Tomasz Filipiuk - Świdnik - wysokich lotów

Ten album nie zawiera żadnych elementów

Tomasz Filipiuk

Dziennikarz portalu „Świdnik - wysokich lotów” oraz tygodnika „Głos Świdnika”
tomaszfilipiuk@mok.swidnik.pl


(11.06.2015)
Smutny koniec ligi

To nie był dobry sezon piłkarzy Avii. Z pewnością. I nie tylko chodzi o wynik sportowy. Dziesiąte miejsce powodem do dumy nie jest, ale o awansie, przed startem rozgrywek też nikt głośno nie mówił. Martwi bardziej chaos w jakim pogrążony jest zespół. Żółto – niebieskim, przez rok nie udało się odnaleźć stylu i sprawić, by trybuny na stadionie przy ul. Sportowej regularnie zapełniały się choćby w połowie. Kibice mogli wymagać czegoś więcej, bo przed sezonem, przyszło do klubu kilku zawodników, których transfery traktowane były w kategorii wzmocnień. Rzeczywistość okazała się inna. Ze 102 punktów, możliwych do zdobycia w lidze, Avia uzbierała 44. Nietrudno policzyć, że więcej oddała rywalom niż dopisała do swojego konta. Do  zwycięzcy rywalizacji straciła 29 „oczek”… To przepaść. Zresztą świdniczanie byli gorsi nie tylko od uznanych ekip z Rzeszowa, czy lubelskiego Motoru, ale także od ligowych kopciuszków z Wólki Pełkińskiej i Sieniawy. W rundzie wiosennej najlepszy w barwach zespołu ze Świdnika był Mateusz Wołos. Osiemnastolatek przyszedł zimą ze Sparty Rejowiec Fabryczny i udowodnił, że potrafi grać bez kompleksów. Przekonał do siebie wszystkich, od trenera, po kibiców. Ci drudzy zresztą już go polubili za zaangażowanie i serce zostawione na boisku. Za zdobyte gole też. Takich Wołosów chcielibyśmy więcej. Zmiany są nieuniknione i na pewno do nich dojdzie. Za wcześnie mówić kto zostanie, a kto odejdzie. Na czele nowego projektu, prawdopodobnie stanie dotychczasowy trener, Jacek Ziarkowski. W klubie zrozumiano, że zwalnianie kolejnych szkoleniowców nic nie daje. Przyczyny słabej gry są inne.



(28.05.2015)
Quo vadis świdnicki sporcie?

Martwię się o przyszłość piłkarskiej i siatkarskiej Avii. Obie sekcje mają poważne problemy finansowe, a bez wsparcia sponsora (czytaj PZL - Świdnik) mogą jeszcze niżej upaść w sportowej hierarchii klubów. Sama pomoc miasta to za mało.

Od kilku miesięcy jesteśmy bombardowani złymi wiadomościami na temat kondycji finansowej siatkarzy żółto – niebieskich. Sytuacja jest poważna i póki co nie padło żadne rozwiązanie, które pozwoliłoby nie tylko uratować zespół przed widmem gry w półamatorskiej lidze, ale także pomóc mu dźwignąć się z kolan. W kuluarach sporo mówiło się o zmianie prezesa i zarządu siatkarskiej sekcji, świeżym powiewie i nowej jakości w zarządzaniu klubem. Czyżby jednak nikt nie chciał wziąć na siebie takiej odpowiedzialności? Czasu zostało niewiele. Kontrakty zawodników kończą się 31 maja. Za chwilę będą mieli wolną rękę w poszukiwaniu nowego pracodawcy i pewnie większość z nich tę okazję wykorzysta. A przypominam, że na przyszły sezon, oprócz zbudowania zespołu, trzeba także stworzyć fundamenty jego zarządzania.

Niewiele lepiej jest u piłkarzy. Zespół, od kilku lat występujący w trzeciej lidze (de facto czwartej) może spaść jeszcze niżej. I nie o degradację sportową mi chodzi. Podobno w tym roku, z kasy PZL – Świdnik do klubu nie wpłynęła ani jedna złotówka. Pieniądze są obiecane, ale kiedy i w jakiej wysokości zasilą budżet żółto – niebieskich nie wiadomo. Można się jedynie domyślać, że to będzie znacznie mniej, niż w ostatnich latach. Problemy zbiegają się w czasie z reorganizacją ligi. W przyszłym sezonie utrzymanie zapewni sobie sześć najlepszych drużyn. Grupa lubelsko – podkarpacka, w której występuje Avia zostanie dołączona do grupy małopolsko – świętokrzyskiej, a to oznacza, że wyjazdy na mecze ligowe będą mierzone jeszcze dłuższą miarą. Nie muszę chyba dodawać, że to automatycznie zwiększy koszta. Pojawia się więc pytanie. Czy w obecnych realiach, bez wsparcia z zakładu, jest sens, za wszelką cenę, rywalizować na poziomie trzeciej ligi? A może lepiej spaść do czwartej i spokojnie funkcjonować wśród zespołów z Werbkowic, Niedrzwicy Dużej czy Końskowoli? Każdy z nas, od kibiców, po działaczy, sponsorów i mecenasów świdnickiej piłki powinien sobie odpowiedzieć na to pytanie.



(30.04.2015)
W Świdniku mieszka mistrz

Niby miasto niewielkie, a swoich mistrzów ma. I to coraz więcej. Chociaż o sporcie piszę od kilku lat, dopiero teraz poznaję niektórych z nich. Dlatego, że są skromni, nie wychodzą przed szereg. To wielka cecha najlepszych. Ostatnio rozmawiałem z jednym z nich - Grzegorzem Kanikułą.

Grzegorz jest sportowcem wyjątkowym. W walce o sportowe sukcesy mierzy się nie tylko z rywalami, ale także z własną niepełnosprawnością. Rywalizuje w grupie osób niewidomych i słabo widzących. Uprawia kręgle, jest członkiem kadry narodowej. To wielokrotny, indywidualny mistrz Polski, drużynowy mistrz Europy. Tych sukcesów ma więcej. To także skromny i ambitny człowiek.

Kilka dni temu umówiłem się z nim na rozmowę. Nie wiedziałem jak wygląda. Przyznam szczerze, że spodziewałem się kogoś niewielkiej postury, kto będzie miał problem z opowiedzeniem mi o swojej bogatej karierze. Pomyliłem się. W drzwiach stanął potężny facet, niczym kulturysta lub pięściarz wagi ciężkiej. Uśmiechnięty, chętny do rozmowy i podzielenia się tym, co w jego życiu stanowi niezmierzoną wartość. Z reklamówki wyjął pęk medali i jeden puchar. Na kartce wypisał najważniejsze sukcesy. Rozmawialiśmy o jego sportowym życiu, problemach, na jakie natrafia. Wyjaśnił mi czym się różnią kręgle klasyczne od bowlingu. Ucieszyła mnie ta pogawędka. Pomyślałem, po raz kolejny zresztą, jak fantastyczną moc ma sport.

Tych, którzy chcieliby bliżej poznać tego sportowca zachęcam do przeczytania artykułu na temat Grzegorza Kanikuły, który ukazał się dziś, 30 kwietnia w Głosie Świdnika.



(09.04.2015)

Gramy do końca

Za dwa dni siatkarze Avii rozegrają pierwszy mecz o utrzymanie na zapleczu PlusLigi. Zmierzą się z Kęczaninem Kęty, z którym dwukrotnie przegrali w sezonie zasadniczym. Rywalizacja toczyć się będzie do trzech zwycięstw.

Żółto – niebiescy notują najsłabszy sezon w historii klubu. Przegrali 25 z 26 meczów w rundzie zasadniczej. Są krytykowani niemal za wszystko. Od słabej gry, po brak umiejętności, potrzebnych do rywalizacji na poziomie pierwszej ligi. I jest w tym sporo racji. Trzeba jednak pamiętać, że zespół został zbudowany chaotycznie, bez żadnego planu. Przy zatrudnianiu zawodników władze klubu najpierw patrzyły na wysokość kontraktu, potem na umiejętności poszczególnych graczy. To przecież nie wina siatkarzy, że chciano ich ściągnąć do Świdnika. Dla wielu z nich propozycja gry w klubie z zaplecza PlusLigi była z kategorii tych nie do odrzucenia. W Avii mogli się wypromować, a do siatkarskiego CV wpisać, że występowali w I lidze. Czym zatem kierowali się sternicy ASPS Avia? Oczywiście oszczędnościami. Nie od dziś wiadomo, że klub ledwo wiąże koniec z końcem. Do tej pory jednak zawsze jakoś to było. Poważniejsze kłopoty pojawiły się w drugiej połowie poprzedniego roku. Klubowa kasa zaczęła świecić pustkami, nie było na wypłaty dla zawodników i trenera. To pogłębiło jeszcze bardziej dołek w jakim znalazła się świdnicka siatkówka. Wszak wynik sportowy niemal zawsze idzie w parze z finansowym.  Na rozliczanie i wnioski będzie jednak czas po sezonie.

Legendarny Kazimierz Górski mawiał, że dopóki piłka w grze wszystko jest możliwe. To chyba najlepsza wskazówka dla świdniczan, którzy w weekend rozpoczną batalię o być albo nie być w I lidze. Widziałem kilka spotkań w tym sezonie, w których podopieczni Krzysztofa Lemieszka nawiązywali równorzędną walkę z rywalami. Trzeba do tego wrócić. Chłopaki… Nie macie nic do stracenia!


(12.03.2015)
Rusza piłkarska karuzela

Jestem lokalnym patriotą. Zwłaszcza w kwestii sportu. Śledzę i pasjonuję się rozgrywkami, w których występują świdnickie zespoły. I nie ważne czy to pierwsza, trzecia czy ostatnia liga. Każda dostarcza emocji.

Doczekałem się! W weekend ruszają piłkarskie rozgrywki, z udziałem świdnickiej Avii. Żółto – niebiescy pojadą na mecz do Boguchwały, przeciwko Izolatorowi. Prawda, że nazwa rywala brzmi egzotycznie? Takich zresztą, w niższych ligach, jest więcej. Po trzecioligowych boiskach biegają zawodnicy Formacji Port 2000 Mostki (lider III ligi, grupy dolnośląsko – lubuskiej), Foto-Higieny Gać, Partyzanta Radoszyce czy Swornicy Czarnowąsy. W grupie lubelsko – podkarpackiej podobnych „przypadków” jest niewiele. Poza Izolatorem, uśmiech na ustach może wywoływać jeszcze nazwa Wólczanki Wólka Pełkińska. Pełno za to uznanych firm. Od Avii, oczywiście, zaczynając, przez takie kluby, jak Resovia i Stal Rzeszów, Wisłoka Dębica, Motor Lublin, Karpaty Krosno. Dlatego rozgrywki są ciekawe. Żółto – niebiescy, po pierwszej części sezonu zajmują siódme miejsce. Z jednej strony to bezpieczna pozycja, gwarantująca spokojne utrzymanie, z drugiej zbyt odległa, by pomyśleć o awansie do wyższej klasy rozgrywkowej. O co więc świdniczanie zagrają wiosną? Odpowiedzi jest kilka. Najprostsza – o zwycięstwo w każdym ze spotkań. Głębiej sięgając, o styl i przygotowanie zespołu do kolejnego sezonu. Polski Związek Piłki Nożnej planuje bowiem przeprowadzenie reformy III ligi. Po sezonie 2015/2016 zmienią się zasady awansów i spadków. Tylko sześć czołowych zespołów utrzyma się w lidze, reszta spadnie o klasę niżej. Zamiast dotychczasowych ośmiu grup III ligi, będą cztery. Zapowiada się zatem pasjonująca walka. W Świdniku zdają sobie sprawę, że przyszły sezon będzie bardzo trudny. Dlatego teraz jest czas na eksperymenty i budowanie kręgosłupa drużyny. Zadanie powierzono Jackowi Ziarkowskiemu, trenerowi niedoświadczonemu, ale pełnemu zapału do pracy. W kilka miesięcy udało mu się poukładać zespół, wyprowadzić go z dołka, a efektowny finisz na koniec 2014 roku rozbudził nadzieje, że w Świdniku może powstać naprawdę silny kolektyw.

Piłkarzy żółto – niebieskich, na stadionie przy ul. Sportowej 2 zobaczymy w trzeciej kolejce. Po meczach z Izolatorem i Sokołem Sieniawa zmierzą się z lubelskim Motorem. Na derby specjalnych zaproszeń nie trzeba i kto choćby w niewielkim stopniu interesuje się futbolem wie, że obecność na tym spotkaniu jest obowiązkowa. Zapowiada się fajne, sportowe święto. Liczę na rekordową, w tym sezonie, frekwencję na trybunach i zaciętą walkę na murawie. Do zobaczenia 28 marca.


 

(20.02.2015)
Kontrakt na wagę złota

Niecierpliwie czekam na rozstrzygnięcie przetargu na dostawę śmigłowców dla armii. Nie tylko dlatego, że ewentualny kontrakt byłby impulsem dla rozwoju naszego miasta i regionu. Przede wszystkim zastanawiam się czy wygrana spowodowałaby zwiększenie przez PZL-Śwdinik nakładów  na sport.

Wiadomo od dawna, że WSK PZL, obok samorządu miasta, jest głównym mecenasem sportu w Świdniku. Firma co roku wspiera różne sekcje Avii i inne stowarzyszenia sportowe. Najwięcej dostają piłkarze i siatkarze. Najlepsze lata „wueski” szły w parze ze złotymi czasami świdnickiego sportu. Nasi siatkarze zdobywali medal mistrzostw Polski. W ich składzie występowali olimpijczycy z Montrealu.  Przez dwadzieścia jeden sezonów piłkarze żółto – niebieskich rozgrywali mecze w drugiej lidze (obecnie byłaby to pierwsza). Sukcesy odnosili pięściarze, pływacy, sekcja motorowa. Dziś pozostały po nich jedynie wspomnienia. Nie znaczy to, że nie mogłoby się coś zmienić. Na pierwszej konferencji prasowej, Krzysztof Krystowski, nowy szef PZL-Świdnik mówił, że wygrana w przetargu dałaby gwarancję zatrudnienia w firmie, nawet na najbliższe 30 lat. Stabilna pozycja spółki to idealny początek poważnego zainwestowania w klub(y). Kiedyś, w rozmowie z jednym z działaczy siatkarskiej Avii usłyszałem, że na bezpieczne funkcjonowanie klubu, w realiach I ligi, potrzeba miliona złotych na sezon. Budżet żółto – niebieskich jest obecnie, mniej więcej o połowę mniejszy. I od razu widać jak to się odbija na wynikach zespołu. Załóżmy więc, że PZL-Świdnik dostaje kontrakt, zwiększa zatrudnienie, nie żałuje pieniędzy na dofinansowanie sportu. Daje piłkarzom i siatkarzom po milionie złotych na sezon i zapewnia, że w przypadku sukcesów jednego bądź drugiego zespołu nie będzie szczędzić większej kasy. W Świdniku buduje się mocna ekipa siatkarska (kto wie, może z aspiracjami na PlusLigę), a piłkarze, po awansie do II ligi, coraz mocniej włączają się do walki o zaplecze ekstraklasy. Zyskuje także infrastruktura sportowa. Stadion ma już oświetlenie i podgrzewaną murawę. Obiekty sportowe, na których remont czekamy z utęsknieniem, nabierają nowego blasku. Piękne? No piękne. Możliwe? Jak najbardziej! Może jestem niepoprawnym optymistą, ale wierzę, że po ewentualnym zwycięstwie w wyścigu o dostawę śmigłowców dla wojska zyska każdy. I sport, i kultura, i mieszkańcy. Kolejność przypadkowa.


(05.02.2015)
Niemoda na wysiłek

Pięć razy w tygodniu pokonuję drogę do pracy. Przed godz. 8.00 przecinam uliczkę, prowadzącą do Zespołu Szkół nr 2. Jest bardzo zatłoczona. Na początku nie zastanawiałem się skąd w tym miejscu i o tej porze tyle samochodów. Kiedy zacząłem, zrobiło mi się przykro.

Codziennie do placówki dojeżdża kolumna aut, w których podróżują rodzice z dziećmi. Dorośli dowożą swoje pociechy niemal pod same drzwi wejściowe (gdyby dało się przez nie przejechać, niektórzy z pewnością by się na to zdecydowali). Na ul. Jarzębinowej tworzą się korki, te powodują nerwy i stres kierowców. Nie o nich jednak chcę mówić, a o dzieciach. Rozumiem, że część z nich mieszka w domach znacznie oddalonych od szkoły. Ciężko im codziennie pokonywać określony dystans i jeszcze zdążyć przed pierwszym dzwonkiem. Nie wszyscy jednak są w tej grupie. Wielu rodziców po prostu rezygnuje z odprowadzenia dzieci na zajęcia, zamieniając spacer na samochód. Przecież tak wygodniej, szybciej i człowiek się nie zmęczy. Tyle tylko, że w ten sposób przyzwyczajamy do pewnych zachowań. Dziś będzie to podwożenie do szkoły, jutro do sklepu, kina czy koleżanki. Dzieci nie są z waty. Nic im nie będzie, jak się przejdą. Pytanie tylko, czy ich opiekunowie oszczędzają wysiłku im… czy sobie?

Martwi mnie także opuszczanie lekcji wychowania fizycznego. Na w-f nie chodzi się z różnych powodów. Jak ktoś nie ma talentu do sportu, to słabsza ocena na świadectwie może obniżyć średnią. Jeśli lekcja jest w środku zajęć, to po co się spocić i potem brzydko pachnieć. Najgorzej, gdy wymyśla się dzieciom różne schorzenia. Na zwolnieniu, podpisanym przez rodzica, widnieją tłumaczenia, że maluch ma skoliozę w obie strony, z promieniowaniem na kość ogonową, albo zespół niepożądanych zachowań w trakcie wykonywania ćwiczeń ruchowych. Mniej więcej takie bzdury. Robimy pociechom w ten sposób krzywdę. W ciągu ostatnich 20 lat, w naszym kraju, aż trzykrotnie wzrosła liczba dzieci z nadwagą. A statystyki ciągle idą w górę. W dużym stopniu odpowiedzialność za ten wynik spoczywa na rodzicach. Oni powinni zachęcać do aktywności i reagować, gdy widzą, że dziecko  woli spędzać czas przed komputerem niż na zabawie. Proponować im wysiłek fizyczny, w różnej formie. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy rodzą się sportowcami, ale z dziećmi można pójść na spacer, rower, albo teraz, zimą, na łyżwy. Trzeba chcieć.  


(30.01.2015)
Gramy, biegamy, zbieramy, pomagamy

Lubię , gdy sport łączy ludzi. Szczególnie w szczytnym celu. Scala i napędza do działania, jest narzędziem niesienia pomocy. Takie połączenie przyjemnego z pożytecznym. Coś więcej, dużo więcej niż rozrywka.

Lubią to także świdniczanie. Udowodnili to włączając się w akcję pomocy dla Jasia Karwowskiego. Chłopiec rozgrywa właśnie najtrudniejszy pojedynek w swoim życiu. O zdrowie i życie walczy ze złośliwym nowotworem oka. Walczą też jego rodzice, bliscy, znajomi i my wszyscy, którzy dokładamy cegiełkę do jego leczenia.

W Świdniku, dla dzielnego malucha, organizuje się wiele imprez sportowych. Ponad setka osób wzięła udział w specjalnym biegu dla Jasia. Uczestnicy pokonali trasę o długości 6 km, a potem licytowali przedmioty, z których dochód zasilił konto chłopca. Uzbierano ponad 9 tys. zł. Za nieco ponad miesiąc rozegrana zostanie dziewiąta edycja Wojewódzkiego Turnieju Charytatywnego w piłce halowej. Tym razem organizatorzy zbiorą pieniądze właśnie dla Jasia. Kilka dni po ogłoszeniu zapisów nie było już wolnych miejsc. 32 zespoły, nie tylko ze Świdnika, wpłacą minimum 250 zł wpisowego. Na starcie chłopiec otrzyma więc 8 tys. zł. Patrząc jednak na ubiegłe lata, uzbierana kwota będzie dużo wyższa. Przynajmniej dwukrotnie. W pomoc chłopcu i jego rodzinie włączyli się także siatkarze i działacze ASPS Avia. Na meczu z Aluronem Wartą Zawiercie zrezygnowano ze sprzedaży biletów, a kibice mogli wrzucać pieniądze do specjalnych puszek. Podobną akcję przeprowadzono także na meczu koszykarzy Wikany Start Lublin z Energą Czarnymi Słupsk. Oprócz funduszy, zebranych podczas spotkania, klub przekazał na licytacje koszulki i piłki z autografami.

A Jasio jest już po pierwszej dawce chemii. Przed nim jeszcze trzy takie zabiegi. Na wszystkie ma już potrzebną kwotę. Na tym jednak nie koniec wydatków. Chłopiec regularnie będzie musiał przechodzić kontrole w USA. Od jego taty usłyszałem, że nawet do 15 roku życia. Można sobie wyobrazić ile kosztuje przelot samolotem dla całej rodziny, nocleg i sama wizyta u lekarza. To wydatki przekraczające domowy budżet wielu rodzin. Nie schodźmy więc z boiska, póki ten mecz się nie skończy.


(22.01.2015)
Euro U-21 Świdnik

Możemy poczuć smak wielkiej, piłkarskiej imprezy. W najbliższych dniach UEFA ogłosi, kto zorganizuje mistrzostwa Starego Kontynentu, do lat 21. Wśród kandydatów jest Polska. I to ją wymienia się w roli faworyta tego wyścigu. Jeśli wygramy, jednym z miast, do którego przyjadą reprezentacje, biorące udział w turnieju, będzie Lublin.

„Otrzymałem oficjalne potwierdzenie od Polskiego Związku Piłki Nożnej. Jeżeli w styczniu UEFA zadecyduje, że młodzieżowe mistrzostwa Europy w 2017 roku zostaną rozegrane w Polsce, jednym z miast gospodarzy będzie Lublin” – mówił na początku października Krzysztof Żuk, prezydent Lublina.

To świetna wiadomość. Do stolicy województwa przyjechałyby minimum cztery zespoły (tyle występuje w grupie). Logistycznie niemożliwe jest, by wszystkie trenowały na jednym stadionie, więc będą szukały baz treningowych w regionie. Jedną z nich mógłby być Świdnik. Obiekt przy ul. Sportowej jest i bardzo dobrze usytuowany względem Lublina, i spełnia wszelkie warunki, by gościć zespoły narodowe. Wie o tym także Zbigniew Bartnik, prezes Lubelskiego Związku Piłki Nożnej, który jeszcze podczas budowy piłkarskiej areny w naszym mieście mówił o możliwościach wykorzystania jej w kontekście reprezentacji młodzieżowych. Oprócz Lublina i Świdnika w grę wchodzą także Puławy i Łęczna. Łatwo więc policzyć, że każdy z zespołów, na czas mistrzostw, znalazłby swój kąt.

A mieć taki kąt to duży przywilej. Przykładem może być niewielka wieś Gniewino, nieopodal Gdyni, która podczas EURO 2012 gościła u siebie późniejszych mistrzów tych zmagań, ekipę Hiszpanii. Dlatego i my nie powinniśmy mieć żadnych kompleksów w staraniach o przyjazd jednej z reprezentacji. Po naszej stronie jest wiele atutów. Oprócz dobrej bazy treningowej i bliskości głównej areny ewentualnych zmagań, mamy pod nosem lotnisko. To ważny czynnik, przynajmniej dla europejskiej centrali piłkarskiej, która stawia duży znak plus przy miastach połączonych w ten sposób ze światem.

Oficjalne przyznanie praw do organizacji mistrzostw ma się odbyć na najbliższym posiedzeniu Komitetu Wykonawczego UEFA. Ten zaplanowano na 26 i 27 stycznia w Nyonie. Po usłyszeniu „Poland” lub „Pologne” (zakładam, że tak właśnie będzie), niemal z miejsca trzeba się zabrać do pracy i zaznaczyć się na piłkarskiej mapie nie tylko naszego kraju, ale i Europy. Nikt niczego za darmo nam nie da.


(15.01.2015)
Na sport wydawać nie szkoda

Ponad milion złotych. Tyle wynosi tegoroczna dotacja, przyznana przez miasto klubom, stowarzyszeniom i sekcjom sportowym w Świdniku. To o 200 tys. więcej niż w ubiegłym roku. I jak zwykle przy dzieleniu kasy znajdą się ci, którzy powiedzą, że to za dużo. Pieniądze można było przecież lepiej spożytkować, remontując np. drogi, budując parkingi. A najlepiej by było, gdyby je po prostu zrzucić z samolotu nad Świdnikiem.

Z argumentami, że na sport idzie zbyt dużo pieniędzy się nie zgadzam. Szczególnie żyjąc w mieście, które ma tak wielkie tradycje sportowe. To tu wychowało się wielu mistrzów, nie tylko Polski, i to my jesteśmy teraz z tego dumni. W sekcjach sportowych szkolą się obecnie setki dzieci i młodzieży. To dla nich pasja, której poświęcają mnóstwo czasu. Nie każdy z nich będzie w przyszłości mistrzem. Niewielu nawet przejdzie na zawodowstwo. Nie możemy ich jednak odzierać z marzeń. Muszą mieć szansę spróbowania, a żeby taka się pojawiła, potrzebna jest pomoc mecenasów sportu. Ktoś spyta, dlaczego kluby nie zwrócą się o dofinansowanie ich działalności do prywatnych przedsiębiorców? Zgłaszają się. Mniejsze i większe firmy dają im pieniądze. Niewielkie, bo i nie ma tu potężnych udziałowców, którzy lekką ręką przeznaczyliby miliony na zbudowanie świetnego zespołu. A tyle właśnie potrzeba. Wie o tym doskonale chociażby nasz rywal zza miedzy, lubelski Motor. Gdyby nie pomoc Ratusza, klub z 350-tysięcznego miasta, grający w przeszłości w najwyższej klasie rozgrywkowej, osiadłby na dnie sportowego niebytu. Zresztą, takich przykładów jest więcej. Ostatnio upadłość ogłosiła Korona Kielce. Jej los spoczywa teraz w rękach miejscowych radnych, którzy mają zdecydować, czy przeznaczą pieniądze na jej ratowanie. Jest także wiele przykładów na to, jak miasta czynią ze sportu swoją wizytówkę. Hasłem stolicy Wielkopolski jest „Poznań stawia na sport”. Nazwę miasta na koszulkach mają takie kluby piłkarskie, jak Piast Gliwice, GKS Katowice, Arka Gdynia. Tam wspieranie sportu uważa się za naturalne.

W Świdniku z miejskiej kasy pomoc otrzymali: GPTS Avia, ASPS Avia, Klub Motorowy „Champion”, Klub Pływacki Avia, UKS Remis, Aeroklub Świdnik, Klub Tenisowy Avia, LKSW Dan, GPTB Avia, Lubelski Klub Karate Kyokushin oraz Fundacja Wsparcie. Dotacja, to nie jedyna pomoc dla tego środowiska. Gmina oraz powiat, co roku finansują stypendia i nagrody sportowe dla najzdolniejszych adeptów różnych dyscyplin. Inwestują również w infrastrukturę sportową. Przed sternikami Świdnika jedno z najważniejszych zadań inwestycyjnych ostatnich lat. Budowa lub przebudowa obiektów sportowych Avii, zlokalizowanych przy WSK. Zrealizowanie projektu pozwoli zakończyć pewien etap, związany z postawieniem na nogi sportowej infrastruktury w naszym mieście. Kibicuję wszystkim, którzy będą o to walczyli. .