• Schronisko w Krzesimowie
  • rodzinka
  • Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów
  • Idzie sobie Grześ...
  • Repertuar
  • Załatw sprawę w Urzędzie
  • Zdrowy Świdnik

Andrzej Wiśnioch

publicysta, matematyk-informatyk, prezes Towarzystwa Śpiewaczego Arion w Świdniku


Smaki dzieciństwa

Któż z nas  w  swoim życiu, nie powraca myślami do swojego dzieciństwa, do lat młodzieńczych. Niezależnie od tego na jaki czas przypadało nasze dzieciństwo zawsze znajdujemy  w nim zdarzenia, epizody, które wspominamy z rozrzewnieniem.  Młodość kojarzy się z ciekawością świata, poznawaniem tego czego nie znamy, z energią. Być może dlatego wracanie do czasów młodości jest z reguły obdarzone sentymentem. Do czego wracamy myślami? Zapytałem znajomych. Cóż z rozrzewnieniem wspominamy jak smakowała oranżada w proszku, która fajnie musowała na języku. Wspominamy szarlotkę, którą piekła mama na niedzielę, czy świąteczne potrawy przygotowywane w domu. Miło wspominamy zabawki, które nie były elektroniczne, których wybór w latach 80-tych był ubogi, a które jednak znalazły miejsce w naszej pamięci i sercach. Dlaczego?  Być może właśnie przez to, że z trudem kupione,  nieliczne, które mieliśmy. A  może dlatego, że często kojarzyły się z domem i rodziną.

Czy zastanawiali się Państwo co dla współczesnych dzieci stanie się „smakiem dzieciństwa”? Muszę przyznać, że mam mieszane uczucia jeśli chodzi o odpowiedź na to pytanie. Wcale nie chodzi o to, że mówię jako osoba dorosła, która „marudzi i narzeka” na dzieci. Obserwuję znane mi rodziny, które posiadają dzieci. Czasem anonimowe osoby i ich dzieci, które widzę jak zachowują się  w sklepach, gdzie tak często pojawia się kategoryczne żądanie dziecka „ja chcę to, kup mi to”. Czy w tym przebogatym świecie zabawek, elektronicznych cacek, które po krótkim czasie fascynacji dziecka zastępowane są kupionym „następnym lepszym modelem”, dziecko jest w stanie docenić cokolwiek. Czy dostrzeże fakt, że wiąże się to chociażby z wydatkiem ze strony rodziców. Zresztą my rodzice, też nie jesteśmy bez grzechu w tym podejściu do naszych pociech. Nie zawsze potrafimy nauczyć dziecko, aby ceniło to co ma. Kolejne zakupy nowych zabawek, gadżetów powodują, że te poprzednie staja się bezwartościowe, odchodzą w niepamięć. Znam taki przypadek, że dla syna w gimnazjum, matka kupuje najnowszy model komórki za prawie dwa tysiące tylko dlatego, że chce on mieć lepszy telefon od innych kolegów. „Przecież  tak dobrze się uczy i jedynak – jak mu odmówić” stwierdza matka. „ A jak zrobi prawo jazdy to dostanie samochód, no taki z górnej półki. Stać mnie, a to takie dobre dziecko ”. Powiem prawdę, że przeraża mnie takie podejście. Dawanie dziecku coraz droższych prezentów, na żądanie, bez wysiłku  moim zdaniem powoduje, że dorasta ono w przekonaniu, że właściwa jest postawa roszczeniowa i konsumpcyjna. Myślenie, że „należy mi się wszystko” bez elementarnej skali wartości czy wkładanego wysiłku źle wróży dla przyszłości.

Co do „smaków domowych” to bywa różnie. Zauważyli Państwo, że coraz częściej zamiast rodzinnego obiadu jedziemy na pizzę, frytki czy  inne specjały do jakiegoś marketu. Przy okazji robimy zakupy. Zapominamy o tym „rytuale rodzinnego obiadu, wspólnie pieczonego ciasta, wspólnego stołu, wspólnego przebywania ze sobą”. Jeśli nie nauczymy tego naszych dzieci, to jaki wzorzec wezmą do swojego życia. Oczywiście ten „zakupowy”.

Może to świat się zmienia, a my powoli stajemy się „reliktami przeszłości” co to myślą po staremu. Cóż nie można i tego wykluczyć, ale myślę, że warto niezależnie od wieku zastanowić się nad naszymi i naszych dzieci „smakami dzieciństwa”.

Na zakończenie pewna ciekawostka. Pamiętają Państwo ze swojego dzieciństwa książeczki do kolorowania. Z pewnym zaskoczeniem zauważyłem, że pojawiły się ostatnio w sprzedaży  takie książki do kolorowania dla dorosłych!!!. Ze skomplikowanym, drobnym wzorem, wymagającym spokoju i skupienia przy kolorowaniu. Podobno to ma nas dorosłych uspokajać, relaksować i poprawiać ogólny nastrój. Może i to tak działa. A może jednak....to wychowane konsumpcyjnie kolejne pokolenie dochodzi powoli do wniosku, że z czasem się już im powoli znudziliśmy i trzeba by nas zamienić. Z upływem lat ponoć się dziecinnieje. Czyżby podsuwali nam książeczki do malowania jako prezent dla dziecinniejących rodziców. Przewrotne to stwierdzenie, ale czy nie może być w nim ziarnka prawdy....

pozdrawiam Państwa wakacyjnie
Andrzej Wiśnioch


Wędrówką jedną życie jest człowieka.

Tak kiedyś śpiewał Edward Stachura, przygrywając sobie na nieodłącznej gitarze. Czy życie człowieka można nazwać wędrówką? W sensie dosłownym i tym metafizycznym. Myślę, że większość z Państwa zgodziłaby się ze Stachurą, że tak właśnie jest.

Podróż może mieć różnorodny wymiar zależny od sposobu, celu i miejsca. Z jednej strony może to być wędrówka w celu poznania świata, wyjazd urlopowy. Z innej strony może to być ucieczka przed czymś, tułaczka do której zmusiły nas różne przyczyny.      

Czasem szukamy szczęścia gdzie indziej, mamy nadzieję na lepsze. Cóż jak to z nadzieją kończy się różnie. Jak by nie patrzeć każda podróż poza tym, że utrwala się  nam w pamięci (dobrze lub źle)  w jakiś sposób nas zmienia, pozostawiając w nas pewien ślad.

Refleksje związane z podróżami wywołały we mnie moje ostatnie wyjazdy związane z  pracą. Typowe kilkudniowe wyjazdy, żadne tam zagraniczne wojaże. A i środek lokomocji sprzyjający kontaktom międzyludzkim, rozmowom - pociąg.

Moje obserwacje skupiłem na dwóch aspektach. Pierwszy dotyczył podróżujących osób,  a drugi wiązał się z tym co oni robili w czasie podróży. Ponieważ od lat przynajmniej raz w miesiącu gdzieś wyjeżdżam, więc dostępny jest dla mnie pewien materiał porównawczy.

Proszę Państwa z biegiem lat zmieniły się nam jakościowo pociągi. Nie uświadczymy już dzisiaj romantyzmu podróży na stopniach wagonu, czy w wagonach, które bardziej przypominały towarowe niż dla przewozu ludzi. Szybciej lub wolniej, ale nieubłaganie  technika wkracza i w tej dziedzinie. W kwestii autokarów czy nawet komunikacji miejskiej jest podobnie.

Słyszałem niedawno rozmowę dwóch mężczyzn w średnim wieku. Jeden z nich dosłownie  z wypiekami na twarzy opowiadał o tym jak musiał przesiąść się z auta, którym praktycznie wszędzie jeździł, do pociągu. I tu konsternacja – nie potrafił w pierwszej chwili otworzyć drzwi bo.....nie było typowych klamek. Cóż obok kolorowe, podświetlone przyciski je zastąpiły. No, ale ta chwila potrzebna na zburzenie stereotypu jak zbudowany jest wagon musiała zaistnieć. Zaistniała powodując zaskoczenie, konsternację, rozdrażnienie, a może i wstyd że z tą techniką jakoś tak na bakier. No pewnie w domu to z tym doświadczeniem bohaterem nie zostanie i raczej nie będzie się chwalił. Raczej opowie o tym jak to teraz się zmieniło podróżowanie, że ta elektronika i w ogóle jakiś taki wielki świat chociaż stacja mała. No i sobie z tym poradził. Niby to samo a jakoś tak lepiej brzmi.

Wracając do naszych podróżnych. Coś tu nam się też jednak pozmieniało. Pojawiła się nowa kategoria - osób dojeżdżających do pracy. Powiecie Państwo, że to żadna nowość. Tak, ale ….są osoby, które dojeżdżają do pracy nie  kolejami podmiejskimi, na krótkich dystansach, ale pokonują codziennie w obie strony łącznie  około 360 km. Taka trasa Lublin-Warszawa-Lublin. Trudno uwierzyć? A jednak. Czego nie robi się, aby mieć pracę, utrzymać rodzinę, czy dopracować brakujący czas do emerytury. No więc wyobraźmy  sobie taki schemat: wstanie ok 4.30 rano, dojazd do stacji, ok 2,5 godzinna podróż pociągiem do Warszawy, tam praca 8 godz. powrót do Lublina znowu przez 2,5 godziny pociągiem i powrót do domu w godzinach wieczornych tak 20-21. Co nie możliwe? Proszę Państwa spotykam ludzi, których życie tak wygląda. To wcale nie są jednostkowe przypadki.

Cóż, można zastanowić się nad tym jak tacy ludzie funkcjonują  w pracy, w domu, w rodzinie.  Jak ogromne zmęczenie musi ich dopadać. To też jest wyróżnik naszych czasów.

Inną ciekawą grupą są studenci. Ich najczęściej można spotkać  w pociągach  w niedzielne i piątkowe popołudnia. Cóż studiowanie w dużych miastach takich jak Kraków czy Warszawa ma swoje specyficzne cechy. Jedną z nich jest stosunkowo wysoki koszt utrzymania. Poza opłaceniem mieszkania w akademiku czy na stancji pozostaje jeszcze kwestia wyżywienia. Na studencką kieszeń wbrew pozorom to nie bagatelne kwoty. Stąd nieoceniona  bywa pomoc rodziców. O dziwo coraz częściej nie tyle w postaci pieniędzy,  ale w formie produktów spożywczych. W niedzielne popołudnia można często zobaczyć młodych ludzi, z torbami, plecakami. A w torbach żywność, domowe jedzenie zamknięte w słoikach. Stąd powstało określenie w żargonie pasażerów, „słoiki’. Nie zdziwcie się Państwo jak jadąc w pociągu usłyszycie, że jest tłok bo „słoiki dzisiaj wracają do Warszawy”. To też jest pewien koloryt naszej rzeczywistości.

Co robimy w czasie podróży? Tu jest jakby mniej zmian, Tak jak i kiedyś podróżni czytają gazety, książki, rozwiązują krzyżówki, śpią czy też rozmawiają – choć rozmowa to domena osób w średnim wieku i starszych. Szczerze mówiąc niewiele młodych osób wykazuje ochotę do rozmów. Woli pisać sms-y,  czy coś czytać. Czy zauważyli Państwo, że współcześnie młody człowiek czułe się niepewnie w kontaktach z innymi ludźmi? Często unika rozmów, patrzenia w oczy drugiego człowieka, No chyba, że na odległość przez komputer lub komórkę. Wtedy odzyskuje pewność siebie. To ciekawe zjawisko.

Muszę przyznać, że bardzo często osoby starsze są skłonne do rozmów, Czy to z racji samotności, czy też z potrzeby opowiedzenia swoich historii starają się w podróżujących znaleźć bliską sobie duszę. Potrafią to być naprawdę pasjonujące rozmowy i opowiadania, Zdarzały mi się sytuacje, że w ciągu dwóch godzin podróży dowiedziałem się o tylu różnych historiach życiowych, rodzinnych, powiązanych z naszą rzeczywistością, że żadna książka nie dałaby mi tej wiedzy. Cóż podróże kształcą nie tylko przez to, że jedziemy do nowych miejsc, ale także dlatego, ze spotykamy innych ludzi.

Nasza życiowa droga to też swoistego rodzaju podróż. Brniemy w trudach codzienności, w  nieznane, samotnie walczymy z przeciwnościami, szukamy bratniej duszy. Często się śpieszymy, mówimy coraz częściej muszę to, muszę tamto. Coraz trudniej nam zrozumieć innych, ale też i siebie. Czy próbowali Państwo czasem wybrać się w podróż do „siebie”. Zacząć patrzeć na swoje myśli, emocje, zachowania. Trochę z pewnego dystansu, bo wtedy lepiej widać. Na dodatek bez zbędnego pośpiechu, tak jak obserwuje się nowe otoczenie.  Zobaczyć i ocenić ten krajobraz w kategorii pięknego poranka, czy też w kategorii   krajobrazu po bitwie.  Czas spędzony w podróży, w pociągu, przesuwające się za oknami krajobrazy, monotonny stukot kół może nastroić nas refleksyjnie i zachęcić do takiej „osobistej” wyprawy. Może  wśród pośpiechu i codzienności to dla nas najważniejsza podróż.

Andrzej Wiśnioch


 

Nieznośny ciężar bytu

Niedzielne popołudnie. Mała kilkutysięczna miejscowość na Lubelszczyźnie, kilkadziesiąt kilometrów od naszego miasta. Wokół przyroda budząca się do życia, zza domów rozlokowanych przy rynku widać zielone pola,  drzewa. Na rynku  życie jakby zatrzymało się w czasie. Jakiś kot sennie przechadza się  wśród ławek, jakby szukając kogoś do kogo mógłby podejść, przyjaźnie zamruczeć. Wyraźnie jednak nie ma szczęścia i po dłuższej chwili rezygnuje ze swoich zamiarów odchodząc smętnie  pomiędzy budynki. Wokół  wszechogarniająca senność. Zza szyb samochodu obserwuję pojedyncze postacie siedzące na ławkach. W ławkowiczach  i w ich gestach zdaje się widać  senność i spowolnienie czasu. Po chwili uświadamiam sobie, że   ten dziwny sposób zachowania świadczy nie tyle o zaburzeniu czasu,  co raczej o nadmiernie wypitym alkoholu. W oddali, widzę dwóch mężczyzn z odwagą próbujących wspólnie czyli na czterech nogach przejść przez rynek. Opcja dwunożna, ze względów oczywistych, chwilowo  była  niemożliwa do wykonania.

Rozglądam się wokół. Zauważam mężczyznę w średnim wieku, który  opierając się o rower zaczął mi się przyglądać. Spotkały się nasze spojrzenia  i zobaczyłem, a może bardziej odczułem jego  smutne spojrzenie, jakby próbujące się usprawiedliwić – w domyśle słowami „ a cóż ja mogę zrobić”.  Gdy doszedł do wniosku, że jestem tu tylko przejazdem, więc ani nie pogada po sąsiedzku, ani nie siądziemy wspólnie na ławce -  zniknął w markecie skąd za chwilę wyszedł z drobnymi zakupami w siatce.

Market był w to niedzielne popołudnie specyficznym miejscem. Tu miało się wrażenie, że coś się jednak dzieje. Od czasu do czasu ktoś wchodził, coś kupował. Na półkach reklamy, różne produkty z całego świata (tych naszych jakby niewiele). Pozostawało to w jakiejś sprzeczności z mieszkańcami, którzy raczej kupowali podstawowe produkty, choć przeważało piwo czy dla „bogatszych”  coś  mocniejszego.

Wokół rynku połączenie zabudowy sklepowej z lat siedemdziesiątych z domami jednorodzinnymi. Tylko reklamy w witrynach sklepowych maskowały nieumiejętnie to, że budynki są stare, że dawno raczej nie wybudowano tu niczego nowego. Zresztą nie jest to dziwne skoro w najbliższej okolicy praktycznie nie ma większych zakładów, które mogłyby kreować rozwój miejscowości. Brak pracy, brak większych perspektyw. Co więcej wyglądało na to, że w tej miejscowości przeważają ludzie w średnim i zaawansowanym wieku. Cóż bez trudu można zgadnąć, że najprawdopodobniej wyjechali młodsi w poszukiwaniu pracy, za granicę, a może do innych, większych miast. Całość tworzyła przygnębiające wrażenie.

Ta senność, brak jakichś większych perspektyw na zmianę losu mieszkających tu ludzi były jak majaczenie złego losu, jak jego nieuchronność. Ta egzystencja pozbawiona większych emocji, powtarzalność, przewidywalność sprawiają, że życie w takim środowisku dla  ludzi jest zwyczajnie ciężkie, pozbawione sensu i właściwie niezauważalnie przelatuje im przez palce. To gorzka refleksja.

Dlaczego to co zobaczyłem opisałem?

Proszę Państwa nasuwają mi się następujące przemyślenia:

– to nie jest wcale odosobniony przypadek takich miejscowości, zwłaszcza w rejonach wschodnich Polski. Wbrew reklamom, postępowi, ogólnemu rozwojowi i temu co można usłyszeć w mediach coraz częściej takie obszary powstają. Obszary, które mają wiele problemów. Co więcej wcale nie dzieje się to z winy osób tam żyjących. Rozwój (choć to może absurdalnie zabrzmi!), polityka, gospodarka, generują obszary o ogromnych problemach ludzkich, gospodarczych czy społecznych.

– Czy taka sytuacja może dotyczyć nas, naszego miasta?

Jeśli chodzi o ludność i powierzchnie jesteśmy kilkunastokrotnie więksi, od miejscowości, o której pisałem – ale czy możemy być spokojni?

Wprawdzie obecnie nie mamy takich problemów, miasto się rozwija i to jest dobre. Czy jednak w świetle chociażby ostatnich zawirowań dotyczących przetargu na śmigłowce, nie powinniśmy być szczególnie czujni i wyczuleni na takie sprawy. Sprawy, które mogą w pewnej perspektywie czasowej spowodować, że będziemy świadkami tego jak zmieni się nasze miasto i nasze życie, w niedobrym i niechcianym przez nas kierunku.

Maj to dla nas Polaków ważny w historii miesiąc. W tegorocznym maju też będziemy budować historię  poprzez wybór prezydenta.  Ta historia dotyczy nie tylko naszego kraju, ale i nas samych,  naszych lokalnych  społeczności. Wielu jest kandydatów, różne programy. Nie chcę oceniać ani kandydatów, ani ich programów. To każdy z nas powinien zrobić sam. Chciałbym tylko zachęcić nas wszystkich do tej aktywności obywatelskiej, do przemyślenia swoich wyborów.

Czy zwrócili Państwo uwagę, że z każdymi wyborami wiążą się kampanie reklamowe, nagłaśnianie informacji o kandydatach, relacje z ich spotkań  z różnymi grupami społecznymi. Padają obietnice, deklaracje, słowa, które miło usłyszeć wyborcom. To  oglądamy w mediach, to jest zarejestrowane. Wybieramy. Mija kadencja i …...Właśnie jakoś trudno rozliczyć jest nam tych, których wybraliśmy. Giną gdzieś złożone nam obietnice, nie robi się bilansów tego co zrobiono dobrze, a co źle. A wystarczyłoby np.  zrobić program, w którym odtworzono by składane i nagrane obietnice i skonfrontowano z tym co faktycznie dana osoba zrobiła. Nie widziałem w żadnej telewizji takiego programu. Czasem zdarzają się tylko ogólnikowe namiastki takich konfrontacji obietnic  z ich realizacją.

Dlaczego?  Cóż, jeśli nie będziemy pamiętali starych obietnic to może łatwiej przyjmiemy nowe (w części od tych samych kandydatów). A może też, gdy nie będziemy zbytnio się zastanawiali – ułatwimy  pracę sztabom wyborczym  w przekonywaniu nas samych do tego  co jest jedynie dobre i słuszne.

Któż więc poza nami jest zainteresowany w rzetelnej analizie sukcesów i porażek tych, którym zaufaliśmy.

Proszę Państwa – myślmy, analizujmy, pamiętajmy. Zwracajmy uwagę na to, abyśmy sami sobie nie   zafundowali „nieznośnego ciężaru bytu”.

Andrzej Wiśnioch   


Szekspir 4,99

Minął czas świątecznych zakupów. Znowu pewnie wiele osób odkryło fakt nabycia  z olbrzymim zapasem jedzenia czy innych towarów. Cóż pozostaje teraz je wykorzystać. Niejednokrotnie stwierdzamy wtedy, że ulegliśmy zachętom i reklamom, które skutecznie prowadzą sklepy. Promocje, zachęcające do zakupów reklamy, nasza słabość związana z chęcią świętowania składają się na to co i jak kupiliśmy. 

Moją uwagę zwrócił  towar, który był promowany w rzekłbym sposób niesmiały, jakby z niewiarą, że znajdzie szerokie grono nabywców. W kilku świdnickich marketach zauważyłem w dużych pudełkach kartonowych, nie tyle ułożone co wrzucone książki. Ot począwszy od książeczek dla dzieci, poprzez poradniki do dzieł klasyków polskich jak i zagranicznych. Tu była pełna demokracja. Dziela Żeromskiego, Konopnickiej, Mickiewicza, Szekspira na równi z poradnikami, romansami do jednorazowego przeczytania.

Pomimo przystępnych cen towar nie wzbudzał zbytniego zainteresowania. Sam trochę dla eksperymentu zatrzymałem się przy tym pudle i zacząłem przekładać książki, wyszukiwać  dzieła co ciekawszych autorów. Faktycznie przyniosło to pewną reakcję kupujących, biegających od półki do półki w ferworze świątecznych zakupów. Killka osób zainteresowało się tym co robię. Część nawet zaczęła przegladać tytuły. Na tym się jednak zainteresowanie kończyło.  Utwory Szekspira czy Mickiewicza w cenie 4,99  złotych nie wytrzymywały konkurencji z innymi towarami konsumpcyjnymi. Przegrywały z towarami, które zdawały się kupujacym bardziej potrzebne, wręcz niezbędne do godnego przeżycia świąt.  

To cecha współczesnego świata, a może raczej człowieka, że media takie jak Internet czy telewizja skutecznie wypierają czytanie książek. Forma opracowanej, skróconej, a może mówiąc dosadnie "przetrawionej" wiedzy podawanej przez współczesne media coraz bardziej się podoba. Człowiek brakiem czasu rozgrzesza się ze wszystkiego. Przeczytanie książki wymaga czasu, wymaga zastanowienia się nad tekstem, wymusza osobiste odniesienie się do treści.  Stąd łatwiej coś szybko obejrzeć rozgrzeszając się z powyższych atrybutów czytania, przy okazji rozgrzeszając się z ...myślenia.

Będąc niedawno w Warszawie w oknie jednej księgarni zauważyłem duży napis o następującej treści: " Zamiast wyrzucać książkę przynieś ją do księgarni" (!!!). Proszę Państwa znaleźliśmy się w czasach, w których  księgarnie zaczynają nie tyle sprzedawać książki, ale je zbierać chroniąc w ten sposób przed zniszczeniem.  Jeszcze przecież nie tak dawno książki były tak poszukiwanym towarem. Kupowano je nie tylko dla ozdoby półek w domowych regałach. Po prostu je czytano. A propos ozdabiania mieszkań książkami. Czy wiedzą Państwo, że jednym z coraz bardziej poszukiwanych towarów na rynku są ....imitacje książek. Jest coraz większe zainteresowanie  pięknie wyglądającymi atrapami książek. Na półkach wyglądają świetnie,  często tak jakby ich oprawy były wykonane ze skóry.  Dodają  w ten sposób powagi i splendoru domowi.

Cóż, nie mozna nikogo zmusić do czytania, do osobistego odnoszenia się do ponadczasowych tematów zawartch w dziełach  klasyków. Nie można zmusić nikogo do wewnętrznego rozwoju, do myślenia. Starajmy sie może jednak zwracac na to uwagę w naszych otoczeniu. Po to chociażby, aby nie odkrywać coraz częściej jak wśród kolejnych pokoleń ubożeje słownictwo, ubożeje umiejętność przeżywania i zauważania różnych aspektów życia, wreszcie powoli zatraca się umiejętność własnego myślenia.

To trochę zapewne syzyfowa praca, ale moim zdaniem warta do zrobienia. A jeśli w tym naszym, coraz bardziej konsumpcyjnym świecie, zabraknie nam siły argumentów do wykazania racji naszego podejścia do książek ?

Pozostaje jakże często słyszany i spotykany argument - "4,99 ależ to taka atrakcyjna cena". Pozostaje nadzieja, że kupiona książka, zostanie przeczytana, zainspiruje do myślenia, do osobistego odbioru. To i tak będzie sukces i szansa, że a nuż uchronimy kogoś od powolnego stawania się bogatą, pięknie wyglądająca  imitacją.

Andrzej Wiśnioch 


 

Wspólnie pomogliśmy Pawełkowi

Zbiórki funduszy, publicznie organizowane akcje wspierania materialnego różnych celów, coraz częściej stają się stałym elementem naszej codzienności. Nikogo nie dziwi fakt, że niemal  w każdy weekend można spotkać woluntariuszy kwestujących na rzecz osób  potrzebujących wsparcia materialnego. Zbiórki uświadamiają nam, że jest coraz bardziej liczna grupa osób, które potrzebują takiego wsparcia. Często pomoc potrzeba jest małym dzieciom, chorym, niepełnosprawnym. Dzieciom, które mają szanse na poprawę swojego losu, szansę na leczenie czy rehabilitację. Są to zwykłej terapie drogie i długotrwające. Stąd rodzice najczęściej nie są w stanie podołać takim wydatkom. Tak jest w przypadku Pawełka Łagowskiego. Zainicjowany przeze mnie Komitet Społeczny "Pomóżmy Pawełkowi" miał na celu zebranie funduszy na rehabilitację i leczenie chorego od urodzenia na porażenie mózgowe i epilepsję Pawełka. W dniach 21-22 marca zorganizowaliśmy kwestę uliczną. Ponadto w sobotę 21 marca zorganizowaliśmy koncert charytatywny na rzecz Pawełka. Myślę, że organizacyjny jak i materialny efekt naszej akcji spełnił oczekiwania. Zdołaliśmy zebrać kwotę 8450 zł, która została przekazana na konto Pawełka w Fundacji "Zdążyć z Pomocą". Fundacja ta zajmuje się kompleksową opieką nad Pawełkiem.

 Po tych naszych działaniach pozostały refleksje, którymi chciałbym się z Państwem podzielić. Otóż:

- można znaleźć wiele osób w naszym mieście, które gotowe są nieść pomoc zarówno materialną  jak i organizacyjną w tego typu przedsięwzięciach charytatywnych. Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim pracownikom MOK, dyr. Adamowi Żurkowi, Ewie Jaśkowiak,  na których wsparcie i bezinteresowną pomoc mogliśmy liczyć.

- chciałbym podkreślić entuzjazm młodzieży z naszego "Bronka" czyli I LO w Świdniku. To oni w liczbie 63 osób odpowiedzieli na mój apel o pomoc w kweście ulicznej. Dziękuję wam za to. Dziękuję dyrekcji liceum w osobie dyr Stanisława Stefańczyka i Anety Jagieła za tak otwarte podejście i okazaną pomoc. Miłe to są dla mnie chwile, bo sam jestem absolwentem tego liceum i miło jest stwierdzić w praktyce jak dobra praca pedagogiczna i wychowanie jest prowadzone przez nauczycieli tej szkoły.

- tradycyjnie dobre serce okazali muzycy świdniccy. Bez wahania wzięli udział w koncercie  chóry Salve Regis, Arion, Canto, schola Nutki chwały, soliści Monika Kowalczyk, Izabela Pankowska, Dariusz Tokarzewski, Zespół Tańca Ludowego  Leszczyniacy.

- chciałbym podziękować proboszczom świdnickich parafii za to, że ciepłymi, dobrymi słowami zachęcali wiernych do wsparcia finansowego naszej zbiórki.

-dziękuję  wam drodzy świdniczanie za wasze wsparcie naszego przedsięwzięcia. W miarę swoich możliwości okazaliście swoją dobroć dla chorego dziecka.

W dzisiejszych czasach mówi się że ludzie coraz bardziej tracą wrażliwość na potrzeby drugiego  człowieka, izolują się od problemów innych, stają się nieczuli na biedę. Zapewne tak ogólnie rzecz biorąc jest. Nasza akcja charytatywna pokazała jednak, że jest naprawdę liczna grupa osób w naszym mieście, które rozumieją potrzebę takich zbiórek i poprzez swoje zachowanie aktywnie je wspierają.

To ważne, szczególnie w przypadku młodych ludzi, którzy  będą za kilka lat budować i zmieniać środowisko, w którym żyjemy. Takim ciekawym i bardzo miłym przykładem aktywności społecznej było działanie pań z  inicjatywy Kobieta100+. Otóż panie zebrały i przekazały kwotę tysiąca złotych na rzecz Pawełka Łagowskiego. Inicjatywa Kobieta100+ to bardzo ciekawe działanie podjęte w naszym świdnickim środowisku. Napiszę o niej  Państwu w następnym felietonie. 

Drodzy świdniczanie dziękuję Wam za waszą pomoc i wsparcie naszej zbiórki charytatywnej. Dziękuję Wam w imieniu Komitetu Społecznego "Pomóżmy Pawełkowi", który tworzyli: Andrzej Wiśnioch, Andrzej Steć i Krzysztof Wilkołazki.

Andrzej Wiśnioch                                             


 

Nie zawsze zdajemy sobie sprawę z wielości schematów, często narzuconych wzorców, wg których  żyjemy. Owe schematy działają w tle i zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy z ich działania. Generalnie nie zastanawiamy się nad naszym życiem,  mało kto z nas zadaje sobie pytanie dlaczego tak się dzieje.  Czy zauważyli Państwo, że w zasadzie dzieci nie zachowują się wg ustalonych schematów, są otwarte, kreatywne, prawdomówne. Z biegiem czasu rodzina, szkoła czy inne czynniki ucząc człowieka kształtują w nim pewne wzorce, schematy, które  z założenia powinny pomóc mu funkcjonować w społeczeństwie  i  kształtować  jego rozwój osobisty. To jest potrzebne i celowe. Gdybyśmy  nie mieli takich schematów i wzorców to codzienność, każdy jej element wymagający decyzji, byłby dla nas ogromnym problemem , z którym nie tak łatwo byłoby sobie poradzić.  

Oczywiście schematy mogą nieść dobre wartości dla człowieka, ale mogą też być dla niego pewnym ograniczeniem. Mogą być narzędziem do sterowania człowiekiem.  W ostatnich latach, gdy tempo życia wzrasta w nieprawdopodobnym tempie, gdzie pogoń za zyskiem  i dobrami materialnymi zdaje się być naczelnym zadaniem każdego człowieka – pojawiają się wzorce, których wartości są co najmniej podejrzane. Zwłaszcza  duże  firmy, korporacje coraz częściej starają się mieć pracownika, który zna się i wykonuje prace w wąskim, konkretnym  zakresie specjalizacji.  Takiego pracownika po pierwsze łatwiej przeszkolić i nauczyć, no bo siłą rzeczy zakres tej wiedzy jest węższy. Po drugie taki pracownik jest łatwy do zastąpienia przez innego pracownika. Po trzecie taki pracownik, a może mówiąc brutalniej „element procesu wytwórczego” nie jest w stanie sprawiać problemów firmie,  w przypadku swojego niezadowolenia, bo przecież jest tylko trybikiem w całym mechanizmie. Trybikiem , który łatwo w każdej chwili może być zastąpiony innym. Zresztą w takim przekonaniu jest on utrzymywany. Wg tych schematów jest uczony, że powinien się starać, dla dobra całości i takie podejście dla niego jest najlepsze. Każde odstępstwo od takiego schematu,  a zwłaszcza szukanie kontaktów z innymi niezadowolonymi  osobami staje się działaniem na szkodę firmy. To hasło, które zamyka temat do dyskusji. W takich wzorcach nie ma miejsca na ludzkie słabości, wątpliwości. A potrzebę  kontaktu z innymi pracownikami mają  zapewniać wyjazdy czy spotkania integracyjne.Jakże chętnie organizowane przez firmy od czasu do czasu.  Dehumanizacja  pracy w naszych czasach jest nieprawdopodobna. Firmy, w których  panuje niemalże rodzinna atmosfera są już niestety coraz rzadziej spotykane.

Z racji swojej pracy dość często dość często jeżdżę po kraju. Nie tak dawno byłem w Łodzi. Z hotelowego pokoju miałem następujący widok. Wyobraźcie sobie Państwo przeszklony wieżowiec, dziesięć pięter. Cała niemalże przezroczysta ściana podzielona poszczególnymi kondygnacjami na niewielkie pokoje. Każdy pokój podobnie wyposażony – komputer, fotel, biurko, szafka, telefon, jakiś kwiatek.  Okna nie otwierane, bo cały budynek klimatyzowany. Około godziny siódmej rano prawie jednocześnie zapala się światło w pokojach, przychodzą ludzie, poranna szybka kawa i zaczynają pracować. Z mojego okna wyglądało to nieprawdopodobnie. W każdym z tych pokoi ludzie o przecież różnych osobowościach, charakterach zachowywali się w sposób tak automatyczny, wyuczony. Całość przypominała  zbiór klatek, w których zabiegani ludzie, gonią za szczęściem, które im obiecano. Ta pogoń często trwała do późnych godzin wieczornych, gdy gasły ostatnie światła. Stawała się treścią życia tych ludzi. A gdzie czas dla rodziny, czas dla siebie, dla innych ?  Czy myślicie Państwo, że łatwo jest wyjść  z takiego schematu? Oczywiście, że nie. Nie mając pracy, czy innych środków do życia, do utrzymania rodziny wzorzec ten jest przyjmowany przez ludzi. Często za ogromną cenę własnego zdrowia fizycznego jak i psychicznego, stresu, depresji. To duży problem naszych czasów.  Czasów wyścigu o karierę, posadę, sukces. Zresztą czasem wątpliwego sukcesu finansowego okupionego problemami rodzinnymi,  problemami z własną osobowością.

Na zakończenie moich rozważań chciałbym przejść  do wzorców może „łatwiejszych”, które mamy na co dzień . Każdy dzień jest dla nas pewnym schematem. Codzienne obowiązki, praca czy zajęcia domowe, zakupy, czas na jakiś odpoczynek. To wszystko działa w zasadzie cyklicznie i samoczynnie. Przyzwyczajamy  się do codzienności naszego życia. Jest nam z tym dobrze, albo nie wtedy trochę ponarzekamy.  Całość jest jakoś przewidywalna i nie niesie jakiejś rewolucji.  Do czasu. Czy zauważyli Państwo, że jeśli się zdarzy coś co wyrwie nas tego rytmu codzienności , (weźmiemy nieplanowany urlop bo musimy coś pilnie załatwić, czy prozaicznie przeziębimy  się  i musimy pójść do lekarza itp.) wtedy coś z nami się dzieje ciekawego. Zaczynamy dostrzegać w naszym otoczeniu to czego wcześniej nie widzieliśmy, zaczynamy zauważać innych. Czasem ze zdumieniem odkrywamy, ze przy ulicy, którą jechaliśmy setki razy rosną jakieś ciekawe  rośliny. Zauważamy innych ludzi, którzy okazuje się, że mają podobne problemy jak my. Poza tym można z nimi fajnie porozmawiać – i jakoś to dobrze wpływa na nasze samopoczucie. Zaczynamy się czuć jacyś potrzebniejsi, mniej samotni. To właśnie jest to wyjście ze schematu, ta „łaska chwili”, gdy dostrzegamy w świecie coś więcej niż było widać z naszego schematu codzienności.

Myślę, że warto patrzeć z ciekawością na otaczający nas świat i ludzi.  Zarówno w wymiarze globalnym jak i naszym lokalnym, świdnickim.  To wszystko jest o wiele bardziej bogatsze i pełniejsze niż widać tylko z wzorców codzienności. Nie dajmy się też zamknąć w wąskich wzorcach, które czasem mamy narzucane. Nie stańmy się ich niewolnikami, automatycznie wykonującymi  ich zalecenia. Świat i ludzie to nieprawdopodobne bogactwo, które mamy dane. Trzeba  mieć odwagę i chęć dostrzeżenia łask chwil, które mamy każdego dnia. A może czasem wystarczy chwila zastanowienia i refleksji, aby to dostrzec, aby coś zmienić w swoim życiu na lepsze.

Andrzej Wiśnioch


 

Eksperyment

Kolejna rocznica Świdnickich spacerów w jakimś sensie przywołała w świadomości, zwłaszcza nas świdniczan, temat ówczesnego Dziennika Telewizyjnego, czy też informacji, które były dostarczane wtedy przeciętnemu człowiekowi. Patrząc historycznie, pierwsze wydanie Dziennika Telewizyjnego zostało wyemitowane 1 stycznia 1958. Po Sierpniu 1980 Dziennik Telewizyjny był jednym z najzacieklej krytykowanych przez „Solidarność” i środowiska opozycyjne bastionów władzy i równie zaciekle przez władzę PRL broniony i sterowany. Był często narzędziem manipulacji i dezinformacji. Nie wzbraniano się przed stosowaniem metod powszechnie uznawanych w dziennikarstwie za nieuczciwe i godne potępienia. Przez cały czas istnienia programu był on wykorzystywany przez władze jako narzędzie działań propagandowych oraz jako narzędzie mające służyć do wpływania na sposób myślenia i działania widzów. W jakimś sensie osądziła to historia i można rzec, że jest to pewien zamknięty rozdział.

Szczerze mówiąc zaintrygowała mnie myśl karkołomna, która dotyczyła nie tyle sposobu i celu przekazywania informacji w programach informacyjnych (dawnego dziennika czy obecnych), ale tematyki i problemów, które przewijały się kiedyś i teraz. Wiem, że zmienił się nasz kraj, Europa, świat. Przyjaciele stawali się wrogami, wrogowie zamienili się w przyjaciół. Zmieniła się gospodarka, zmieniła się polityka. Przyszły nowe pokolenia. Czy coś wspólnego może łączyć programy informacyjne – dawne i te dzisiejsze? Nie bardzo wierzyłem, że to możliwe. Zrobiłem więc pewien eksperyment. Najpierw obejrzałem bieżący program informacyjny (był to program nadawany przez jedną, zupełnie przypadkowo wybraną przeze mnie stację telewizyjną – oczywiście krajową). Później znalazłem w Internecie nagranie jednego z wydań Dziennika Telewizyjnego, był to akurat ostatni program o tej nazwie z 17 listopada 1989 roku. Porównałem tematykę poruszaną w obydwu programach.

Muszę przyznać, że zostałem kompletnie zaskoczony. Cóż się okazało – proszę Państwa, są tematy ponadczasowe! Pozwolę sobie je wypunktować:

- wtedy 26 lat temu, w Dzienniku poruszano problem reformy górnictwa, deficytu wydobycia węgla, konieczności usamodzielnienia kopalń jako lekarstwa na przetrwanie; dzisiaj z wiadomości dowiedziałem się o tym, że jest problem działania urynkowionych kopalń, ich zarządzania i przetrwania, problem nadmiaru na rynku węgla - jak by nie patrzeć dalej jest to problemem, który nas dotyka

- wtedy informowano o braku benzyny na rynku, o awaryjnym sprowadzaniu jej z krajów zachodnich, co generowało zapowiadaną podwyżkę jej ceny – dzisiaj usłyszałem w TV o spadku cen, o niepewności na świecie co do stabilności tego rynku. Tak więc problem kiedyś był, a teraz też jest tylko jakby w odwrotnym kierunku

- wtedy znaczną część Dziennika zajęły relacje z sejmu o sporach i kłótniach posłów. Dzisiaj w wiadomościach znaczna część relacji dotyczyła nadchodzących wyborów prezydenckich – oczywiście jak dawniej tak i teraz (może nawet bardziej) już „iskrzy” chociaż do wyborów jeszcze ponad 3 miesiące.

- wtedy informowano o likwidowaniu kolejnych jednostek wojskowych; dzisiaj się mówi o ich rozwijaniu, wzmacnianiu; nawet była w wiadomościach relacja filmowa jak nasze „Rosomaki” wjeżdżają na wagony, którymi zostaną odtransportowane na poligon

- wtedy w Dzienniku mówiono o realizacji doktryny polityki bezpieczeństwa naszego państwa w oparciu o sojusze, dzisiaj w wiadomościach usłyszałem podobny temat

- wtedy w Dzienniku znaczna część informacji dotyczyła strajków, zamieszek w NRD, Czechosłowacji, Bułgarii; w dzisiejszych wiadomościach dużo mówi się o walkach u naszych wschodnich sąsiadów; i tam i tu poczucie zagrożenia, strach, agresja eskalowana do poziomu wojny.

To tylko parę tematów wspólnych, które odnalazłem w programach informacyjnych z dwóch zupełnie innych rzeczywistości. Cóż, czy nie może być zatrważająca dla człowieka świadomość tego, że pomimo postępu w nauce, technice, pomimo rozwoju gospodarczego, wolności – przeciętnego Kowalskiego dotyczą problemy, które kilkadziesiąt lat temu też były tematem wiadomości. Czyż nie można wysnuć wniosku, trochę zmodyfikowanego cytatu z filmu Barei, „…zmiany, zmiany, zmiany….a historia toczy się własnym kołem”.

Andrzej Wiśnioch


Niewdzięczność

Przełom roku to dla chórów okres, w którym często występują z kolędowymi koncertami. W tym roku chór Arion między innymi zaśpiewał w świdnickim schronisku dla bezdomnych. Miejsce, o którym słyszało wiele osób jest jednak zapewne mało znane świdniczanom. Schronisko dla Bezdomnych Mężczyzn im. Św. Brata Alberta w Świdniku przy ul. Orzeszkowej nie ma dużej powierzchni, ale zwłaszcza w okresie zimowym staje się domem dla ponad 40 mężczyzn. Dzięki zaangażowaniu opiekunów i osób związanych ze schroniskiem, bezdomni mają zapewniony dach nad głową, jedzenie, a także w jakimś sensie namiastkę rodziny.

W schronisku znajdują się osoby, które znalazły się tu z różnych powodów. Nie zawsze z własnej winy. Często zmusiła ich do tego sytuacja rodzinna, przypadek, nieumiejętność przystosowania się do rzeczywistości czy też własne słabości. Większość z mieszkańców schroniska ma rodziny. Trudno może zrozumieć jak wiele złych emocji, złości, niewdzięczności może pojawić się w relacjach człowieka z rodziną, że ten decyduje się na los bezdomnego. Szczególnie bolesne są przypadki, gdy te problemy są w relacjach rodziców z dziećmi. Problemy takie wiążą się z ogromną porcją rozgoryczenia, rozczarowania i zawodu.

Myślę, że niejakim zaskoczeniem dla podopiecznych schroniska było pojawienie się chóru i śpiew kolęd. W ich świecie pojawiły się kolędy mówiące o dobrze, cieple, o domu. Powróciły wspomnienia podobnych chwil, które wydawać by się mogło, że odeszły bezpowrotnie. U niektórych bezdomnych można było zauważyć wzruszenie, które, choć skrywanie, można było odczytać z oczu bardziej błyszczących niż zwykle. Dla części słuchaczy takie pozytywne myślenie, było to tak odległe, że nie można było nie zauważyć rezygnacji i niewiary w to, że coś jeszcze mogą zmienić w swoim życiu. Cóż każdy z nich mógłby opowiadać o sobie, o drodze, którą przeszedł godzinami. To zapewne pouczające historie o tym, jak można pogubić się we własnym życiu, jak stracić to co się miało.

Nie ma idealnych recept na życie, na idealna rodzinę, idealne wychowanie dzieci. Zresztą każdy z nas jest inny i może mieć własną drogę. Czy potrafimy jednak dostrzec to dobro, które na co dzień mamy we własnym życiu, we własnej rodzinie, pracy. W charakterystycznym dla naszych czasów pośpiechu, pogoni za dobrami materialnymi, mam wrażenie, że coraz częściej gubimy postrzeganie dobrych aspektów naszej codzienności. To nasze nie zauważanie dobrych stron naszego życia powoduje, że nie umiemy w pełni korzystać i cieszyć się z „darów losu”, z tego co dają nam inni. W ten sposób stajemy się w jakimś sensie niewdzięcznikami wobec nich, ale też i wobec siebie. Czasem dopiero bolesna lekcja od życia potrafi człowiekowi uzmysłowić, że stracił coś , co było ważne, co było na wyciągnięcie ręki, było tuż obok.

Nie bądźmy niewdzięcznikami dla siebie i dla innych! Dostrzegajmy i doceniajmy to co dobrego mamy w naszym życiu. Nawet jeśli to są drobne sprawy.

Andrzej Wiśnioch


Mistrz

Pełna  sala widowiskowa MOK, na estradzie Helicopters Brass Orchestra pod dyrekcją Rafała Maruszaka i Henryka Maruszaka. W tle bardzo prosta, ale sugestywna i zgrabnie przygotowana scenografia. Tak w niedzielne popołudnie rozpoczął się kolejny "Koncert noworoczny". Jak co roku,  artyści bawili zebranych przebojami muzyki filmowej ,rozrywkowej i poważnej. W trakcie koncertu wykonawcy, na różnych instrumentach popisywali się swoimi partiami solowymi. Wywoływało to spontaniczne reakcje widowni, która burzliwymi oklaskami doceniła te popisy.  W czasie koncertu odznaczono także najbardziej zasłużonych artystów odznaczeniem Bene Merenti Civitas Świdnik. Odznaczenia wręczył Burmistrz Waldemar Jakson. Profesjonalnie i bardzo dobrze zorganizowana impreza, bardzo dobry poziom artystyczny, pełna widownia. Jednym słowem sukces organizatorów   i zadowolenie świdniczan, którzy byli na widowni. Tak przeszedł ten koncert do  historii. Ja chciałbym zwrócić uwagę na dwa pewne wyróżniki tego koncertu, które mają dla mnie znaczenie symboliczne.

Pierwszy wyróżnik to osoba Henryka Maruszaka. Multiinstrumentalista, grający na  puzonie,  akordeonie, fortepianie, organach, na tubie i gitarze basowej. Znawca instrumentów dętych i nauczyciel gry na nich. Do Świdnika trafił w 1962, gdzie rozpoczął pracę w ognisku muzycznym. Jednocześnie był instruktorem muzycznym w ZDK W 1965 wraz z kolegą Ziemowitem Barczykiem założyli Chór Arion. Henryk Maruszak był dyrygentem chóru w latach 1965-1966 oraz 1990-2010. Od 1971 roku Henryk Maruszak rozpoczął współpracę z Helicopters Brass Orchestra.To jemu HBO zawdzięcza ogromne sukcesy na krajowych i międzynarodowych, prestiżowych przeglądach orkiestr dętych. Bez Henryka Maruszaka świat muzyki, kultury muzycznej, która rozwijała się razem z miastem byłby o wiele bardziej ubogi. Dzięki jego pracy, aktywności, zaangażowaniu w to  co robił,  setki osób poznało magiczny świat muzyki, co więcej z czasem zaczęło ten świat rozwijać, ubogacać swoimi muzycznymi pasjami. Pasjami, które powstały pod wpływem naszego Mistrza. Ważne są w społecznościach osoby, które potrafią przekazać swoją pasję innym, potrafią odkryć  w innych to co później stają się autentycznym ubogaceniem ich życia. Właśnie teraz Henryk Maruszak obchodzi swoje 80 lecie urodzin. Piękny wiek, piękna i twórcza historia życia. Pozostaje mieć nadzieję, a zarazem życzenie, aby ta artystyczna aktywność Mistrza trwała jak najdłużej.

Drugi wyróżnik tego koncertu to jakże symboliczne przekazanie batuty przez Henryka Maruszaka Rafalowi Maruszakowi. Piękna tradycja rodzinna, w której  pasje  są kontynuowane przez kolejne pokolenia. To ważne. Myślę, że wiele osób, o różnych zawodach nie tylko muzyków, marzy o tym, aby ich dzieci czy członkowie rodzin kontynuowali  ich  zawody, pasje.  Oczywiście nie wszystkim to się udaje. Dlatego szczególnego znaczenia nabierają przypadki takich rodzinnych tradycji. Wtedy widać jak ważne i w jakimś sensie ponadczasowe są takie  pasje. Pasje, które potrafią zainteresować kolejne pokolenia. Co więcej czas ich trwania, umiejętność inspirowania innych są wyznacznikiem ich prawdziwości.

W swoim życiu spotykamy wiele osób. Myślę, że szczęściem jest, jeśli wśród nich  spotykamy ludzi wielkiego formatu, którzy swoimi zdolnościami, talentem, aktywnością  czy  osobowością potrafią nas zainspirować, potrafią pozytywnie wpłynać na nas. Myślę, że wielu świdniczan może o Henryku Maruszaku powiedzieć mój Mistrz.

Andrzej Wiśnioch


Ławeczka

Czas mija nieubłaganie. Okres świąt i jakże związany z nim czas wzmożonych zakupów, czas pośpiesznego odwiedzania sklepów, galerii, hurtowni powoli się wycisza. Wiele osób pewnie po zastanowieniu dochodzi do wniosku, że trochę przesadziło z zakupami. Stwierdza, że tak na dobrą sprawę, gdyby zakupy były mniejsze to nic by się nie stało, a i portfel byłby jakiś pełniejszy. Z drugiej strony mamy w sobie cechę, którą można określić słowami „zastaw się , a postaw się”.    Mając w perspektywie przygotowywanie spotkań rodzinnych, czy imprez  w zasadzie bardzo często w takich sytuacjach odsuwamy się w cień zdrowy rozsądek  i  opanowuje nas szaleństwo zakupów. Markety oczywiście bardzo umiejętnie rozbudzają w nas chęć i potrzebę kupowania, nawet tego co nie jest nam potrzebne.

To, aby zwrócić kupującemu uwagę na towar to nie tylko sztuka, ale konkretna wiedza. Wiedza  o tym jaką barwą światła oświetlić owoce, jak rozmieścić towar na półkach itd. Oczywiście, któż z nas przywiązuje wagę do takich drobiazgów, gdy w perspektywie ma przygotowanie spotkania rodzinnego czy zakup prezentów. Oczywiście nie ma nic w tym złego, że w marketach są towary. Nie ma nic w tym złego, że sprzedawcy zachęcają do zakupów u siebie. Wreszcie nie ma nic złego w tym, że wydajemy własne pieniądze na to co chcemy kupić. Myślę, że problem pojawia się w momencie, gdy w jakimś sensie zakupy stają się dla nas tak niezbędne i konieczne, że nie potrafimy bez nich funkcjonować. Moment, w którym robienie zakupów, spędzanie wielu godzin na chodzeniu  z całą rodziną wśród sklepowych półek staje się rytuałem i sposobem na czas wolny moim zdaniem powinien nam uświadomić, że coś jest nie tak. Nawet najlepsze zabawki, kolorowy świat reklam nie zastąpią dzieciom rodziców, nie wychowają ich. Rzeczywiście łatwiej wybrać się do takiego barwnego i raczej złudnego świata niż porozmawiać z dzieckiem o jego problemach, pójść na spacer czy tak zwyczajnie mieć dla dziecka, a może lepiej powiedzieć - dla siebie czas. Czas w którym jesteśmy otwarci  na drugiego człowieka. Czas w którym potrafimy rozmawiać, dostrzegać siebie, potrafimy powiedzieć proste słowa „tak słucham ciebie”. To w sumie takie proste i potrzebne, jakże coraz bardziej staje się dla nas trudne.

W ostatnim czasie starałem się przyjrzeć jak świdniczanie wplatają się w ten schemat świątecznych zakupów. Mamy przecież coraz więcej marketów, sklepów  i nie musimy,  tak jak to kiedyś bywało po większe i atrakcyjniejsze zakupy wybierać się do Lublina czy innych  miast. W większości marketów jest pewien schemat: towary, półki, kasy, obok mniejsze sklepy z różnymi towarami. Pewna galeria wyróżnia się jednak szczegółem, który z pozoru nie powinien mieć większego znaczenia. Ten szczegół to ustawionych   pośrodku pasażu na parterze kilka ławek. Ot, takich zwyczajnym, które mają  pomóc w oczekiwaniu na kogoś, mają dać chwilę odpoczynku. Co ciekawe, od pewnego czasu  pełnią one jeszcze dodatkową funkcję. Pamiętają pewnie Państwo serial „Ranczo”. Tam jakże ważną rolę pełniła ławeczka -   miejsce, gdzie Pietrek, Solejuk, Hadziuk, oraz  Japycz próbowali znaleźć odpowiedź na wiele nurtujących ich pytań związanych najczęściej z miejscowymi i bieżącymi wydarzeniami. Wydawać by się mogło, że to pomysł scenarzysty, fabuła, która w życiu pewnie nie jest możliwa. A jednak w jakimś sensie taką ławeczkę mamy i u nas. We wspomnianej galerii, najczęściej w sobotnie przedpołudnie, (choć to chyba nie jest ścisła reguła) zauważyłem, że bardzo często spotyka się kilku starszych panów, którzy wzorem filmowej ławeczki rozmawiają, dyskutują czasem pewnie politykują.  Bywalcy  naszej ławeczki myślę, że znajdują naprawdę przyjemność w tych rozmowach,  w obserwowaniu kupujących, w komentowaniu współczesnego życia i świata. Bo to i o własnym życiu można porozmawiać, wspomnieć, że kiedyś było biedniej i trudniej, ale mimo tego żyło się wolniej i jakoś pełniej.  Zresztą nie trzeba specjalnych zabiegów, aby usłyszeć te rozmowy przechodząc obok, czy też siedząc na sąsiedniej ławce. Myślę, że czasami te zasłyszane osądy i opinie o współczesności są w swojej prostocie i istocie zaskakująco celne.  

Do podzielenia się tą historią, skłoniła mnie refleksja która narodziła się we mnie w tym świątecznym okresie zabiegania zakupowego. Może, warto czasem, przysiąść na takiej ławeczce, przestać się śpieszyć  i pomyśleć o tym co tak naprawdę robimy, dokąd tak się śpieszymy. Może te kilka minut refleksji coś w nas zmieni, coś nam uświadomi…

Andrzej Wiśnioch


 

Szanowni Państwo,

Myślę, że dla niektórych z Państwa jestem osobą znaną z artykułów zamieszczanych w „Naszym Świdniku”, czy  „Głosie Świdnika”. W cyklu „Ludzie z pasją” staram się przybliżać Państwu sylwetki osób, które dzięki swoim  zainteresowaniom, działaniom,  wyróżniają się w naszej społeczności. Co więcej ich działalność ma bardzo pozytywny wpływ i w jakimś sensie  kształtuje naszą rzeczywistość. Myślę, że dla każdej grupy ludzi ważne jest, aby znajdowały się w niej osoby, które potrafią innych zainspirować, zachęcić do aktywności, a przede wszystkim potrafią tę rzeczywistość czynić lepszą, bogatszą i pełniejszą o wartości, które może człowiek dać drugiemu człowiekowi.

Drugi aspekt moich rozważań, który często pojawia się w moich felietonach to nawiązywanie do naszych korzeni, do historii naszego miasta. W cyklu wspomnień  „Podróże sentymentalne” wspólnie z Edytą Smus  piszemy o miejscach w naszym mieście, które pozostają  w pamięci i sercach świdniczan. Zapraszamy w naszych felietonach w podróże do miejsc ważnych w historii Świdnika, których znaczenia w życiu wielu mieszkańców nie można nie doceniać.

Wprawdzie 60 lat miasta w historii to bardzo  krótki okres, ale nie oznacza to, że nie mamy własnych tradycji i własnej tożsamości. Budowanie miasta praktycznie od początku, przez  młodych ludzi, którzy przyjechali  z różnych stron kraju do Świdnika w latach 50 i 60,   mogło dać bardzo różnorodny efekt. Wielką zasługą pierwszych świdniczan było to, że mimo różnic, które na pewno były, chociażby ze względu na uwarunkowania historyczne regionów z których przybyli,  potrafili oni zbudować zintegrowaną społeczność. A najlepszy sprawdzianem jakości tej społeczności był rok 1980.

W historii kraju, także tej współczesnej, jest wiele miejscowości, które stają się tylko „sypialniami” dla mieszkańców z powodu tego, że obok znajdują się duże miasta. Mimo bezpośredniej bliskości Lublina, nasze miasto zachowało swój charakter, swój harmonijny rozwój wynikający z tradycji i historii. Współczesność naszego miasta to nie jest „odcinanie kuponów”  z jego historii, To rozwój i otwieranie się na współczesność.  Przykładowo, jeśli spojrzymy na ofertę działań i propozycji kulturalnych oferowanych przez MOK to myślę, że nie powstydziły by się jej o wiele większe miasta. Co więcej myślę, że ta oferta coraz lepiej i coraz bardziej trafia do świdniczan. Dotyczy to zarówno osób dojrzałych jak i najmłodszych. W godzinach popołudniowych w MOK praktycznie są tłumy osób, często rodziców z dziećmi, które korzystają z różnego rodzaju form aktywności kulturalnej. Myślę, że jest to szczególnie ważne, bo w ten sposób, może dla nich niepostrzeżenie, splatają swoje życie z naszym miastem. To dobry zadatek na przyszłość. Będąc prezesem Towarzystwa Śpiewaczego Arion, mam na co dzień możliwość obserwowania jak pasje osób mogą mieć wpływ na ich życie, jak potrafią zbliżać do siebie ludzi. W tym roku chór Arion będzie obchodził swoje 50 lecie. To pewien ewenement myślę, że nawet w skali krajowej. Są w chórze osoby, które śpiewają od samego początku. Co więcej,  chórzyści  są bardzo aktywni. W zeszłym roku daliśmy ponad 35 koncertów. Dwa razy w tygodniu spotykamy się na próbach po 2 godziny. Do tego dochodzą wyjazdy do: Bydgoszczy, Warszawy, Wąwolnicy,

Dęblina, Lublina. To też przykład, jakże realny, tego w jaki sposób aktywność ludzi potrafi wpleść się w historię miasta, w historię społeczności. Co więcej to budowanie historii jest połączone z propagowaniem jej w kraju i za granicą.

Jako przykład wizytówki miasta podałem działania kulturalne podejmowane w naszym mieście. Zwrócenie uwagi na sprawy związane z kulturą w jakiejś mierze wynika z tego, że są to dla mnie bliskie tematy. Myślę, że są także inne, ważne wyróżniki naszego miasta. Pracując jako informatyk, często wyjeżdżam w delegacje do różnych miast w kraju. W czasie wyjazdów staram się zwracać uwagę na to czym dane miejsce się wyróżnia, co ma ciekawego, czym może zaskoczyć przyjezdnego. Muszę przyznać, że na tle różnych miast Świdnik naprawdę wygląda dobrze i przyjaźnie. Wiadomo, że nie mamy drapaczy chmur, przeszklonych wieżowców, monumentalnych budynków. To nie ta skala miasta i nie o to w tym wszystkim chodzi. Mamy za to coś, co zwraca uwagę (pewnie bardziej osobom przyjezdnym, bo świdniczanie się do tego przyzwyczaili) i jest dobrym wyróżnikiem miasta. To pewna spójność, harmonijność, porządek i poczucie „gospodarskiego spojrzenia”.

Świdnik to nie jest miasto jednej ulicy. Podróżując po kraju często widziałem miejscowości, które w zasadzie potrafiły pochwalić się rynkiem, jakimiś zabytkowymi budynkami. Reszta,

peryferie miasta czy nawet boczne ulice naprawdę nieciekawie wyglądały. Myślę, że nasze miasto  dobrze świadczy o nas jako społeczności.  A społeczność to tak naprawdę każdy z nas. Nie można nie doceniać wkładu każdego, kto w jakikolwiek sposób przyczynił się do zbudowania społeczności. Od pierwszych budowniczych, prostych ludzi, którzy wierzyli w to, że znaleźli tu swoje miejsce do życia, po nas współczesnych, którzy kontynuujemy to ich dzieło wierząc w to, że to jest nasze miejsce na ziemi.

W nowym roku, życzę Państwu przede wszystkim zdrowia, pomyślności. Niech nadchodzący czas, niezależnie od różnic w poglądach, będzie czasem wspólnego budowania naszej rzeczywistości. Budowania, które byłoby kontynuacją i rozwojem tego co osiągnęli nasi rodzice i dziadkowie.

 Andrzej Wiśnioch

 

 

 

 

 

 

Na łyżwy od niedzieli

Na łyżwy od niedzieli

Dobra wiadomość dla fanów zimowych sportów. Pora naostrzyć łyżwy i przygotować ciepłe ubrania. W niedzielę powróci miejska ślizgawka przy Szkole…

więcej...
MRM na start!

MRM na start!

Świdnickie szkoły są już po wyborach kandydatów do Młodzieżowej Rady Miasta. W gronie przyszłych radnych znalazło się 20 uczniów. Po…

więcej...
„Baczyński” ze Srebrną Tarczą

„Baczyński” ze Srebrną Tarczą

Portal edukacyjny Perspektywy ogłosił wyniki kolejnej edycji rankingu liceów. W zestawieniu prezentującym najlepsze w ubiegłym roku placówki w Polsce, nie…

więcej...
Ostatnie miesiące dworca

Ostatnie miesiące dworca

Pod koniec zeszłego roku kolej rozstrzygnęła przetarg na budowę 20 dworców na terenie całego kraju. Wśród nich jest również stacja…

więcej...
Kary za poślizg

Kary za poślizg

Do połowy grudnia ulica miała zostać pokryta betonem wałowanym. Tak się nie stało. Dlatego miasto nalicza kary wykonawcy prac. Wyczekiwany…

więcej...
Frontpage Slideshow | Copyright © 2006-2011 JoomlaWorks Ltd.

  • 1
  • 2
  • 3
Prev Next

Na łyżwy od niedzieli

Na łyżwy od niedzieli

Dobra wiadomość dla fanów zimowych sportów. Pora naostrzyć łyżwy i przygotować ciepłe ubrania. W niedzielę powróci miejska...

więcej...

MRM na start!

MRM na start!

Świdnickie szkoły są już po wyborach kandydatów do Młodzieżowej Rady Miasta. W gronie przyszłych radnych znalazło się...

więcej...

Pamiętają o swoich dziadkach

Pamiętają o swoich dziadkach

Wielką niespodziankę przygotowały w czwartek dla babć i dziadków Kleksiki z Przedszkola nr 3. Zaprosiły ich na...

więcej...

Muzyczne popołudnie (foto)

Muzyczne popołudnie (foto)

W sali konferencyjnej Urzędu Miasta zabrzmiały arie, między innymi z oper "Orfeusz i Eurydyka" oraz "Rinaldo", a...

więcej...

Koncert na dziesięć gitar

Koncert na dziesięć gitar

„Pójdźmy wszyscy do stajenki”, „Gdy śliczna Panna”, „Oj maluśki, maluśki…”, „Cicha noc” czy „Do szopy, hej pasterze”...

więcej...

Niebezpieczna sadza

Niebezpieczna sadza

Pojawienie się iskier w przewodzie kominowym napędziło strachu mieszkańcom jednego z domów jednorodzinnych przy ul. B. Czecha....

więcej...

Za mało na odszkodowania

Za mało na odszkodowania

Większość właścicieli działek, które znajdą się pod drogą, już otrzymała pieniądze. Problem pojawił się jednak gdzie indziej....

więcej...

Nowa odsłona za unijną kasę

Nowa odsłona za unijną kasę

Zmiany czekają teren wokół Miejskiego Centrum Usług Socjalnych i budynek przy Wyszyńskiego 14. Zostaną przeprowadzone z udziałem...

więcej...

Podziękowali za Orszak

Podziękowali za Orszak

Dziś, w Miejskim Ośrodku Kultury odbyło się podsumowanie działań, związanych z 7. edycją Orszaku Trzech Króli. Jego...

więcej...

Ze świąteczną wizytą

Ze świąteczną wizytą

Dzieci uczęszczające do świetlicy przy Szkole Podstawowej nr 4 sprawiły dziś miłą niespodziankę podopiecznym Miejskiego Centrum Usług...

więcej...

Potrącenie na pasach

Potrącenie na pasach

We wtorkowe popołudnie, na przejściu przy ulicy Jarzębinowej doszło do niebezpiecznego zdarzenia.  Po godz. 15.00, mieszkanka powiatu świdnickiego, poruszająca się...

więcej...

Prowizorka w świetle latarni

Prowizorka w świetle latarni

Popękane, betonowe słupy poklejone taśmą, przechylone nad ulicą. Tak wyglądają latarnie przy al. Lotników Polskich. Mieszkańcy obawiają...

więcej...

„Baczyński” ze Srebrną Tarczą

„Baczyński” ze Srebrną Tarczą

Portal edukacyjny Perspektywy ogłosił wyniki kolejnej edycji rankingu liceów. W zestawieniu prezentującym najlepsze w ubiegłym roku placówki...

więcej...

Aktywnie na przejściach

Aktywnie na przejściach

Przy pasach na ul. Hryniewicza pojawią się dodatkowe światła. Identyczne zostaną zamontowane jeszcze w trzech lokalizacjach na...

więcej...

Długa kolejka po miejskie „M”

Długa kolejka po miejskie „M”

Radni uchwalili nowy program gospodarowania lokalami gminy. Nie ma w nim planów budowy nowych mieszkań dla najbiedniejszych,...

więcej...

Kary za poślizg

Kary za poślizg

Do połowy grudnia ulica miała zostać pokryta betonem wałowanym. Tak się nie stało. Dlatego miasto nalicza kary...

więcej...

Ostatnie miesiące dworca

Ostatnie miesiące dworca

Pod koniec zeszłego roku kolej rozstrzygnęła przetarg na budowę 20 dworców na terenie całego kraju. Wśród nich...

więcej...

Gramy z Orkiestrą! (na żywo)

Gramy z Orkiestrą! (na żywo)

Informacje na bieżąco, galeria zdjęć i filmy. Zapraszamy serdecznie na relację z 27. edycji Wielkiej Orkiestry Świątecznej...

więcej...

  • 1
  • 2
  • 3
Prev Next

Baletowa premiera

Baletowa premiera

Na początku lutego najmłodsi przeniosą się do krainy baśni. Świdnicki Zespół Baletowy, działający przy Miejskim Ośrodku Kultury,...

więcej...

Kochanym dziadkom

Kochanym dziadkom

Już za chwilę swoje święto będą obchodzić babcie i dziadkowie. Z tej okazji najmłodsi przygotowali dla nich...

więcej...

Niedziela z teatrem

Niedziela z teatrem

W grudniu dorośli, a teraz młodzież z Teatru Puk-Puk zaprezentuje nad czym pracowała w ostatnim czasie. 20...

więcej...

Muzycznie w nowy rok

Muzycznie w nowy rok

Twórczość Czerwonych Gitar, Steviego Wondera czy Andrzeja Zaucha, usłyszymy wkrótce w Miejskim Ośrodku Kultury. Helicopters Brass Orchestra...

więcej...

Koncert R. Rynkowskiego

Koncert R. Rynkowskiego

Jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów w kraju oraz wielokrotny laureat Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu, którego utwory...

więcej...

Smolasty zagra w Świdniku

Smolasty zagra w Świdniku

To będzie muzyczny początek roku. W Centrum Kultury wystąpi Smolasty, a właściwie, Norbert Smoliński. Wokalista, raper oraz...

więcej...

Wybierz się na spektakl

Wybierz się na spektakl

Na wspólny wyjazd na przedstawienie „Betlejem polskie”, w siedzibie zespołu Mazowsze, zaprasza świdnickie Centrum Kultury. Spektakl odbędzie...

więcej...

Na urodzinach u J. Brzechwy

Na urodzinach u J. Brzechwy

Przy pełnej sali zadebiutowała dziś najstarsza, dorosła grupa Teatru Puk-Puk ze spektaklem „A na jutro tort u...

więcej...

Świdnickie kolędowanie (fot…

Świdnickie kolędowanie (foto)

Na pewno nie żałował ten, kto wybrał się na dzisiejsze „Świdnickie kolędowanie”. W wypełnionej po brzegi sali...

więcej...

Zaśpiewali o św. Mikołaju

Zaśpiewali o św. Mikołaju

Choć chodzą jeszcze do szkoły, mają za sobą liczne występy na koncertach i wydarzeniach charytatywnych. Teraz dostali...

więcej...

Chcą pojechać na ZEW

Chcą pojechać na ZEW

20 kapel, a wśród nich świdnicki The Backstage, ma szansę wystąpić podczas ZEW się budzi Festiwal w...

więcej...

Witek Muzyk Ulicy

Witek Muzyk Ulicy

W połowie grudnia do naszego miasta przyjedzie jeden z najbardziej charyzmatycznych artystów polskiej sceny muzycznej - Witek...

więcej...

Nagrody dla artystów (foto)

Nagrody dla artystów (foto)

Dzień Kultury stał się doskonałą okazją do wręczenia Nagród Burmistrza Świdnika osobom, które w 2017 roku osiągnęły...

więcej...

Patriotyczny wieczór

Patriotyczny wieczór

Choć główne obchody setnej rocznicy odzyskania przez Polskę wolności już za nami, w Świdniku wciąż odbywa się...

więcej...

Poetycka premiera

Poetycka premiera

Na koncie ma felietony o życiu, codziennych problemach, dużych i małych radościach oraz 9 tomików poezji, do...

więcej...

Muzycznie dla Niepodległej

Muzycznie dla Niepodległej

Na niezwykłe dwa koncerty pt. „Defilada Niepodległości” zaprosili dziś świdniczan młodzi tancerze i muzycy. W sali kameralnej...

więcej...

Rozkołysani jazzem (foto)

Rozkołysani jazzem (foto)

Jeszcze na konferencji prasowej Richard Bona, gwiazda 17. Świdnik Jazz Festival ogłosił, że z niecierpliwością czeka na...

więcej...

Ruszyło święto muzyki (foto…

Ruszyło święto muzyki (foto)

Równo o godz. 17.00, w Miejskim Ośrodku Kultury zabrzmiały pierwsze melodie, sygnalizujące rozpoczęcie się siedemnastej edycji Świdnik...

więcej...

  • 1
  • 2
  • 3
Prev Next

Nauczą boksu za darmo

Nauczą boksu za darmo

Sekcja pięściarska MKS Avia Świdnik zaprasza dziewczęta i chłopców na treningi bokserskie. Zajęcia odbywają się trzy...

więcej...

Wygrana to obowiązek

Wygrana to obowiązek

Trzy mecze pozostały do końca sezonu zasadniczego w II lidze siatkarzy, grupie szóstej. Świdniczanie, którzy są...

więcej...

Pomagali przez sport

Pomagali przez sport

122 zawodników ze Świdnika, Łęcznej, Piaski, Milejowa i Lublina wzięło udział w noworocznym turnieju taekwondo, zorganizowanym...

więcej...

Mają finał

Mają finał

Z dobrej strony pokazali się młodzi piłkarze Avii z rocznika 2008. Podopieczni Wiesława Kołodzieja zameldowali się...

więcej...

Przygotowania czas zacząć

Przygotowania czas zacząć

Po kilku tygodniach przerwy do pracy wracają piłkarze żółto – niebieskich. Trzecioligowcy spotkają się na pierwszych...

więcej...

W elitarnym gronie

W elitarnym gronie

Zdzisław Stypiński odebrał z rąk Witolda Bańki, ministra sportu i turystyki oraz Elżbiety Rafalskiej, minister rodziny,...

więcej...

Zagraj o puchar

Zagraj o puchar

Do 18 stycznia można się zapisywać na turniej juniorów w futsalu. Osiemnastą edycję wydarzenia organizuje Starostwo...

więcej...

„Pietka” z kontraktem

„Pietka” z kontraktem

Dobra wiadomość dla kibiców świdnickiej Avii. Kontrakt z klubem przedłużył właśnie Piotr Prędota. Napastnik żółto –...

więcej...

Tytuł został w Świdniku

Tytuł został w Świdniku

Drugi rok z rzędu najlepszym zespołem Lubelszczyzny wśród samorządowców okazała się drużyna Świdnika. Nasi reprezentanci obronili...

więcej...

Obronią tytuł?

Obronią tytuł?

Sześć zespołów wystąpi w piątej edycji Mistrzostw Województwa Lubelskiego w Halowej Piłce Nożnej Samorządowców. Turniej zorganizuje...

więcej...

Rosną młode talenty (foto)

Rosną młode talenty (foto)

Drugi raz z rzędu najmłodsi sportowcy spod znaku MKS Avia pożegnali rok turniejem piłkarskim, zorganizowanym pod...

więcej...

Znów uwolnią energię

Znów uwolnią energię

Po raz drugi Miejski Klub Sportowy Avia kończy rok organizując turniej piłkarski pod patro­natem Polskiej Grupy...

więcej...

Zdjęcia z derbów

Zdjęcia z derbów

Przygotowaliśmy fotorelację z meczu LUK Politechnika Lublin - MKS Avia Świdnik. Zapraszamy do oglądania.

więcej...

Słodki smak porażki

Słodki smak porażki

Pięć setów trwał dzisiejszy mecz siatkarzy Avii z LUK Politechnika Lublin. Ostatecznie górą byli zawodnicy ze...

więcej...

O lidera i prymat

O lidera i prymat

Nie trzeba być ekspertem, by przewidzieć, że sobotni mecz Avii Świdnik z LUK Politechnika Lublin będzie...

więcej...

Nie zapomnieli o dzieciach

Nie zapomnieli o dzieciach

Stało się już tradycją, że w okresie świątecznym Avia Świdnik i jej kibice zbierają dary dla...

więcej...

Trzy sety, trzy punkty

Trzy sety, trzy punkty

Trzy sety trwał sobotni mecz żółto – niebieskich z PZL Sędziszów Małopolski. Świdniczanie, zgodnie z przewidywaniami,...

więcej...

Czterech na wylocie?

Czterech na wylocie?

Zapowiada się kilka zmian w kadrze trzecioligowej drużyny piłkarskiej Avii. Niedługo z żółto – niebieskimi może...

więcej...