

 Nie wolno rozpaczać nam!

 Niech myśli zuchwale skaczą

 Do niebios zamkniętych bram!

 

 Niech biegną jak hufce zbrojne

 I sztandar rozwiną swój,

 Niech spieszą na świętą wojnę,

 Na wielki o prawdę bój.

 Niechaj nas klęski nie straszą,

 Niech hasło bojowe brzmi:

 Za naszą wolność i waszą!

 Za przyszłych braterstwa dni!

Choć jeden za drugim pada

 Z czcicieli duchowych zórz,

 Choć przemoc, odstępstwo, zdrada

 W ich łonie zatapia nóż,

 Choć twierdza w gruzy się wali,

 Choć płonie nad głową dom

 Nie dajcie, zakuci w stali,

 Przystępu rozpaczy łzom!

/fragmenty/

Kolejną przedstawioną postacią z okresu Powstania Styczniowego był drugi jego dyktator - Romuald Traugutt. Jego sylwetka została pięknie scharakteryzowana przez jedną z członkiń sekcji literackiej. Dzięki dobrej dykcji i właściwej interpretacji czytanego tekstu, każdy z uczestników spotkania mógł poznać sylwetkę tego bohaterskiego żołnierza.

Fragmenty wierszy oraz utworów literackich czytane były na tle muzyki kompozytorów żyjących właśnie w tym okresie np. Feliksa Ignacego Dobrzyńskiego, a także Stanisława Moniuszki. Ponadto w Wieczorze Literackim wykorzystano poezje Adama Asnyka (uczestnika Powstania Styczniowego), wspomniano literaturę powstańczą Stefana Żeromskiego, Bolesława Prusa i Elizy Orzeszkowej.

Na zakończenie tego Spotkania wszyscy uczestnicy uroczyście uczcili poległych Powstańców śpiewając „Rotę” – Marii Konopnickiej.

Dzięki patriotycznej postawie Zespołu Literackiego działającego w Uniwersytecie Trzeciego Wieku w Świdniku mogliśmy przenieść się pamięcią w odległe powstańcze czasy i poczuć na policzkach łzy wzruszenia za smak wolności.

Szczególne podziękowania za uświetnienie tego rocznicowego wieczoru należą się pani instruktorce Zespołu Literackiego UTW w Świdniku – Halinie Ciechomskiej oraz wszystkim paniom biorącym udział w tym pięknym wieczorze literackim: Irenie Dzido, Barbarze Guz, Irenie Szyszka, Jadwidze Wanickiej, Zofii Otrębskiej, Marii Puszka i Teodorze Pietrzyk. 


8 kwietnia 2013 r.

Osoby niepełnosprawne a imprezy masowe

Zima powoli zaczyna już odchodzić z naszego kontynentu. Wraz z nadejściem wiosny każdy z nas czasami ma ochotę pójść na spacer lub koncert popularnego zespołu. Za parę dni zostanie oddany do użytku nowy budynek Miejskiego Ośrodka Kultury w Świdniku, a więc okazji do imprez będzie wiele. Jednak osoby niepełnosprawne nie zawsze mogą w takich imprezach uczestniczyć, mimo dostępnych dla nich obiektów. Przyjrzyjmy się bliżej problemom, jakie uniemożliwiają osobom niepełnosprawnym w pełni uczestniczyć w życiu kulturalnym. Być może dzięki tej wiedzy ktoś ze zdrowego otoczenia wyjdzie naprzeciw ich problemom i pomoże dotrzeć na wymarzony koncert?

Czynniki zewnętrzne

Do grupy czynników zewnętrznych utrudniających udział osoby niepełnosprawnej w imprezach publicznych jest: odległe miejsce zamieszkania, słaby dostęp do komunikacji, brak pomocy osoby drugiej, wysoka cena biletu oraz obojętny stosunek organizatorów do obecności osób niepełnosprawnych na imprezie zbiorowej.

A więc omówmy wyżej wymienione przykłady, będące przeszkodą do wyjścia z domu chorej osoby na wymarzony film lub koncert.

Miejsce zamieszkania ma w tym przypadku duże znaczenie, ponieważ mieszkając na wsi lub w małej miejscowości trudniej jest się dostać do miejsca, gdzie organizowana jest impreza, a jest to zazwyczaj większe miasto. Aby pokonać ten etap osoba niepełnosprawna musi zapewnić sobie dojazd do wyznaczonego celu. Często łączy się to z wysokimi kosztami za wynajęcie samochodu, co przy skromnych dochodach stanowi nie mały problem. W zdecydowanie lepszej sytuacji znajdują się ci, którzy mieszkają w większej metropolii lub dysponują własnym środkiem lokomocji.

Kolejną przyczyną do rezygnacji z imprez masowych przez osoby niepełnosprawne jest brak tzw. pomocnej dłoni. Nie każda osoba poruszająca się przy pomocy wózka może samodzielnie wyruszać z domu. Bliskość drugiego człowieka (znajomego lub kogoś z rodziny) daje osobie niepełnosprawnej poczucie bezpieczeństwa i psychiczny komfort. Nie każdy w swoim otoczeniu ma taką osobę, która byłaby obecna w czasie podróży i podczas trwania koncertu. Zwykle człowiek niepełnosprawny w życiu dorosłym nie otacza się już wianuszkiem przyjaciół, ponieważ oni założyli już swoje rodziny i mają teraz inne obowiązki. A więc samotność wśród osób niepełnosprawnych też może przyczyniać się do izolacji od społeczeństwa.

Cena biletu wstępu również odgrywa decydującą rolę w uczestnictwie na imprezach. Osoby niepełnosprawne zwykle utrzymują się ze skromnych rent, a koszty utrzymania ciągle wzrastają. Aby zdobyć bilet wstępu bardzo często niepełnosprawni oszczędzają na jedzeniu. Czy taka forma oszczędności jest humanitarna? Jednak czego nie robi się, aby zobaczyć swojego idola!

Ostatnim, ale jakże istotnym czynnikiem zewnętrznym, który decyduje o „być albo nie być” na masowej imprezie jest pozytywne ustosunkowanie się organizatorów do osób niepełnosprawnych. Inicjatorzy imprez powinni udostępnić wygodne miejsca dla tych osób. Wózek inwalidzki jest niższy niż miejsca na widowni dlatego osoba na nim siedząca zamiast oglądać twarz swojego idola zwykle może zobaczyć tylko plecy innych fanów.

Jak widać, czynniki zewnętrzne są bardzo decydujące o tym, czy osoba na wózku pojawi się na zbiorowej imprezie. Zakłócenie chociażby jednego z wymienionych tu czynników uniemożliwi osobie niepełnosprawnej uczestnictwo w życiu kulturalnym.

Czynniki wewnętrzne

Obok czynników zewnętrznych decydujący wpływ na wyjście z domu człowieka niepełnosprawnego mają także czynniki wewnętrzne. Są to bariery tkwiące w psychice człowieka. Jest to: lęk, wstyd, niska samoocena. Te czynniki osoba niepełnosprawna może wyeliminować ze swojego umysłu sama lub z pomocą specjalisty. Pielęgnowanie w sobie tych barier prowadzi do społecznej alienacji.

Jak rozwiązać problem?

Aby koncert był miłym wspomnieniem należy zacząć jego planowanie długo przed terminem. Osoba niepełnosprawna może wiele spraw załatwić telefonicznie lub za pośrednictwem Internetu np.: miejsce i termin wybranej imprezy, kontakt z organizatorem, zakup biletu wstępu oraz zamówienie odpowiedniego miejsca na widowni. Możliwe jest też zamówienie taksówki ze specjalną platformą, służącą do transportu osoby na wózku inwalidzkim. Jeśli osoba niepełnosprawna nie ma odwagi pójść sama na imprezę musi poszukać sobie osoby towarzyszącej. Należy to uzgodnić wcześniej z organizatorem imprezy. Takiej osoby warto zacząć szukać najpierw wśród rodziny, przyjaciół, a potem znajomych ze stowarzyszeń bądź wspólnot kościelnych. Przy tego typu instytucjach działa wolontariat, a ludzie w nim działający chętnie służą swoją pomocą ludziom będącym w potrzebie. Być może zaproszenie na koncert sprawi komuś radość i z przyjemnością będzie towarzyszyć zapraszającej osobie? Może będzie to początek nowej przyjaźni?


25 marca 2013 r.
Wielkanoc w zimowej szacie

Wszyscy jesteśmy zmęczeni zimą. W kalendarzu wiosna, ale tylko w teorii. Śniegowe zaspy nie chcą ustąpić miejsca przebiśniegom, krokusom, które w ubiegłych latach o tej porze roku cieszyły nasze oczy. Za parę dni nadejdą święta wielkanocne. Dla wielu z nas ten okres był kojarzony z wiosną, ciepłem i odrodzeniem przyrody. Teraz jest trochę inaczej, co nie znaczy gorzej…

Wielkanoc pod białą pierzynką?

Wszystkie prognozy pogody wskazują, że tegoroczne święta wielkanocne będą w zimowej scenerii. Ociągająca się zima nie zamierza pozwolić, aby na Wielką Niedzielę przystroić świąteczny stół baziami i żonkilami. Z tego powodu czujemy się zniechęceni, brak nam entuzjazmu. Niektórzy z nas z ironią w głosie powtarzają, że chyba choinkę ubiorą zamiast napiszą tradycyjną pisankę do koszyczka. Zastanawiam się, czy klimat ma istotny wpływ na dobre przeżywanie świąt? Przecież Boże Narodzenie nie zawsze jest pod śniegiem, a jednak nie ma to znaczenia, ponieważ i tak przygotowujemy wigilijną wieczerzę i nikt nie mówi, że wybierze się do kościoła ze święconką. Wszystko ma swoją porę świętowania niezależnie od otaczającej nas przyrody.

„Róbmy swoje”

„Róbmy swoje” –śpiewał kiedyś Wojciech Młynarski. Słowa tej piosenki są nadal aktualne. Wystarczy robić to, co do nas należy, a wszystko inne będzie powoli się układało w jedną całość. Wielkanoc czuje się sercem, a więc bez znaczenia powinien być śnieg, minusowe temperatury, brak żywych kwiatów. Najważniejsza jest chęć przeżywania pamiątki Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, wiara w nadejście nowego życia, bez śniegu i mrozu. Wyraźmy to uczestnicząc w Triduum Paschalnym, w wysłanych kartkach do bliskich. Przygotowanie koszyczka pełnego smacznych pokarmów z pewnością nastroi nas odpowiednio do właściwego przeżywania świąt odkupienia. Dobre życzenia podczas dzielenia się jajkiem są miłym akcentem dla każdego z nas. Stworzenie świątecznej atmosfery i miłego klimatu są dla rodziny ważniejsze niż wszelkie pogodowe anomalie. Serdeczność uczuć rozgrzeje serca w najbardziej mroźny dzień. Aby tradycji stało się zadość w drugi dzień świąt – zamiast śmigusa dyngusa – możemy umówić się na bitwę na śnieżki. Ta nowa tradycja może wpisze się w nasz obyczaj jako plan awaryjny, gdy zamiast kwiatowego dywaniku śnieg będzie skrzył się pod stopami. Zabawa w śnieżki podczas świątecznego spaceru będzie miłym spędzeniem czasu i bez narażenia się na możliwość ukarania mandatem przez straż miejską. Jak widzimy wszystko zależy od naszej inwencji i pomysłowości. A wiosna i tak nadejdzie, wystarczy być cierpliwym i bez narzekania wyjść jej naprzeciw.


18 marca 2013 r.
Łam stereotypy - o sprawnych inaczej

Parę tygodni temu w swoich felietonach pisałam o mojej znajomości z Anną Dąbrowską dziennikarką TVP Lublin. Dzisiaj też o niej wspominam nie bez powodu. Postanowiłyśmy zrobić coś pożytecznego dla osób z niepełnosprawnością mieszkających w naszym regionie, ale nie tylko…

Pierwszy krok – facebook

Pisząc na czacie wpadłyśmy na pomysł utworzenia strony na komunikatorze społecznościowym  facebook. Nazwa strony wpadła nam do głowy prawie jednocześnie: Łam stereotypy – o sprawnych inaczej. Obie stwierdziłyśmy, że jeżeli chcemy, aby przykre i krzywdzące stereotypy o osobach niepełnosprawnych poszły w zapomnienie musimy same o to walczyć. Ma to być praca u podstaw. Bardzo często osoby chore i niepełnosprawne postrzegane są jako ktoś mało zaradny, roszczeniowy, z miną wiecznie niezadowolonego człowieka pokrzywdzonego przez los. Z doświadczenia wiemy, że wcale tak nie jest i ten mit postanowiłyśmy obalić publikując na stronie facebook`a artykuły przedstawiające sylwetki aktywnych niepełnosprawnych np. studentów, sportowców, artystów, pracowników kultury
i innych zawodów. Pokazujemy tam ludzi, którzy przełamali lęk, by wejść w świat zdrowego społeczeństwa. Tymi publikacjami chciałyśmy dodać odwagi wahającym się, stale widzącym swój wózek i swoją niepełnosprawność, która tkwi uparcie w ich umysłach blokując tym samym drogę do w miarę normalnego funkcjonowania w życiu społecznym. Wzorce i przykłady są podstawą do działania, są motywacją do tego, aby odrzucić marazm i patrzenie w sufit. Wiemy, że te osoby stać na wiele pożytecznych działań i dokonanie zmian w swoim życiu. Warunkiem tej mobilizacji jest akceptacja swojej i cudzej niepełnoprawności. Publikacje tekstów służą pomocą innym, są małym światełkiem w tunelu dla osób mniej sprawnych. Aby nas znaleźć wystarczy na stronie facebook`a wpisać nazwę naszej strony: „Łam stereotypy – o sprawnych inaczej”. Podajemy tutaj także nasz link:

http://www.facebook.com/pages/Łam-stereotypy-o-sprawnych-inaczej/613452912014476

Ania Dąbrowska jest takim dobrym duchem, który idzie tam, gdzie ktoś potrzebuje pomocy, czasem takiej maleńkiej, jednak bez której nie sposób jest normalnie funkcjonować. Na stronie facebook`a odpowiadamy na pytania, listy, podpowiadamy rozwiązania trudnych spraw. Czytelników przybywa, podsuwają nowe pomysły, otrzymujemy słowa wdzięczności za naszą działalność, dlatego chcemy dotrzeć do jak największego grona czytelników. Dlatego postanowiłyśmy rozszerzyć naszą działalność.

Krok drugi – strona internetowa

Z uwagi na duże zainteresowanie naszą facebookową działalnością wpadłyśmy na pomysł poszerzenia zasięgu poza komunikator i utworzyłyśmy stronę internetową (wortal). Strona ma za zadanie promowanie rodzimych aktywnych niepełnosprawnych, pokazywanie akcji z udziałem tych, którzy w nieco inny sposób uczą się, pracują, tworzą. Pierwszą naszą akcją były warsztaty wizażu pod hasłem: „Wiosna – Budzi Mnie”. Odbyły się one 17 marca 2013 w Pracowni Stylu Moniki Butryn w Lublinie. Pod okiem znanej wizażystki 5 niepełnosprawnych dziewcząt zamieniało się w gwiazdy filmowe. Pełen makijaż, modna fryzura i inne zabiegi upiększające pozwoliły pewniej przejść do sesji zdjęciowej. Pierwsze zetknięcie się tego typu działaniami pomogły dziewczynom poczuć się kobieco, a to dodało im pewności siebie.

Uważamy, że takie akcje w naszym regionie są bardzo potrzebne, ponieważ bardzo rzadko zwraca się uwagę na ludzi, którzy chcą wyrwać się z czterech ścian lecz nikt nie stwarza im takich warunków i możliwości. Obecnie lansuje się piękno pod każdą postacią, piękno które jest piękne samo w sobie. Sztuką jest to piękno wydobyć tak, jak zrobiła to pani Monika.

Krok trzeci – dalsze działania

Obie z Anną jesteśmy kreatywne w swoich działaniach. Mamy pomysły i chcemy je realizować. Swoje projekty będziemy publikować stronie:

http://lamstereotypy.wordpress.com/

Zapraszamy do śledzenia naszej strony, czekamy na pomysły osób niepełnosprawnych ze Świdnika i całego lubelskiego regionu.


12 marca 2013 r.
Tęsknota za wiosną

Chwilowe ocieplenie na przełomie lutego i marca przyniosło nadzieję na powrót wiosny. Niestety zima wróciła do nas w Dzień Kobiet ze zdwojoną siłą i zamiast kwiatów na trawnikach pojawiły się śniegowe zaspy. I znów wiele osób musi pokonywać utrudnienia zanim dojedzie do pracy. Natomiast ludzie starsi i niepełnosprawni zostali uwięzieni przez aurę w swoich domach.

Zimowe refleksje pod koniec sezonu

Mimo ocieplenia klimatu zdarzają się zimowe miesiące obfitujące w opady śniegu i niskie temperatury. Takie warunki pogodowe są bardzo uciążliwe zwłaszcza dla tych, którzy muszą codziennie wstawać rano do pracy, pokonując szereg utrudnień. Zamarznięte silniki, oszronione szyby samochodów, śniegowe zaspy i śliskie nawierzchnie dróg i chodników  to tylko nieliczne „uroki” zimowych miesięcy. Większość społeczeństwa twierdzi, że w taką pogodę nie wychodziłaby z domu. Narzekając na zimową porę roku  marzy, aby w tym czasie znaleźć się gdzieś na gorących wyspach Pacyfiku.

Tymczasem starsza część społeczeństwa oraz osoby z niepełnosprawnością marzą o tym, aby wyjść z domu. Spacer po białym puchu przypomina dziecięce lata, przywołuje w pamięci czasy młodości, gdy cieszył na twarzy każdy płatek śniegu. Teraz, kiedy siły odmawiają posłuszeństwa, by bez obaw w taką pogodę wyjść z domu,  celem załatwienia codziennych spraw mieszkanie staje się więzieniem, a godzina ciągnie się jak wieczność. Nierzadko tym osobom z konieczności przychodzi rezygnować także z wydarzeń kulturalnych, które właśnie w zimie są częściej organizowane, aby uprzyjemnić długie zimowe wieczory. Strach przed przeziębieniem, złamaniem kończyn na śliskiej nawierzchni są powodem izolacji od tego, co kiedyś sprawiało radość i przysłowiowy błysk w oku. W oczach tych uwięzionych w domach ludzi nie odbija się złość na zimową porę stycznia, czy lutego. Ta pora roku była zawsze, ale mniej dotkliwa, bo zdrowie było lepsze.

Być może dlatego w ich oknach piękniej, niż gdziekolwiek kwitną kwiaty? Może częściej do ich drzwi zapuka ktoś znajomy z propozycją zrobienia zakupów lub wypożyczenia kolejnej książki z biblioteki? Uśmiech wdzięczności to tyle, co mogą ofiarować, tyle i aż tyle. Czasami idąc ulicą można zauważyć w niektórych oknach delikatny ruch firanki, a za nią twarz ujawniającą nostalgię za tym, co było dawniej. Być może ta twarz widzi oczami wyobraźni siebie za tym kruchym kawałkiem szyby dzielącej ją teraz od przestrzeni świata? Słyszy swoje narzekanie na mróz, śnieg i śliskie chodniki? Wie, że teraz jest inaczej. Nie trzeba iść do pracy, przebijać się przez zaspy lub „tańczyć” na lodzie. W domu jest ciepło, przytulnie.

A jednak żal minionych dni, tych dni pełnych białego puchu w butach i za kołnierzem. Zza szyb dochodzą głosy zniecierpliwienia na zimę, na jej skutki. A twarz zza firanki uśmiecha się lekko i kiwa głową ze zrozumieniem. Wiosna wszystkich uszczęśliwi. 


8 marca 2013 r.
Twarz kobiety

Twarz młodej kobiety jest jak pączek róży. Oblana rumieńcem zawstydzenia od patrzenia w przyszłość. Otulona płatkami macierzyńskiej opieki powoli rozkwita w domowym ognisku beztroski. Poddaje się matczynym pieszczotom, bo kwiat najpiękniej w dłoniach matki rozkwita.

Twarz zakochanej kobiety, emanuje światłem miłosnego uniesienia. Oddycha  zapachem wszystkich kwiatów świata, wchłania go w siebie, by potem oddać ten „bukiet” ukochanemu. Z błękitu nieba czerpie rosę, upaja nią  swojego mężczyznę, by on mógł to szczęście z nieba jej dane odwzajemnić. A potem ukradkiem przykrywa twarz makijażem, by dłużej trwała nieziemska uroda.

Twarz dojrzałej kobiety uzewnętrznia mądrość. Zatopiona w myślach uśmiecha się czasami do marzeń tych już kiedyś spełnionych, odeszłych do krainy wspomnień. Śle też uśmiech do tych marzeń, które są jeszcze pragnieniem jej serca. Uśmiecha się do dzieci. Chociaż dzieli je odległość ona widzi sylwetki bliskich, bo ma je tuż pod powiekami, spod których czasami wypływa strumień słonej tęsknoty.

Twarz starszej kobiety tchnie życiowym doświadczeniem. Zmarszczki na czole to objawy troski o tych, których kocha. Tak wiele razy zamyśla się, biorąc w spracowane dłonie pooraną twarz bruzdami czasu. O czym myśli, gdy patrzy przed siebie niewidomym wzrokiem? Może wspomina płatki róż, z których kiedyś czerpała urodę. Może układa je teraz w albumie wspomnień śniąc na jawie o minionych latach?


25 lutego 2013 r.
Gdy śnieg odsłoni skwery i trawniki

Zima jeszcze w pełni. Śniegowa pierzynka otuliła ziemię oraz wszystko to, co jesienią było na niej nagromadzone. Chodzi tu nie tylko o zanieczyszczenie środowiska typu: rozrzucone puszki i butelki po napojach, papierowe torebki po chipsach, ale także odchody czworonożnych pupili.  Mimo ustawy o ochronie zwierząt z dnia 21 sierpnia 1997 roku niektórzy właściciele zwierząt domowych nie stosują się do jej przestrzegania.

Spacerkiem po mieście

Idąc jesienią po ulicach naszego miasta bardzo często zauważałam, jak psy prowadzone na smyczy przez swoich właścicieli załatwiały się w miejscach publicznych tj. na placykach, skwerach i trawnikach. Nie zauważyłam, aby ktoś przejmował się obowiązującą ustawą oraz tym, że Urząd Miasta zadbał o to, aby  było gdzie tą psią kupę wyrzucić. Nikogo chyba nie muszę przekonywać, że odchody naszych pupili nie wyglądają estetycznie i są siedliskiem zarazków roznoszonych przez owady – zwłaszcza latem.

Wspólna odpowiedzialność

Zimą, gdy wszystkie (mówiąc żartobliwie) psie „bomby” są pod śniegiem stwarzają mniejsze zagrożenie wdepnięcia butem i nie są przyczyną roznoszenia zanieczyszczeń i chorób. Jednak  z chwilą nadejścia wiosny promienie słońca odkryją na naszych chodnikach, skwerach i na ulicach widok, który do przyjemnych nie należy. Zaczną być widoczne i stanowić przyczynę zdrowotnego ryzyka. W naszym mieście jest wiele osób poruszających się na wózkach inwalidzkich. Proszę, aby każdy właściciel psa wszedł w ich położenie. Co ma zrobić niepełnosprawny człowiek, gdy wjedzie kołem na psią kupę? Większość społeczeństwa orientuje się, w jaki sposób polega kierowanie wózkiem przez mniej sprawną osobę. Brudne koło to także brudna ręka. Co robić w takiej sytuacji? Jak widzimy położenie nie do pozazdroszczenia. Weźmy także pod uwagę małe dzieci nieświadome zagrożenia.

Może więc właściciele psów przypomną sobie co mówi ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminie? I tu przypomnieć należy, że ustawa z dnia 21 sierpnia 1997 roku głosi: „właściciele zwierząt domowych są zobowiązani do bezzwłocznego usuwania odchodów tych zwierząt z terenów przeznaczonych do wspólnego użytku. Odchody należy umieszczać w oznakowanych pojemnikach, koszach ulicznych lub pojemnikach na niesegregowane odpady komunalne. Obowiązek ten nie dotyczy osób niewidomych, korzystających z psów - przewodników oraz osób niepełnosprawnych, korzystających z psów-opiekunów”.

Warto także uczulić straż miejską, aby baczniej obserwowała właścicieli czworonogów nie przestrzegających ww. ustawy. Wymaganie konsekwencji posiadania psa lub kota chyba w niczym nie uwłacza człowiekowi cywilizowanego kraju. Ulice miast są dla wszystkich, a więc każdy powinien czuć się na nich bezpiecznie i być za nie odpowiedzialny. 


15 lutego 2013 r.

Literackie Ostatki

Koniec karnawału każdy z nas spędza według własnych upodobań i zainteresowań. W tym roku mieliśmy do wyboru wiele kulturalnych atrakcji. Jedną z nich była Wieczornica poświęcona pamięci Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego przygotowana przez Miejsko-Powiatową Bibliotekę Publiczną im. Anny Kamieńskiej w Świdniku oraz przez Warsztaty Literackie Uniwersytetu Trzeciego Wieku działającego również w naszym mieście.

Twórczość Poety i profesjonalizm recytatorek

Zimowy wieczór. Sala wystawowa biblioteki emanuje blaskiem świec oraz ciepłem utworów znanego i na nowo odkrywanego poety Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. A wszystko to za sprawą miłośników jego twórczości. Inicjatorkami tego spotkania była Miejsko-Powiatowa Bibioteka Publiczna im. Anny Kamieńskiej w Świdniku oraz panie uczęszczające na Warsztaty Literacką w Uniwersytecie III Wieku. Scenariusz Wieczornicy pt. „Ocalić od zapomnienia” przybliżał osobę poety poprzez czytanie fragmentów jego biografii przeplatanej muzyką i lirycznymi utworami. To one przeniosły licznie zgromadzonych słuchaczy w świat krakowskiej  „Zaczarowanej dorożki” oraz w świat humoru i groteski, którą przedstawia „Teatrzyk Zielona Gęś”. Recytowane fragmenty utworów wprowadzały nastrój zadumy i rozbawienia.Dzięki profesjonalnemu przekazowi recytatorek słuchacze mogli ponownie smakować poezję Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Utwory tego poety wydają się być uniwersalne dla wielu pokoleń. Wiersze poświęcone żonie Natalii są nadal ulubionymi wierszami miłosnymi chętnie dedykowanymi swoim ukochanym z okazji ślubu, rocznic lub Święta Walentynek. Do takich utworów można zaliczyć wiersze: „Rozmowa liryczna” i „Pyłem księżycowym…”

Pyłem księżycowym

Pyłem księżycowym być na twoich stopach

wiatrem przy twej wstążce,

mlekiem w twoim kubku,

papierosem u ustach,

ścieżką pośród chabrów,

ławką, gdzie spoczywasz,

książką którą czytasz.

Przeszyć cię jak nitką,

otoczyć jest przestwór

być porami roku

dla twych drogich oczy

i ogniem w kominku

i dachem, co chroni

przed deszczem.

Spotkanie pt. „Ocalić od zapomnienia” udowodniło licznie przybyłym gościom, że dzieło trwa wiecznie. 


4 lutego 2013 r.

Dlaczego piszemy bloga?

Bardzo często zastanawiamy się, dlaczego dzieci (i nie tylko dzieci) piszą bloga i logują się na portalach społecznościowych? Warto poznać odpowiedzi.

Blogi – „pamiętniki” sieciowe, wyparły te tradycyjne, pisane na papierze i skrzętnie ukrywane przed wzrokiem niepowołanych osób. Obecne czasy zmieniły formę opisywania swoich wewnętrznych przemyśleń, zdarzeń. Piszemy jawnie w sieci, oczekując porad, podnoszących na duchu komentarzy. Niektórzy autorzy blogów oprócz wylewania swoich przeżyć do sieci nie uświadamiają sobie, że ich relacje mają działanie terapeutyczne nie tylko dla nich samych, ale także dla czytelników.

Blog „przyjacielem?”

Mimo różnorodności rozrywek, możliwości poznawania ludzi niektóre jednostki odczuwają osamotnienie i brak odpowiednich osób, które mogłyby je wysłuchać i udzielić porad w rozwiązywaniu trudnych spraw. Są to przeważnie introwertycy, którzy nie potrafią się uzewnętrznić przed przyjaciółmi lub znajomymi. Założenie bloga zastępuje im osobę, do której mogą w formie pisanej mówić o swoich problemach. Komentarze napisane przez inne osoby mogą być cennymi radami, które autorowi bloga będą w życiu bardzo pomocne. Oprócz tego tą drogą nawiązują się wirtualne znajomości. Nieznajomym łatwiej zwierzać się i wymieniać poglądy. Blog daje poczucie, że wiadomości na nim umieszczane są dla kogoś ważne, czytane, o czym świadczą szczere wpisy od nieznajomych  osób.  Z czasem może dojść do spotkania w świecie realnym, a wtedy łatwiej będzie o zawarcie przyjaźni i pogłębiania relacji międzyludzkich.

Blog „rozgrzeszeniem?”

Zdarzają się sytuacje (np. w latach młodości), które po latach powodują wyrzuty sumienia u osób, które w nich uczestniczyły. Z perspektywy lat inaczej patrzą na zdarzenia w jakie wplątało je życie. To oni potrzebują „rozgrzeszenia”, powiedzenia o tym, co uważają za niedobre i niezgodne  z obecnymi poglądami. Opisane na blogu wydarzenie jest swoistą „spowiedzią”, a oczekiwane komentarze spełniają rolę „rozgrzeszenia”. Autorzy tych blogów czekają na usprawiedliwienie. Tylko taki rodzaj komentarzy przynosi oczekiwany skutek. Robimy wszystko, aby uciszyć sumienie i uzyskać wewnętrzny spokój.

Blog „ostrzeżeniem?”

Niektóre blogi pisane są ku przestrodze dla innych osób. Opisywane są w nich wydarzenia, w których ich uczestnicy cudem uniknęli więzienia, choroby lub byli o krok od śmierci. Można tu wymienić byłych lub niedoszłych kryminalistów, a także osoby bagatelizujące leczenie poważnych chorób. Ich autorzy czują potrzebę przestrzegania ludzi młodszego pokolenia, aby w porę reagowali, unikali bądź wycofali się z sytuacji, które mogą mieć szkodliwy wpływ na dalsze życie. Internet jest dobrą drogą medialną, by ta informacja trafiła do szerokiego grona młodych odbiorców. Autorzy tych blogów czują, że spełnili swój obowiązek względem młodego pokolenia.

Blog „oczyszczeniem”

Wychowując się w rodzinie patologicznej psychika dzieci napełniona jest przykrymi zdarzeniami. Nieraz są one wypierane, jednak po latach powracają i stają się koszmarem dla dorosłych już dzieci alkoholików. Nie zawsze te osoby mogą o tym opowiedzieć nawet swoim partnerom. Piszą więc blogi, aby oczyścić się z przykrych i bolesnych emocji. Wyrzucenie z siebie negatywnych przeżyć daje autorom uczucie spokoju.

Warto nadmienić, że blogi są metodą terapeutyczną nie tylko dla ich autorów, ale także dla tych, którzy je czytają. Czytający blogi mogą wyciągać pozytywne wnioski, w jaki sposób można radzić sobie w sytuacjach po ludzku rzecz biorąc bez wyjścia, a jednak ich autorzy wyszli z nich i teraz cieszą się życiem.


 

28 stycznia 2013 r.
Wózek - to moje nogi

Mijając na ulicy osobę na wózku inwalidzkim większość zdrowych ludzi postrzega ją, jako kogoś komu los spłatał figla, przykuwając do fotela na czterech kółkach. Co odważniejsi mają śmiałość zapytać, w jaki sposób można zaakceptować swoje egzystowanie na wózku. Mało kto wie, że wózek można... pokochać!

Wózek przyjaciel

Dla mnie, osoby która od urodzenia korzysta ze sprzętu rehabilitacyjnego  wózek traktowałam i traktuję, jako coś, co jest ode mnie nieodłączne, a wręcz jest moim metalowym „ciałem” we mnie wrośniętym. To ta część mnie pozwala wydostać się poza obręb własnego mieszkania - daje mi wolność. Dzięki temu mogę cieszyć się widokami pięknych miejsc i podziwiać zmieniające się pory roku. To właśnie wózek jest jedyną rzeczą, która jest tylko moja…

Można sobie więc wyobrazić moje zdumienie i rozpacz, gdy parę dni temu dowiedziałam się, że mój wierny przyjaciel wózek zniknął z klatki schodowej. Stał tam przeszło 30 lat i do tej pory nikomu nie przeszkadzał. Mieszkam na 3 piętrze więc wciąganie wózka do mieszkania byłoby dla mamy uciążliwe. W pierwszej chwili poczułam pustkę w głowie, a potem gonitwę myśli: kto mógł zabrać mi moją rzecz, moje „nogi”, które przez tyle lat mi służyły? Po zawiadomieniu policji napisałam ogłoszenie na facebook`a. pierwszy komentarz przeczytałam od nie mniej zdziwionej Anny Dąbrowskiej – dziennikarki TVP Lublin. To właśnie ona rozkręciła medialną akcję poszukiwawczą, która miała zasięg ogólnopolski. Policja także priorytetowo zajęła się poszukiwaniem mojej cennej zguby. Szanse znalezienia były bardzo małe wręcz zerowe. Przeżyłam kilka dni smutku i niepewności, zastanawiając się m. in. czy uda mi się dostać inny wózek, który znów pozwoli mi wyjść poza obręb mojego pokoju. A jednak nie trzeba było długo czekać, gdy rozdzwoniły się telefony od wspaniałych ofiarodawców. Nowy podarowany mi wózek był wygodny i za parę godzin po jego dostarczeniu wyszłam na pierwszy zimowy spacer. Kiedy tak patrzyłam na skrzącą biel śniegu moje myśli krążyły przy tym moim starym wiernym czterokołowym przyjacielu, którego wszędzie zabierałam, a on zabierał mnie tam, gdzie na swoich nogach dojść nie mogłam. Nie było sposobu, abym mogła pogodzić się z jego stratą.

Wózek bumerang

Początek tygodnia przyniósł dobre wieści: mój wózek został znaleziony na śmietniku. W pierwszym momencie poczułam ogromną radość i ulgę, że wrócił do mnie, że znów jest ze mną, jak na przyjaciela przystało. W miarę upływu dni przychodziły do mojej głowy różne refleksje. Dlaczego miejscem znalezienia był właśnie śmietnik? Czy tak bardzo potrzebna mi rzecz zasłużyła na miejsce przeznaczone dla bezużytecznych przedmiotów, dla śmieci? Moje „nogi” ktoś wyrzucił, jak niepotrzebną rzecz! Dlaczego zniszczono z boczków wózka nalepki przedstawiające symbole religijne, które również miały dla mnie duże znaczenie? Radość miesza się z żalem, a pytania wciąż pozostają bez odpowiedzi. Jednak nadzieją i wiarą w dobroć człowieka napawa mnie fakt, że jeden czyn złego człowieka pokazał, jak wiele jest serc ofiarnych i wrażliwych na ludzkie nieszczęście.


21 stycznia 2013 r.
XIV Przegląd Kolęd i Pastorałek w Świdniku

Kolędy i pastorałki to radosne pieśni opiewające narodziny Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Są one na stałe wpisane w nabożeństwa kościelne oraz naszą polską tradycję okresu świąt Bożego Narodzenia. Wyrażają chwałę Bogu za dar przyjścia na świat jedynego Odkupiciela Człowieka. Kolędy są chętnie śpiewane nie tylko w świątyniach, ale także w domach podczas długich zimowych wieczorów. Również przedszkola i szkoły co roku organizują przeglądy tych pieśni bożonarodzeniowych, wspaniale wyrażających radość i uwielbienie Słowa, które Ciałem się stało.

Rozśpiewana młodzież

20 stycznia 2013 już po raz XIV mieliśmy okazję uczestniczyć w świdnickim Przeglądzie Kolęd i Pastorałek. To muzyczne wydarzenie zorganizował Miejski Ośrodek Kultury, Władze Miasta Świdnika oraz WSK PZL SA. Kościół p.w. NMP Matki Kościoła przyjął w swoje gościnne progi bardzo serdecznie wszystkich zgromadzonych. Ksiądz kanonik Tadeusz Nowak wraz z przedstawicielem władz miasta Tomaszem Szydło ciepłymi słowami powitali  młodych wykonawców  ich nauczycieli i opiekunów.

Blask rozświetlonych choinek stwarzał miłą atmosferę ciepła i przypominał radosne chwile związane z Bożym Narodzeniem. Młodsze dzieci poprzebierane w zwiewne stroje aniołków i ubogich pastuszków dodawały uroku przedłużały klimat bożonarodzeniowej scenerii. Wśród uczestników była duża rozpiętość wiekowa: dzieci z grup przedszkolnych i klas szkół podstawowych, a także młodzież klas gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych powiatu świdnickiego. Młodzi wokaliści prezentowali kolędy tradycyjne, te dobrze wszystkim znane, jak również zupełnie nowe napisane i skomponowane przez współczesnych autorów, jednak nie mniej piękne od tych śpiewanych z  rodzinnych kantyczek. Wielu uczestników odznaczało  się dużym talentem wokalnym i muzycznym wyczuciem rytmu. Młodzi  wykonawcy z wielkim przejęciem śpiewali przygotowane utwory, na przekór tremie i innym nieprzewidzianym technicznym usterkom. Występ każdego uczestnika podobał się licznie zgromadzonej publiczności i nagradzany był gromkimi brawami.

Na zakończenie XIV Przeglądu Kolęd i Pastorałek każdy uczestnik otrzymał dyplom i słodki upominek z rąk pana Adama Żurka - dyrektora Miejskiego Ośrodka Kultury w Świdniku. Nagrody ufundowała Fabryka Cukierków „Pszczółka” z Lublina. 


14 stycznia 2013 r.
Dlaczego grają

Ucichły już rytmy koncertów, aukcji, wolontariusze oddali do Sztabów zebrane pieniądze… Społeczeństwo polskie komentuje działalność Jurka Owsiaka i innych propagatorów tego typu akcji. Opinie są różne, jak różne są poglądy i mentalność Polaków. Jedni są zachwyceni ekspansją Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a inni pytają: „Po co to wszystko, po co ten szum, dlaczego oni grają?” Aby otrzymać odpowiedź wystarczy zagłębić się w regulaminy przyznawania sprzętu medycznego, ortopedycznego i rehabilitacyjnego dzieciom oraz osobom w podeszłym wieku.

Sprzęt rehabilitacyjny jest, ale czy dla każdego?

Powszechnie wiadomo, że osoby niepełnosprawne w naszym państwie utrzymują się przeważnie ze skromnych rent socjalnych, chorobowych też niewiele wyższych, a także z niezbyt wysokich emerytur. Tym schorowanym osobom zabrano np. przywileje darmowego korzystania z lekarstw, pampersów i środków opatrunkowych. Nawet placówki medyczne lecząc chorych na swoich oddziałach stawiają wymagania pacjentom, aby przynosili ze sobą te lekarstwa, które codziennie przyjmują. Idąc dalej w tym kierunku dochodzimy do kolejnych warunków stawianych tym razem przy zakupie sprzętu ortopedycznego np. wózka inwalidzkiego, chodzika, łóżka specjalistycznego lub innego urządzenia niezbędnego podczas pielęgnacji dziecka lub starszej osoby. W obecnym czasie tylko wózki ortopedyczne można pobrać gratis, jednak  do kwoty nie wyższej niż ok. 800 złotych. Przekroczenie tego limitu chory musi pokryć ze środków własnych. Gwarancja tego typu pojazdu wynosi 5 lat. A co będzie, jeśli wózek nie wytrzyma tej umownej pięciolatki? Na naprawy również jest przewidziana konkretna kwota z NFZ. Niestety, renowacje wózka wcale nie gwarantują dalszego jego bezawaryjnego użytkowania. Co robić w takich przypadkach? Koszty zakupu kolejnego sprzętu oczywiście będą leżały w gestii samego zainteresowanego lub jego opiekunów oczywiście już za pełną odpłatnością.

Likwidacja barier architektonicznych szansą na wyjście z domu?

W ostatnich latach bardzo dużo mówi się o likwidacji barier architektonicznych na ulicach, w obiektach użyteczności publicznej i zakładach pracy. My, niepełnosprawni cieszymy się, że nareszcie o nas ktoś pomyślał. Jednak, aby wyjść na ulice musimy najpierw wydostać się z domów, często z wielopiętrowych blokowisk, gdzie brakuje wind, a klatki schodowe są zbyt wąskie na montaż przyschodowych platform dźwigowych. Ci szczęściarze, którzy mają szerokie korytarze i  mogą starać się o zamontowanie windy lub platformy, muszą oczywiście liczyć się z wysokimi kosztami finansowymi, mimo 80% refundacji ze środków PFRON. Pozostałe 20% chory pokryje ze środków własnych – jeśli będzie go na tę inwestycję stać. Jeśli nie… pozostaje nam alienacja od społeczeństwa, pozostaje ekran telewizora lub monitor komputera, jeśli przed chorobą lub w trakcie jej remisji zdążyliśmy ukończyć kurs obsługi komputera. Wymienione  potrzeby, a zarazem przykłady, które tutaj starałam się przybliżyć są tylko kroplą w morzu potrzeb osób niepełnosprawnych lub zaawansowanych wiekowo.

Uważam, że gdyby nasze Państwo było państwem opiekuńczym w całym tego słowa znaczeniu, nie potrzebne byłyby fundacje, akcje, itp. i nikt nie musiałby pytać: „po co „gra” Jurek Owsiak?”

 


 

11 stycznia 2013 r.
Noworoczne postanowienia

Powitaliśmy 2013 rok hukiem petard i błyskami kolorowych fajerwerków. Publicznie wyrażaliśmy swoją radość i nadzieję w gronie rodziny, znajomych, w domowym zaciszu lub na placach miast. Zwykle początek nowego roku stwarza w nas samych okazję do wewnętrznych przemian. Czy wszystkie noworoczne zamierzenia uda nam się zrealizować?

Przykłady postanowień

Postanowienia zależne są od płci, wieku oraz chęci wprowadzenia istotnych zmian w nasze życie. Panie najczęściej stawiają sobie za cel np. codzienne uprawianie sportu, ćwiczenia gimnastyczne, rozpoczęcie kursu, systematyczne uczęszczanie na rozrywki kulturalne, wycieczki krajoznawcze itp. Panowie natomiast marzą o kupnie nowego auta, remoncie domu i o podjęciu walki z nałogami np. rzucenie palenia. Są to najczęstsze przykłady zmian, jakie chcemy wprowadzić w życie już na początku nowego roku. Jednak droga do tego celu jest długa i wyboista. Wymaga wielu wyrzeczeń i wytrwałości.

Realizacja postanowień

Wszelkie decyzje należy podejmować rozsądnie i nie pod wpływem emocji. Trzeba wziąć pod uwagę możliwości, jakimi dysponujemy tzn. mieć świadomość swoich cech charakteru. Od naszej cierpliwości zależy to, czy wytrwamy w swoich postanowieniach. Najlepszym i skutecznym sposobem jest dążenie do celu małymi kroczkami.  Należy mierzyć siły na zamiary i nie zniechęcać się, jeśli jednego dnia brak nam kondycji lub motywacji do dalszych działań związanych z uprawianiem sportu. Ważne jest, by trwać przy swoich postanowieniach i uporczywie je realizować..Jeśli  zamierzamy pogłębić swoją wiedzę z zakresu dziedziny sztuki, rozrywki, kultury skuteczny może okazać się grafik sporządzony przez nas samych. Zaznaczmy w nim dni tygodnia, w które zamierzamy iść do kina, teatru lub na inne kulturalne wydarzenia. Pogłębianie wiedzy należy rozpocząć od wybrania interesującego nas kursu. Motywacja daje nam gwarancję, że ukończymy go z wyróżnieniem. Oprócz motywacji ważne jest także wypracowanie w sobie samodyscypliny i umiejętności samokształcenia  Walka z nałogami jest trudna i dlatego tutaj niezbędne może okazać się wsparcie lekarza prowadzącego lub specjalisty. To samo dotyczy np. walki z nadwagą lub stosowania innego rodzaju leczenia, o którym decydować może wyłącznie lekarz. Nie zrażać się porażkami, zwłaszcza tymi, które nie zawsze są od nas zależne. Ważne jest to, aby każdego dnia dążyć do swoich małych celów, które wyznaczyliśmy sobie na początku roku przy huku petard i wystrzałach korków od szampana. Rok czasu to wystarczająco długi okres, aby walczyć ze swoimi słabościami i zmieniać życie na lepsze. I chociaż może nie wszystko uda nam się zrealizować to jednak będziemy mieli świadomość, że podjęliśmy chęć zmiany. A następny rok postawi przed nami kolejne szanse i nowe możliwości do działania.

 


 
24 grudnia 2012 r.
Boże Narodzenie

Święta Bożego Narodzenia zbliżają się wielkimi krokami. I znów po raz kolejny usiądziemy przy wigilijnym stole. Piękny to czas. W takich momentach myślami powracamy do dzieciństwa. Chociaż przez chwilę dajemy się porwać przeszłości. Raz w roku, w ten szczególny dzień pozwólmy sobie wspomnieć…

Przeszłość

Biały stół nakryty białym obrusem, przy stole rodzice i krewni. W kącie pokoju żywa choinka igliwiem pachnąca przyozdobiona ręcznie robionymi zabawkami, rozświetlona tysiącem woskowych świeczek. Pod choinką szopka przypominająca o cudzie narodzin naszego Zbawiciela. Jak echo powraca fragment Ewangelii czytanej przez dziadka lub ojca, a potem wyciągnięte dłonie podające biały opłatek i życzenia, które miały się spełniać. Śpiew kolęd na długo utrwalił się w naszej pamięci. Po pośniku myśli nasze zawsze myszkowały pod zielone gałązki strojnego drzewka, gdzie leżały zapakowane prezenty. Oczy naszej wyobraźni zawsze widziały to, o czym marzyliśmy. Nawet jeśli nie spełniały naszych oczekiwań to bez szemrania godziliśmy się z decyzją Gwiazdki, Aniołka lub Świętego Mikołaja, bo przecież oni wiedzieli lepiej, czego nam potrzeba. Po wieczerzy szło się na Pasterkę. Po ośnieżonych drogach, ulicach brnęliśmy do oddalonych kościołów, w których witał nas mały Jezus na sianku złożony.

Teraźniejszość

Teraz niby jest tak samo jeśli chodzi o tradycję, a jednak do stołu często siadamy zmęczeni. Po przedświątecznej bieganinie nie mamy siły, aby śpiewać kolędy i ratujemy sytuację włączając płytę lub telewizję, w której zespoły wokalne podtrzymują staropolskie obyczaje. Na Pasterkę też chodzi już coraz mniej ludzi. Niektórzy oglądają transmisje z Watykanu, a inni po prostu idą spać. Jesteśmy przemęczeni. Już od listopada nakręcają nas reklamy, promocje w supermarketach, a kiedy nadchodzi ten właściwy świąteczny czas czujemy się osłabieni bieganiną i zapominamy o obyczajach, tradycji. Warto zastanowić się, co możemy zmienić, aby te święta przebiegały zgodnie ze staropolską tradycją i były niepowtarzalne dla dzieci i przyjaciół. Pomocą może tu być lektura oraz wiadomości zaczerpnięte z Internetu. Trochę chęci i pracy przyniesie wspaniałe efekty w postaci podtrzymania tradycji. Podtrzymywanie tradycji świątecznych we współczesnym zabieganym świecie będzie miłym wspomnieniem dla naszych dzieci, a w przyszłości kultywowanie polskiego obyczaju przez młodsze pokolenia.

Korzystając z okazji pragnę złożyć wszystkim Czytelnikom Portalu bożonarodzeniowe życzenia: niech miłość i pokój zagoszczą w sercach naszych, a blask gwiazdy betlejemskiej niech zawsze wskazuje nam drogę do Wiecznej Miłości złożonej przed wiekami w ubogim żłobie.


 

17 grudnia 2012 r.
Choinka - sztuczna czy prawdziwa?

Żywe drzewko 

Choinka bożonarodzeniowa pojawiła się w XVI wieku. Do czasów współczesnych jest symbolem życia, odradzania się, trwania i płodności. Drzewko to prawdopodobnie występowało już wcześniej, jako symbol drzewa „dobra i zła” mające swój początek w rajskim ogrodzie. Tradycja ozdabiania choinek miała swój początek w Alzacji, a potem powędrowały do protestanckich Niemiec i trafiły do kościołów katolickich w Europie Północnej i Środkowej. Strojono więc żywe drzewka iglaste w papierowe ozdoby i jabłka, które symbolizowały rajskie owoce. W miarę upływu lat zmieniały się tradycje ozdabiania choinek. Na gałązkach wieszano małe pierniczki w kształcie serduszek i malowane orzechy. Podczas adwentu robiono ozdoby z bibułki, piórek i wydmuszek a potem te ręcznie wykonane wyroby stanowiły dekorację bożonarodzeniowego drzewka. W wieczór wigilijny na drzewku zapalano świeczki i zimne ognie, a cała rodzina zachwycała się blaskiem i zapachem choinki.

Komercja wypiera tradycję

 Z biegiem lat powstające fabryki tworzyw sztucznych, huty szkła zaczęły wypierać tradycję samodzielnego wykonywania ozdób choinkowych. Zabiegane społeczeństwo szybko chwyciło to udogodnienie zapominając przy tym o wielowiekowych obrzędach wpisanych w naszą kulturę. Często wolimy zapłacić za substytuty niż własnoręcznie wykonać piękny łańcuch lub inne ozdoby choinkowe. woskowe świeczki zastąpiły elektryczne światełka. Dużo się teraz mówi na temat sztucznych drzewek: dłużej zachowują „świeżość”, cechują się dobrą eksploatacją i szerokim wyborem. Jednak atrapa nie wydaje zapachu, który wielu z nas kojarzy z latami dzieciństwa. Często przed Bożym Narodzeniem zabierają głos ekolodzy, protestując przeciwko wycinaniu świerków. Na szczęście nie jest tajemnicą, że zakładane są poletka i szkółki leśne, gdzie hodowane są świerki przeznaczone do wyrębu na tradycyjne choinki. A więc może należy wrócić do podtrzymywania tradycji, która jest przecież dziedzictwem narodu.


10 grudnia 2012 r.
Tradycja wysyłania kartek świątecznych

Adwent – czas oczekiwania na radosne Święta Bożego Narodzenia. Właśnie w tym okresie zatrzymajmy się na chwilę, z wiru przedświątecznych przygotowań zejdzmy na oazę spokoju i tam pomyślmy o tych, których los rzucił w odległe strony. Wyraźmy im swoją pamię wysyłając świąteczną kartkę z życzeniami. Niewiele osób wie, że te papierowe znaki pamięci pojawiły się w Polsce przed stu laty. Przybliżając historię kartek bożonarodzeniowych mam nadzieję, że w dobie e-kartek te tradycyjne papierowe nabiorą nowego wyrazu.

Tak było dawniej…

Pierwsza kartka pocztowa powstała w XIX wieku w Anglii. Bardzo rzadko widniały na nich zimowe krajobrazy lub tematy religijne. Na kartkach zazwyczaj drukowano kwiaty, postaci z bajek i obrazki dla dzieci. Pocztówki z motywami bożonarodzeniowymi zaczęto rozpowszechniać w 1875 roku w Ameryce. Projekty kartek zmieniały swój kształt, szatę w zależności od technik drukarskich i czasów, w jakich powstawały. Rozpowszechnienie ich na cały świat stało się dochodowym biznesem. Poszczególne kraje zaczęły potem projektować kartki świąteczne według własnych koncepcji i wzorów zaczerpniętych z własnych tradycji, kultury oraz wyznawanej religii. W naszym kraju powszechne były i są nadal kartki z motywem szopki betlejemskiej oraz postaci, jakie przedstawiają Ewangelie opisujące narodzenie Jezusa Chrystusa, a więc: św. Rodzinę, pastuszków oraz pokłon Trzech Króli. Oprócz pocztówek z motywami religijnymi mamy również tak zwane kartki świeckie. Ich projektanci umieszczają bajkowe sceny: zaśnieżone chatki, rozświetlone choinki oraz Mikołaja w stroju krasnoludka z workiem pełnym gwiazdkowych prezentów. Szeroki wybór świątecznych pocztówek daje możliwość ich dopasowania do gustu nadawcy i odbiorcy.

Tak jest teraz…

Obecne czasy oferują wiele możliwości okazywania pamięci swoim bliskim mieszkającym w różnych zakątkach świata. Najczęstszą i najbardziej popularnym środkiem przekazu jest internet. Po 2000 roku internet stał się ogólnodostępną siecią, która oferuje wiele możliwości. Mamy tu do wyboru darmowe e-kartki, gotowe życzenia uzupełnione bogatą szatą graficzną oraz dźwiękowe kartki głosowe. Następnymi środkami konkurencyjnymi dla tradycyjnych kartek świątecznych są e-maile i sms-y. Wygodne i szybkie w nadawaniu i odbiorze mają wielu zwolenników. Znaczącym czynnikiem popularności jest fakt, że takie życzenia są tańsze od tych tradycyjnych. Są one także łatwiejsze w obsłudze i nadawaniu dla młodych pokoleń wychowywanych w obecności nowych technologii. Mimo wielu ułatwień stosowanych w środkach masowego przekazu warto wrócić do tradycji przesyłania kartek pocztowych. Potraktujmy je jako eksluzywny prezent dla bliskiej osoby. Podczas długich jesiennych wieczorów warto poświęcić chwilę czasu na zrobienie oryginalnej kartki świątecznej lub napisanie osobistych życzeń. Zdajmy się na własną inwencję twórczą, własną pomysłowość. Będzie to miły wyraz pamięci o bliskiej sercu osobie oraz ciepły namacalny akcent w świąteczne dni.


3 grudnia 2012 r.
 „Dom Marzeń” – fantazja, czy rzeczywistość? 

Anna Dąbrowska – znana dziennikarka z TVP Lublin. Jej reportaże wzruszają do łez, pokazują ludzi, którym życie nie szczędzi trosk, ale także ukazują chwile szczęścia mimo przeciwności losu. Właśnie w takich okolicznościach poznałam Anię, kobietę pełną energii i o złotym sercu.

Początek przyjaźni

Był rok 1996 – pamiętny rok, w którym wydałam pierwszy tomik wierszy pt.: „Kwiaty z Getsemani”. Dla mnie i moich przyjaciół było to radosne wydarzenie. To właśnie oni, moi znajomi ze studiów powiadomili Telewizję Lublin, aby pokazać moją poezję szerszej publiczności. Po paru dniach od zgłoszenia przyjechała pani Ania z ekipą zajmującą się nagraniem i montażem filmu. Sama realizacja reportażu przebiegała w miłej atmosferze. Dzięki Ani nie czułam tremy. Jej profesjonalność przejawiała się w każdym pytaniu i recytowanych strofach wierszy. Jej aksamitna barwa głosu pozwoliła mi na nowo odkryć głębię własnych utworów. Potem śledziłam karierę Ani przed ekranem telewizora, oglądając programy realizowane pod jej kierownictwem. Czasami w zimowe wieczory wracałam do wspomnień z dawnych lat. Włączałam kasetę video i podziwiałam piękną interpretację swoich wierszy oraz plenery starannie dobrane, stanowiące idealne tło pod strofy utworów. Tak było przez wiele lat.

Siła pamięci i moc techniki umacnia nadzieję

Po kilkunastu latach (od realizacji reportażu) znów się spotkałyśmy. Najpierw za pośrednictwem internetowych łączy, a potem Ania do mnie przyjechała. Podczas rozmowy przy filiżance kawy okazało się, że mamy podobne cele i marzenia. Anna chce zrealizować kolejny reportaż. Tym razem miał by on przedstawiać rodziny wychowujące niepełnosprawne dzieci. Temat bardzo delikatny, ponieważ nie każdy z nas zna obawy, z jakimi zmagają się rodzice chorych dorosłych już dzieci. W swoich sercach stale noszą niepokój i niepewność o przyszłość swoich niepełnosprawnych pociech. Myślą o tym, co stanie się z nimi, gdy już odejdą ich najwierniejsi opiekunowie? Pomysł Ani bardzo mnie zaskoczył. Nie każdy zdrowy człowiek zastanawia się nad problemami rodzin wychowujących dzieci, które stale wymagają pomocy, które nigdy nie będą samodzielne… Ania poprosiła mnie o pomoc w tym przedsięwzięciu. Moja rola polega na tym, abym wskazała jej konkretnych adresatów. Zgodziłam się, ponieważ mnie też ten problem dotyka i potrafię wczuć się w podobną sytuację. Ania puściła wodze fantazji mówiąc mi dalej, że chodzi jej po głowie budowa „Domu Marzeń”. Ten Dom miałby być dla osób niepełnosprawnych, jednak w swojej strukturze odbiegający od standardowych Domów Pomocy Społecznej. Ta inwestycja na razie leży w naszej wyobraźni. Czy powstanie „Dom Marzeń” to zależy od wielu czynników. Obecnie skupiamy się na reportażu. Poszukujemy i zachęcamy zatroskanych rodziców, którym nie obojętny jest los ich chorych dzieci do wzięcia udziału w realizacji filmu. Może nasi świdniccy Czytelnicy odpowiedzą na Apel pani Anny? Zapraszamy.

Poniżej zamieszczam Ogłoszenie samej pomysłodawczyni

 

Anna Dąbrowska

anna.dabrowska@tvp.pl

tel. 785-985-116

Szanowni Państwo, Nazywam się Anna Dąbrowska. Jestem dziennikarką TVP Lublin. Od 20-lat zajmuję się sprawami społecznymi realizując reportaże na ten temat, a od kilku lat kieruję redakcją interwencji „Zdarzenia”. Jestem w trakcie przygotowywania się do reportażu –dla mnie bardzo ważnego- myślę, że dla wielu z Państwa także. Otóż chcę pokazać, że rodzice dorosłych już osób niepełnosprawnych ( nie tylko ruchowo) mają ogromny problem. Dlaczego? Sami już są starsi i chorzy-zatem trudno im się dziećmi zajmować, a ponadto martwią się co stanie się z pociechami , kiedy ich już nie będzie. Wiem to temat delikatny, ale temat prawdziwy. Spotkałam się już z takimi głosami. Nie wszyscy rodzice mają własnościowe mieszkania i rodziny, które mogłyby się zaopiekować osobami zależnymi. Nie każdy godzi się na oddanie dziecka do zwykłego DPS. Reportaż byłby przyczynkiem do szerszej dyskusji na ten temat, a może kiedyś udałoby się nam w Lublinie taki dom zbudować. Dom-„Nasz Dom”. To na razie marzenia, ale chcę zacząć od reportażu.

Liczę na to, że zechcecie Państwo w tym reportażu wystąpić i podzielić się swoją historią, a w konsekwencji przysłużyć się dobrej sprawie. Liczę także na to, że poznacie mnie Państwo z takimi rodzinami.

Z wyrazami szacunku

Anna Dąbrowska


27 listopada 2012 r.
Jak spędzać długie jesienne wieczory

Jesienią szybciej zapada zmierzch, kapryśna deszczowa aura nie zachęca do spacerów przy blasku księżyca. Warto pomyśleć, w jaki sposób racjonalnie zagospodarować wolny czas. Jest do wyboru wiele przyjemnych i pożytecznych form relaksu.

Co wybrać?

Wieczór w gronie przyjaciół zawsze upływa miło niezależnie czy jest spędzany w domu, czy w przytulnej kawiarence z tą jednak różnicą, że do przyjęcia znajomych w domu trzeba się odpowiednio przygotować. Myślę tu nie tylko o zapleczu kulinarnym, ale także o rozrywkach, aby wieczór nie wydał się nudny i nie upływał na nudnych rozmowach. Wszystko więc zależy od inwencji twórczej i zainteresowań przyjaciół oraz inicjatorów spotkań.

Jeśli decydujemy się spędzić wieczór w szerszym gronie możemy wybrać się do kina, teatru lub na koncert. W okresie jesienno-zimowym ośrodki kultury mają bogatą ofertę imprez. Wystarczy zapoznać się z repertuarem poszczególnych placówek. Możemy to zrobić dzięki mediom lub bezpośrednio uzyskać informacje w godzinach pracy instytucji zajmujących się propagowaniem kultury.

W domowym zaciszu

Jesienne chłody, zmęczenie po ciężkim dniu pracy mogą być przeszkodą w spędzaniu wolnego czasu poza domem. Nie oznacza to jednak, że wieczór w zaciszu domowym może być nudny. Jeśli spędzimy go z rodziną musimy zaplanować, co będziemy robili. Dzieci na pewno zainteresuje wspólne robienie zabawek ze skarbów jesieni. Dzień wcześniej zebrane liście, kasztany i żołędzie mogą stać się okazją do wspaniałej zabawy i skutecznej integracji rodziny. Konkurs na wybór jesiennego ludzika stanie się motywacją do zaangażowania wszystkich nawet wielopokoleniowej rodziny. W okresie adwentu można wspólnie z dziećmi zająć się robieniem ozdób choinkowych.

Kolejną formą spędzenia przyjemnego wieczoru jest nadrobienie książkowych zaległości. Po wybraniu odpowiednich lektur ważnym elementem relaksu jest stworzenie nastrojowego klimatu. Zapalenie zapachowych świec pomoże przenieść się w opisywane zakątki ludzkiej wyobraźni.
Panie mogą wykorzystać jesienne wieczory na robienie prostych zabiegów kosmetycznych w domowych warunkach. Można tu polecić np. kąpiele w ciepłej wodzie z dodatkiem olejków eterycznych. Mają one dobroczynny wpływ na nasz układ krążenia, a tym samym na nasze samopoczucie.

Jak widzimy jest wiele pożytecznych form spędzania wolnego czasu, jednak to od nas samych zależy, co wybierzemy. 


19 listopada 2012 r.
Co mi dała niepodległość Polski?

Parę dni temu uroczyście obchodziliśmy kolejną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Obok wymiaru historycznego każdy z nas, żyjących w obecnych czasach otrzymał coś, co dała mu suwerenność kraju. Jak często się nad tym zastanawiamy? Warto się tym podzielić.

Moja wolność?

Młode pokolenie skutki okupacji hitlerowskiej oraz komunistycznej zna z kart historii i opowiadań tych, którzy to przeżyli. Mnie osobiście wolność dała prawo do życia i swobodnej nauki. Czemu prawo do życia? Już wyjaśniam. Gdybym urodziła się w czasach okupacji hitlerowskiej nie miałabym prawa bytu. Dzieci niepełnosprawne wówczas były rozstrzeliwane. W taki sposób likwidowano szpitale i zakłady dla osób przewlekle chorych. A teraz słów parę o prawie do nauki. Nie pamiętam co prawda tajnych kompletów, bo na szczęście urodziłam się znacznie później, ale za to dobrze zapamiętałam starania mojej mamy o to, abym mogła uczyć się w normalnej szkole. Ustawy z lat PRL nie przewidywały kształcenia dzieci niepełnosprawnych. Nie mieściliśmy się w systemie komunistycznym. Sanatoria dla takich dzieci budowano w lasach, aby nikt spoza kręgu rodziny i personelu medycznego nie zobaczył powykręcanych przez chorobę nóżek i rączek. Jednak moi rodzice byli wprawieni w przemycaniu mnie do pobliskiego miasteczka np. na lody lub na dłuższe spacery poza obręb placu sanatoryjnego.

Dobrze pamiętam wejścia do sklepów i budynków użyteczności publicznej. Były ciasne, a zanim się tam doszło trzeba było pokonać niezliczoną ilość schodów. Dla upartych rodziców nie był to problem, jednak teraz okazuje się, że ten upór został przepłacony zdrowiem. Często w takich momentach zastanawiałam się, dlaczego państwo polskie nie pomaga takim rodzinom? Moje pytania pozostawały bez odpowiedzi, aż do 1989 roku.

Skutki wolności

Wszystko wokół zaczęło zmieniać się po upadku systemu komunistycznego w Polsce. Nowe korzystne Ustawy dały możliwość edukowania dzieci bez względu na stopień ich niepełnosprawności. Powstawały klasy integracyjne, które sprzyjały rozwojowi dzieci, dając im sposobność do kontaktu ze zdrowymi rówieśnikami.

Likwidacja Barier architektonicznych jest również skutkiem wolności w naszym kraju. Wszelkie prace budowlane są wykonywane z myślą o osobach niepełnosprawnych. Starsze obiekty są także adoptowane dla potrzeb ludzi poruszających się przy pomocy wózka inwalidzkiego. Mam tu na myśli platformy i windy służące do przewozu osób mających problemy z poruszaniem się. Wiem, że wszelkie tego typu inwestycje są przysłowiową kroplą w morzu potrzeb, jednak ważne, że są widoczne i funkcjonalne. Wiem także, że te zmiany nie byłyby możliwe, gdyby nasz kraj nie był suwerenny. Wolność to dar. Czy potrafimy ją dostrzegać i cenić?

 


12 listopada 2012 r.
Uroczyste obchody święta odzyskania Niepodległości Polski w Świdniku

Uroczyste obchody święta odzyskania Niepodległości Polski w Świdniku Po zaduszkowym zadumaniu przyszedł czas na kolejne zamyślenie. Dzień 11 listopada dla większości Polaków od wielu lat jest dniem wolnym od pracy. W tym roku 94 rocznica odzyskania niepodległości wypadła w niedzielę, a więc była podwójna okazja do modlitewnego i patriotycznego przeżywania tego święta kościelno – narodowego. Na pewno każdy z nas zadaje sobie pytanie: co daje mi wolność Polski? Czy suwerenność kraju ma wpływ na nasze osobiste życie?

Wolność narodowa

Po 123 letniej niewoli Państwa Polskiego w 1918 roku Rada Regencyjna przekazała władzę nad wojskiem w ręce Józefa Piłsudskiego. Trzy dni później uzyskał on pełną władzę zostając Naczelnikiem Państwa. Za jego przyczyną powstała Druga Rzeczpospolita. Na pamiątkę tego wydarzenia 1937 roku ustanowiono dzień 11 listopada świętem narodowym, a tym samym wolnym od pracy. Niestety, okupacja hitlerowska oraz rządy komunistyczne zakazały Polakom obchodzenia tego ważnego dla narodu święta. Dopiero w 1989 roku Ustawa sejmu przywróciła obchody powstania Drugiej Rzeczpospolitej, a dzień 11 listopada ogłoszono Świętem Niepodległości i do chwili obecnej jest dniem wolnym od pracy. Od tamtego momentu Polacy co roku bardzo uroczyście obchodzą to święto narodowe w każdym zakątku Polski.

Świdnickie świętowanie Dnia Niepodległości

W naszym mieście również zorganizowano wiele modlitewnych i patriotycznych spotkań, które miały miejsce już w wigilię święta odzyskania Niepodległości. 10 listopada wieczorem w kościele p.w. Chrystusa Odkupiciela wysłuchaliśmy koncertu patriotycznego „Viva Polonia” w wykonaniu Helicopters Brass Orchestra i dwóch chórów: Uniwersytetu Medycznego oraz Politechniki Lubelskiej. Podczas koncertu zaprezentowano m.in. patriotyczne utwory skomponowane przez polskich kompozytorów począwszy od żyjących w okresie zaborów Polski, poprzez okres międzywojenny aż do czasów współczesnych. Myślę tu o muzyce F. Chopina, M. Karłowicza i W. Kilara. Ta muzyczna uczta pomogła nam rozsmakować się w pięknie miłości do ojczyzny przetykanej nutami nostalgii za wolnym krajem.

11 listopada rozpoczęły się już główne uroczystości na Placu Konstytucji 3-go Maja. Po złożeniu wieńców przy pomniku nastąpił przemarsz do kościoła N.M.P. Matki Kościoła na Mszę św. przy udziale pocztów sztandarowych oraz władz miasta. Mieliśmy okazję w skupieniu dziękować Bogu za dar wolności polskiego narodu oraz prosić o dalszy jego rozwój.

W tym dniu nie zabrakło również imprez kulturalnych. Tuż po godzinie 1200 wystartował Uliczny Bieg Niepodległości. Po południu w dolnej części kościoła N.M.P. Matki Kościoła wysłuchaliśmy pieśni i piosenek patriotycznych prezentowanych przez przedszkolaków i uczniów świdnickich szkół podstawowych i gimnazjalnych. Organizatorami tej wspaniałej imprezy oraz tych wyżej wymienionych był Urząd Miasta i Miejski Ośrodek Kultury w Świdniku. Młodzi patrioci z wielkim przejęciem śpiewali wszystkim znane utwory, które w latach wojennych zmagań z okupantami dodawały sił i wiarę w zwycięstwo. Dzisiaj, patrząc na młode pokolenie często zastanawiamy się, czy potrafiłoby stawić czoła w obronie Ojczyzny? Wokaliści uczestniczący w XIII Przeglądzie Piosenki Patriotycznej zdali pierwszy egzamin z miłości do swojego Kraju ucząc się i interpretując pieśni z minionej epoki. Jest to także dowód żywej pamięci o tych, którzy swoją krwią zdobyli wolność dla nas żyjących w obecnych czasach. Oni nadal żyją w pieśniach i poezji, oni żyją w nas.

 


5 listopada 2012 r.
Listopad – miesiącem zadumy? 

Jesienna pora roku uświadamia nam ulotność piękna, szybkość przemijania tego, co jeszcze tak niedawno cieszyło oczy kolorami, blaskiem i życiową energią. Listopad w naszym narodzie i kulturze jest miesiącem, w którym częściej niż kiedykolwiek wspominamy tych, co odeszli. Ma to swój wyraz w porządkowaniu grobów i tzw. modlitwie wspominkowej odmawianej w kościołach w listopadowe wieczory.

Trochę historii

Od niepamiętnych czasów pamięć o zmarłych jest głęboko zakorzeniona w naszej polskiej kulturze i obyczajach. Ma on swój wyraz w również w rodzimej literaturze. Do tego zwyczaju nawiązuje Adam Mickiewicz w „Dziadach”. Dziady – był to zwyczaj ludowy wywodzący się z przedchrześcijańskich zwyczajów w krajach słowiańskich. Tym obyczajom towarzyszyły ludowe obrzędy. Celem rytualnych obrządków był kontakt z duszami zmarłych, które potem należało ugościć smacznymi potrawami i pomóc im w wędrówce w zaświaty. Palenie ognisk na mogiłach zmarłych miało odstraszać złe moce. Ten pogański zwyczaj przyjął się również na polskim gruncie i był kultywowany nawet w czasach chrześcijaństwa. Jednak w miarę rozszerzania się religijności Kościół zakazywał praktyk pogańskich zwyczajów i obrzędów. W zamian ustanowił święto: Zaduszki. Jednak do chwili obecnej w niektórych rejonach wschodniej Polski, na Ukrainie i Białorusi kultywuje się nadal symboliczne wynoszenie jadła w tzw. „dwójniakach” na groby. W pozostałej części naszego kraju pamięć o bliskich zmarłych wyrażana jest strojeniem grobów i paleniem zniczy – symbolu naszej pamięci. To tyle o genezie święta zmarłych.

Współczesne „Zaduszki”

Na początku listopada idąc cmentarnymi alejami zastanawiałam się ile, w nas jest pamięci tej w sercu, a ile pokazywania jej na zewnątrz? Ile w nas jest pogaństwa, a ile żywej wiary? Pytania się mnożą. Widzimy groby ozdobione sztucznymi wiązankami, bukietami plastikowych kwiatów… Spod tych kwiecistych stroików, gdzie niegdzie widoczny jest tylko skrawek marmurowych lub granitowych pomników. Niejednokrotnie słyszałam rozmowy przy grobach, ile kosztowała wiązanka, stroik, znicz. Czy o to chodzi współczesnym chrześcijanom, aby między jedną modlitwą, a drugą nad grobem bliskiej osoby prowadzić licytację, kto więcej wydał pieniędzy na „okazanie pamięci” o zmarłych? Mocno bulwersuje mnie ten fakt. Wiemy, że jest to podejście do sprawy zakupu czysto ekonomiczne. Zarabiają kwiaciarnie, a my mamy spokój z podlewaniem żywej rośliny. Mamy też czyste sumienie, że ten sztuczny symbol naszej pamięci dłużej postoi i nacieszy oczy przechodniów. A przecież religia chrześcijańska uczy nas, że jest świętych obcowanie, a więc zmarli żyją, są obok nas. Życie… to coś, co żyje, rozkwita, owocuje. Dlaczego więc wyrażamy pamięć o bliskich dając im sztuczne kwiaty? Nawet ocieplenie klimatu staje się sprzymierzeńcem zwyczaju strojenia grobów żywymi kwiatami. Widząc piękne chryzantemy dziwię się, że nie są doceniane, jako adekwatne ozdoby na groby tych, którzy osiągnęli wieczny żywot. Tylko nieliczni stawiają na mogiłach kopuły drobnych, złotych kwiatów. Mam nadzieję, że w następnych latach zwyczaj stawiania żywych kwiatów na grobach bliskich będzie kolejną naszą piękną tradycją.

 


29 października 2012 r. 

Uniwersytet Trzeciego Wieku - propagatorem polskiej kultury 

Od 2005 roku do chwili obecnej w naszym mieście działa Uniwersytet Trzeciego Wieku. Skupia on seniorów, którzy będąc na emeryturze chcą nadal pogłębiać swoją wiedzę z różnych dziedzin nauki. Pragną żyć aktywnie i dzięki swoim działaniom dawać przykład, w jaki sposób można krzewić kulturę w każdym okresie swojego życia. Poniżej przedstawiam aktywne przedstawicielki świdnickiego Uniwersytetu – panie: Krystynę Pogorzelską i Barbarę Guz. Przeczytajmy, co mają nam do przekazania.

Joanna Pąk:  W jaki sposób Pani dowiedziała się o istnieniu U.T.W. w naszym mieście?

Krystyna Pogorzelska: W maju 2007 r. przeprowadziłam się z Lublina do Świdnika. Byłam trochę obca w tym mieście. W Lublinie zostawiłam znajomych i przyjaciółki. Postanowiłam coś z tym zrobić. Przeczytałam ogłoszenie zamieszczone (wtedy jeszcze w szkole nr 2) o U.T.W. Decyzję podjęłam szybko. Na Uniwersytet Trzeciego Wieku zapisałam się jeszcze tego roku tzn. od października 2007.

J. P. Co skłoniło Panią do podjęcia decyzji o zapisaniu się na zajęcia?

K. P. Sama w nowym miejscu, w nowych warunkach, sytuacja nienajlepsza, a więc Uniwersytet okazał się dla mnie lekiem na samotność, na żal do całego świata. Zostając słuchaczem U.T.W. mogę stwierdzić z całą stanowczością, że podjęłam doskonałą decyzję i z tego się bardzo cieszę. Zapisałam się na turystykę, integrację i literaturę.

J. P. Uczestniczy Pani w zajęciach sekcji literackiej, co o tym zadecydowało?

K. P. Literatura! Zawsze mnie interesowała (chociaż z wykształcenia jestem ekonomistką). Bardzo szybko okazało się, że nie wyobrażam sobie życia bez poniedziałków i bez tych spotkań. Czekam na te spotkania, na miłą i ciepłą atmosferę, na spotkania z paniami. Podobały mi się ich bezpośrednie zachowania, normalny sposób bycia, a często   chciałam je po prostu widzieć. Czy to nie za dużo na raz, polubić zajęcia i drugiego człowieka? A już nigdy nie pomyślałam, że polubię Różewicza i zrozumiem jego poezję. Zaczęłam sama pisać wspomnienia, wiersze, opowiadania. Dzielę się z innymi swoimi odczuciami, o których wcześniej nikomu nie mówiłam.

J. P. Jak często odbywają się zajęcia?

K. P. Zajęcia (zgodnie z programem) – warsztaty literackie odbywają się raz w tygodniu w poniedziałki po 2 godziny.

J. P. Proszę opowiedzieć, jak wyglądają wykłady?

K. P. Jak już wspomniałam zajęcia są bardzo ciekawe i bogate w wiedzę o literaturze, omawia się na nich okresy literackie, powieściopisarstwo, poezję oraz bieżące wiadomości kulturalne. Podczas tych spotkań opowiadamy o życiu, tradycji. Chcemy wszyscy widzieć życie z pełnymi kolorami obrazów i akwarele z łagodną mgiełką delikatnych barw. Z tymi kolorami jest nam łatwiej żyć.

J. P. Czy jest to tylko teoretyczna wiedza przekazywana przez wykładowców?

K. P.  Od początku  zajęcia prowadzi i koordynuje polonistka pani Halina Ciechomska. Pod jej kierownictwem piszemy, czytamy i omawiamy różne utwory literackie.

J. P. Czy poza U.T.W. uczestniczy Pani np. w konkursach, występach (także poza Świdnikiem?

K. P.  W konkursach do tej pory nie uczestniczyłyśmy. Naszymi osiągnięciami są wieczory literackie, które odbywają się w Bibliotece im. A. Kamieńskiej w Świdniku. Do tej pory odbyło się ich 14.  Zapraszamy na te spotkania  nie tylko  słuchaczy U. T. W. ale także mieszkańców naszego miasta. Dla przykładu podam kilka tematów prezentowanych na tych wieczorach:

„Ale książki będą na półkach…”

„Melancholijna pora, oczu oczarowanie – wieczór o jesieni”

„Człowiek w podróży – odkrywanie samego siebie”

Juliusz Słowacki – czytany na nowo

„Dopóki ta kobieta…” – spotkanie z okazji Święta Kobiet.  

J. P. Jakie osobiste korzyści wynosi Pani z uczestnictwa w zajęciach literackich?

K. P.  Jakie korzyści? Wielkie, ogromne, niewymierne! Bardzo podoba mi się to, co się dzieje i w jaki sposób toczy się życie na Uniwersytecie. Mocno hołduje się tu tradycji i podkreśla z należną oprawą różne święta i uroczystości okolicznościowe. Podobają mi się nasze postawy i zachowania. Patrzymy na wszystko z tej dobrej strony, bez zawiści, zawiści i pazerności. Prosto zwyczajnie, jak w poezji.

J. P. Czy ma Pani swoich ulubionych pisarzy, poetów, utwory?

K. P. Każda z nas ma swoich ulubionych pisarzy, poetów i ich utwory. Najchętniej czytam powieści obyczajowe, ambitne i te proste, zwyczajne, które są odskocznią od ciężaru życia i samotności. Moją ulubioną książką była i jest „Ania z Zielonego Wzgórza”, a potem dalsze jej losy opisywane w następnych tomach. Z poezji lubię czytać utwory Adama Asnyka, a najbardziej kocham  jego wiersz pt. „Astry”. Uwielbiam również wiersze Haliny Poświatowskiej, która w swoich utworach opisuje każdy przeżyty cudownie dzień. Może właśnie dlatego pisała wiersze, w których wyrażała swój zachwyt pięknem świata i radością z odczuwanej chwili. Jej utwory są niespokojne, piękne tak jak portret dziewanny…

J. P. Czy zajęcia w U.T.W. mają pozytywny wpływ na osobiste życie?

K. P. Obcowanie z poezją i literaturą to wszystko co najlepsze mogło mi się przytrafić. Każdy człowiek jeśli otacza się pięknem, staje się lepszy, a ta dobroć udziela się innym. 

Drugą moją rozmówczynią jest pani Barbara Guz – także kilkuletnia słuchaczka świdnickiego U.T.W. Przeczytajmy, co nam powiedziała:

Na zajęcia w Uniwersytecie Trzeciego Wieku zaczęłam uczęszczać od drugiego roku jego powstania w naszym mieście. Do tego, aby się tam zapisać namówiła mnie moja sąsiadka, Irena. Wybór zajęć padł na literaturę, warsztaty plastyczne, zespół wiedza o zdrowiu i psychologia na co dzień, basen, gimnastykę i turystykę.

Wybierając zajęcia z literatury kierowałam się zainteresowaniami z tej dziedziny nauki. Już jako młoda dziewczyna podjęłam pracę  w bibliotece i zawsze pasjonowałam się czytaniem książek. Teraz będąc studentką U.T.W. chcę nadal pogłębiać swoją wiedzę, a także przypomnieć sobie dawno przeczytane książki. Zajęcia z zakresu literatury odbywają się raz w tygodniu i trwają 2 godziny.  Nasz zespół organizuje wieczory literackie, podczas których prezentujemy twórczość znanych poetów oraz swoją własną, pisaną przez dłuższy czas do szuflady. To właśnie tego typu zajęcia dają nam odwagę, inspirują do pokazania swojego twórczego dorobku. Oprócz wymienionych zajęć uczęszczam jeszcze na warsztaty plastyczne prowadzone przez p. Barbarę Kasprzak. Ta kobieta o wielkim sercu uczy naszą grupę robótek ręcznych, wprowadza nas także w piękny świat malarstwa. Zajęcia z zakresu  wiedza o zdrowiu i psychologia na co dzień  prowadzi pani psycholog Renata Puchala. Są one dla nas bardzo pouczające, zwłaszcza teraz, gdy obecne środowisko jest tak bardzo zanieczyszczone i ulega degradacji. W tym właśnie czasie musimy dbać  o  zdrowie psychofizyczne własne i swoich najbliższych. Chcemy się zdrowo odżywiać  i prowadzić zdrowy tryb życia. Wykładowcy ze świdnickich szkół oraz lubelskich uczelni wychodzą naprzeciw naszym oczekiwaniom i podczas zajęć przekazują nam, w jaki sposób dobierać odpowiednie ćwiczenia, żywność oraz dbać o zdrowie psychiczne, by jak najdłużej zachować psychoruchową sprawność. Uczęszczanie na wymienione wyżej zajęcia mają ogromny wpływ na mój osobisty rozwój, są przydatne w życiu codziennym, ponieważ teoretyczną wiedzę mogę wykorzystać również w praktyce. Wykłady na U.T.W. są dla mnie również odskocznią od szarości dnia codziennego. Podczas zajęć nawiązujemy znajomości, które przeradzają się w szczere przyjaźnie owocując spotkaniami w domu uczestników i wymianą cennych doświadczeń.

Moim Szanownym Rozmówczyniom serdecznie dziękuję za udzielenie wywiadu  i życzę dalszych sukcesów w propagowaniu działań na rzecz kultury w naszym mieście.

 


24 października 2012 r.

XVII Ogólnopolskie Prezentacje Twórczości Świdnik 2012

W ubiegłą sobotę wybrałam się na Ogólnopolskie Prezentacje Twórczości organizowane przez Robotnicze Stowarzyszenie Twórców Kultury w Świdniku. W Konkursie mogą brać udział amatorzy tworzący w trzech kategoriach: literatury, plastyki i fotografii. W ubiegłych latach ja również uczestniczyłam w tychże Konkursach prezentując swoją twórczość. Obecnie chodzę tam z sympatii  oraz po to, aby posłuchać i swoim okiem ocenić dorobek młodszych wiekiem i stażem twórców.

Konsternacja

W ubiegłych latach Prezentacje Twórczości odbywały się w Miejsko – Powiatowej Bibliotece im. Anny Kamieńskiej. Budynek jest o tyle wygodny, że nie ma schodów, a więc jest przyjazny osobom poruszającym się na wózkach inwalidzkich. W tym roku stało się inaczej. Rozstrzygnięcie Konkursu odbyło się w Spółdzielczym Domu Kultury w Świdniku.

Stojąc przed dużym budynkiem z szeregiem krętych schodów czułam bezsilność, bezradność swoją i mojej mamy. W takich sytuacjach mój wózek staje się ciężarem, a nie przyjacielem, dzięki któremu jest mi łatwiej dotrzeć do odległych miejsc. Schody są nie do pokonania bez pomocy osoby drugiej. Nie pamiętam już, ile wyrzeczeń muszę ponosić właśnie dzięki takim utrudnieniom.

„Może w czymś pomóc?” – zza pleców usłyszałam męski głos. Za mną stał uśmiechnięty pan w średnim wieku. Nie mogłam odmówić. Wziął mój wózek w ręce, a ja z pomocą mamy weszłam po schodach do sali. Niepokój prysł, bo po raz kolejny doświadczyłam ludzkiego odruchu serca, serca wrażliwego na niemoc drugiego człowieka. 

Wielcy sercem i duszą

Już od drzwi wpadła mi w oko dekoracja sali specjalnie zrobionej na okoliczność rozstrzygnięcia konkursu. Zachwyciłam się kolorami liści zaczepionymi na delikatnych jak mgła niteczkach. Kompozycja podświetlona lampą imitującą uliczną latarnię cieszyła oczy pomysłowością i stwarzała niesamowity efekt. 

Rozpoczęcie XVII Ogólnopolskich Prezentacji Twórczości rozpoczęło się z niewielkim opóźnieniem. W tym czasie mogłam obejrzeć wiszące na ścianach obrazy i fotografie wyróżnione w Konkursie. Zachwycały kunsztem, paletą barw, a przede wszystkim profesjonalizmem autorów.

Wreszcie nadszedł wyczekiwany moment otwarcia Prezentacji. Otwarcia uroczystości dokonał Prezes Robotniczego Stowarzyszenia Twórców Kultury – p. Kazimierz Kalińczuk. Powitano przedstawicieli Władz Miasta, Współorganizatorów oraz Sponsorów tego szczytnego przedsięwzięcia, a także wszystkich uczestników.

Druga część Konkursu wyłoniła laureatów. Komisja składająca się z osób zajmujących się profesjonalnymi dziedzinami sztuki ogłaszała nazwiska tych, którzy być może przez wiele lat pisali, malowali obrazy i robili zdjęcia tylko do szuflady  ot tak, z potrzeby serca. Wyjście z ukrycia daje możliwość i nadzieję na ukazanie piękna swojej potrzeby tworzenia, a także ujawnienia tego, czym żyje autor i co jest „pokarmem” jego wnętrza. Teraz zobaczyli to wszyscy uczestniczący w tej imprezie i mogli do woli się tym zachwycać. Według Komisji poziom Ocenianych prac był bardzo wysoki.

Poniżej prezentuję Laureatów i ich wiersze. Pozostałe dzieła z kategorii malarstwa i fotografii można obejrzeć w Spółdzielczym Domu Kultury oraz w Bibliotece im. A. Kamieńskiej w Świdniku.

Laureaci i ich dzieła

W konkursie literackim Jury nagrodziło tym razem twórców spoza Świdnika:

I miejsce zajął Piotr Fałczyński za opowiadanie pt: „Meander”, z miejscowości Ołobok

II miejsce przyznano Irenie Molenda za wiersze: „Nie domykajmy”, „Letni mrok”, „Gdy los wytrąci ster” – Dąbrowa Górnicza

III miejscem uhonorowano Marię Gibała za wiersz pt.: „Rozmowy z ojcem” – Przemyśl

Wyróżnienie otrzymał Mieczysław Szabaga za wiersze pt.:  „Zawieszeni”, „Życiorys”, „…***… obraz życia” – Przemyśl.

Oto nagrodzone wiersze:

Letni mrok

Mrok wycisza
emocje dnia,
usypia niepokoje,
na randez sous
Zaprasza maciejki,
zamyka nasturcje
i powoje.
Cichutko stąpa na palcach
po przydrożach,

przychaciach
i łąkach wonnych od siana.
Zmęczony, rozmarzony
zapadnie przy malwach
i łopianach.
Zapatrzy się  
w twarz księżyca,
zasłucha w kwilenie ptaków
śniących ptasie koszmary.
Cisza letnia uśpi
pachnący letni mrok,
otuli w rzecznych mgieł opary.

/Irena Molenda/

 

Rozmowy z ojcem

-napiłbym się piwa

-przyniosłam, wypijesz przez rurkę…?

-jak w domu…kupiłaś węgiel?

-tak,nie martw się

-kochamy Cię

Nie pamiętałam czy kiedykolwiek

Powiedziałam mu to…

-ja tez was kocham

…kiedy do nas przyjdziesz?...

-przyjde jutro…

każdego dnia jest jutro…

/Maria Gibała/

 

***

obraz życia po życiu posklejał z pamięci

swoich pacjentów niejaki Moody

przebija z niego inny świat, nie pogodzony

ze starym światem, ciekawość jest jednak

silniejsza, wchodzimy w ta wizje bez obaw

przed nieznanym, skutki mogą zakląć

nas w projekt uczonego doktora…

/Mieczysław Szabaga/

 

Laureaci Konkursu Plastycznego:

I miejsce zajął Józef Stachnik za obraz pt.:  „Martwa natura z kwiatami”, Kraków

II miejsce przyznano Małgorzacie Bochenko za obraz pt.: „Nad potokiem”,  Świdnik

III miejscem uhonorowano Tomasza Winiarskiego za obraz pt.: „Nokturn na Złotej”, Bełżyce.

Wyróżnienia:

Anna Witek – „Lot ptaka w chaosie”, Świdnik
Halina Grzywaczewska – „Nadmorskie wydmy”,   Świdnik
Adam Mielnik – „Krajobraz we mgle”,  Kraków.

Laureaci Konkursu Fotograficznego:

I miejsca nie przyznano

II miejsce ex aequo otrzymały:
Wiesława Stawarz za zestaw zdjęć pt.: „Kropelkowo”, Sosnowiec
Katarzyna Rydz – zestaw „Czar  młodości”, Świdnik

III miejsce otrzymała Maria Gibała za zdjęcia pt.: „Deszczowa symfonia”, „Powiew wiosny”, „Dumne”,  Przemyśl

Wyróżniono:
Zygmunt Szponar – zestaw pt.: „Okno na świat”,  Świdnik.

Po dawce poezji i wręczeniu nagród wszyscy uczestnicy skupili się na oglądaniu pięknego spektaklu pt.: ”Malowane słowem i obiektywem”. Twórcami tej poetyckiej diaporamy byli: Urszula Gronowska i Jacek Zaim.

Kończące się spotkanie pełne wzruszeń dało mi pewność, że są ludzie, dla których liczy się piękno słowa i przekazywanie tego wszystkiego, co być może dla zabieganych ludzi jest niewidoczne.

 


15 października 2012 r.
Warsztaty Literackie i Konkurs Jednego Wiersza

Wczesnym popołudniem 12 października 2012 roku Sala Wystawowa Biblioteki Miejskiej im. Anny Kamieńskiej w Świdniku, skupiła niewielką grupę osób, która pasjonuje się pisaniem wierszy. Za małym stolikiem zapełnionym tomikami poezji oraz pomocniczymi materiałami zasiadło dwoje znakomitych poetów: Maria Szczęsna-Jeleniewska i Janusz Adamczyk. Oboje Państwo są członkami Związku Literatów Polskich, a więc w dziedzinie poezji są koneserami.

Jak powstaje poezja?

Decyzją jurorów Warsztaty Literackie podzielono na dwie części. W pierwszej części spotkania można było dowiedzieć się, jak i gdzie rodzi się poezja, czym jest w wierszu metafora oraz jakie kryteria powinien spełniać dobrze napisany utwór? Wszystkie pytania poparte były przykładami wierszy obrazującymi omawiane zagadnienia. Każdy uczestnik Warsztatów Literackich mógł głośno wyrazić swoje odczucia, interpretować wcześniej usłyszaną twórczość poetów współpracujących z kwartalnikiem „Akcent”, a także wsłuchać się w strofy lirycznych utworów napisanych przez Szanowne Jury. 

Konkurs Jednego Wiersza

Druga część Spotkania była bardzo emocjonująca. Uczestnicy, a zwłaszcza młodzi poeci mogli pochwalić się własnym dorobkiem twórczym. Dla niektórych autorów był to debiut, a wszyscy słuchający stanowili ich pierwsze audytorium. Słychać było drżące, nieśmiałe głosy, jednak miłość do poezji zwyciężyła zawstydzenie. Jury bardzo szczegółowo i wnikliwie oceniało poszczególne wiersze. Autorzy przyjmowali słowa krytyki z pokorą i wdzięcznością, ponieważ wiedzieli, że eliminując podstawowe błędy w utworach mają szansę na doskonalenie swojej twórczości. Cenne wskazówki nie pójdą w zapomnienie lecz zaowocują w nowych, lepszych wierszach.

Na zakończenie Spotkania nastąpił najmilszy moment, a mianowicie wyłonienie najlepszego wiersza czytanego przez uczestników Warsztatów Literackich. Komisja wraz z publicznością, jednogłośnie przyznała I Nagrodę p. Marcinowi Szostkowi za utwór pt.: „Zderzenia myśli”. Drugim Wyróżnionym został p Jakub Stefański za wiersz pt.: „Moje myśli”. Oto wiersze, które zachwyciły Komisję i podbiły serca publiczności:

 

Zderzenia myśli

Napełnić brzegiem pucharu chwilę,

która wiecznie trwa

płynąć przez wielki ocean

 jak maleńka tratwa 

 

Stojąc na Ziemi

dotykając ręką chmur

jak pył na wietrze

być trwałym jak marmur

 

Zatrzymać w dłoni czas

jak piasek pomiędzy palcami

smutek wypełnić radością

milczenie słowami

/Marcin Szostek/

 

Moje myśli

Moje myśli krążą w mojej głowie

jak obrazy z przeszłości...

zamieniam je na wiersze.

Kolorowe obrazy przekształcone...

złapane w biegu.

Białe kartki to najpiękniejsze listy

etapów smutnych i wesołych zdarzeń.

Dawne dni odchodzą jak mgła o poranku...

tak jak twarze dawno niewidziane

Liście spadają na ziemię kołysane przez wiatr

Szukałem dobroci i szczerości.

W zaułkach myśli kryje się mój dobry duszek.

Dzisiejsze zdarzenia idą do przodu...

za mną zamknięty rozdział.

/ Jakub Stefański/

 

Oba utwory spełniły podstawowe kryteria poezji ukazujące m.in. prawidłowość metafor, lekkie „pióro” i dobrze rokującą twórczą przyszłość. Laureatom serdecznie gratuluję i życzę kolejnych sukcesów, które w przyszłości zaowocują samodzielnymi tomikami poezji.

Organizatorem Warsztatów Literackich było Robotnicze Stowarzyszenie Twórców Kultury oraz Miejsko-Powiatowa Biblioteka im. Anny Kamieńskiej w Świdniku. Mam nadzieję, że Warsztaty Literackie staną się cyklicznymi spotkaniami w naszym mieście. Są one bardzo potrzebne młodym pisarzom, poetom i twórcom którzy dzięki wsparciu dojrzałych artystów zdecydują się wyjąć swoje „dzieła” z głębokich szuflad i ubogacą nimi nie tylko naszą lokalną społeczność.

 


 8 października 2012 r.
 Wspomnienie manifestacji w Warszawie widziane oczami świdniczanina

Jest wczesny jesienny wieczór. Oczekuję odwiedzin znajomego, który niedawno uczestniczył w manifestacji w Warszawie. Czasami lubię posłuchać najświeższych informacji zwłaszcza tych, w których biorą czynny udział mieszkańcy Świdnika.

Mój znajomy przychodzi punktualnie. Po wymianie kilku zdań dotyczących kapryśnej pogody zaczyna swoją relację z przebiegu manifestacji:

„Rankiem, 29.09.2012 roku ze Świdnika do Warszawy wyjechało 300 osób (5 autokarów). Jechaliśmy w dwóch grupach. Pierwsza grupa wyjechała wczesnym rankiem o godzinie 7.30, a druga grupa godzinę później. Oprócz grup zorganizowanych z naszego miasta wyjechało znacznie więcej osób. Dojechali oni własnymi lub miejskimi środkami komunikacji. Głównym organizatorem manifestacji był: PiS, Gazeta Polska oraz wiele innych organizacji związanych lub sympatyzujących z TV Trwam.

W czasie protestu domagaliśmy się zniesienia tzw. umów „śmieciowych”, wolności słowa i przyznania miejsca na multipleksie TV Trwam, a także obniżenia wieku emerytalnego tj. do 65 roku życia.

Po przyjeździe do Stolicy wszystkie grupy protestujących zebrały się na Placu Trzech Krzyży. Tam została odprawiona Msza św. Następnie uczestnicy marszu wyruszyli trasą: Nowy Świat – Krakowskie Przedmieście – Plac Zamkowy. Podczas trwania protestu wznoszono okrzyki dotyczące wyżej wymienionych żądań oraz śpiewano pieśni kościelne i patriotyczne: „Boże coś Polskę przez tak liczne wieki…”, „Ojczyzno ma tyle razy we krwi skąpana…”, „Żeby Polska była Polską…” oraz inne pieśni także o tematyce maryjnej. Na transparentach niesionych przez protestujących widniały hasła: „Nie oddamy wam TV TRWAM”. W okolicy Pałacu Prezydenckiego odmówiliśmy Różaniec w intencjach ofiar katastrofy smoleńskiej. Policja zabezpieczała całą trasę przez którą szła manifestacja i dzięki temu nie doszło do żadnych przykrych incydentów.

W godzinach wieczornych uczestnicy marszu zaczęli opuszczać Warszawę. Powrót do Świdnika poszczególnych autokarów nastąpił w godzinach 22.00 – 1.00 w nocy. Byliśmy zmęczeni jednak mieliśmy świadomość dobrze wypełnionego obowiązku. Łączył nas jeden cel: chcieliśmy pokazać swoje niezadowolenie władzy państwowej z niekorzystnych ustaw, uchwalanych na niekorzyść młodego pokolenia oraz starszych pracowników. Nauczeni doświadczeniem poprzedniej epoki wiemy, że tylko tego typu akcje protestacyjne mogą przynieść pozytywny skutek. Nie można siedzieć cicho i udawać, że wszystko jest w porządku”.

- A więc czy ten protest odniósł jakiś skutek? – pytam zaciekawiona opowiadaniem.

Mój znajomy zamyśla się… Widzę niepewność zamiast odpowiedzi. W końcu słyszę cichą odpowiedź: „Zobaczymy, to wszystko pokaże czas. Walczymy już nie tylko dla siebie, chcemy aby wam młodym żyło się lepiej”. Po wyjściu mojego gościa jestem spokojniejsza o swoją przyszłość. Jestem dumna, że żyję w mieście, które wychowało tak odpowiedzialnych mieszkańców, którym nie jest obojętna przyszłość młodych pokoleń.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Najczęściej czytane

  • Walczyli z ogniem
    Walczyli z ogniem Spalony dach i uszkodzona instalacja elektryczna to efekt burzy, która…
  • Seans pod chmurką
    Seans pod chmurką Cztery wieczory w lipcu i sierpniu będzie można spędzić oglądając…
  • Nowe życie placu
    Nowe życie placu Wodotryski, zdroje wodne, strefy wypoczynku, odnowiona zieleń. Tak po przebudowie…
  • Jaś potrzebuje pomocy
    Jaś potrzebuje pomocy W 2014 roku u Jasia Karwowskiego, chłopca mieszkającego w Krępcu…
  • O krok od tragedii
    O krok od tragedii Wczoraj, 62-letnia mieszkanka Świdnika została dotkliwie pogryziona przez psa. Do…
  • mural-2
  • DSC_0599
  • DSC_0643
  • DSC_0611
  • mural-4
  • dsc_0043
  • dsc_0586
  • DSC_0621
  • mural-5
  • DSC_0560
  • DSC_0645