• Załatw sprawę w Urzędzie
  • Wzmocnienie stopnia cyfryzacji urzędów
  • Schronisko w Krzesimowie
  • rodzinka
  • Repertuar
  • Idzie sobie Grześ...
  • Zdrowy Świdnik

II Wielki Konkurs Wiedzy o Świdniku

I odsłona Wielkiego Konkursu Wiedzy o Świdniku została z entuzjazmem przyjęta przez naszych Czytelników Głosy Świdnika. Wiele osób, razem z nami, poznawało ciekawe wątki historii miasta. Najbardziej wytrwali zmierzyli się w teście i wygrali atrakcyjne nagrody. Od razu było wiadome, że na pierwszej edycji nie może się zakończyć. Dlatego zapraszamy wszystkich Czytelników do II Wielkiego Konkursu Wiedzy o Świdniku. Zasady są proste. Przez osiem tygodni, na łamach Głosu i portalu Świdnik – wysokich lotów publikowane są opowieści o historii naszego miasta. W styczniu, wszystkich chętnych, dorosłych mieszkańców, zaprosimy do testu wiedzy o Świdniku. Pytania, na które trzeba będzie odpowiedzieć, ułożone zostaną na podstawie publikowanych wcześniej historii.

Żeby zgłosić swój udział w teście, wystarczy wypełnić kupon konkursowy drukowany w gazecie i dostarczyć do redakcji „Głosu Świdnika”

Przebojowe miasto 

Świdnik jest kolebką talentów muzycznych. Świadkami ich narodzin były legendarny klub Iskra i kino Lot. To w Iskrze, debiutowały zespoły „Ikersi” i "Tramp", w którego składzie drogę do muzycznej sławy zaczynali Romuald Lipko i Andrzej Szczodrowski, późniejsi muzycy Budki Suflera. Na deskach Lot-u, wiosną 1980 roku, podczas Przeglądu Zespołów Młodzieżowych, przebojem „Piechotą do lata”, rozpoczynał karierę zespół Bajm. Nasze miasto polubili nie tylko muzycy, ale również wybitni prezenterzy i krytycy muzyki rozrywkowej. Ikoną dyskotek w „Iskrze” był Jerzy Janiszewski, dziennikarz Radia Lublin, który w trudnych latach 80. emitował w swoich audycjach najnowszą muzykę zza „Żelaznej Kurtyny”.

W jak wiosna

Krajowej sławy wykonawcy: Danuta Rinn, Bogdan Czyżewski i król piosenek żołnierskich na festiwalu w Kołobrzegu – Daniel, nagrali piosenki o motocyklach WSK. „W jak wiosna”, „Sposób na samotność”, „Jeden zero dla nas” – skomponowane przez profesjonalistów, z zabawnymi tekstami i łatwymi do zapamiętania melodiami - nuciła cała Polska. Piosenki zostały wydane na płytach gramofonowych, emitowane były przez radio, cieszyły się ogromną popularnością. Zasłużyły na miano szlagierów swoich czasów. W 1951 roku, niemal jednocześnie z WSK powstała zakładowa orkiestra dęta. Jej pierwszymi muzykami byli Juliusz Fidziński, Stanisław Dziuba, Mikołaj Krawczyk, Bolesław Skotnicki, Tadeusz Krasucki, Władysław Żyśko. Od 1971 roku, przez 42 lata, historia orkiestry łączyła się z postacią Henryka Maruszaka. Dęciaki na podbój świata Świdnickie dęciaki byli pierwszą orkiestrą z obszaru tzw. krajów demokracji ludowej, która zagrała na Zachodzie, w międzynarodowym konkursie orkiestr dętych w zachodnioniemieckim Rastede, gdzie wystąpiły 72 orkiestry z całego świata. Świdniczanie pozostawili rywali w tyle. Wystarczył jeden wyjazd, aby wstrzelić się w rynek. Niemcy odwiedzili sześć razy, a przy okazji nawiązali kontakty w innych krajach – w Husum, też w międzynarodowym towarzystwie, zgarnęli nagrody we wszystkich możliwych kategoriach. Zbawienne dla Polski zmiany polityczno- ekonomiczne przełomu lat 80. i 90. boleśnie dotknęły orkiestrę. Zakład przestał ją utrzymywać, została niejako zawieszona w próżni. Na szczęście w 1992 roku przyszedł ratunek ze strony miasta. Obecnie orkiestra występuje pod zrozumiałą na całym świecie nazwą Helicopters Brass Orchestra i organizacyjnie znajduje się pod skrzydłami Miejskiego Ośrodka Kultury.


To my zmotoryzowaliśmy Polskę

W uruchomieniu pierwszego motocykla brał udział Stanisław Dyński. Jak sam mawiał później, motocykl ma się do helikoptera jak rower do mercedesa. Ale zadanie, niby proste, wymagało wielu dopracowań. Dlatego do jego wykonania skierowano doświadczonego mistrza. W końcu, którejś nocy 1954 roku, motocykl ze złożonym przez niego silnikiem zaczął pracować. Po przeprowadzeniu programu prób, mistrz Dyński otrzymał na pamiątkę zielony motor z własnoręcznie złożonym silnikiem. Później zwrócił firmie ten egzemplarz historyczny, dostając w zamian inny. Jednak przez długie lata, stojący w gablocie pierwszy motocykl nazywany był motocyklem Dyńskiego.

Mistrzowska stajnia

39 drużynowych tytułów mistrza Polski w rajdach patrolowych, wyścigach ulicznych, rajdach szybkich enduro, rajdach obserwowanych – tego wyniku, osiągniętego przez rajdowców Klubu Motorowego FKS „Avia” Świdnik, nie ma już chyba szansy pobić żadna drużyna. Zaczęło się od Romana Szczerbakiewicza, który w 1952 roku, jadąc na Zundappie, wziął udział w motocyklowym wyścigu ulicznym. Kilka miesięcy później istniała już sekcja motorowa Klubu Sportowego „Stal” Świdnik. Pasmo sukcesów zapoczątkowało w 1958 roku zwycięstwo 21-letniego Jana Szczerbakiewicza w Międzynarodowym Rajdzie Tatrzańskim i pierwsze zespołowe mistrzostwo Polski. Wydarzeniem mającym ogromny wpływ na rozkwit sportu motorowego w Świdniku było uruchomienie produkcji motocykli. Wyścigowy debiut Stanisława Grzesia był również debiutem jego WSK-i. Od 1963 roku klub motorowy przyjął nazwę FKS Avia Świdnik. Wielu zawodników rozpoczęło pracę kierowców doświadczalnych, powstał również fabryczny klub motorowy. Nie było wtedy mocnych na Avię. Tytuły mistrzów Polski świdniczanie rozdzielali między sobą. Pod sztandarem Avii klub przetrwał do 1992 roku, kiedy to – głównie na skutek trudności finansowych – jedna z najbardziej zasłużonych „firm” w polskim sporcie motorowym zaczęła chylić się ku upadkowi. Era ptaków W szczytowym okresie produkcji motocykli powstała słynna seria ptaków. Oparta była na obu modelach silnika – 125 i 175 ccm. Różnił je wygląd i wyposażenie. Z silnikami mniejszej pojemności jeździły Bąki, Kraski, Lelki, Kosy, Gile. Silnik 175 napędzał Kobuzy, Perkozy i Dudki. Do października 1985 roku z taśmy produkcyjnej WSK zjechało 2 008 347 motocykli, które zmotoryzowały Polskę. Na wiele lat kultowa marka, popadła w zapomnienie.

Reaktywacja

Mimo to wielu amatorów jednośladów wciąż marzyło o pojeździe, który byłby naprawdę polski. Wreszcie, w 2017 roku, zakiełkowała idea ożywienia tradycji produkcji motocykli, ale nie jako składaka powstającego ze sprowadzanych elementów, tylko rodzimej maszyny. Plan reaktywacji wueski uzyskał wsparcie świdnickiego ratusza. W efekcie, inicjatywą zainteresowały się ośrodki badawczo-rozwojowe polskich uczelni i firmy gotowe wesprzeć projekt kapitałowo. W sierpniu 2018, podczas XI Zlotu Motocykli WSK i Innych zaprezentowano projekt realizacyjny motocykla. Wueska znowu wyjeżdża na prostą.


Twórcy podniebnych rumaków

Zaczęło się 23 marca 1956 roku. Za sterami pierwszego zmontowanego w WSK Świdnik śmigłowca SM-1, zasiadł pilot Janusz Ochalik. Od tego czasu świdnicką wytwórnię opuściło 7500 podniebnych rumaków. Po SM-1 przyszedł czas na SM-2, Mi-2, PZL-Kania, wreszcie na oryginalne, własne konstrukcje: W-3 Sokół i SW- 4. Największą popularnością cieszył się śmigłowiec Mi-2, którego produkcja trwała 31 lat. 5450 tych maszyn trafiło do 28 krajów świata. Kiedy w pierwszy lot wzbił się Sokół, wytwórnia wkroczyła w inną rzeczywistość. Cechuje ją już nie tylko umiejętność wykonania, ale również zaprojektowania, zbudowania i uzyskania świadectwa typu, śmigłowca własnej konstrukcji.

W elitarnym gronie

Warto zaznaczyć, że jest to jedna z najbardziej skomplikowanych maszyn, jakie wymyślił człowiek. Na początku lat 70. zaledwie 5 państw na świecie było go w stanie samodzielnie skonstruować i wyprodukować. To właśnie wtedy do elitarnego grona postanowili również wstąpić Polacy, a konkretnie konstruktorzy z Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego „PZLŚwidnik”. Niecierpliwi inżynierowie ze Świdnika chcieli czegoś więcej niż produkcji rosyjskich śmigłowców, chociaż podglądanie oryginalnych rozwiązań i próby doskonalenia ich stanowiły doskonałą lekcję. Już od początku lat 60., co chwila jakiś nowy projekt zaprzątał ich głowy i emocje. Tak pojawiły się Łątka, Jaszczurka czy Mewa. Zbyszko Kodłubaj, Jerzy Kotliński, Stanisław Markisz, Stanisław Szeląg, Jerzy Tyrcha, Bartłomiej Koper i inni, zbudowali podwaliny pod polskie sukcesy konstruktorskie: Sokoła i SW-4. Również dzięki nim, weszliśmy do elitarnej grupy zaledwie kilku krajów na świecie, która są w stanie samodzielnie zaprojektować i zbudować śmigłowiec.

Mistrzowski debiut

Śmigłowiec W-3 Sokół jest dzieckiem zespołu konstruktorów, pracujących pod kierunkiem inżyniera Stanisława Kamińskiego. Do pierwszego lotu wzbił się w powietrze 16 listopada 1979 r. Za sterami siedział wówczas pilot Wiesław Mercik. W ciągu 50 lat swojej historii, Sokół stał się podstawowym śmigłowcem polskich służb publicznych. Jest również używany w kilkunastu krajach na całym świecie. Dzięki niemu zakład przetrwał najtrudniejsze, kryzysowe lata 90. Dzisiaj, Sokół, najbardziej przebadany śmigłowiec świata, wciąż cieszy się uznaniem, jako solidny, ciągle unowocześniany środek transportu.

Mniejsze dziecko

29 października 1996 r. lotnisk fabryczne PZL-Świdnik było świadkiem jednego z najważniejszych wydarzeń w historii polskiego lotnictwa. W powietrze wzniosła się druga konstrukcja śmigłowcowa powstała w Polsce – SW-4. Jego twórca, Krzysztof Bzówka powiedział wtedy: "najcenniejszym skarbem każdej firmy lotniczej jest nabywane w ciągu lat doświadczenie. Niektórym wydaje się, że mały śmigłowiec sprawia mniej kłopotów konstruktorom. Jest dokładnie odwrotnie. Każda maszyna, niezależnie od wielkości, musi być wyposażona w silnik, transmisję napędu, układ sterowania, awionikę. W mniejszym helikopterze jest mniej miejsca na “upchanie” wszystkich tych elementów". SW-4 jest obecnie podstawowym narzędziem do szkolenia polskich pilotów wojskowych. Znalazł również użytkowników za granicą, między innymi w Chinach i na Ukrainie.


Wille jak malowane

Przed wojną był tu Adampol, dokąd przybywali spragnieni świeżego powietrza wycieczkowicze z Lublina. Świąteczny, majówkowy nastrój tych podróży podkreślali zawiadowca i dyżurni stacji, którzy ponoć w białych, paradnych strojach obsługiwali pasażerów. „Wynalazcą” adampolskiego mikroklimatu był Zygmunt Majewski, który wydzielił część dóbr Krępieckich, nazywając je – od imienia swojego ojca – Adampolem. W rodzinnej willi „Sosenka” mieszkał tutaj jego brat lekarz, żołnierz i pisarz Adam Majewski. Adampol, czyli dziś Świdnik, rodzinie Majewskich zawdzięcza bardzo wiele. Ich grobowiec znajduje się na cmentarzu przy Lipowej. Chyba niewielu świdniczan wie, że to właściwie Zygmunt Majewski przyciągnął tutaj letników, dlatego jego imię nosi jedna z ulic w mieście. Do Adampola przyjeżdżało się więc na początku XX wieku po zdrowie i wypoczynek. Główne drogi Adampola miały swoje nazwy, jak w mieście. Dzisiejsza ulica Partyzantów nosiła nazwę Alei Kościuszki, Traugutta zwana była Jagiellońską, a dzisiejsza Piłsudskiego miała za patrona Bartosza Głowackiego. Zaczęło się od „Villi nr 1”, która powstała na działce wydzielonej z dóbr krępieckich. Za sprawą Zygmunta Majewskiego, wśród lasów Adampola, zaczęły powstawać jedna po drugiej wille wypoczynkowe. Podobno niektóre z nich, chociaż tylko jednopiętrowe, wyposażone były w windy. Wraz z wybuchem wojny straciły swój letniskowy charakter. Niektóre pełniły inne, historyczne role, na przykład punktów kontaktowych miejscowej partyzantki. Po wojnie powoli popadały w ruinę. Tą, która zachowała się w najlepszym stanie jest „Grażyna”, przedwojenna willa Szcześniewskich, stojąca przy ul. Racławickiej. Do dziś na jej frontowej ścianie można przeczytać umieszczony na tabliczce napis „Grażyna”, a jej i przedwojenny adres to: Aleja Bartosza Głowackiego. Piękny szyld z nazwą znajduje się nad gankiem willi „Bożenna”, która należała do Papieskich. Zachowała się „Sosenka” Majewskich. „Zakopianka”, schowana głębiej za domami przy ul. Świerkowej, była własnością Michała Chodorowskiego. Willa "Bajka" to przeniesiony na ul. Leśną dwór z Tarnawy, w którym mieszkała Anna Kamieńska, odwiedzająca dziadka. Na Adampolu znajdziemy też nieco zapomniane wille: przy ul. Zielonej i przy składzie budowlanym w rogu ulic Traugutta i Piłsudskiego. Kiedyś było ich więcej. Przeniesiona już w XXI wieku z ul. Traugutta w okolice Piask willa „Jutrzenka” Podolszyńskich, „Rozkosz" Gąsiorowskich, spalona w 1943 roku przez okupantów w odwet za Niemca zabitego na Kolonii, „Hania” Ogińskich, która też spaliła się w czasie wojny, ale to przez przypadek. Zaprószyli w niej ogień nieuważni lokatorzy. Była „Ostoja”, zbudowana przez Przeradzkiego, „Bogdanówka”, „Leszczynka”.